„13 Grudnia” nie spałem do południa …

Jak już pisałem wcześniej noc z 12 na 13 grudnia 1981 r. miałem dość ciężką, bo odbywała się u mnie balanga na kilka par. Gdyby nie alkohol i inne zajęcia to prawdopodobnie już 12 grudnia wieczorem bym wiedział, że coś się wydarzy, bo już na początku balangi milicja zarekwirowała mi amatorską radiostację krótkofalarską bez podania konkretnej przyczyny. Pamiętam ten dzień dokładnie, bo po zwalczeniu kaca fizycznego i moralnego spędziłem go w większości na dostrajaniu radia i anteny oraz przesłuchiwaniu tego co mówią zagraniczne stacje radiowe. A wszystkie zachodnie stacje mówiły to samo wzywając obywateli polskich do podporządkowania się władzy wojskowej i nie podejmowania akcji protestacyjnych w fabrykach i na ulicach. Było to dziwne, bo jak dotąd takie stacje jak m.in. Londyn, Waszyngton, Wolna Europa, i Watykan raczej zagrzewały Polaków do czynnego oporu.

O tej rocznicy – najważniejszej chyba w dziejach współczesnej Polski – nie chce mi się już mówić, pisać, ani nawet myśleć, bo poraża mnie zaciekłość ludzi, którzy bronią swojej prawdy, świętej prawdy i gówno prawdy (cyt. Księdza Tischnera). Nie wiemy jakie motywy kierowały gen. Jaruzelskim, gdy podejmował decyzje o wprowadzeniu stanu wojennego, ale z chęcią przyjmujemy poglądy innych osób i podejmujemy ostrą polemikę. I nie dowiemy się szybko – podobnie jak w przypadku Kuklińskiego – czy Jaruzelski był zdrajcą, czy bohaterem. Powód jest prosty, nie mamy, i przez dłuższy czas nie będziemy mieli dostępu do pełnych danych. Jest też problem oceny społecznej, bo jak sugerują statystyki ponad połowa Polaków nie potrafi podać nawet daty wprowadzenia stanu wojennego, ale za to chętnie bierze udział w dyskusjach. Nie ma się co dziwić takiej statystyce skoro nawet jeden z posłów stan wojenny utożsamiał z Powstaniem Warszawskim.

I tu mi się przypomina moja rozmowa ze stryjem, legionistą Piłsudskiego, osadzonym w Szczypiornie. Otóż stryj bardzo chętnie opowiadał o całej swojej drodze przy boku Piłsudskiego, natomiast zawieszał głos pytany o zamach majowy Piłsudskiego. Stryj był jednym z przeciwników zamachu stanu, jednak w krytycznej chwili stanął przy boku Piłsudskiego. Od tamtych majowych wydarzeń minęło ponad 90 lat, a my Polacy nadal kłócimy się o to, czy Piłsudski, jako zbawca narodu 😉 , ocalił Polskę przed wojną domową dokonując zamachu stanu (przeciwnicy również planowali podobną akcję), czy jako np. agent niemiecko austriacki zniszczył zalążki polskiej demokracji zanim zdążyła zagościć w sercach i umysłach Polaków.

Myślę, że podobna sytuacja pojawiła się w wielu polskich domach po wprowadzeniu stanu wojennego. Po 40 latach wiemy znacznie więcej o przyczynach, przebiegu i zakończeniu stanu wojennego, ale nadal nie wyjaśniono, czy były możliwe inne, pokojowe, rozwiązania. Społeczeństwo dotychczas podzielone teoretycznie, głównie legitymacjami partyjnymi i solidarnościowymi, nagle stanęło na wprost siebie. Nie byłem członkiem PZPR, ani nie należałem do „Solidarności”, jednak w obu tych podstawowych organizacjach mój głos funkcjonariusza państwowego, sądząc po zaproszeniach, był chyba brany pod uwagę na t.zw. „dołach” partyjno związkowych. Poglądy moje również skłaniały się po części ku obu stronom. Dlatego nie mogłem zrozumieć dlaczego zgodnie z tym „genem niepokornym” (vide „wóz Drzymały”) nie potrafiliśmy wykorzystać okazji do bycia np.: „drugą Japonią”.

