Kandydaci na prezydenta Warszawy, czyli dr Jekyll i mister Hyde.

Już wiemy: Jaki (PiS) pójdzie na prawo, Celiński (SLD) na lewo, Trzaskowski (PO) będzie atakował w centrum. Na skrzydłach Śpiewak (MJN) i Wojciechowski (Niezależny). Z obroną może być kłopot, bo Biedroń (b. SLD-UP) jest związany kontraktem ze Słupskiem, a Korwin (ostatnio Wolność), Nowacka (b. ZL) i Zandberg (Razem) jeszcze są testowani. W bramce Hermeliński (PKW). Sędziami będą: główny Muszyński (TK), a pomocniczymi Mazur (KRS) i Przyłębska (TK). Oczywiście trenerem nadal będzie Kaczyński. Taki zestaw powinien zagwarantować Warszawie kolejną … porażkę w wyborach prezydenta.

Gdyby przeprowadzić ankietę nt. pożądanych cech przyszłego prezydenta Warszawy, to mogłoby się okazać np., że powinien on być młody, piękny, i zdrowy. Gdyby jednocześnie zapytać wyborców, czego oczekują od kandydata prezydenta to odpowiedź może by była podobna, bo np. też chcieliby być młodymi, pięknymi i zdrowymi. Czy warto zatem pytać, skoro odpowiedź nasuwa się sama? Nieco bardziej „kumaci” w temacie wiedzą bowiem, że nawet w kampanii nie ma nic za darmo, a już w życiu tym bardziej. Ciekawe więc kto pierwszy z kandydatów zdobędzie się na zastąpienie obietnic tak potrzebnymi debatami z potencjalnymi wyborcami.

Wiadomo przecież, że „z próżnego to nawet Dobra Zmiana nie naleje”, a co dopiero taka zła zmiana. Oczywiście można wybudować 20 przedszkoli, ale może lepiej wybudować 18, i po jednym obiekcie rehabilitacyjno/opiekuńczym dla niepełnosprawnych dzieci i dorosłych? A może zamiast budować to lepiej rozebrać np. parę kościołów, lub majątków przykościelnych i adaptować je na meczety, albo odpowiednio dostosowane obiekty opieki społecznej? A może wszystko zaorać i zacząć od nowa? Chcica kandydatów idzie też np. w kierunku budowania nowych przepraw mostowych, ale gdyby zapytać mieszkańców, czy w walce ze smogiem woleliby np. rozbudować sieć dróg rowerowych i bazę pojazdów elektrycznych?

Rozwija się więc kampania wyborcza i wyobraźnia kandydatów mimo, że jeszcze nie została ogłoszona i jako taka jest nielegalna. Kandydaci już „nawijają makaron na uszy” nieświadomych niczego wyborców, a w miarę upływu czasu będzie jeszcze gorzej. Na przykład wczoraj w TVN24 „Piaskiem po oczach”:
https://www.tvn24.pl/piaskiem-po-oczach,31,m/patryk-jaki-o-reprywatyzacji-w-warszawie-piaskiem-po-oczach,847995.html#autoplay
kandydat P. Jaki przyciśnięty do muru zarzutami o niekonsekwencje i nielogiczność swoich poglądów z rozbrajającą szczerością wyjaśnił, a nawet uzasadnił to, że inne poglądy może mieć polityk, a zupełnie inne samorządowiec, np. w sprawie in vitro. To prawda. Wystarczy jednak zajrzeć do Wikipedii:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Patryk_Jaki
aby się zorientować, że ten kandydat swoje poglądy zmienia tak łatwo jak łatwo się zmienia np. papier toaletowy w łazience.

Reklamy

„Deklaracja Niepodległości 2018”. Narodowcy, a bezrobocie.

Ponad cztery lata temu popełniłem post:
https://bezkomentarza.wordpress.com/2014/03/01/to-idzie-mlodosc-mlodosc-mlodosc/
sugerując pewne przetasowania, także pokoleniowe, w polityce krajowej i zagranicznej. Przewidywania moje, ale i nie tylko moje, bo większość nie pisowatych mendiów wyrażała podobne poglądy, sprawdziły się, chociaż mnie naraziły na dodatkowe kłopoty. Po raz kolejny prześwietlono mnie w różnych miejscach mojej działalności, i po raz kolejny stwierdzono, że: „… no może … ale niekoniecznie tym razem …”

Tymczasem miesiące, i lata mijały, a ruchy narodowościowe tężały i rosły w siłę.
https://oko.press/narodowcy-werbuja-w-calej-polsce-kto-zwyciezy-w-walce-prawicowych-radykalow/
I chociaż liderzy prawicy sejmowej zaczęli się odcinać od kukizowatych narodowców przemyconych do sejmu, to – ośmieleni lubieżnym mrugnięciem kaprawego oczka władzy – ONR-owcy zaczęli jawnie i publicznie demonstrować na ulicach. I wtedy nagle „ciemna luda”, a z nią ten gorszy/lepszy (zależy jak się patrzy) sort zauważył na ulicach pochodnie, swastyki, i milczące, czasami głośniejsze,  przyzwolenie władzy.

Jest 16 czerwca 2018 r.:
https://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/2152082,Kongres-Ruchu-Narodowego-Wyprowadzic-Polske-z-Unii-Europejskiej
„… Deklarację Niepodległości 2018”, która zapowiada m.in. „podejmowanie działań zmierzających do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej”, podpisali w Warszawie przedstawiciele organizacji, które uczestniczyły w sobotnim kongresie Ruchu Narodowego … 98 delegatów z całego kraju wybrało też władze partii … prezesem Ruchu Narodowego ponownie został wybrany Robert Winnicki. Jego zastępcą pozostał Krzysztof Bosak:
Tyle fakty sprzed niespełna trzech dni, a teraz wnioski.

Zapewne większość Czytelników, tak jak ja, zastanawia się co skłania młodych, zdrowych i silnych ludzi do maszerowania w czarnych mundurach, z flagami i pochodniami w ręku? Wyrośliśmy przecież w takim środowisku, gdzie nawet batem nie można było zapędzić nas do tak karnych szeregów. I tu warto sobie przypomnieć jak to dawniej bywało. Otóż w PRL już po ukończeniu szkoły podstawowej, za zgodą rodziców, można było liczyć na fachowe przygotowanie młodzieży do wejścia w „dorosłe życie”. Instruktaż i opiekę zapewniały takie młodzieżowe organizacje jak np.: harcerstwo, organizacje młodzieżowe, i głównie ochotnicze hufce pracy.

