„Bug, chonor i obszczyzna”. Cz. 2

Wiem, że zarówno „popisdowate” jak i „pełowate” nie lubią treści dowodzących wyższości, może jeszcze nie tyle PRL-owskiego systemu nad obecnym, co ówczesnych struktur organizacyjnych państwa nad obecnymi. Dlatego chciałbym przypomnieć niektóre PRL-owskie prawdy objawione, chociażby takie jak zasada „Nie matura lecz chęć szczera, zrobią z ciebie oficera”, zwana dalej „Nm”, czy inna „Bierny, mierny, ale wierny” zwana dalej „Bmw”. Starszym Czytelnikom zapewne nie trzeba przypominać skąd się wzięły obie zasady, bo pamiętają, że Polska „wyszła” z II Wojny Światowej ze stratą ok. 6 mln. ofiar ludzkich, w tym także, a może i głównie, kadry naukowej i zawodowej. To datego zasady Nm i Bmw stały się niezbędnymi w pierwszej fazie odnowy powojennej Polski.

Z problemem Nm, wynikającym z braku wykształconych kadr Polska uporała się dość szybko wprowadzając m.in. obowiązkowe (do 45 r.ż.) dokształcanie w zakresie szkoły podstawowej i średniej, oraz skrócone, do 2-3 lat studia dla osób pracujących w zawodzie wymagającym dyplomu. Nieco inaczej było z zasadą Bmw, która ukształtowała się w wyniku konkurencji na rynku pracy. To wtedy słyszało się np. takie opinie: „Dobry fachowiec, ale bezpartyjny”. Jak to przełożyło się na idee i linie programowe w służbach mundurowych, wyrażane w sztandarowym haśle: „Bóg, honor i ojczyzna”? Ano nijak. A właściwie prawie nijak, bo w PRL honor pozostał w Ojczyźnie, a z resztą bywało tak jak w powiedzeniu: „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. W PRL nie zdarzało się bowiem, aby generał nosił parasol nad cywilną lachudrą, o której wszyscy wiedzieli, że jak coś wygląda, śmierdzi, myśli i mówi jak łachudra, to „to” na pewno jest łachudra.

Nie było też możliwe, aby na najwyższe stanowiska państwowe kierowano osoby bez kwalifikacji teoretycznych i praktycznych. A już tylko przy nadzwyczajnych okolicznościach – gdy np.: szeregowiec uratował komuś życie, oficer zapobiegł i schwytał zamachowców, a generał wygrał wojnę z najeźdźcą – można było awansować żołnierza o 2-3 stopnie wyżej. W IV RP wystarczy być dupodajkiem, czyli ulubionym „misiem” przełożonego, albo przypiąć sobie skrzydła anielskie i jadąc na koniu udawać husarza. Można też skromnie wozić wiśmaki dla posłów, albo grzecznie przycinać konfetti. Generałem też można było zostać „z dnia na dzień”, gdy np. spało się z przyszłym prezydentem na styropianie, albo z innym przyszłym prezydentem napierdalało się łopatką w piaskownicy, lub trzeźwiejąc poznawało się swojego towarzysza, który bełkotał: „Mordo ty moja”. Podobno ryba psuje się od głowy. To prawda, ale prawdą jest też to, że głowa psuje się od władzy …

24 uwagi do wpisu “„Bug, chonor i obszczyzna”. Cz. 2

  1. Mam wrażenie, że wojsko to jeden z elementów ogólnego „zepsienia” wszystkiego. Zauważam, że zwykli ludzie tracą poczucie przynależności do Narodu, obce jest pojęcie Ojczyzny o honorze nawet nie wspomnę. Zdegradowana została nauka i kultura, Kościół stracił autorytet, wielcy artyści umierają bez następców… W dodatku nie wiem czy można za to wszystko winić tylko jedną partię rządzącą akurat u nas. A może jest to zjawisko globalne? A może to My już nie przystajemy do współczesnego świata?