W pierwszych dniach lutego 1982 r. zostałem zmilitaryzowany bez konkretnego przydziału, co umożliwiło mi orientowanie się w poczynaniach obu stron. Ocenę jednak zachowam dla siebie. Przytoczę za to kilka faktów, które można wyguglać, lub wydedukować z tego co znajdzie się w sieci i które powinny wymusić inne spojrzenie na okoliczności powstania ruchów związkowych z przełomu lat 70/80 ub.w. Nie wiem dlaczego „mendia” zarówno z lewej jak i prawej strony przemilczają wydarzenia poprzedzające powstanie „Solidarności”. Otóż już po strajkach w Radomiu i Ursusie (1976/1978), oraz na krótko przed generalnym strajkiem w Stoczni Gdańskiej Wschód i Zachód prowadziły negocjacje w sprawie nowego podziału Europy. W ramach tych działań m.in. granica wpływów USA i ZSRR miała przebiegać na linii Wisły, Niemcy (i podobnie Korea) miały się zjednoczyć, a USA i ZSRR miały ograniczyć aktywność na Bliskim i Dalekim Wschodzie.

Oczywiście tak szeroko zakrojone plany nowego podziału świata na strefy wpływów wymagały wieloletnich negocjacji i interwencji polityczno gospodarczych, na to jednak nie pozwolił rozwój sytuacji w Polsce. Nikt bowiem nie przewidział masowego udziału prawie 10 milionów obywateli w nowo powstającym Niezależnym Samorządnym Związku Zawodowym (wówczas jeszcze nie wiedziano, że będzie się nazywał „Solidarność”). Można dla potrzeb propagandy wierzyć, że Wałęsa obalił komunę, albo komuna obaliła Wałęsę 😉 , ale rozmowy strajkujących dowodzą, że chodziło głównie o „wódę i zagrychę”, bo początkowo tylko tego brakowało im do pełnego szczęścia. Potem do akcji gorącego „Sierpnia 80” włączyli się agenci różnych mocarstw, oraz interpretatorzy tego co sie wydarzyło. W efekcie mamy to co mamy, czyli „smród, brud i ubóstwo”.

32 uwagi do wpisu “„13 Grudnia” nie spałem do południa …

  1. Chyba nie wydarzenia w naszej historii, które by tak dzieliło naszych rodaków, ale stan wojenny chyba najbardziej, może dlatego, że ktoś tam na górze spał do południa…

    Polubienie

    1. Stan wojenny podzielił najbardziej, bo praktycznie odbył się w zasięgu naszych wspomnień osobistych. Im bardziej jednak cofamy się na osi czasu to tym bardziej wzrasta nasza obiektywność, a może i obojętność wobec wydarzeń już historycznych. Nie spieramy się przecież o sens naszych powstań narodowych, gdy Polski nie było na mapie …

      Polubienie

  2. Klik dobry:)
    Do nas zjeżdżali wtedy uchodźcy z Warszawy. Mieli tu swoich rodziców, ale jakiś czas nocowali u obcych ludzi. U mnie w domu gościł warszawski działacz Januszek. Nikt jego jednak nie szukał, więc poszedł spać do swojej mamy. Strachu napędziła nam Halinka, która opowiadała o czołgach na ulicach w Warszawie. Pieniądze, jakie miała, wymieniła u jubilera na złoto i srebro. Z takim dobytkiem przedzierała się, omijając patrole, bo już nie można było normalnie przyjechać.
    Mnie goniec zaprosił rozkazem do miejsca pracy, gdzie całą noc na tajnych mapach rysowaliśmy bomby i zakreślaliśmy czerwoną kredką włożoną w cyrkiel, koła rażenia. Z jednej strony było to śmieszne, bo te tajności poniewierały się po wszystkich biurkach i dostęp miały osoby do tajności nie dopuszczone, ale z drugiej… Straszne!
    Wobec tych czołgów z opowiadań Halinki i tych „spadających” bomb, nic już potem straszne się nie zdawało.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. No to miałaś pecha, gdy trzeba było z rozkazu noc spędzić poza domem. 😉 Nas, którzy mieli Studium Wojskowe na studiach spędzono w jedno miejsce na początku stycznia 1982 r. Wpisano nam notatkę o zmilitaryzowaniu do ks. wojskowych, napuszony generał walnął nam mówkę, i … puszczono nas do domu.
      Czołgi dotarły do Łodzi dopiero 14 grudnia. Jechały al. Politechniki i tam czołgi spotkały się z protestami studentów, a ja z pałą milicyjną (nie zdążyłem i właściwie nie zamierzałem się wylegitymować).