Po ukończeniu 16 lat, młodzi mogli liczyć na zatrudnienie w charakterze stażysty w najbardziej uprzywilejowanych i popłatnych kierunkach. Osiągnięcie „18-tki” to już możliwość np. całkowitego uniezależnienia się od rodziców, czy dotychczasowego, nieraz patologicznego, środowiska. „Nadopiekuńcze” państwo oferowało: pracę w dowolnym miejscu w Polsce, tanie mieszkania lub zakwaterowania w hotelach pracowniczych, możliwość bezpłatnej nauki, nieoprocentowane kredyty, praktycznie bezpłatną służbę zdrowia, itp., itd., … Było, minęło, i „se ne vrati”, może i lepiej, wszak dobre wypiera lepsze … 😉 😀

Klauzula sumienia łódzkiego drukarza. Komu sumienie, komu, bo idę do domu?

Dobiega końca niezwykle interesujący pseudo prawny spór w sprawie łódzkiego drukarza:
https://www.pch24.pl/lodzki-drukarz-odmowil-uslugi-organizacjom-lgbt–zostal-prawomocnie-skazany,60953,i.html
Jak można było się spodziewać „… 14.06.2018 r. decyzję sądu rejonowego podtrzymał Sąd Najwyższy. Uznał oskarżonego za winnego, jednocześnie nie nakładając na niego kary grzywny …”
Ale wiadomo … głupota ludzka nie zna granic, więc można się też spodziewać, że zdewastowany Trybunał Konstytucyjny – do którego sprawa ma być przekazana, w ostatnim akcie rozpaczy PiS – orzeknie, że wyrok SN jest niekonstytucyjny i wtedy naocznie przekonamy się co może grozić, gdy do władzy dopuszcza się nieodpowiedzialne jednostki.

Problemem drukarza nie pasjonowałem się, bo nie sądziłem, że polityka pójdzie na wojnę z wymiarem niesprawiedliwości. Ale poszła. W efekcie otumaniona „ciemna luda” do spółki z dziennikarzami:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23544249,sroczynski-zly-wyrok-na-drukarza-czy-jestesmy-gotowi-drukowac.html
zaczęła wydawać własne wyroki. Bzdur nie zamierzam powtarzać, bo sprawa jest prosta jak pie….enie młotkiem kotka, a orzeczenie Sądu Najwyższego całkowicie poprawne. Nie będę się też wdawał w interpretacje prawne tam, gdzie zwykłe prawo handlowe (usługi) już od 2001 r. uregulowało tryb postępowania w takich przypadkach.

Nieświadomym przypomnę, że każdy usługodawca ma prawo do odmowy wykonania usługi, jeżeli w momencie przyjmowania zamówienia stwierdzi, iż np. rodzaj usługi: koliduje z prawem (np. nakłania do przestępstwa, propaguje zakazaną działalność), albo usługobiorca nie wzbudza jego zaufania, bo np. jest pijany, niepoczytalny, nie gwarantuje wywiązania się z umowy. Oczywiście powodem odmowy nie mogą być przyczyny wskazane przez drukarza, bowiem to właśnie jest jawną dyskryminacją, a więc usługę należało wykonać.

Drukarz wybrał jednak taki sposób, który gwarantował mu – a właściwie jego przełożonemu, bo drukarz był zwykłym pracownikiem w drukarni należącej do innej osoby – reklamę swojej postawy i zapewne przychylność katabasów, oraz rządzącej opcji politycznej. Przeciwnicy orzeczenia Sądu Najwyższego podnoszą argument, iż drukarz, mający konstytucyjnie zagwarantowane prawo do wolności sumienia i wyznania mógł odmówić wykonania przedmiotowego zlecenia. Czy zatem każdy zatrudniony lub prowadzący działalność na własnym rozrachunku ma prawo z w.wym. powodów odmówić wykonania określonych prac lub usług? No cóż, na razie jeszcze nie, ale PiS już nad tym pracuje. 😀 :
http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,130517,22996212,klauzula-sumienia-dla-wszystkich-zawodow-prawnik-podpowiada.html

Uważajmy więc, bo za chwilę może się okazać, że nie wolno nam chodzić po chodniku, który układał brukarz. Nie wolno, bo brukarz jest praktykującym katolikiem, a my nie chodzimy do kościoła więc i po chodniku nie możemy chodzić. Paranoja? Nie. To normalka i planowe działanie PiS w celu dalszego dzielenia i antagonizowania społeczeństwa. I tu wracamy do tytułu niniejszego postu. Nie da się ukryć, że klauzula sumienia jest wartością niezbywalną w demokratycznym społeczeństwie, ale jej stosowanie powinno się odbywać w szczególnych okolicznościach i na zasadzie odpowiedzialności osoby korzystającej z tego uprawnienia.

Nie ma więc przeszkód, aby klauzulą sumienia mogli być także objęci np.: księża, prokuratorzy, policjanci, i inni przedstawiciele zawodów, którzy w trakcie wykonywania zawodu stykają się z wrażliwymi danymi pacjenta, klienta, podejrzanego, itp. Natomiast w przypadku odmowy wykonania stosownych usług/czynności odpowiedzialność powinna całkowicie spadać na powołującego się na klauzulę sumienia. A więc: „Komu klauzula sumienia, komu … bo idę do domu?”

Na złość tacie, zrobię w gacie, czyli konstytucja widziana oczkiem „prezydęta”.

Jak Polska długa i szeroka nie ustają płytkie, średnie, pogłębione, lepsze i gorsze analizy projektu konstytucji autorstwa PAD-a. W tych warunkach spróbuję dorzucić swoją wersję, którą zresztą opatentowałem już kilka tygodni temu w zakładach bukmacherskich. Oczywiście nie zamierzam ani przez moment odnosić się do fikcyjnych punktów jakie PAD umieścił w swoim projekcie, bo zakładam, że nie o to chodzi autorowi. Wiadomo, że konstytucja jest nie do przyjęcia, chociażby ze względu na proponowany termin, bo nałożona na czas wyborów dokładnie dewaluuje oba przedsięwzięcia. A więc jako taka musi być uwalona, i o tym wie nawet życie niepoczęte.

