Między granicą Polski z Białorusią, a … lotami na Marsa

Widzimy drzewa, a nie widzimy lasu. To dość popularny sposób postrzegania otoczenia przez wielu komentujących bieżące wydarzenia. Najczęściej wtedy wydajemy z siebie coś w rodzaju szczekania na każdą przechodzącą karawanę, bez względu na to skąd idzie i dokąd się udaje. Szczekamy więc na PO, na PiS, albo na wszystko co się rusza i przemieszcza w dowolnym kierunku. Nieco rzadziej występują sytuacje, gdy komentujący widzą las, chociaż wokół nie ma drzew, wtedy z reguły nazywamy to teoriami spiskowymi. I taki właśnie temat proponuję na zakończenie weekendu. Jest bowiem takie ludowe powiedzenie, że „z gówna bata nie ukręcisz”, ale przeglądając pobieżnie wpisy i komentarze na zaprzyjaźnionych blogach (vide zakładki na marginesie) dotyczące spektaklu granicznego można odnieść wrażenie, że jednak Polak potrafi i … kręci. 😉

Jak już kilka miesięcy temu pisałem na tym blogu, na granicy Polski i Białorusi, wyreżyserowano spektakl w którym uczestnicy (głównie Straż Graniczna Polski i Białorusi oraz migranci) mieli uganiać się za sobą w rytmie Push Pull. To oznaczało, że np. Białorusini przeganiali migrantów na stronę polską, a potem Polacy zawracali przegonionych na poprzednie miejsce. Coś się jednak popierdzieliło, bo nie przewidziano kolejnych odsłon i antraktów, a za to pojawiły się poważne domniemania, że scenariusz rozrósł się samoistnie i wśród potencjalnych migrantów grasują także agenci specsłużb Polski, Białorusi i Rosji, terroryści, oraz migranci – jak orzekł doktor praw wszelakich – „mający objawy cholery, pierwotniaki, i pasożyty”. Obecnie nikt już nie wie ilu przebierańców po obu stronach granicy brało, bierze, i będzie brać udział w tej grze. I nadal nieznany jest autor/scenarzysta.

Obserwatorzy zniecierpliwieni tymi rozgrywkami na granicy domagają się zakończenia leśnych igrzysk, i ukarania winnych. Jak wiadomo jednak „WinaTuska” już nie działa, więc jedni obciążają rząd za nadmierną agresywność polskich służb mundurowych zarzucając im m.in. torturowanie migrantów, a drudzy rewanżują się rzekomą zdradą totalnej opozycji broniącej migrantów. I tak sztucznie wykreowany problem (bo przecież nie jesteśmy pierwszym krajem do którego ciągną uchodźcy prosząc o azyl) skutecznie usuwając w cień wewnętrzne kłopoty z demokracją zarówno Łukaszenki, jak i Kaczyńskiego rozwija się łagodnie, nie przerywając snu wyżej wymienionym. Tak więc migranci na granicy zapewne pozostaną „never ending story”, do czasu wstawienia kolejnej kozy do naszych mieszkań.

A kozy są ciekawe i różnokolorowe. Bo – pomijając „rozpierduchę” (cyt. Lecha Kaczyńskiego) na naszej granicy szykuje się nowa wojna. Tym razem prawdziwa. Zanim jednak do niej ewentualnie dojdzie to warto przypomnieć, że zawsze generałowie i dziennikarze byli przygotowani do tej wojny, która już wcześniej się odbyła. Tak więc i teraz przygotowywanie się do nowej wojny na granicy Rosji i Ukrainy może być jakimś prologiem, albo typową zmyłką. W każdym razie, gdy „już się zacznie”, to trudno będzie wykluczyć jakieś „pomyłkowe” trafienie ukraińską lub rosyjską rakietą np. polskiego autobusu, albo szpitala, bo przecież tu nie chodzi o zdobycie „przestrzeni życiowej”, ale o wypróbowanie nowych rodzajów broni, przetestowanie siły wojsk, zwykłe wykorzystanie starych zapasów broni, czy podtrzymywanie ogniska zapalnego.