      Polubienie

  3. A mnie nikt nie militaryzował ani nie specjalnie nie potrzebował poza dziwnymi dyżurami w biurze, które rozpisane były na 24 godziny. Siedziałam całą noc w sekretariacie spijając biurowe herbatki i kompletnie nie wiedziałam po co to. Żadnej instrukcji co robić i co może się wydarzyć a rzecz dotyczyła biura Spółdzielni Samopomoc Chłopska. Może obawiano się, że: „Jakby kiedy co do czego – kosy wisom nad boiskiem”?

    Polubienie

    1. No tak, mnie też przytrafiło się kilka takich dyżurów nocnych, zwanych „dyrektorskimi”. W strukturze organizacyjnej moja firma funkcjonowała jako coś pomiędzy b. zjednoczeniami, a ministerstwem, z tej racji urzędowałem na podłodze w gabinecie dyrektorskim, dokładnie pod biurkiem, gdzie obok można było podciągnąć wszystkie trzy telefony gorącej linii. Ja wiedziałem „po co”, miałem konkretnie przekazywać dane z podległych j.o. i przekazywać je do ministerstwa. A więc byłem takim czwartym telefonem.

      Polubienie

  4. Iwona Zmyslona

    Zamach majowy pozostanie dla mnie zagadką. W chwili ogłoszenia stanu wojennego byłam pracownicą cywilną wojska czyli chcąc nie chcąc, znajdowałam się po stronie reżimu. Byłam wrogiem nr 1 dla tych znajomych, którzy nie należąc do „Solidarności” sympatyzowali ze strajkującymi. Uważałam, że gen. Wojciech Jaruzelski ogłaszając stan wojenny chciał zapobiec temu, co działo się w Czechosłowacji w roku 1968.

    Polubienie

    1. Wspomnienie o zamachu majowym przytoczyłem wyłącznie dla uświadomienia sobie tego, że nasze Polaków oceny mogą być bardzo subiektywne, bo determinowane osobistymi doświadczeniami. Nie żyją już świadkowie zamachu majowego i trudno oczekiwać, aby Polacy podzielili się na sympatyków Piłsudskiego i Dmowskiego, to będzie już tylko event historyczny. Inaczej jest ze stanem wojennym, którego ocena będzie jeszcze przez jakiś czas uzależniona od „punktu siedzenia”.
      Nie byłem wrogiem dla nikogo, chociaż – jako bezpartyjny funkcjonariusz państwowy – sympatyzowałem zarówno z „Solidarnością”, klerem, jak i z SB-ecją. Wtedy jeszcze potrafiłem wyłuskać te elementy, które łączyły te trzy jakże różne środowiska. Wtedy … bo po stanie wojennym nieco zmieniłem poglądy. Mimo tego Jaruzelski zawsze był dla mnie bohaterem.

      Polubienie

  5. Byłem w tym czasie podchorążym i służyłem w sztabie dywizji. Pamietam nastroje kadry wojskowej. Ale to już inna para kaloszy. Chciałbym ustosunkować się do Twojego pytania na temat mediów. Otóż moim zdaniem media wykreowały w nas poczucie że się różnią między sobą, tymczasem w wielu sprawach maja podobne zdanie albo milczą dlatego nazywamy je „main streem media”.

    Polubienie

    1. Nie wiem, czy zauważyłeś, że często i świadomie używam zwrotu „mendia”? To nie jest literówka. Po prostu ci co za osobiste korzyści decydują się propagować i publikować kłamstwa to – wg mnie – zwykłe mendy. I tak oceniam również mainstream’owe media, których głównym nurtem nie może być zakłamywanie rzeczywistości np. poprzez twierdzenie, że Wałęsa obalił komunę, a Jaruzelski zbawił Polskę.