O co zatem chodzi PAD-owi? Na pewno nie są to zagadnienia wypunktowane w projekcie, bo w większości, albo nie mają większego znaczenia dla konstytucji, albo są już uregulowane, tylko jakiś inteligentny inaczej człowiek tego nie doczytał. Nie jest to też próba pohandlowania z PiS-em o drugą kadencję prezydencką, bo zabawa w „dobrego i złego policjanta” posunęła się już tak daleko, że „ciemna luda” by nie zrozumiała o co chodzi, i raczej niemożliwy by był powrót do stanu początkowego. Restartu też nie będzie, a skoro tak, to w zawartości projektu referendum można będzie umieścić pozornie główne elementy kampanii prezydenckiej – np.: aby wszyscy byli młodzi, zdrowi i bogaci” – i uskarżać się na niezrozumienie suwerena.

Gdyby jednak tylko to miało być powodem „grania konstytucją” to skórka nie warta wyprawki. Optyka się jednak zmienia, gdy po wyborach w 2019 r. władzę utraci PiS, albo po 2020 r., gdy to samo przytrafi się PAD-owi. Wówczas zaczyna się spełniać groźba postawienia b. prezydenta przed Trybunałem Stanu, albo postawienia mu kilku kłopotliwych pytań w parlamencie UE. I wtedy PAD wyciąga swój projekt konstytucji i tłumaczy się w stylu: chciałem, ale nie mogłem. Wiadomo, że w takiej sytuacji nikt nie będzie czytał co chciał PAD, tylko stwierdzi się, że faktycznie chciał, ale PiS nie pozwolił. Taki event konstytucyjny, który się nie wydarzył, jest jeszcze lepszym argumentem dla ewentualnego postępowania przed Komisją lub parlamentem UE, bo tam nawet gdyby chciano czytać, to i tak nikt nie jest w stanie odróżnić Warszawy od Moskwy.

Reforma, czy „pachnące” gacie wymiaru sprawiedliwości?

O reformowaniu wymiaru sprawiedliwości krążą już legendy, i opinie tworzone przez mniej lub bardziej kumatych ludzi. Jedną taka opinię chciałbym przytoczyć, nie dlatego, że jest ona budująca – bo jest wprost przeciwnie – ale bezmyślnie powtarzana przez „ciemnego luda” może zaszkodzić ewentualnemu procesowi odnawiania kasty 😉 sędziowskiej. Pierw jednak wyjaśnienie dlaczego przytaczam wypowiedź totalnego ignoranta. Nie jestem homofobem, ale też nie darzę specjalną estymą przedstawicieli tego środowiska. Niesamowity wstręt natomiast czuję do hipokrytów przesadnie i w sposób cyniczny ekscytujących się w mediach publicznych. Dlatego, gdy ktoś, przy każdej okazji, i bez okazji, zarzeka się jak to nie lubi „homosiów”, to we mnie natychmiast – jak w przypadku posła Pięty, który co innego mówił, a co innego robił – zapalają się wszystkie czerwone światełka.

Do takich osób należy pewien bosonogi człowieczek, który na temat wymiaru sprawiedliwości (a także PAD-a) powiedział to co usłyszał od mądrzejszych i co potem zapamiętał, czyli nic. Tak jak w poprzednich postach wypowiedzi człowieczka zaznaczam kolorem zielonym i drukiem pochylonym, moje komentarze kolorem Navy Blue, na czarno narracja. A więc posłuchajmy:
https://youtu.be/T8_ejMXLPJk

Jak można było usłyszeć bosonogi człowieczek paplał m.in., że:

1/ „… a tych dziadów czerwonych (przyp. autora: sędziów) z dziada pradziada przekazujących sobie pewne wartości trzeba wszystkich wyrzucić … Mówię o wartościach dlatego, że sędzia rozsądza pewne spory i działa na pograniczu prawa i moralności. Na tym sądy polegają, że z jednej strony jest jakaś litera prawa, ale z drugiej strony są osądy moralne … Sąd takie rzeczy ocenia zanim wyda wyrok …”
Dalej jest bełkot o korzeniach moralnych, ubekach, komuchach, dziadkach z Rosji (tym razem nie z Wehrmachtu), itd., itp., …
Sąd nie ocenia moralnej strony każdej sprawy tylko poprzez zasób argumentów i dowodów zgromadzonych przez obie strony sporu stara się dociec prawdy materialnej i orzec, która strona ma rację. Moralność nie ma z tym nic wspólnego, no chyba, że jest to moralność Kalego w stylu zaprezentowanym przez bosonogiego człowieczka, albo czyny odrażające, choć nie znajdujące jeszcze odniesienia i zastosowania w prawie karnym (np. doprowadzenie kogoś do samobójstwa za pomocą stalkingu).

2/ „… najważniejsze jest wywalenie wszystkich sędziów. Wszystkich, jak leci, sędziów. Wszystkich, wszystkich …”
Dalej uzasadnienie jest tak pierdołowate jak pierdołowaty jest autor, więc nie będę przytaczał, ani komentował, przypomnę tylko, że aktualnie czynnych sędziów mamy ok. 11 tys., oraz ok. 4 tys. sędziów przeniesionych w stan spoczynku.

3/ Pojawiają się też takie takie perełki słowne:
„… Andrzej Duda jest albo durny, albo nasłany, albo resortowy … Oszukał swoich wyborców … Ja chcę zreformowanej RP już, bo ograją Dudę, ograją PiS, wyprzedzą ich na zakręcie w następnych wyborach, więc albo to zrobimy teraz, nawet trochę gorzej,albo oni nas wywalą znowu, i będą siedzieć tam przez kolejne pokolenia …”
Obawy bosonogiego człowieczka są uzasadnione. Ponowne dojście poprzedniej peło-watej, czy sld-owskiej ekipy do władzy, to ponowne zamiatanie wszystkich śmieci pod dywan. Ale nie łudźmy się, przed „końcem świata”, ani PiS nie zamierza do końca rozliczać PO, ani PO i „reszta” nie kwapią się z wyrażaniem podobnej „atencji” w stosunku do PiS. PiSowi pozostaje więc tylko zawiść kierowana w stronę PO, bo jednak ok. 20 mld. Euro „przekierowanych” do prywatnych kieszeni przez poprzednią ekipę, to nie byle co. Ale jak w filmie „Sztos” gdzie, po udanej akcji przewału, Jan Nowicki mówi: „… bo pić też trza umić …”, tu warto by dodać, że kraść też trza umić. Na razie widzimy jak „Dojna zmiana” okrada wyłącznie Polaków, bo na scenie europejskiej jeszcze „nie umi”.

