„Miałeś chamie złoty róg …”, czyli: Dokąd zmierza IV RP?

W zasadzie nigdy nie zamierzałem włączać się do nadchodzących zmian politycznych wywoływanych „Gorącym Sierpniem 1980 r.” Moje zainteresowanie było ukierunkowanie na „kobiety, wino i śpiew”, elektronikę cyfrową, fotografię, i psychologię. Ta ostatnia miała mi tylko ułatwić drogę do poznania świata psychotroniki. Niestety to jednak te dziedziny zdeterminowały moje kontakty z prasą podziemną i wyłaniającymi się trendami politycznymi. Nieźle czując się w środowisku osób „walczących” z ówczesnymi technologiami cyfrowymi i maszynami do drukowania tekstów (które nie chciały współpracować z pierwszymi PC-tami) miałem możliwość obserwowania jak w podziemiu rodziła się w bólach i powstawała III RP. No i właśnie.

O braciach Kaczyńskich – głównie z okresu „Karnawału Solidarności”, który odbił się szerokim i niezbyt pozytywnym echem na całym świecie – wiedziałem tyko tyle, że był tam jakiś dr prawa, który doradzał w zakresie prawa pracy i jego brat pełniący funkcję odźwiernego regulującego ruchem prowadzącym do drzwi Wałęsy. Podejrzewam, że jeżeli nawet bliźniacy zajmowali się polityką, a nie tylko prowokacjami i manipulacjami politycznymi, do których byli urodzeni, to był to udział wyłącznie w charakterze mniej ważnych doradców „Solidarności”, a „polityczny ranking” mógł sytuować ich w okolicach drugiej setki „wałęsowskich wycieruchów”. Z wywiadów jakich w ubiegłym wieku brat Jarosław chętnie udzielał także neutralnym dziennikarzom (np. wspomnienia T. Torańskiej) https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/625680,toranska-o-kaczynskim-prozny-bez-idei-nie-wierzy-w-zadne-zamachy.html
wyłania się niezwykle mroczna postać osobnika, który prawdopodobnie – jak sam nadmieniał w innym kontekście – „do 17:30 funkcjonuje jako dr Jekyll, a po 17:30 jako mr Hyde”
https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2022-06-26/jaroslaw-kaczynski-mowi-o-transseksualistach-opozycja-obrzydliwy-rechot/
i któremu wydaje się, że nadal potrafi otumaniać miliony tubylców.

Wspomniałem o swoim dość zróżnicowanym (i przez to kiepskim) wykształceniu, bo uwielbiają te wywody moi oponenci płci wszelakiej, zarzucając mi brak wiedzy przykrywany metodą „kopiuj/wklej. A więc jeszcze raz. Elektronika i pedagogika to lata PRL, natomiast w III RP – aby znaleźć pracę – uzupełniałem wykształcenie w zakresie informatyki i psychologii. W wymarzonym zawodzie psychotronika odnalazłem się dopiero na dwa lata przed emeryturą! 😀 Tak pokręcone wykształcenie ni to elektronika, ni to psychologa umożliwiło mi jednak zrozumienie prostego prawa determinującego zachowanie ludzi, zwierząt i polityków. To bahavioryzm jest sprawcą wszystkich naszych nieszczęść. I tu – szukając odpowiedzi na niezrozumiałe poczynania rządu reprezentowanego przez PiS – wypada wrócić do ponurej przeszłości braci Kaczyńskich.

Z wypowiedzi sąsiadów rodziny państwa Kaczyńskich wynika, że bliźniacy już od najmłodszych lat byli utrapieniem dla mieszkańców. Praktycznie każde ich – uzbrojonych w łopatki i wiaderka do piasku – wejście do pobliskiej piaskownicy kończyło się straszliwą sąsiedzką rozpierduchą (oryginalne słownictwo braci). Nie mogło być inaczej, bo bliźniacy wychowywani w straszliwych warunkach kłócących się i rozwodzących rodziców musieli gdzieś swoje kompleksy odreagowywać. Z tego czym pan prezes chwalił się publicznie, a teraz już tego nie mówi, i nawet zaprzecza, wynika, że od wczesnych lat szkolnych – wykorzystując bliźniacze podobieństwo – pasjonowało go manipulowanie otoczeniem np. poprzez „walenie kijem po kratach zamkniętych zwierząt” i oszukiwanie nauczycieli i profesorów, którzy mieli ogromne kłopoty z ustaleniem tożsamości bliźniaków.