      Polubione przez 1 osoba

  6. nie spałem do południa, bo musiałem wstać na turniej brydżowy, ostatni w ramach ewentu „Kongres Barbórkowy”… turniej był dwusesyjny, skrócono jednak o połowę, a potem pod naciskiem (władz – cokolwiek by to miało znaczyć) przerwano nawet i jedną sesję… wyniki potem policzono, jest taka opcja, uśrednia się po prostu zapisy za nierozegrane rozdania, ale wartość sportowa takiego kulawego turnieju jest żadna… niemniej jednak nie trzeba było zwracać ludziom wpisowego, ale jak pamiętam nikt za bardzo nie protestował.dominowało wrażenie chwili… reakcje bywały różne, od paniki, do śmiechu, np. mój partner brydżowy wyraźnie się martwił o żonę i dzieciaki, więc oddałem mu swoje umówione miejsce w zakolegowanym aucie, a sam wróciłem do domu pociągiem w wesołej gromadce, pokrzepionej zakupioną na stacji przesiadkowej gorzałką zakupioną na miejscowej mecie…
    a dalej to już… zresztą mniejsza z tym… ofiarą stanu wojennego nie byłem, bo cóż znaczy jakiś tam łomot zebrany na komendzie, bohaterem też nie, bo akty ignorowania godziny policyjnej zbytniej odwagi nie wymagały, po prostu było uważać i tyle… ale za to byłem triumfatorem: na wiosnę wygrałem decydującą bitwę z systemem o to, aby mnie nie zmilitaryzował… triumf zasłużony, bo poprzedzony latami pracy i rozlicznych zabiegów, aby doń doprowadzić…
    tak w ogóle, to w tamtych czasach na politykę miałem wyrąbane, dopiero po 89-tym trochę bardziej zaczęło mnie to interesować, wtedy jednak skupiony byłem na oporze przeciw systemowi, aby mnie nie uszkodził podczas mojej samorealizacji, zaś sam stan wojenny postrzegałem jako pewne zawirowanie tegoż systemu wymagające większej dozy sprytu i zaradności, niż normalnie…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. W 90 % to co opisałeś wydarzyło się także u mnie. Nawet brydża miałem w planie – jak nie wiadomo było co robić to szedłem do mamy na obiad, która ciągle narzekała, że zapominam o niej. Na takim „obiedzie” organizowaliśmy właśnie brydża z udziałem dwóch turniejowców. Jednak 13 grudnia było to niemożliwe. Nasze uczestniczki balangi zapragnęły znaleźć się szybko w swoich domach, i tak zaczęliśmy bezskuteczne poszukiwanie dla nich jakichkolwiek środków transportu. Ulice były opustoszałe, padał drobny śnieg. Po kilku kilometrach, co zajęło nam ok. 50 minut (szliśmy wężykiem 😉 ), każde z nas poszło w swoją stronę. Z brydża u mamy zrezygnowałem, bo czułem, że nie pora na to.
      No i właśnie, te 10 % wątpliwości do tego co piszesz odnosi się właśnie do komunikacji (jak dojechałeś?) i organizacji turnieju. 13 grudnia takie imprezy nawet nie miały szansy się rozpocząć. Było: „cicho wszędzie, głucho wszędzie …” Tak to wyglądało u mnie w Łodzi poza centrum, gdzie jakieś protesty podobno były.
      Bohaterem też nie byłem, bo nie mogłem i chyba nawet nie chciałem (miałem niezłą synekurę). Militaryzacja w moim wydaniu niewiele zmieniła, w większości chodziłem jako cywil, a na początku 1984 r. rozpocząłem administracyjną procedurę rozstania się z mundurem.

