Politycy na imieninach.

Miał być inny temat, ale nieobliczalność POPiS-dowatych polityków jest tak wielka, że nie sposób przejść obok. Zanim jednak przejdę do sedna to przypomnę jak imieniny obchodzono w PRL. Pisałem o tym m.in. tutaj:
https://bezkomentarza.wordpress.com/2015/05/13/imieniny-w-pracy-czyli-prl-cala-geba-obrzygana/
Może trudno w to uwierzyć, ale w PRL dbano o integrację społeczeństwa, i dlatego w pochodach pierwszomajowych zapie.dalały tabuny „pat(r)afianów”, a w kościołach roiło się od komuchów (vide Bierut na niedzielnych mszach). I zapewne z tego powodu imieniny były świętem pracownika i obowiązkiem udziału przełożonych. Celebrację przedstawiłem w w.wym. linku, skromnie nadmieniając, że w imieninach uczestniczyła cała ówczesna władza merytoryczna, polityczna i społeczna (czytaj: dyrektor, „opiekun” SB, i przewodniczący zakładowych ZZ).

Być może z tego powodu impreza pewnego redaktora RMF FM nie była dla mnie wielkim zaskoczeniem. Natomiast „kopara” opadła mi ze zdziwienia, gdy pewna gadająca głowa, pełniąca funkcję rzecznika głowy państwa, wyraziła swój pogląd w wiadomej sprawie podczas niedzielnego programu „Kawa na ławę”. Otóż głowa ta powiedziała mniej więcej tak: „Jeżeli ktoś mnie zaprasza na imieniny to idę bez względu na to kto jeszcze pojawi się na tych imieninach …” No cóż, będę złośliwy (chociaż akurat ta głowa nie należy do najgorszych) … postura pana rzecznika zdaje się potwierdzać, że żadna okazja bycia na imieninach nie zostanie zaprzepaszczona, aby zadowolić paszczę. Jednak bycie rzecznikiem głowy państwa do czegoś chyba zobowiązuje? A wypowiedź nie jest chyba oficjalną wykładnią etyki dyplomatycznej jaką by chciała zaakceptować głowa państwa, jakakolwiek by ona nie była?

Ale dość tego głowienia się nad głowami, bo mimo prawniczego wykształcenia ta gadająca głowa to naddatek do prostego i nieskomplikowanego chłopa, dlatego nie ma się co dziwić, że chłop pójdzie wszędzie tam, gdzie go zaproszą, nie będzie wybrzydzał ani na zastawę stołową, ani na status etyczno – mentalny, czy krzywiznę kręgosłupa moralnego współbiesiadników. I tutaj chciałbym przypomnieć anegdotę, którą już kiedyś gdzieś eksploatowałem. Otóż w końcówce „Złotej Epoki Gierka”, a chodzi o okres po strajkach z 1986 r., rozbestwiony w dobrach naród rozbrykał się tak, że bez ograniczeń i nawet bez zagrychy konsumował na potęgę każdy roztwór pachnący procentami. Aby temu przeciwdziałać rząd wysyłał ministrów w zbożnej akcji antyalkoholowej po całej Polsce.

I tak do Łodzi trafił minister, który w krótkich żołnierskich słowach wygłaszanych na sali konferencyjnej urzędu zapowiedział srogie kary dla pijących w pracy. Zanim jednak rozwinął ofertę kar dyscyplinarnych z korytarza dobiegł chóralny śpiew: „Sto lat … niech żyją żyją nam …” Poczerwieniały ze złości minister (niczym znany nam Zero) wezwał ochronę i w towarzystwie gospodarza obiektu, oraz protokolantki, która miała spisywać personalia delikwentów wtargnął w sam środek imprezy. Na tym jednak akcja ministra padła, bo okazało się, że impreza odbywała się na cześć emerytów, którzy po odejściu z pracy nadal udzielali się społecznie i politycznie i z tego tytułu właśnie otrzymywali m.in. najwyższe odznaczenia państwowe (t.zw. „chlebowe”), partyjne i zawodowe. Na ministra nikt nie zwracał uwagi, bo właśnie prowadzący zebranie, którym był przewodniczący Rady Państwa wygłaszał toast. Długo trwało, aby minister po dojściu do siebie z pokorą chwycił za kieliszek szampana …

I tutaj chciałbym rozgorączkowanym głowom, komentującym przedmiotowe imieniny, podrzucić inną narrację. Otóż powszechnie uważa się, że wyborca ma prawo ukarać każdego polityka (nawet prezydenta i premiera) wrzucając raz na cztery/pięć lat swój głos do urny. Jest to jednak fikcja, bo aktywni łamacze prawa i konstytucji w ciągu jednej kadencji mogą sprowadzić państwo w otchłań niebytu, i zanim wyborcy zorientują się o co chodzi, mogą być tylko biernymi obserwatorami. Gdyby jednak zastosować prawa ostracyzmu społecznego i bojkotu to wówczas nasze wyborcze życie by było o wiele przyjemniejsze. Wyobraźmy sobie, że politycy opozycji nie idą na spotkania, gdzie może być prezydent, premier, albo jakiś biskup. Może też być odwrotnie … prezydent, premier, albo jakiś biskup prawicowej opcji politycznej ignoruje zaproszenie na którym może być „ideologia LGBT”, aktywiści związków partnerskich, wyznawcy aborcji i eutanazji, itd., itp., … Proste, prawda? Ale nie dla tych, którzy kosztem wyborców odgrywają role „złego i dobrego policjanta”. I dlatego „Polska np. nie zabiega o spotkanie z Obidenem”. 😉😁🤣

31 uwag do wpisu “Politycy na imieninach.