Nie bardzo więc wiadomo w jakiej szkole podstawowej ówczesny Jarek nauczył się czytać i pisać, a w jakiej szkole po karnym przeniesieniu pogłębił swoje kompleksy o podłożu psychospołecznym, bo szkół tych, nie z własnej woli, zwiedził aż trzy! Wiadomo jednak, że jeszcze podczas nauczania podstawowego bliźniakom udało się podpalić pokój hotelowy w łódzkim Grand Hotelu. Z litości nie wspomnę wywiadów dyrektora ówczesnego Grand Hotelu jak i A. Wajdy, który nieopatrznie zgodził się na udział bliźniaków w filmie „Jak dwaj bracia coś tam ukradli”. Na szczęście pożar w hotelu ugaszono, ale można się domyślać, że prawdopodobnie bracia zamiary mieli jeszcze większe w stosunku do Polski. Opatrzność jednak czuwała … przynajmniej nad jednym. Biegi z przeszkodami na drodze rozwoju osobowościowego Jarosław uprawiał w także szkole średniej, gdzie w efekcie nie został dopuszczony do matury, a po jego pobycie na uczelni i instytucie przez kilkanaście lat nie można było znaleźć dyplomowej pracy magisterskiej i doktoranckiej.

W tym kontekście pan Jarosław, nie mając innego wyjścia, historię swojej edukacji przekształcił w żart stwierdzając, że w PRL to właściwie nawet szkoły średniej nie ukończył. Logicznie jest to zrozumiałe, bo gdy się ma rodziców na wysokich stanowiskach w edukacji i ówczesnej PZPR, to o papiery na mądrość nie trzeba się martwić. O doktoracie pana Jarosława nie wspomnę, bo z własnej praktyki (dr. nie jestem, bo skreślono mnie z drugiego roku) wiem, że w większości ten sukces jest wypadkową różnych poza naukowych czynników w zasadzie dewaluujących poziom wiedzy przyszłego doktoranta. Tutaj jednak warto wspomnieć, o przebiegu zawodowym osobnika, który z tytułem doktora nauk prawnych przez kilka lat nieudolnie próbował – jako bibliotekarz zapewne uzbrojony w klasyczne zarękawki – przerzucać archiwalne szpargały macierzystego Instytutu. Otóż pan dr Jarosław nie tylko nie odnosił sukcesów w swojej „pracy naukowej”, ale z powodu braku tychże, i ku utrapieniu swoich protektorów, był często zrzucany w najodleglejsze geograficznie i socjologicznie miejsca.

Zyskując opinię niezwykle konfliktowego, mściwego i pamiętliwego osobnika wkroczył do polityki na fali znanego powiedzenia „dajcie mi władzę, a ja was urządzę”. I taką władzę – jak zwykle przy pomocy brata – dostał i teraz nas urządza. Dlaczego o tym piszę? Wydaje mi się bowiem, że p. J. Kaczyńskiego stworzyło środowisko, czyli także i my. Osoby o tak miernych kwalifikacjach, które nie potrafiły się zaadoptować do zmieniającego się cyfrowego już Świata nie powinny się pchać do polityki. To dlatego bracia stali się pośmiewiskiem cywilizowanej Europy. Ich pojawienie się na europejskiej scenie politycznej w charakterze prezydenta i premiera kraju borykającego się z niezrozumiałą jeszcze demokracją musiało wywołać nieustające fale pogardy i krytyki. Czy można się teraz dziwić, że Pan Jarosław Kaczyński, niewątpliwie człowiek po przejściach, czuje się jak małpa zamknięta w klatce, gdzie w kraty walą kijami jego przeciwnicy? Czyżby karma wróciła?

Reklama

36 uwag do wpisu “„Miałeś chamie złoty róg …”, czyli: Dokąd zmierza IV RP?

  1. Trzeba przypomnieć też fakt jak oceniał ich własny ojciec, o którym zapomnieli!
    „Moim dzieciom nie wolno dawać władzy. Zniszczą każdego, kto jest od nich lepszy, bo są złośliwi”
    I wszystko jasne.