Jeżeli ktoś chciałby zapoznać się z pełnym bełkotem bosonogiego człowieczka w całej okazałości to nie zapraszam, ale informuję. „To” jest m.in. tu:
https://www.youtube.com/watch?v=md4TT66hcAo

 

Spróbujmy teraz uzasadnić dlaczego wypowiedź bosonogiego człowieczka należy nazwać paplaniną i bełkotem.

Wywalić wszystkich sędziów … jeżeli nawet uda się taka sztuczka (a nie uda, bo wiadomo kolano chore 😉 😀 ), to skąd wziąć nowych niepokalanych moralnie sędziów ? Napływ nowej kadry nie jest przecież równoznaczny z ilością absolwentów studiów prawniczych. Już w pierwszych latach studiów prawniczych studenci odbywają staże w sądach. Praktyki nabywane w sądach, są w olbrzymiej części podstawą do zaliczeń i zdawanych egzaminów. Ciekawe więc u kogo mieliby przyszli sędziowie pracować na stażu, a potem aplikować, gdyby nagle wymiotło wszystkich sędziów? To by musiała być totalna i kilkunastoletnia czołowa katastrofa wymiaru sprawiedliwości i milion spraw sądowych każdego roku wędrujących do zamrażarek.

Ale wiadomo, o czym „marzy dziewczyna, gdy obrastać zaczyna”, więc nietrudno się domyślić, że nowi sędziowie byliby starymi, ale przefarbowanymi sędziami, i tylko tymi, którzy na kolanach i w worku pokutnym przyjdą do PiS, podpiszą lojalki, i … nadal będą orzekali, tym razem wg tej nowej, słusznej moralności. I tu widać jak do głosu dochodzi moralność Kalego u bosonogiego człowieczka. Bo z jednej strony niemożliwym jest szlifowanie moralności z dziada pradziada, gdy ta pochodzi ze Wschodu, a z drugiej strony, co nam po moralności pochodzącej z PiS, która ze strachu, w ciągu jednej nocy, staje się potulna i jedynie słuszna politycznie. 😉 😀

A więc wyrzucać sędziów, czy nie wyrzucać? Pozornie wydawać by się mogło, że sędzia to taki zawód jak inne. No więc przyjrzyjmy się temu z bliska porównując np. zawód sędziego z najbardziej prestiżowym zawodem lekarza. Studia w podstawowym zakresie przemawiają za lekarzem, rok dłużej, wiedza profesjonalna, kosztowne ćwiczenia. Ale po uzyskaniu dyplomu uczelni przewaga jest już po stronie sędziego. Lekarzowi wystarcza zatrudnienie się, np. za pośrednictwem biur pracy,  w charakterze rezydenta i prawie bierne – bierne, bo metody leczenia nie zmieniają się w takim tempie jak przepisy prawa –  oczekiwanie na upływ czasu. Po uzyskaniu specjalizacji na lekarza czeka awans i osadzenie się na laurach i tp. beneficjach („pokaż lekarzu co masz w garażu”).

Sędzia swoją karierę musi jeszcze wywalczyć, znaleźć protektora, aplikować, i … nie popełniać błędów. Dzięki źle pojmowanej solidarności zawodowej lekarskie błędy się nie liczą, tak jak sędziowskie. Lekarz może spać, albo pić na dyżurze, może spowodować pogorszenie zdrowia pacjenta, albo nawet jego śmierć, i o odpowiedzialność nikt się nie zapyta … ot ryzyko zawodowe. Stąd też pomyłki lekarskie najczęściej idą do grobu razem z pacjentem, na zasadzie „operacja się udała, pacjent nie przeżył”. Lekarza z pracy nikt nie wywali, a jak wywali, to natychmiast przyjmą go inni, bo w zawodzie deficyt jest przeogromny, a i w ostateczności można pracować w pogotowiu. 😉 😀

W zawodzie sędziego wszystko trzeba sobie wywalczyć od aplikanta, poprzez asesora, aż do sędziego. Tutaj każdy błąd, nawet nie mający wpływu na końcowe orzekanie, w najlepszym wypadku pozostaje w aktach, znacznie częściej jednak decyduje o przyszłej karierze sędziego. Lekarz np. na nielegalnych aborcjach może zrobić majątek, albo w ostateczności podjąć prywatną działalność, sędzia takiej możliwości nie ma. No i wreszcie kwestia najważniejsza, czyli – kastowość tej grupy społecznej. W przypadku lekarza nie ma prawie żadnego znaczenia, czy lekarz zna pacjenta, albo jego najbliższych. Zabieg wykonywany jest w taki sam sposób, bo tutaj nie ma stron, a najwyżej mogą pojawić się problemy finansowe szpitala, czy tp. placówki.

W przypadku sędziego nawet udowodnienie, że gdzieś na ulicy minął się z podsądnym, już może być podstawą do odwołania się nie tylko od wyroku, ale i od składu sędziowskiego. To dlatego w miejscach publicznych balują lekarze, a chowają się sędziowie. I nie jest to kwestia moralności – jak paple bosonogi człowieczek – tylko specyfiki zawodu i posiadanych narzędzi pracy. Lekarz nie może np.: wyciąć tylko pół wyrostka robaczkowego, zrobić to z „zawieszeniem”, albo na zasadzie recydywy wyciąć wyrostek i za karę jeszcze ćwierć trzustki. Sędzia ma natomiast t.zw. „widełki”, w ramach których musi ocenić czyn przestępczy, zastosować odpowiednio wyważoną karę i decyzję swoją uzasadnić pisemnie. To dlatego Temida ma opaskę na oczach i wagę w ręku, a lekarz tylko stetoskop i skalpel.

No i wreszcie koronne dowody świadczące o złożoności kwalifikacji sędziego. Otóż praca lekarza opiera się na prawie 100% współpracy z pacjentem i personelem medycznym. Sędzia ma przed sobą podsądnego, który jest jego przeciwnikiem i „totalną opozycją”. 😀 Podsądny może kłamać, może odmówić składania zeznań, a sędzia musi to odkryć, dowieść i uwzględnić w wydanym wyroku. Jak wiemy z praktyki, nie tylko oskarżony stoi w opozycji do sędziego, bo po to jest sąd, aby strony mogły jak najwięcej wywalczyć dla siebie i niekoniecznie legalnymi środkami. Warto też dodać, iż lekarz zasadniczo porusza się w obszarach wiedzy udokumentowanej, a sędzia niejednokrotnie trafia na przypadki z różnych dziedzin nauki, gospodarki, a nawet polityki. Wyrzućmy więc sędziów, wszak mieliśmy już „Karnawał Solidarności” …

Seks, pornografia, czy tylko złudzenia optyczne?