    Polubienie

    1. Gdyby nie PiS to pewnie byśmy jeszcze 10 lat tkwili w tym bagnie. Ta mafia pokazała co można zrobić przy maksimum złej woli. I zrobią jeszcze więcej.
      To zresztą jest ogólna tendencja na świecie, aby „raz zdobytej władzy nigdy nie oddać”. Mocarze tego świata dogadują się i władza tylko pozornie przechodzi z rąk do rąk. Bez ogólnej „ruchawy” nic się nie zmieni …

      Polubienie

    1. Skrzydła i konfetti dodałem w ostatnim akapicie. Natomiast propaganda istniała zawsze i wszędzie, ale była ona opłacana i realizowana przez osoby cywilne. Tutaj zaprzęgnięto umundurowanych funkcjonariuszy państwowych …

      Polubienie

    1. Aby dobić „zawodowych przeciwników PRL” warto dodać, że nawet władza partyjna zmieniała się w wyniku „demokratycznych” wyborów. Średnia „życia politycznego” kacyków PZPR rządzących w okresie 1945 – 1989 (Bierut, Ochab, Gomułka, Gierek, Kania, Jaruzelski, Rakowski) to niecałe 6 lat. Nasz Don Corleone „trwa i trwać ma” już 30 lat!!! … i jak widać pokonał najtwardszych dyktatorów takich jak np.: Hitler, Stalin, Breżniew. To wyraźnie świadczy o wypaczonym ideologicznym charakterze partii PiS.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Iwona Zmyslona

    Przed napisaniem komentarza przeczytałam życiorys Mariusza Błaszczaka. Ukończył studia historyczne i podyplomowe administracyjne. Może pełnić funkcje w samorządach, ale nic nie wskzauje na to, by mógł być ministrem spraw wewnętrznyych, a już na pewno nie Obrony Narodowej. Ani przedm wojną ani po wojnie armią nie dowodzili cywile, nawet nie wiem jak biegli w swojej dziedzinie. Nie będzie dobrej policji i wojska bez ministrów, którzy znają specyfikę tych resortów. Pracowałam w wojsku i miałam do czynienia z takimi wojskowymi, których matura(i studia) robiły oficerami, a ci, którzy zostali nimi dzięki szczerej chęci, mieli za sobą wieloletnie doświadczenie podoficerskie, zanim trafiali na stanowiska dowódcze. Teraz dowodzenie resortami militarnymi oddano w ręce cywilów, a innymi ministerstwami w ręce osób nieznających się na danej problematyce. Gorzej już być nie może, bo zabito w narodzie morale.

    Polubienie

    1. Już G. Clemenceau stwierdził, że: „Wojna jest rzeczą zbyt poważną, żeby ją powierzać generałom”
      http://www.aforyzmy.com.pl/wojna-i-pokoj/wojna-jest-rzecza-zbyt-powazna-zeby-ja-powierzac-generalom
      Ja nie mam nic przeciw cywilnemu nadzorowi nad wojskiem, nawet jak sprawują go takie orły jak np.: p.p.: Duda, Kaczyński, Tusk, Macierewicz, Sikorski, Siemoniak, czy Błaszczak, byleby wojsko zachowało swój styl, honor i szacunek.
      Ale masz rację, nie „matura”, czy inne tp. atrybuty robi oficera, ale autentyczny szacunek i charyzma, składające się na ogólny autorytet, zbudowany na doświadczeniu i wiedzy.

      Polubienie

  3. Jestem za młoda, żeby porównywać stary system do nowego, ale na logikę ,,menadżerem” nie może zostać ten, co nie ma żadnego doświadczenia albo wykształcenia, które pasowałoby do obejmowanego stanowiska. Kiedy patrzy się na polityków, to ma się wrażenie, że głównym motorem ich awansów są znajomości, kombinowanie i cały sztab ludzi układających im ,,rozbuchane przemówienia pełne pustych frazesów”.
    Mój tato za komuny był zaangażowany w roznoszenie ulotek i inne pomniejsze przejawy ,,walki z komuną”. Nie robił za wiele w porównaniu do kolegów ze związku studenckiego, ale jako że później wstąpił do Straży Granicznej, to otworzono mu drzwi do wszystkich możliwych odznaczeń, jakie się tylko dało za ,,walkę z komuną” dostać. Wychodzi an to, że politycy i mundurowi to często kółka wzajemnej adoracji.

    Polubienie

    1. W tych opisywanych przypadkach logika jest zbędna. Bo przecież nawet w świecie flory i fauny młode (brak wiedzy i doświadczenia) musi się podporządkować starszemu, bo inaczej zginie. O politykach, a także dziennikarzach i wszelkiego rodzaju „cielebrytach” pełna zgoda – to są wydmuszki, wydmuchane przez prezesa, albo jego akolitów.
      Co do Straży Granicznej to ponownie trafiasz w punkt. Myślę, że powodem obecnego „sporu granicznego” był głównie podział zysków 😉😁🤣 z nielegalnego przerzutu emigrantów.