    Polubienie

  2. tonette

    Nie mam żadnych ,zbytecznych’uczuć do inkryminowanego(na każdym kroku)JK.Ale chciałbym zaznaczyć,że metoda jaką się posługują obecni cenzorzy jeszcze żyjącego polityka,znana jest od wieków.Z braku laku bezpłodni omf dziennikarze wyciągają ją z lamusa,korzystając z ,czysto’ polskiej genetyki,dzięki której dostają wierszówkę.To wcale nie znaczy iż nie była stosowana wcześniej,lecz etos zastrzegał sobie kogo miała dotyczyć.Być może nie wymienię nawet 0,01% osobników których ,słuszne’ mendia obsmarowywały.Chodziło zwykle o ,zbyt’ inteligentnych przeciwników politycznych,zwłaszcza tych którzy po
    89r nie chcieli nosić baldachimów.Zwykle nagonka mendialna potrafiła łamać kręgosłupy moralne,zwłaszcza gdy stosowano ją na chama type IPN.Niewielu ludzi w Polinie potrafi czytać między wierszami.Ogromna większość została tak zdeptana umysłowo,że
    w poglądach nie różni się zbytnio od ,pacjentów’ ze świecznika.Wide choroba smoleńska.O dziwo,teraz TO się mści na etosie
    okrutnie.Obydwa odłamy obrzucają się inwektywami type: kto jest ‚większym’ kumplem Putina co raczej świadczy o kompletnej aberracji umysłowej.Co do inkryminowanego JK,sprawa ma jednak III dno.Zwłaszcza w kwestii Smoleńska.Jak niektórzy spróbowali zauważyć (zwłaszcza ci nie indoktrynowani przez mendia),rzeczony osobnik ma klasyczne objawy mani prześladowczej
    spowodowane przez śmierć brata.Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt paroksyzmów regularnie podsycanych przez
    Sz.Antka wmawiającego mu zamach.A przecież te paroksyzmy dość wyraźnie tłumaczą rolę Polinu w polityce wschodniej.Zwłaszcza niemal ,zwierzęcą nienawiść’ do Rosji.W związku z powyższym,może upłynąć sporo lat nim stosunki międzynarodowe się wyprostują
    a może nigdy.Na dodatek wygląda na to iż bez ingerencji z zewn.pacjenci nam nie popuszczą.Byle to nie było promieniowanie gamma.

    Polubienie

  3. nie chcesz wiedzieć, co robiłem w dniach strajku w Stoczni w 80 roku, kukukuahahaha 😆
    ale zostawmy te stare dzieje…
    tak naprawdę, to o istnieniu „braci małych” dowiedziałem się na początku lat 90-tych, gdy powstał POC /szybko zredukowany do PC ze względu na krindżowe znaczenie w jidysz/, ale moja słynna Intuicja szybko mi podszepnęła, że to jakaś słaba jazda jest i na pewno nie o to chodzi…
    za ileś tam lat później, gdy powstał PiS pewnemu mojemu byłemu już kumplowi nagle odbiło w (brunatne) lewo, taki semi-naziolek się z niego zaczął robić i oświadczył, że będzie głosował na nich, mówił to z takim zdecydowaniem, że nagle przestało mi smakować piwo, które wtedy razem piliśmy i nie dopiłem swojego…
    a potem to już wszystko było prosto: o ile ten już nieżyjący był jeszcze jakoś tam do zniesienia, pamiętam jak wyszedł na idiotę, gdy jako prezydent Wawy próbował zabronić targów Eroitocon, co zresztą mu nie wyszło i serdecznie mnie tym rozhahał, to ten drugi, co jeszcze niestety dycha to już grubsza sprawa, choć w zasadzie można ją streścić: po prostu niezły kawał poca i koty tego nie zmienią, bo to przecież nie on się nimi zajmuje…
    i to wszystko, tak briefowo, w temacie „bracia mali i co ja na to”…
    p,jzns 🙂

    Polubienie

    1. Przypuszczam, że w „Sierpniu 80” ub.w. mieliśmy takie samo podejście do Strajku w Stoczni – ot, jakaś tam kolejna przerwa w pracy. Ale w ostatnim tygodniu sierpnia włosy zaczęły mi się jeżyć na głowie. Myślę, że gdyby nie Jaruzel to historia inaczej by się potoczyła. Wg zachodnich analiz komunizm miał potrwać jeszcze jakieś 50 lat, czy zatem 2030 r. będzie przesileniem? 😉
      Ja miałem b. podobną rozmowę z przyjacielem ze studiów, nb. majorem SB, na temat strajku. I wtedy przy „lornecie” (2×50 gram) i meduzie (galaretka) uznaliśmy, że jako przyjaciele możemy do siebie strzelać. Aby było śmiesznie to on udał świra i już w 1981 r. łowił ryby na emeryturze, a mnie nieszkodliwego opozycjonistę wcielono do SW …

      Polubienie

      1. miałem jakby nieco inaczej… nadal świetnie się bawiłem nawet już po ogłoszeniu stanu wojennego, dopiero gdy psy mnie rzuciły na ścianę na posterunku przy ul.Widok i plama z mojego nosa dołączyła do wcześniejszych na niej zacząłem trochę poważniej podchodzić do tematu, dotarło do mnie, że mogą mi naprawdę zrobić kuku… potem trochę mi się w odwłoku zagotowało, jak przyszła chwila prawdy na (drugiej) komisji wojskowej, czy moja kilkuletnia praca nad wyrabianiem sobie wariackich papierów da efekty, czy nie… wszystko poszło jak należy i wtedy stało się coś dziwnego: wieczny student, nie obciążony już psychicznie kamaszami Damoklesa wiszącymi nad głową nagle zabrał się serio za studia i je ukończył…