W pierwszy dzień weekendu, gdy za parę godzin w Warszawie przemaszeruje (mam nadzieję) „Parada równości”, a w mendiach pisowate dewotki międlą o zagrożeniach jakie dla dzieci stwarza rozpowszechniająca się pornografia w sieci, chciałbym przybliżyć nieco ten temat. Kilka lat temu na jednej z uczelni, t.zw. „gorszego sortu”, zaproponowano mi przygotowanie awaryjnego wykładu n.t. „Seks i pornografia”. Awaryjność miała polegać na odciągnięciu studentów, a także młodych spoza uczelni, od chęci uczestniczenia w paradzie równości. Udział w wykładzie miał dawać studentom jakieś „plusy dodatkowe”, a wśród osób nie będących studentami do rozlosowania były ciekawe nagrody z obszaru mediów elektronicznych. Równolegle z moim wykładem odbywały się także inne z obszaru informatyki i Science Fiction.

Na pierwszy ogień wrzuciłem więc mojego blogowego kwiatka:

a2

który miał rozpocząć dyskusję i zarazem sprowokować do podsumowania. Popełniłem błąd, bo szczegóły nie były zbyt widoczne na sali wykładowej, ale pomimo tego ponad 90% słuchaczy dało się nabrać na ten trick. N.b. wśród moich blogowych koleżanek i kolegów było podobnie, chociaż tutaj ci co znali moje zainteresowania grafiką i fotografią domyślali się moich niecnych zamiarów.

Dlaczego akurat ten kwiatek? Otóż z definicją pornografii jest tak, że wszyscy wiedzą doskonale o co chodzi, ale nikt – jak dotąd – nie potrafi tego zdefiniować na tyle poprawnie i precyzyjnie, aby np. móc karać sądownie, albo chociaż administracyjnie, za rozpowszechnianie pornografii. Jedyną podstawą do podejmowania czynności represjonujących, czy dyscyplinujących, ostało się więc stwierdzenie – na użytek publiczny – że pornografia to ukazywanie ciała ludzkiego w taki sposób, że w całości odkryte i widoczne są narządy płciowe. Mamy więc na kwiatku narząd płciowy w anatomicznym ujęciu i dość dobrej rozdzielczości, ale dalej z tego nic nie wynika, skoro ponad 90% zamiast waginy widzi falenopsis.

Odwracamy więc kota ogonem (jak mawiał pewien prezes, gdy go pytano o związki nieformalne i stosunek do zwierząt) i oto mamy rysunek, a właściwie szkic nagiej kobiety.

seks a2Tutaj jest dokładnie odwrotnie (nawet ja się na to złapałem), bo prawie 99% osób nie dostrzega, że obrazek przedstawia także tańczącą parę! I dopiero, gdy pod opisem odnajduje odpowiedź, że jest to również obraz tańczącej pary, wyobraźnia zaczyna pracować i wnosi odpowiednie korekty. Rysunek powyższy z pewnością można pokazywać dzieciom w różnym wieku i obserwować ich reakcję. Zasadniczo dziecko do lat 5-6 w ogóle nie będzie zainteresowane obrazkiem, dopiero proces socjalizacji (szkoła, starsi koledzy) powoduje, że u dzieci, którym dorosły pokazuje ten obrazek pojawia się coś w rodzaju zakłopotania, zawstydzenia …

 

Podobnie jest z obrazkiem

seks a3

na którym nawet kilkunastoletnie dzieci rozpoznają wyłącznie starszego pana w okularach. Dopiero wiersz np. K.P. Tetmajera:

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
Kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
Gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie,
I wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
Gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
Gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem,
I oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.
I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania

Przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
Zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
Gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.
Lubię to — i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
Wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,

A myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
W nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.

może sprawić, że na skroniach nobliwego starszego pana dostrzegamy przedmiot lubieżnego pożądania.

 

Ale czy zawsze pożądanie, lubieżność i wstyd muszą towarzyszyć pornograficznym aktom? Te dwa zdjęcia

seks a4

możemy bez obaw pokazywać dzieciom w różnym wieku, bo prawie zawsze dostrzegą w nich tylko miłego pieska, albo kotka. Dorośli może dojrzą coś więcej. Warto zaznaczyć, że na powyższym zdjęciu/obrazie widzimy tylko jeden obraz, nasz mózg bowiem tak działa skojarzeniowo, że nie da się tych obrazów widzieć równocześnie.

 

Jeżeli już rozbudziliśmy swoją (niestety głównie męską wyobraźnię – następnym razem przygotuję coś dla Pań) to sprawdźmy się na tym obrazku/zdjęciu:

 

seks a6

Tu już odpowiedź na pytanie „Co widzimy?” może być niezbyt precyzyjna, bo przecież nie wszyscy muszą znać twarz A. Einsteina, czy M. Monroe. Niektóre obrazy możemy dostrzec wyłącznie dzięki nabytemu doświadczeniu, i głównie dlatego, iż wcześniej znaliśmy osoby ukazujące się na obu zdjęciach. Pomimo tego 99% pytanych odpowie, że chodzi o twarz starego mężczyzny. A jak zatem ujrzeć w tym obrazie piękną Marylin Monroe? Jest kilka sposobów. Pierwszy to należy obraz zmniejszać obserwując zmianę obrazu. Drugi sposób, to po prostu należy odsunąć się od komputera/laptopa na kilka metrów. Trzeci jest najtrudniejszy bo wymaga dłuższych ćwiczeń i przestawienia naszych sieci neuronowych w mózgu.

A teraz, skoro już wiemy, że nie wszystko wygląda tak jak wygląda możemy pokusić się o przybliżenie definicji pornografii. Czy do definicji pornografii może się zaliczać np. przyjemna w dotyku, obła szklanka do piwa Guiness’a, którą teraz trzymam w ręku? Oczywiście, że tak, jeżeli za tym kryje się pobudzona wyobraźnia. Może też być odwrotnie, gdy np. atrakcyjna kobieta w miniaturowym stroju bikini wchodzi do restauracji nadmorskiej. Czy pornografią mogą być teksty, albo strofy poetyckie? Także pada odpowiedź twierdząca. Czy zatem pornografia, nawet ta hardcorowa, na jaką dziecko może się natknąć surfując po sieci, staje się niebezpieczna?