Co więc z wojną na naszej granicy? Widać wyraźnie, że konflikt rozrasta się w koprodukcji Polska, Białoruś, Rosja. To dlatego nie interesuje mnie, czy polski żołnierz odnajdując w lesie wygłodzoną i zmarzniętą małą dziewczynkę poczęstował ją kulą, czy kanapką. To jest przede wszystkim kwestia wewnętrznego szkolenia wojskowego i odpowiedzialności dowódców, którzy swoich żołnierzy mogą odznaczyć „za kanapkę”, albo postawić przed sądem wojskowym „za kulę”. Interesuje mnie natomiast to „o co chodzi” w tej grze? Uchodźcy to problem głównie bogatych społeczeństw Europy, USA i Australii, które dorobiły się na wyzysku pozostałych ludzi. Problem nierozwiązany od wieków. Dlatego lepiej zabawić się w małą lokalną wojenkę, która zawsze była dobrym remedium, dla upadających rządów.

Obecny konflikt pomiędzy Rosją, Polską i Ukrainą to – moim zdaniem – próba alokacji sztucznie wywoływanych zagrożeń w celu odwrócenia uwagi od bardziej niebezpiecznych konfliktów zbrojnych jakie rozgrywają się na południowym Morzu Chińskim.:
https://wiadomosci.onet.pl/swiat/amerykanskie-okrety-wojenne-w-poblizu-spornych-wysp-na-morzu-poludniowochinskim/vhlm4z0
Ten konflikt trwa już od wielu dziesięcioleci. W ostatnich latach Chińczycy zatopili kilkanaście statków handlowych, kutrów rybackich i patrolowych obcych sobie bander, które pojawiły się w tym akwenie. Amerykanie, wspomagani częściowo przez Unię Europejską, byli bardziej powściągliwi grożąc tylko palcem. W efekcie kilkakrotnie na wody morza Poludniowochińskiego wpłynęły krążowniki i lotniskowce amerykańskie „udrażniając” drogę handlową. No i właśnie.

Od kilkuset lat Morze Południowochińskie jest fragmentem najważniejszej drogi handlowej pomiędzy Wschodem i Zachodem. Zdobycie nadzoru nad tą, dotychczas eksterytorialną drogą morską jest podstawowym celem każdego państwa usiłującego zdobyć ekonomiczny prymat nad innymi. A więc Chiny zbroją się, muskuły prężą także USA, Rosja i Turcja, wywołując wojny w Afganistanie, Syrii i Afryce. Interesy tych czterech mocarstw są jednak na tyle sprzeczne, że porozumienie w sprawie np. zakończenia działań wojennych w Syrii, czy Afganistanie jest już niemożliwe. Jeżeli Rosji uda się wywołać konflikty w naszej strefie geopolitycznej, to niewątpliwie doprowadzi to do przemieszczenia sił NATO z okolic Morza Południowochińskiego. Zastanówmy się teraz po co Chinom nowe awantury? No cóż, perspektywa zdobycia Marsa pochłania olbrzymie koszty materialne. Czym/kim jest więc mała dziewczynka znaleziona w polskim lesie przygranicznym?

27 uwag do wpisu “Między granicą Polski z Białorusią, a … lotami na Marsa

  1. Proste to jest. Bandyta z Białorusi sprowadził w kleszcze ludzi chcących lepszego życia i wpadli w pułapkę zabójcy bez skrupułów, bo ma z tego niezłą kasę. Mam nadzieję, że historia drania rozliczy jak tego w Rumunii.
    Nasi też nie lepsi, bo fatycznie nie wiem co się tam dzieje, a dzieje się ludobójstwo. Sytuacja patowa.

    Polubienie

    1. Już kiedyś ktoś na Zachodzie powiedział, że problem prezydentury w Białorusi może rozwiązać tylko dobry snajper. Ja myślę, że faktycznie Polska nie powinna się wtrącać tak aktywnie w wybory prezydenta Białorusi, co było bezpośrednim powodem obecnej afery granicznej. Wyobraź sobie co by np. było gdyby w 1990 uznano, że prezydentem Polski powinien być Jan Pietrzak, bo był aktywnym opozycjonistą, który musiał emigrować z Polski.

      Polubienie

      1. Ja sądzę, że każdy rząd po cichu powinien szkolić dobrych snajperów. U nas koniecznie! Jan Pietrzak kiedyś śpiewał świetną piosenkę, która wzruszała, a teraz palma mu odbiła, a więc kysz!