        Polubienie

        1. Nigdy nie udało mi się połączyć „Sierpnia 80” z „Karnawałem Solidarności” i ze stanem wojennym, mimo, że były to logicznie następujące po sobie okresy. Nie miałem szans na wyrobienie sobie „wariackich papierów”, bo w 1966 r. jako 16-latek w ankiecie wojskowej pochwaliłem się osiągnięciami sportowymi i naukowymi (wnioski racjonalizatorskie) pozostało więc „iść w naukę”. Przez jakiś czas to się udawało, bo uczelnia i paramilitarny pracodawca skutecznie mnie reklamowali. Gdy wojsko wyciągnęło po mnie łapy udało się „załatwić” sprawę z lekarzami wojskowymi. Mimo tego w lutym 1982 r. trafiłem do jednostki podległej WSW …

          Polubienie

  4. A jednak ten „człowiek po przejściach” zdobył niesamowitą władzę i stał się uwielbianym guru znacznej części społeczeństwa na wiele lat.

    Polubienie

      1. Obgadywany tu przez nas Pan, kwitów za wiele chyba nie posiada – raczej sam jest ich bohaterem. Mnie zadziwia jego „rząd dusz”, którym zawładnął i trzyma w uścisku. A te dusze są zadowolone.

        Polubienie

        1. Myślę, że „kwity” – w zależności od rządzących – mogą być dodatnie i ujemne. Co do „dusz” to podejrzewam, że może nie są one zadowolone, ale z pewnością totalnie zobojętniałe. Nikt nie myślał, że „IV RP” może być tak zdegenerowanym politycznie i gospodarczo systemem.

          Polubienie

  5. tonette

    Czy aby nie demonizujecie roli kwitów w dedykowanym ,przypadku”? Gdy usiłowano obalić ,komunę’,władza leżała(i kwiczała) na ulicy,zaś dyżurni demagodzy potrafili jedynie podjudzać bezmózgów do permanentnego niszczenia wszystkiego co tylko kojarzyło się z władzą.Wtedy nie było weryfikacji,wystarczyło tylko być za,a zwłaszcza przeciw.Tylko matoły IV kat wierzą, że odbyło się to spontanicznie i za wspomożeniem Ducha św.Żeby nie doszło do tragedii,tenże Duch,chwilowo zakotwiczony w tzw ,zaprzyjaźnionych ambasadach’ potrzebował(chwilowych)liderów by choć na moment skanalizować rewolucję przygłupów.Takim
    ,przypadkiem’ był Wałęsa do którego później podczepiały się wszelkiego typu gównojady.Obecnie nikt nawet nie próbuje analizować procesu późniejszej eliminacji tzw przydupników,kwitując jednych jako legendy,zaś drugich odsyłając w niebyt (albo odbyt).Co do roli panów K.w procesie dochodzenia do władzy,nie różni sie ona wcale od średniej europejskiej jak i polskiej.Zwróćcie uwagę na fakt iż Tusk wycinał konkurencję w równie świński sposób więc nie podbijajcie średniej krajowej w hipokryzji.Prawdziwa tragedia Polinu polega na tym,że wycięto(w pień)ludzi o zbyt wysokim (acz inkryminowanym) współczynniku IQ i lojalnych wobec Polaków.Więc na kim ma się opierać JK ze swoją paranoją skoro został mu tylko Sz.Antek?
    Być może również ma trudności z czytaniem między wierszami w związku z powszechnym embargiem na prawdę.Było nie było, przeciętny Polak ma tylko alternatywę: prawda TVP contra TVN.Zaś obie są zinfiltrowane przez SBU.

    Polubienie

    1. Trudno mi się odnieść do tych ciekawych argumentów, bo jak zwykle przez to „wy” nie wiem do kogo się zwracasz. Ja rozumiem, że ten wypracowany tekst wrzucisz w kilka innych miejsc, ale gdybyś to „wy” zamienił na konkretną osobę to by było przejrzyściej i jaśniej.
      Kwity są ważne, bo one nie tylko ujawniają to co skrzętnie chciano ukryć, ale pełnią rolę cyrografów, czyli dokumentów związanych z utajnioną działalnością prawno-prywatną jak umowy, kwity, zobowiązania czy rewersy. Poza Mazowieckim – ze znanych przyczyn – rządzeniem za pomocą kwitów parały się wszystkie rządy. Jednym szło lepiej, innym gorzej…

      Polubienie

  6. tonette

    Za każdym razem mam wymieniać do ilu się zwracam? A Rodo to gdzie?Poza tym
    istnieje szansa,że w tym pojemnym słowie każdy ma szanse się zastanowić czy to do niego odnosi.W koncu nie jesteś sam na blogu.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.