Tutaj nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jak widać z przytoczonych wyżej zdjęć/obrazów wszystko zależy od poziomu rozwoju umysłu i jego doświadczenia. Znam przypadki, gdy małe dziecko narażone na oglądanie scen pornograficznych, albo obfitujących rozlewaną krwią ludzi, lub zwierząt, domaga się bajki, i znam sytuacje odwrotne. Trudno też stwierdzić, że reakcja na porno zależy wyłącznie od sposobu wychowywania (czyt. dostępu), bo olbrzymią rolę odgrywa także psychofizyczny i hormonalny rozwój dziecka. Nie da się więc – jak zwykle – problemów powstających na styku dzieci z pornografią „spuszczać” wyłącznie na cenzurę pornografii. Natura – o ile ma do czynienia z normalnym osobnikiem – te kwestie reguluje sama. Niestety.

„Ciemna luda” w kropce

4 czerwca 2018 r. w TVN24, gościem programu „Kropka nad i” był typowy reprezentant t.zw. „ciemnej ludy”. Z chaotycznych, a nawet wyśpiewywanych w 1989 r. tekstów, i bieżących wypowiedzi tego osobnika (cytaty zaznaczyłem kolorem zielonym i drukiem pochylonym, moje komentarze kolorem Navy Blue) wynikało, m.in., że:

1/ Po 4 czerwca 1989 r. (dopisek autora) „… 65% zagwarantowali sobie partycypanci poprzedniego ustroju …”  W latach 1980-1981, w t.zw. okresie „Karnawału Solidarności” podjęto próbę przekazania władzy NSZZ „Solidarność”. W efekcie Solidarność w ciągu 18 miesięcy spowodowała wymianę 2 I-szych Sekretarzy KC PZPR (tacy dzisiejsi prezydenci), 3 premierów, oraz praktycznie całe składy rządów, poza ministrem obrony, mswia, i spraw zagranicznych. Kierowników na niższych szczeblach zarządzania odwoływano ulubionym sposobem wywożenia na taczkach. Tempo było tak zawrotne, że w niektórych przypadkach taczki wywoziły i przywoziły tych samych kierowników. O takiej władzy nie mógł, i nie może nawet marzyć obecny „szeregowy poseł”. Czy można się dziwić, że ponowna próba przekazania władzy po 8 latach odbyła się przy zachowaniu znacznie większej ostrożności?

2/ „… poprzez porozumienie z częścią opozycji … utrzymuje się ustrój, w którym mamy do czynienia z władzą absolutną, z jednowładztwem, wodzostwem …”  Warto zaznaczyć, że po 13 grudnia 1981 r. opozycja praktycznie przestała istnieć. Wprawdzie każdego 13 dnia miesiąca próbowano demonstrować, ale były to protesty anonimowe. Rząd chciał rozmawiać, ale rzekomi opozycjoniści bali się ujawniać. Do Okrągłego Stołu przystąpiono dopiero po zagwarantowaniu bezpieczeństwa uczestnikom ze strony opozycji. Od 1989 r. Polska miała 6 prezydentów (łącznie z obecnym), oraz kilkunastu premierów z różnych opcji politycznych. Trudno więc przyjąć hipotezę o władzy absolutnej, jednowładztwie, czy wodzostwie, skoro kolejne opcje polityczne miały możliwość prowadzenia własnej autonomicznej polityki.

3/ „… gdyby ZSRR nie sypał się w 1989 r., to nie byłoby szans … dzięki przemianom w wojnie w Afganistanie i dzięki przemianom w samym Związku Sowieckim … nie byłoby takich szans, aby nawet te częściowo wolne wybory się odbyły …”  Totalna bzdura serwowana inteligentnym inaczej. Od 1978 r. toczyły się nieformalne rozmowy (m.in. SALT) pomiędzy USA i ZSRR na temat nowego podziału świata. W 1986 doszło do bezpośredniego spotkania Gorbaczowa z Reaganem (https://pl.wikipedia.org/wiki/H%C3%B6f%C3%B0i) po którym nastąpiły zasadnicze przesunięcia baz wojskowych obu bloków militarnych.
Gdyby nie było wyżej wymienionych uzgodnień to nawet ten „rozsypany” ZSRR (dysponujący w Polsce prawie 300 tys. armią) bez większego trudu, i za zgodą Zachodu (!) utopił by Polskę w morzu krwi – vide losy republik nadbałtyckich, gdzie czołgi rozwalały budynki parlamentów.

4/ „… Polska demokratycznym krajem stanie się wówczas kiedy zmienimy ordynację wyborczą na większościową, kiedy będziemy mieli instrumenty demokracji bezpośredniej, czyli obligatoryjne referenda, i kiedy władza … odwali się od naszych pieniędzy …”  Obligatoryjne referendum sprawdza się w państwach o ukształtowanym systemie politycznym i prawidłowym stosunku obywatela do władz. Polska jest nadal spadkobiercą pozaborowych struktur, zwyczajów, mentalności, kultur itp. właściwości, które wypaczają sens referendów. A więc pierw wielopokoleniowe kształcenie, szlifowanie patriotyzmu i uświadamianie obywateli, a dopiero potem ewentualne zmiany referendalne. Demokracji bezpośredniej nie da się zagwarantować poprzez zmiany ustawowe, dopóki liderzy partyjni nie zrozumieją podstawowych zasad demokracji. To nie lider partii powinien tworzyć listy wyborcze, tylko t.zw. „doły partyjne”.

5/ „… ja chcę np. możliwość odwołania posła, tak jak w W. Brytanii, w USA, Kanadzie … wszędzie tam, gdzie jest ordynacja większościowa …”  Każdy by tak chciał, ale pierw warto spróbować rozliczania posła w jego okręgach wyborczych i biurach poselskich, oraz kierowania wniosków do sejmu zawierających np. wnioski do prokuratury dowodzące t.zw. oszustwa wyborczego.

6/ „… ta nowa Konstytucja daje takie same instrumenty sprawowania władzy jakie kiedyś posiadał PZPR …”  W obecnym systemie każda partia polityczna może sięgnąć po absolutną władzę, i właśnie dzięki „ciemnej ludzie” to udało się obecnie rządzącym. Podział jest jasny, tylko rozumienie tych przepisów jest celowo wypaczane.