        Polubienie

      2. tonette

        Ja bym wątek wtrącania się do krajów osciennych raczej rozwinął.Gdyż trwa TO już od ponad 15 lat i moim skromnym zdaniem Polin robi to na chama usiłując ,zdemokratyzować’ naród który po prawdzie wcale sobie tego nie życzy.Nie przypominam sobie jakiegoś epizodu,ani nawet gestu
        ze strony władz tego kraju wrogiego wobec Polaków.Za to ,my’ rżymy nienawiscią bluzgając na każdym kroku na tych Bogu ducha winnych ludzi.Nie mówię tu ostatnich miesiącach gdyż takim przykładem może być namiastka RWE przy naszej granicy.To ,nasi’ omf opozycjonisci,szkoleni w Polinie dostawali regularne baty od OMONu.A mimo to Łukaszenka próbował gestów pojednawczych regularnie odrzucanych przez etos ze wstrętem.Wide propozycja dostaw prądu (taniego!) z ichniej elektrowni atomowej).Podobno prąd był niedemokratyczny.I nagle stała się rzecz straszna vel okropna.Batko się odgryzł zaś nam pozostał do obrony wyłącznie słynny manewr Jasia&Marysi znany pod nazwą Niemcy mnie biją.Jak trwoga to do Boga.Wg naszych mendiuf pół świata jest za nami,a reszta się zastanawia.Tylko A.Merkel nas zdradziła! Jak ona mogła z Łukaszenką rozmawiać bez naszej zgody?Tylko,że w wielkiej polityce rozmawiają (zwykle)
        poważne osoby.I nie próbują powielać publicznie dylematu co było najpierw jajo czy kura.Przy okazji A.Merkel,mimo pozorów ma nas serdecznie dość za to,że od dekady działamy na szkodę Niemiec wide NSII.I za ten permanentny sabotaż gospodarczy teraz zapłacimy.Nie liczmy na to iż ktoś się nad nami zlituje.Nie ma litości dla Solidarności..Kto wie czy już za kilka miesięcy stado omf ,przyjaciół’ nie powie nam: leż jak skóra z psa.

        Polubienie

        1. Oczywiście masz rację, że „wtrącanie się do krajów ościennych” było znacznym błędem polskiej polityki wschodniej. Po naszej nieudanej transformacji ustrojowej (gdy teraz marzymy o powrocie do PRL) trudno zakładać, że będą jeszcze chętni do pójścia podobną drogą.
          „Batko się odgryzł”, ale nie zrobił tego oficjalnie, bo boi się utracić finansowe powiązania z połową zachodniej Europy. Z tych samych powodów Merkel wysondowała Łukaszenkę na wypadek wprowadzenia ostrzejszych sankcji, które mogą dotknąć Batkę osobiście. Nie chce mi się jednak dywagować o tym jak dalej potoczą się wypadki przy rozkręcaniu konfliktu granicznego, bo widać wyraźnie, że jest to już jazda nie po bandzie, a poza bandą.

          Polubienie

  2. Małe dziewczynki oraz ich całkiem dużych braci i tatusiów z mamusiami trzeba ratować skoro już trafili do naszego lasu. Trudno, nie ma innego wyjścia.
    Mówisz o powściągliwości Amerykanów na morzu Południowochińskim. Podobnie zachowują się wobec konfliktu na naszej granicy. Pomoc deklarują żołnierze z Wielkiej Brytanii oraz Czech, a stacjonujący w Polsce Amerykanie jak dotąd nie kiwnęli nawet palcem. I nawet nikt się temu nie dziwi.

    Polubienie

  3. marny ze mnie politolog, bo związku między awanturami na Morzu Południowochińskim i awanturą na granicy polsko – białoruskiej w życiu bym nie skojarzył… no, ale ja jestem ograniczony, bo w tej drugiej kwestii interesują mnie tylko rysie, tylko ich los mi leży na wątrobie… już nawet moja kobita się ze mnie śmieje, z tej mojej fiksacji, a niech się śmieje, śmiech to zdrowie, dobrze robi na libido…
    p.jzns 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja też przez dłuższy czas nie rozumiałem dlaczego: a/ Koreańczycy tłuką się między sobą, b/ Egipt napada na Izrael, a potem Izrael na Egipt, c/ Wietnam walczy z USA a potem z Chinami, d/ państwa w Ameryce Środkowej komunizują się, e/ Jugosławia rozpada się i wybucha wojna domowa, itd., itp., … Nie rozumiem tego nadal. Ale świat się zmienia i teraz o wojnie, która ma się odbyć dowiadujemy się przez Internet.
      A Rysie faktycznie ubarwiają nasze ostoje leśne. Tylko raz widziałem Rysia w lesie … a właściwie tylko jego krótki zmykający ogon. To były lata 60′ ub.w.