      Polubienie

  4. Klik dobry:)
    Confetti, anielskie skrzydła i różne fajerwerki to za mało! 😉 Jeszcze – po każdej udanej akcji, jak np. pałowanie żelazem na manifestacji kobiet, czy ciągnięcie babci po bruku – powinny odbywać się uroczyste przemarsze mundurowych na wzór filmowej żandarmerii z Saint-Tropez. U nas dodałabym mszę św. przed takim przemarszem. Dzięki temu mundurowi mieliby szacunek i poklask. 😉 🙂
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

  5. PKanalia

    to może nie bardzo na temat, ale za tamtej komuny było lepiej w temacie „eko”, dbano jakoś o Naturę, czy o los zwierzaków /innych, niż człowiek/, jak dbano, tak dbano, ale dbano, w końcu np. takiego żubra to kto odtworzył i introdukował?… obecna neokomuna ma na te kwestie /nie tylko na te/ kompletnie wyrąbane, daruję już sobie przykłady, a zwłaszcza pewnego niesławnego niedawnego nieboszczyka… tak mi się to pokojarzyło a propos zasieków stawianych w Puszczy Białowieskiej… same zasieki są zaiste profesjonalne w swej nowoczesnej konstrukcji, nie neokomuna jednak je wynalazła, pozostaje tylko mieć nadzieję, że jak zwykle coś spieprzy i nie będzie tak wielu ofiar w rodzimych czworonogich mieszkańcach tej Puszczy…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. Nie tylko zwierzaki miały się lepiej za komuny, ale i drzew nie wycinano na tak kryminalną skalę. O ludziach nie wspomnę, bo i tak młodzi nie wierzą, że za komuny każdy miał zapewnione mieszkanie, pracę, oraz darmową edukację, służbę zdrowia, i szereg inych świadczeń. A wojsko z niejednego żula i kloszarda robiło człowieka. Ale to było dawno i nieprawda. 😉😁

      Polubienie

      1. PKanalia

        jak pamiętam, to za PRL-u homelessi byli gatunkiem tak egzotycznym, że nie istniało nawet słowo na ich określenie… od czasu do czasu pojawiał się gdzieś jakiś dziwaczny i nieszkodliwy wujek, niekiedy znany był na całej dzielnicy i określany naprędce wymyślonymi przydomkami /np. swego czasu na warszawskich Jelonkach funkcjonował „Dziadek Salute”, ksywa stąd, że zawsze życzliwie pozdrawiał gestem ręki mijanych przechodniów/, ale na tym koniec… słowa takie, jak „żul”, czy „menel” oznaczały nieco inną kategorie ludzi, niż obecnie, tacy kolesie wcale nie byli bezdomni, za to bezrobotni byli z wyboru, bo jakoś dawali radę przeżyć bez tej roboty… zresztą słowo „bezrobotny” też raczej wtedy nie funkcjonowało, bo nie istniało bezrobocie w obecnym znaczeniu…

        Polubienie

        1. Odeszliśmy sporo od tematu wojskowego, dlatego nie starałem się precyzyjnie definiować tych wszystkich osobników, którzy za czasów PRL wylądowali na marginesie, a dzięki wojsku „wyszli na ludzi”. A było ich sporo, łącznie z takimi np. „niebieskimi ptakami”, których definicja jest także wielobarwna. Jakkolwiek by nie było, to wojsko PRL-owskie miało jednak mir i poważanie, nawet w czasie stanu wojennego.

          Polubienie

          1. PKanalia

            z tym wojskiem to była złożona sprawa… z jednej strony szanowano tą instytucję, szanowano samych żołnierzy, odnoszono się do nich życzliwie i wręcz pobłażliwie, gdy nawywijali na przepustce, po części też dlatego, że uważano ich za ofiary systemu… dla jednych /wieś, małe miasteczka/ wojsko było szansą na awans życiowy, zawodowy, etc, dla drugich /duże miasta/ było istną pralnią mózgów, przerwą w życiorysie i gremialnie się migano od poboru…
            stan wojenny tego nie zmienił, bo sami żołnierze zachowywali się przyzwoicie… jeszcze fajniejsi byli rezerwiści wyrwani do służby ze swojego normalnego życia, pełen luzik, ich patrole nikomu nie były straszne… mroczną sławę miała tylko milicja, szczególnie ZOMO, bo oni faktycznie mogli zrobić krzywdę i często robili…

            Polubienie

          2. „Prawda czasu, prawda ekranu”, stosunki w wojsku nie były ani zerojedynkowe, ani „tęczowe”. Można snuć wiele sensacyjnych wątków i wszystkie mogą być … prawdziwe. Mnie jednak chodziło o oficjalne przekazy medialne, a w nich nie było takich poniżających scen, gdzie w czasie deszczu nad cywilną łachudrą trzyma parasol oficer WP.

            Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.