7/ „… państwo się powinno opierać na jasnych zasadach na to co jest dozwolone, co nie jest dozwolone … na jasnym podziale na władzę ustawodawczą i wykonawczą …”  Nie da się dokładnie ustalić „jasnych zasad na to co jest dozwolone, co nie jest dozwolone” – np.: aby nie wprowadzać tylnymi drzwiami do sejmu przedstawicieli ONR-u – wystarczyć więc musi zasada, że to co nie jest zakazane jest dozwolone. W pozostałych przypadkach wątpliwości powinien rozstrzygać sąd.

8/ „… najbardziej to mi odpowiada ustrój szwajcarski … nie ma absolutnej możliwości wprowadzenia tego ustroju w Polsce … powinien istnieć system prezydencki … powinny być JOWy, a przynajmniej system mieszany …”  Nieco ponad rok temu w referendum szwajcarskim zapytano obywateli czy chcą otrzymywać t.zw. „dochód gwarantowany” w wysokości 2.000 Euro (ok. 10 tys. zł./mc). Odpowiedź padła: „Nie”. Może więc pierw powinniśmy nauczyć się od Szwajcarów „bycia gospodarzem we własnym kraju”, a dopiero potem marzyć o ich ustroju politycznym?

 

Za motto i jednocześnie tytuł powyższego wywiadu jego wydawcy przyjęli stwierdzenie: „Pozostaliśmy dokładnie w takim samym ustroju, w jakim żyliśmy w roku 1980”. Ocenę pozostawiam Czytelnikom. Całość wywiadu można odsłuchać tutaj::
https://www.tvn24.pl/kropka-nad-i,3,m/pozostalismy-dokladnie-w-takim-samym-ustroju-w-jakim-zylismy-w-roku-1980,842528.html#autoplay
No cóż, kto pozostał w 1980 r. ten pozostał, widać bowiem, że ciemna luda ma swój prymitywny, ale chłopski rozum, któremu nawet zagłuszająca wszystko urocza Monika nie dała rady.

4 czerwca 1989 r. Pierwszy niekomunistyczny premier w bloku wschodnim

Dzień 4 czerwca 1989 r. nie od razu kojarzył mi się z jakimś specjalnym wydarzeniem. Owszem … były wybory, pierwszy niekomunistyczny premier, paluszki w kształcie „V”, mdlejący z wrażenia nowy premier, ale dalej nic z tego specjalnie nie wynikało. Następujące po sobie wydarzenia biegły tak szybko, że zanim zdążyłem oswoić się z nową sytuacją polityczną już powstawała nowa. Dopiero, gdy zagraniczne media, od wschodu do zachodu, i z północy na południe, zaczęły pokazywać poniższe zdjęcie:
mazprzyjąłem do wiadomości, że tak musi być. Palmą pierwszeństwa w „obaleniu komunizmu” cieszyliśmy się jednak niedługo.

Już po kilku miesiącach Niemcy obalili swój „mur berliński” i – korzystając z tego, że w Polsce nadal politycy żarli się o to kto ma dostać najlepsze konfitury – ogłosili, że to ich mur otworzył nową epokę w historii. Niespecjalnie mnie to zdziwiło, bo w zasadzie mur faktycznie był rzeczywistym i twardym dowodem istnienia „żelaznej kurtyny”. I praktycznie do dnia dzisiejszego tym tematem bym się nie zajmował, gdyby nie nowe wytyczne, a raczej słynne „przekaziory SMS-owe” kierowane do pisowskich polityków. Wynikało z nich, że „Dobra zmiana” chociaż wymazała dzień 4 czerwca 1989 r. z kalendarza historii, to nadal nie przedstawiła swojej wersji.

No i jestem w kropce. Bo faktycznie daty datami, a real niewiele się zmienia. Jakiś dzień obalenia, może nie tyle komunizmu – bo ten ma się dobrze – co niesłusznej PRL warto jednak ustalić, chociażby dla świadomości potomnych. Cofać się do tyłu nie ma jak, bo tam wszyscy dzisiejsi politycy siedzący na świecznikach dali ciała (niektórzy wielokrotnie), wybrać jakiś dzień po 4 czerwca też nie ma sensu, bo komuna wracała do władzy jak chciała, w przebraniu, albo bez, albo utajniona. I nagle wpadłem na kapitalne rozwiązanie. Tak! Komuna dopiero zostanie obalona! I to się stanie najpewniej gdzieś w okolicach 10 listopada. To wtedy nowy premier „Jarosławpolskęzbaw” notyfikuje powstanie nowego chrześcijańskiego państwa polskiego. Niestety … po tym odkryciu prawdy obudziłem się …

Czym różni się ręczne sterowanie państwem od brandzlowania?

Czasy nastały takie, że – co by nikogo nie obrazić – na wstępie warto wyjaśnić drobny (no, może nie u każdego), acz istotny szczegół. Brandzlowanie to, wg słownika języka polskiego:
https://sjp.pl/brandzlowa%C4%87
przedłużanie poprzez niepotrzebną zabawę, oraz onanizowanie się. Z uwagi na to, że oba pojęcia nadają się – jak w pysk strzelił – do opisania obecnego stylu kierowania państwem, nie będę dłużej brandzlował tego tematu. Chodzi o 40-dniowy bój stoczony przez częściowo niepełnosprawnych, dziewięciu śmiałków, z całą potęgą aparatu państwowego. Jak już pisałem przed tygodniami protest w sejmie mógł być rozwiązany w ciągu kilku godzin przez zaledwie jednego strażnika, który powinien zgłosić do policji potrzebę usunięcia kilkunastu osób zamierzających okupować sejm.

Jak wiadomo w takich sytuacjach policja, wspólnie z pogotowiem i strażą pożarną – mająca opracowane procedury wyprowadzania osób z pomieszczeń w których, z różnych powodów, nie mogą przebywać – z usunięciem protestujących nie miałaby żadnego problemu. Ale, „gdy rozum śpi, budzą się politycy” 😉 , więc protest zrobił się wyjątkowo polityczny. Już od pierwszych godzin jego trwania „POPISdowatym” udało się podzielić „ciemnego luda” na tych co „za”, albo „przeciw”. Nie ważne było o co chodzi, ważne, że trzeba było być „za”, albo „przeciw”. Jedni więc robili z niepełnosprawnych ofiary i bohaterów, a inni bandę patologicznych darmozjadów którym należy odebrać prawa rodzicielskie, nie można dać pieniędzy, a najlepiej od razu utylizować ich w najbliższej spalarni odpadków.