      Polubienie

      1. sam Kongres /w Dąbrowie Górniczej/ zaczął się jakoś tam w czwartek, czy piątek, obejmował kilka turniejów, a kończył się właśnie w niedzielę, tym dwusesyjnym turniejem z przerwą na jakiś obiad… wyszynku w bufecie nie było /aczkolwiek w tamtych czasach nie było to zakazane przez PZ Brydża Sportowego/, ale myśmy tą imprezę traktowali poważnie i ograniczyliśmy się do jakiejś małej wódeczki w kilku którymś wieczorem w hotelu… w sobotę wieczorem po turnieju przy wyjściu napotkaliśmy kilku wojskowych, chyba nawet nie byli pod bronią, którzy nas spytali, czy wszyscy już wyszłi, czy dużo ludzi jeszcze zostało w budynku Pałacu Kultury /tak się to nazywało/… ktoś zażartował coś na temat „grupy operacyjnej”, a jeden z wojaków odparł: „nie, nie, to trochę inna sprawa” i na tym gadka się skonczyła… nie skupili naszej uwagi, bo wszyscy omawiali rozdania z turnieju… w niedzielę rano wyszliśmy wszyscy /cała gromadka warszawska/ z hotelu już z gratami, poszliśmy jakby gdyby nic na turniej, a na mieście nawet śladu, ni znaku nie było, że coś jest nie tak… zaczęliśmy grać, partner poszedł po kawę i wrócił rozstrzęsiony, bo w bufecie wisiało obwieszczenie… potem arbiter ogłaszał zmiany na bieżąco, o normalnej grze trudno było mówić, bo zaczeło się omawianie sytuacji, a potem poproszono wszystkich o wypad z budynku… na mieście nadal cisza i spokoj, nikt nas nie zaczepił po drodze na dworzec, bo i nikogo takiego nie było… na dworcu w Cżęstochowie /przesiadka/ również nic się nie działo… dopiero w Warszawie był młyn na Centralnym, ale organizacja była nader sprawna, przy każdym zejściu na peron stał wojak za stolikiem i udzielał informacji o komunikacj miejskiej /było już o pólnocy/… przy okazji spotkaliśmy na dworcu znajomych, innych brydżystów, którzy wrócili z Gdańska z innego turnieju, wspominali coś o. czołgach na ulicach… potem z jednym kolegą /mieszkał obok mnie/ wsiedliśmy w nocny, a potem z Górczewskiej z kapcia na Nowe Jelonki do domów…. cisza, spokój, zywej duszy, tylko na posterunku /już nie istnieje/ przy Powstańców palilo się światlo, ale nikt ni wyjrzal, nikt nas nie zaczepiał..

        Polubione przez 1 osoba

  7. Co dzieli Polaków? Mam wrażenie, że wszystko co tylko nie wymyślimy, czy zrobimy, czy zamierzamy zrobić. Nie sięgając do historii, zapytam z głupia frant: A co dzieli nas obecnie w tej PiSowskiej szczęśliwości żyjących ?

    Polubione przez 1 osoba

  8. tonette

    Jak zwykle coroczne omf obchody 13 Grudnia mają na celu wyciągnięcie z lamusa bajek i legend
    o bohaterskich acz martyrologicznych dziejach sprzed dekad niewielu,dzięki którym omc nie zostaliśmy dziadami.Co wcale nie znaczy iż nimi nie zostaniemy.Na ,szczęście’ obecna rocznica była jakoś nędznie świętowana,mam nadzieję iż nie z powodu pandemii.Okazało się,że nawet trolle niezbyt dopisały i kiepsko poparły omf , naszego’ PADa,który wygłupil się rzadko nazywając gen.Jaruzelskiego tchórzem i zdrajcą.Cóż,w myśl zasady:i kto to mówi.Dzisiaj dał głos następny histeryk,prezes IPNu Nawrocki który pochwalił się,że mówiąc o nim nie używa słowa generał gdyż mu szczęka cierpnie.Nieszczęściem dla przyszłej histerii Polinu (tej najnowszej) jest fakt,że o faktach zabierają głos osobnicy którzy urodzili się już po stanie wojennym,a detale znają wyłącznie z bibuły.Na początku lat 90 tych niebacznie spaliłem w CO cały plik takiejż,opisujacej zbrodnię komunistyczną polegającą na spędzeniu na stadion internowanych i polewaniu ich wodą podczas 30stopniowych mrozów.Wtedy myślałem iż jest to istna bzdura,ale będąc kilka lat temu w szpitalu,jeden z pacjentów opowiadał,że to samo mówił na jakimś spotkaniu przedwyborczym prelegent (kandydat na (p)osła) ze słusznej partii.Ponieważ przeżyłem zarówno czasy wczesnego i późnego PRLu oraz karnawału Solidarności i mam podstawy do porównań tego co prezentują mendia i etos do realiów,więc twierdzę iż wstyd mi za takiego PADa.Jedynym zarzutem jaki mam do generała jest fakt iż był zbyt miękki i pozwolił,żeby do rządów doszły taakie mendy.Niestety,lecz alternatywa nie istnieje.Najwyżej powiewa banałem type Konstytucja. Naturalnie gdy jej pasuje.Jeden z cyników stwierdził: jedzcie ludzie gówna, miliony much nie mogą się mylić.Zapomniał o znacznie starszej maksymie; rozdziobią nas kruki i wrony.Na razie ćwiczą akcję te których uważamy za przyjaciół.