    1. 44 lata mojej pracy zawodowej i społecznej – gdzie tylko pierwsze 2-3 lata moja praca była rozliczana czasem pracy w firmach – wypaczyły mój sposób postrzegania świata, szczególnie w kontekście stosunków pracy. Otóż nie miałbym nic przeciw temu gdyby np. Boris B. schlał się i leżał pod stołem, ale w zamian uzgodnił warunki poprawy ustawy aborcyjnej, bo na tym przecież polega jego praca. Natomiast mam wiele zastrzeżeń np. do p. Kopacz, która była bardzo pracowita i obowiązkowa, ale pozwoliła na rozpad partii. Nie da się bowiem w ten sam sposób rozliczać pracy t.zw. „robotnika fizycznego” i „pracownika umysłowego”. A więc panie Tusku, tak jak mówi teściowa, pierw trzeba się dowiedzieć po co delikwenci poszli na imieniny, a potem ich rozliczać, a nie tak: „rachu ciachu i do piachu” ..,

      Polubienie

      1. jotka

        No nie całkiem tak jest, bo ich psim obowiązkiem jest w obradach sejmu uczestniczyć, po to zostali wybrani, a nie po to, by po imprezach chodzić. Znowu równi i równiejsi…

        Polubione przez 1 osoba

        1. Pełna zgoda. Trzeba tylko uwzględnić, że to nie jest sejm tylko mafia, której członkowie są uzależnieni od swojego Capo di tutti capi. W tym układzie nie ma to znaczenia czy posłowie będą spali w ławach sejmowych, czy pod stołem na imieninach.

          Polubienie

  1. Wszyscy pytają kto poszedł i dlaczego poszedł i z kim pił ale nie zadaje się pytania po co solenizant ich wszystkich razem „zusammen do kupy” zaprosił?
    Huczne imieniny biurowe z dawnych czasów, w tym, napoje chowane w segregatorach pamiętam doskonale:)

    Polubienie

  2. Klik dobry:)
    Jacy to wrogowie? Wszyscy mają na wszystkich haki, więc muszą się „przyjaźnić”, razem pić i bawić się. Tylko przed kamerami udają gierojów.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

  3. PKanalia

    cofnąłem się linkiem do tamtego posta i naszła mnie taka refleksja:
    chłopy lubią łapać kobitki za cycki, a kobitki lubią być za te cycki łapane /mowa jest o trendach, statystycznych większościach/… czy tedy koniecznym jest przedtem nałoić się gorzałą, aby na luzie to łapanie praktykować?…

    natomiast co do omawianych imienin /a raczej chyba urodzin?/ redaktora, to będę nudny przypominając po raz któryś „Siódme wtajemniczenie” Mistrza Niziurskiego… sytuacja z grubsza jest taka, że w szkole są dwa zwalczające się gangi, które jak się okazuje na końcu ze sobą współpracują, a bójki pomiędzy nimi to tylko „trochę ruchu na świeżym powietrzu”, spektakl skrywający prawdziwą istotę rzeczy…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. Nie zastanawiałem się co lubią kobitki, bo i tak trzeba było to „sprawdzać w boju” 😁😜 , ale podobna sprawa jest z facetami. Jedni po wódce płaczą, inni się śmieją, albo leją po mordzie co się nawinie pod rękę.
      Piszesz o dwóch mafiach, ja widzę jeszcze kilka, to m.in. czarnosukienkowi, postkomuna, i „chłop, co żywemu nie przepuści”.

      Polubienie

  4. Imieniny z wódeczką w godzinach pracy? Toż to PRL-em, do którego zresztą radośnie zmierzamy, pachnie 😉 Nie, żebym kiedyś tam nie brała entuzjastycznie udziału, ale jednak po to są panowie posłowie w sejmie, żeby byli w sejmie, czyli w pracy za którą płacimy im niemałe pieniądze. Drugą sprawą jest towarzyskie picie z ludźmi, którzy nam kraj rozwalają. Gdyby to były normalne czasy.. ale nie są. Dla mnie nie do przyjęcia.
    Choć w międzyczasie zdarzyły się poważniejsze rzeczy, niesmak pozostał.

    Polubienie

    1. Ta „druga sprawa” do mnie bardziej przemawia, bo skoro komuś publicznie zarzucamy kłamstwa, oraz łamanie prawa i konstytucji, to nie wypada potem wspólnie biesiadować. Natomiast „wódeczka w godzinach pracy” nie jest dla mnie abstrakcją, głównie z tego powodu, że obecnie pojęcie bycia w pracy znacznie się zmieniło.

      PS. Miło, że się pojawiłaś, bo zawsze podziwiałem Twoje teksty, a jeszcze bardziej grafikę.

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.