Nie zawsze jednak jest tak jak mawiał szeregowy poseł, że: „vox populi, vox Dei”, bo w tym przypadku głos „ciemnego luda” to głos zbiorowego idioty i skretyniałej, bo ciemnej masy wyborczej. Wśród niepełnosprawnych są ludzie o różnych zaburzeniach psychorozwojowych, i nie brakuje t.zw. (z przeproszeniem) „warzyw”, jak i osób z wykształceniem podyplomowym, czasami samowystarczalnych i doskonale ustawionych życiowo. Hurtowe rozwiązanie problemu świadczeń dla tych osób to zadanie, chociaż porównywalne z oczyszczaniem stajni Augiasza, bezwzględnie konieczne, aby dorównać społecznościom o wiele bardziej cywilizowanym od nas – myślę, że bywalcom za granicą nie trzeba tego tłumaczyć. Jak PiS rozwiązał ten problem już widzieliśmy (oczywiście ciemna masa tego nie widziała, bo kurwizja nie pokazała) i widzimy, bo remontuje się sejm.

Nie o tym jednak miał być ten post. Ręczne sterowanie państwem, a nawet czymkolwiek innym, ma jednak tę wadę, że jest możliwe dopóki rączka jest sprawna, wypoczęta, a buzia uśmiechnięta. Jak widać jednak obecne rączki są jakby obie prawe, a wsunięte pod zady do sterowania się nie nadają. To jest nieprawdopodobne, że przez 40 dni (Putin zajął Krym w kilkanaście godzin) nie znaleziono sposobu na rozwiązanie tak prostej kwestii jaką było przywrócenie stanu używalności instytucji państwowej i przedyskutowanie problemu. Warto więc powtórzyć pytanie: Czy leci z nami pilot? Czy może tylko szeregowy poseł, albo bosman? To ważne pytanie, jeżeli w obecnej sytuacji wyjście protestujących z sejmu (którym odmówiono korzystania z toalety, i „zabito ich deskami”) uznawane jest za niesłychany sukces i dowód silnego rządu nie poddającego się byle jakiej presji.

Dzień Matki Sejmowej. Czy rządzi nami „szeregowy poseł”, czy może już były bosman?

Za nami pierwsza miesięcznica protestu niepełnosprawnych koczujących na podłodze sejmowej. To skłania do zastanowienia się po co, i do czego wybraliśmy nasze obecne pośliny? Pytanie zasadne, bo przecież po to tworzy się sejm, i wybiera posłów, aby debatować na sali sejmowej, a nie na ulicach, czy na podłodze sejmowej. Przypomnę więc znaną z PRL anegdotę:
„… Czy wiemy, lub pamiętamy jeszcze (wicie rozumicie 😉 ) jak to było w tamtych czasach, gdy np. zbliżały się ulewne deszcze, a na polu rosły jeszcze żyto i pszenica? To wtedy pojawiało się słynne pytanie: Co zbiera się najpierw? Najpierw zbierała się … oczywiście … egzekutywa! Jest problem – więc należy powołać komisję, agencję komitet …”
To była PRL.

Ale teraz jest PiS, jest „Dobra zmiana”, i chociaż miało być jak w PRL, to jest inaczej. Teraz, gdy jest problem zamiast egzekutywy (np. Rady Gabinetowej, czy posiedzenia rządu/sejmu) wszyscy czekają co powie szeregowy poseł, a od pewnego czasu … były bosman, ” … człowiek o mentalności członka gangu. Chłopak z podwórka, który w młodości siedział w areszcie i był oskarżony o rozbój. W końcu – sprawny polityk, który za plecami Jarosława Kaczyńskiego buduje wpływy i niedługo może zająć jego miejsce …” – jak można przeczytać na stronie:
http://natemat.pl/100867,chuligan-w-garniturze-przyszlym-szefem-pis-joachim-brudzinski-typowy-na-nastepce-jaroslawa-kaczynskiego

Pytanie: „Kto nami rządzi?”, transformowane w zależności od sytuacji na pytanie: „Czy leci z nami pilot?” jest w pełni zasadne. Jeżeli bowiem ktoś świadomie zarządza tym interesem pn. „Ojczyznę dojną racz nam dać Panie”, to pojawiają się kolejne dwa, ale za to logiczne i niezwykle istotne pytania:

1/ Kto dopuścił do tego, aby po wizycie w sejmie matki z niesprawnymi osobami zdecydowały się na protestacyjne pozostanie w sejmie? Czy taki stan był skutkiem tego, że nikt nie rządzi na Wiejskiej, czy może zdecydował o tym strażnik, może jego przełożony, albo „pan w marynarce lubiący obściskiwać kobiety”, może marszałek czegoś tam, a może bosman zastępujący „szeregowego posła”?

2/ Jeżeli stan opisany wyżej był uzasadniony słuszną niechęcią użycia siły w stosunku do niepełnosprawnych i ich matek, to ponownie wracamy do p. 1/. Kto w takim razie wydał pozwolenie na użycie siły w dniu 25.05. b.r. , czyli po upływie prawie 40 dni? Wydaje się, że odpowiedź powinna pojawić się w miarę szybko (nie wspominając o konsekwencjach), aby naród, zarówno ten lepszego jak i gorszego sortu, nie zaczął podejrzewać, że być może rządzi nami, jak w tym starym powiedzeniu, „k…., dziad i złodziej”.

Pojawia się też pytanie niezbyt związane z wydarzeniami w sejmie, bo skierowane do dziennikarzy. Widzieliśmy jak w akcji „obłapujemy kobiety” rozkręcał się „pan w marynarce” i jak bezradni dziennikarze gonili go usiłując się dowiedzieć kim on jest. Zabawa w „gonimy króliczka” trwała do momentu, gdy między uciekającym, a goniącymi zatrzymał się umundurowany strażnik. A przecież wystarczyło poinformować strażnika, że właśnie ucieka osoba, która w sposób nieuprawniony użyła przemocy wobec protestujących matek i celem zatarcia śladów oddala się z miejsca przestępstwa. No cóż, niekompetentnych „miśków” mamy wszędzie, nie tylko w sejmie.

Wszystkim Matkom, szczególnie tym przebywającym na podłodze w sejmie, ślę gorące życzenia z okazji Ich Dnia.