Wigilia – magiczny dzień? Przygotowania do Wigilii.

Wigilia w rodzinnym domu w moim przypadku oznaczała kilkudniowy pobyt w domu wybudowanym przez moich pradziadków. Dziadek miał troje braci i cztery siostry. Do wybuchu II Wojny Światowej wszyscy, z żyjącą jeszcze prababcią, mieszkali w tym dużym piętrowym domu https://bezkomentarza.wordpress.com/2013/12/21/wigilie-w-domach-ktorych-juz-nie-ma/ (i w dawnej kordegardzie). Ogółem przebywało tu od 19 do 22 osób. Po wojnie pozostały …

Czytaj dalej Wigilia – magiczny dzień? Przygotowania do Wigilii.

Wigilie w domach, których już nie ma …

Przed kilku laty w dwóch postach: http://anzai.blog.onet.pl/2009/12/24/ten-jeden-magiczny-dzien/ http://anzai.blog.onet.pl/2010/12/22/niestety-jestem-zapachowcem/#comments opisałem wigilie jakie odbywały się u mnie w domu. Oczywiście "u mnie w domu" to pojęcie umowne, bo domów rodzinnych mieliśmy sześć. Mieszkali w nich pradziadkowie, dziadkowie, i ich najbliższa rodzina. Ale ten najmilszy sercu wszystkich dom to był ten na poniższym montowanym zdjęciu, nazywany potocznie "dom …

Czytaj dalej Wigilie w domach, których już nie ma …

Niestety jestem zapachowcem …

Duplikat   Niestety jestem zapachowcem ...       Powiedzenie, że: "od przybytku głowa nie boli" w odniesieniu do mnie nie bardzo się sprawdza. Nie dość, że jestem zapachowcem, to jeszcze na dodatek z rodzinnego domu wyniosłem (poza rodowymi srebrami) kilka zwyczajów, które mnie i moim współbiesiadnikom utrudniają życie. Wystawne obiady - a tych w …

Czytaj dalej Niestety jestem zapachowcem …

Ten jeden magiczny dzień

Wigilia. Magiczny dzień w którym zawsze działy się różne cuda. W naszym domu tych cudów zdecydowanie było jednak najwięcej. Splot różnych losów dziejowych spowodował, że rodzina podzielona kilkoma mezaliansami, i wynikającymi stąd odmiennymi światopoglądami, po II wojnie światowej zmuszona była przejściowo zamieszkać wspólnie w rodzinnym domu. Aneks. Domów było sześć (pradziadkowie mieli ośmioro dzieci), ten …

Czytaj dalej Ten jeden magiczny dzień