    Polubienie

    1. Bartosz Stefański

      Prezydent nie jest zdrajcą i tchórzem nie widzisz całej sytuacji międzynarodowej. Za pare lat ocena PAD będzie o wiele lepsza. Na razie zyjemy sobie mitologią sojuszy zagranicznych. PO nas mami sojuszem z UE, PiS sojuszem z USA… Pieniędzy nie ma, pomocnych wojsk nie ma. Za to mamy partie polityczne gadające o 13 grudnia, obywateli co glosuja nie na to co robić, ale na to kto gdzie stał, czy spał. Nie PAD nie ma wladzy generała nie ta konstytucja. Nie ta sytuacja na arenie międzynarodowej. Wtedy były dwa silne bloki. Teraz NATO poległo w Afganistanie…

      Polubienie

      1. tonette

        Gdzie tu widzisz związek pomiędzy ubliżaniu nieżyjącemu człowiekowi a sytuacją międzynarodową.Dla mnie wzorem prezydenta nowych czasów był Klaus który nigdy bysobie na cos takiego nie pozwolił gdyż szanował zarówno swój urząd jak i siebie.PADowi to nie grozi.

        Polubienie

        1. Bartosz Stefański

          Tonette, pokaż mi punkt z konstytucji PRL mówiący o tym, że NSZZ może istnieć. Bo ja znajde punkty mówiące, ze rządził niby pierwszy sekretarz. Śmiesznie by brzmiało „Wojciechu konstytucja!” czyli solidarność za kraty. Bo już np. KOR w większosci nie. Co ma sytuacja zagraniczna, dużo. Dziś prezydent reprezentuje nas za granicą i to tez juz nie całkiem, bo rząd Tuska oglosił ze w UE premier. Bo jak już porównujesz to 1 do 1. Wyboraź sobie, Jaruzelskiego gdy nie istnieje układ Warszawski, a do NATO też się nie da iść… czekaj Bierut nie żyje czyli nie wolno o nim mówić?

          Polubienie

      2. @Bartosz Stefański
        Być może nie do mnie jest kierowany ten komentarz, ale skoro w poprzednim poście napisałeś do mnie cyt.: „… nie jesteś w stanie zrozumieć nawet czemu szanuje Prezydenta RP. Musze czekać pare lat aż homo sapiens polandus zrozumie …” i pomimo mojej prośby nie potrafiłeś wyjaśnić za co szanujesz prezydenta, to spróbuję wyjaśnić z jakich powodów moja ocena prezydenta jest odmienna od Twojej. Otóż głównie jest to m in.: 1/ Nagminne łamanie prawa i Konstytucji, 2/ Dyskredytowanie i ośmieszanie pozycji Polski na arenie międzynarodowej, 3/ Reprezentowanie wyłącznie prawej strony sejmowej, 4/ Brak doświadczenia i umiejętności w kierowaniu państwem, 5/ Nieumiejętne nadzorowanie resortów „siłowych” (MON, MSW, MSZ), 6/ Brak aktywności w w.wym. obszarach, itd., itp., … Oczywiście mógłbym rozwinąć te zastrzeżenia do postaci kilkudziesięciu konkretnych zarzutów prawnych, ale nikt mi za to nie płaci, i poza tym nikt nie jest zainteresowany, bo „rączka rączkę myje, a ta kuźwa ciągle brudna”.