      Polubienie

  4. Nie skojarzyłabym, że konflikty mniejsze mają za zadanie zamaskować te większe- myślałam, że post będzie dążyć do tego, jakie dziwne prawa i ustawy przepchnie nasz rząd po cichu, kiedy oczy wszystkich będą skupione na granicy. Ale może faktycznie te większe konflikty są właśnie tym istotnym ośrodkiem wojny. Wydaje mi się, że mimo wszystko ci geniusze zła stracili trochę kontrolę nad tym mniejszym konfliktem na naszej granicy i wymknął im się z rąk. Może nie wzięli pod uwagę, że migranci nie będą potulną grupą, która będzie się radośnie naparzać z tymi, którymi im Białoruś wskaże- i nagle zaczną robić jakieś problemy. Nie zdziwiłabym się, jakby jacyś Polacy czy inni znudzeni życiem Europejczycy, wmieszali się w grupę migrantów, żeby siać ferment. Tak samo było którymś Sylwestrze, po tych głośnych skandalach z gwałtami w Niemczech, kiedy kibole i nacjonaliści z mojej miejscowości pojechali sobie na ustawkę przeciwko Niemcom/migrantom, którzy wyglądali na pochodzących z bliskiego wschodu. Ot taka zabawa, żeby komuś wtłuc. Na naszej granicy pewnie też się teraz znajdzie kilku takich, co przyjechało sobie trochę porzucać kamieniami, a jak im się znudzi, to wrócą do siebie. To nie tylko nasi politycy podsycają konflikty w różnych miejscach świata dla swojej korzyści- nawet taki przeciętny obywatel lubi zaogniać gdzieś sytuację dla zabawy.

    Polubienie

    1. Ja też w pierwszej fazie konfliktu „granicznego” byłem przekonany, że jest to zagrywka wyłącznie na odwrócenie uwagi. Ale potem kolejne reakcje Unii Europejskiej, Rosji, i wreszcie USA skłoniły mnie do przyjrzenia się bliżej przyczynom dziwnych stanowisk tych środowisk. Wnioski pozostawiam Czytelnikom.
      No i, niestety, masz rację, ze nie zawsze winni są politycy, zamachy w Sarajewie, na naszego Prezydenta Narutowicza, nawet na prezydenta Gdańska wyraźnie tego dowodzą.

      Polubienie

  5. Klik dobry:)
    Jedyna myśl, jaka obecnie zaprząta moją głowę, to straszliwy los migrantów w lesie. Serce mi się wprost rozrywa. Tak bardzo, że mówić o tym nie mogę. Czy Polacy już zapomnieli, jak sami uciekali z Polski i jak byli przyjmowani w innych krajach? Mój szwagier pojechał na niby wycieczkę do Austrii. Ogrom ludzi, jaki się w Austrii wówczas pojawił, spowodował, że natychmiast organizowano tam obozy, a nie – jak obecnie u nas – wypychano z powrotem. Wspominał pobyt w obozie bardzo dobrze. Nie pamiętam, ile trwały procedury, ale skierowany został do Niemiec. Tam, podczas różnych badań przy okazji wynaleźli mu guza i zrobili operację. Za darmo! Kiedy wyzdrowiał, skierowali na kurs (za darmo!) celem zmiany zawodu na taki, dla którego była praca. Potem ściągnął żonę oraz córkę i żyli w Niemczech długo i szczęśliwie. Po żadnych lasach nie tułał się i po prośbie o kromkę chleba oraz wodę pitną nie chodził.
    Nawet o koronawirusie już nie myślę. O migrantach na bagnach w lesie jednak nie mogę przestać myśleć! Straszne! Przejmujące! Bestialskie!
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s