        Polubienie

        1. Bartosz Stefański

          Andrzeju, co do konstytucji, to przyganiał Andrzej Andrzejowi. No chyba, ze słuchac Ciebie i wychodzimy z ONZ.

          Polska ośmiesza się sama, chociaż na tle jak USA się ośmieszyły, a UE ryczy nad sobą i jej nie do śmiechu. Rosja śmieje się 30 lat… nie mamy już przed kim się ośmieszyć.

          co do reprezentowania tylko prawej strony, to kazdy prezydent reprezentował. Różnica jest jednak gdy rozmawiasz na argumenty, Kwaśniewski potakiwał i robił to co kazało AWS…

          O resortach siłowych i ogólnie polityce zagranicznej to na prawdę podyskutujemy za pare miesięcy… chociaz jeszcze liczę na cud…
          Cierpliwości Andrzeju!

          Polubienie

          1. Wydaje mi się, nasza wymiana komentarzy staje się wymianą sloganów i frazesów. Nie podajesz merytorycznych argumentów – np. jakie delikty konstytucyjne popełnili poprzedni prezydenci, które zmieniły charakter ustrojowy państwa? – ale za to obrzucasz wszystkich wokół nieuzasadnionymi inwektywami. To nie są warunki do dyskusji. Więc ja już podziękuję za wielce frapującą dyskusję.
            Pozdrawiam

            Polubienie

    1. Bartosz Stefański

      No cóż na naszych oczach rośnie nowy symbol. Będzie kto nosił nie nosił maseczek… i kto okazał się bardziej przez to patriotą…

      Polubienie

        1. Bartosz Stefański

          Spokojnie, czym mniej będą politycy bawili się zdrowiem tym będziemy zdrowsi. Na COVID domowym sposobem to niestety to czym leczyły domowo babcie z zapalenia oskrzeli. tylko trzeba dietę bezglutenową na czas kuracji, bo niestety przy osłabionym organiźmie mozemy sobie zafundować zakrzep. no i oczywiście to porada na ostateczność, czyli gdy nie ma dostępu do lekarza! a ogólnie to wzmacniać odporność m.in. cytrusami.

          Polubienie

          1. Od zajmowania się zdrowiem są lekarze, a politycy, tak jak dupa do srania, służą wyłącznie do technicznego zabezpieczania procesu ochrony zdrowia. Nie kumatym warto wyjaśnić, że jest to głównie zabezpieczenie państwa w niezbędne dla pandemii narzędzia obrony, takie jak poczynając od: środków finansowych, współpracy z zagranicą, szpitali, łóżek, kadry medycznej, leków (szczepionek) aż do legendarnego pampersa do dupy. Niestety często i pampersa nie ma, za to wszystko inne jest do dupy. Oczywiście bardzo skuteczna jest dieta bezglutenowa i cytrynka, bo nie ustępuje przed modlitwą o zdrowie i rozum.

            Polubienie

          2. Bartosz Stefański

            No cóż, wystarczy nie pisać źródła… i śmiejemy się. haha ha ha. Ponieważ mnie wyśmiano, to dla wyśmiewców pytanie, zacytowałem jednego z lekarzy promujących szczepienia. który lekarz od opracowania tematu dieta bezglutenowa i covid, mówi by się szczepić? Był na każdej tv. Najwięcej czasu spędził w TVN …

            Polubienie

          3. Zadziwiająca jest ta Twoja interpretacja wymiany naszych komentarzy. Jeżeli nie widzisz różnicy pomiędzy obśmiewaniem poglądów, a obśmiewaniem wypowiadającego/piszącego te poglądy to myślę, że nie mamy o czym rozprawiać. Jest to tym bardziej dziwne, gdy okazuje się, że chodzi o poglądy, których nie jesteś autorem.

            Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.