Jaka praca taka płaca?

Jak Polska długa i szeroka oraz zanarchizowana i do cna zdemoralizowana rozlega się rozpaczliwe wycie opozycji oburzonej ostatnimi decyzjami podwyższającymi płace na stanowiskach politycznych. Oburzenie być może by było uzasadnione gdyby nie to, że dysproporcje płacowe nie są wynalazkiem ostatnich dni. Politykę płacową celowo zaczęto psuć już w połowie lat 90′ ub.w., aby na dobre synekury państwowe wciągać „matki, córki, kochanki i znajomych królika”. To wtedy zarzucono stosowanie taryfikatorów i regulaminów płacowych zastępując je obietnicami wprowadzenia Służby Cywilnej, co nigdy się nie stało. Nie funkcjonują też konkursy na stanowiska, bo wygrać można, ale na flecie prezesa, albo tego „od ciepłej wody w kranach”, którzy dopiero wtedy mogą dać synekurę.

Od tego też czasu płace i stanowiska ustalano i przydzielano centralnie według t.zw. „widzimisię” np. lokalnego barona politycznego. Niektórzy zapewne pamiętają wyśrubowane rekordy płacowe z tamtego okresu, gdy rządził „swawolny Dyzio”, a jeszcze nie zaczęła działać ustawa antykominowa, która też działała wybiórczo. Ministrami i generałami mianowano osoby nie posiadające kwalifikacji nawet do bycia sołtysem, czy dowódcą plutonu. Rekordowe płace, w wysokości ok. 800 tysięcy pln. notowali prezesi sprzedawanych banków, a najwyższa odprawa za dwa tygodnie pracy (!) wyniosła niecałe 7 mln. pln. I wówczas to nikomu nie przeszkadzało, bo wiadomo, każdy mógł liczyć na podobne apanaże, o ile był w stanie np. zrobić „łaskę” wszechmogącemu.

Czy można się zatem dziwić temu, że nagle – pomijając wcześniejsze korowody płacowe – postanowiono dać politykom 40% podwyżkę? Można. To jest bowiem kolejna zagrywka prezesa (dać – zabrać, czyli wstawić kozy i je wyprowadzić), aby ośmieszyć opozycję i wkurwić pełowatego „ciemnego luda”. Opozycja nie ma teraz dobrego wyjścia, cokolwiek zrobi, zrobi sobie wbrew. Zajmijmy się więc realną polityką płacową. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że tam, gdzie o płacy (i innych formach uznania) decydują niepodważalne kwalifikacje, tam panuje względny spokój, szacunek do szefa i poważanie dla wykonywanej pracy. Tam, gdzie nie ma tego o czym piszę wyżej, tam jest „burdel mańka”, albo „wina tuska”.

A więc wróćmy do źródeł. Na najniższe stanowiska w urzędach należy zatrudniać osoby, które wykazały się wcześniej chociażby kierunkowym wolontariatem. Kandydatów na radnych należy wybierać wśród osób, które wyróżniają się w swoim środowisku społeczno zawodowym, czyli nie zbieramy przypadkowych podpisów na listach poparcia tylko staramy się o poparcie w miejscu pracy, lub w okolicy naszej działalności społecznej. Kandydatów na posłów wybieramy nie z listy partyjnej tylko wśród osób, które osiągnęły znaczące sukcesy w pracy zawodowej, naukowej, lub społecznej. To warto uściślić – poseł powinien pozytywnie zaliczyć minimum jedną kadencję na stanowisku radnego, prezesa dużej firmy, doktora habilitowanego, dyrektora w urzędzie centralnym, lub kierownika dużej organizacji społecznej (np. WOŚP).

Marszałkowie parlamentu to już wyższa szkoła jazdy, a więc ich kwalifikacje to: biegła znajomość 2-3 języków obcych (zachodnich), studia ze specjalizacją, staż na najwyższych stanowiskach kierowniczych w państwie (premier, ministrowie, wojewodowie, prezes sądu, prezes NIK, lub równoważne funkcje), oraz inni z t.zw. „eRek”. Nietrudno w tych warunkach zgadnąć, że kandydatem na premiera, albo prezydenta powinien być ktoś, kto już osiągnął najwyższe funkcje państwowe, partyjne, lub społeczne, posiada odpowiedni staż w obszarze międzynarodowej działalności społeczno politycznej i swobodnie orientuje się na międzynarodowej scenie politycznej.

Czy warto do „jednego wora” wrzucać np. ministrów, wojewodów, i posłów, skoro nawet idiota domyśla się, że inne zadania ma np. minister spraw zagranicznych i zupełnie inne np. minister sportu. Także poseł posłowi nie musi być równy. Oczywiście w przypadku ręcznego sterowania nawą państwową, ministrem „duplomatołków” może być np. kot prezesa, a ministrem sportu ogon kota prezesa. Jednak takie państwo jest tylko kłodą zbutwiałego drewna dryfującą na wzburzonych falach. Tu warto przypomnieć pewne definicje funkcji państwowych, np. to, że prezydent – tak jak dupa do srania – służy dla dobra i bezpieczeństwa obywateli, przestrzegając prawa i konstytucji, a premier jest tylko pierwszym ministrem reprezentującym rząd. Oczywiście jakiś tam „szeregowy poseł” może sobie przypisywać nadzwyczajne kompetencje, ale tylko wobec tych, którzy chcą mu zrobić „łaskę”. A tych jakby co raz mniej …

29 uwag do wpisu “Jaka praca taka płaca?

      1. alElla -KLIK dobry

        I wynagrodzenie powinno być raz na zawsze ustalone jasno, w powiązaniu z czymś, według jakiegoś matematycznego wzoru Pitagorasa czy innego mądrego, a nie jakieś kwoty wzięte z sufitu i ni z gruszki ni pietruszki. 🙂

        Polubienie

        1. Mogą być problemy ze sztywnym ustaleniem wynagrodzenia w oparciu o jakieś algorytmy, bo zawsze na wejściu danych pojawiają się nowe zadania nowe sytuacje, także na „wyjściu” zadania wykonuje inny człowiek o innych kwalifikacjach. Natomiast jakieś zdrowe proporcje powinny zadziałać tak, aby np. pierwsza sekretutka nie pobierała kasy czterokrotnie większej od pierwszej damy. 😉 😀

          Polubienie

  1. Wybitne kwalifikacje i efekty w pracy powinny być dobrze wynagradzane.
    Taryfikatory bywają różne, a w ramach tychże taryfikatorów bywają także nieprawidłowości.
    Pracuje już 35 lat, w ciągu tego okresu dodawano mi różnych obowiązków, wysyłano na szkolenia, za które sama płaciłam lub dokładałam i nikt nie pytał czy mi to pasuje, dodatku do pensji nie dostałam, choć pracy i odpowiedzialności przybywało.
    Okazuje się, ze wystarczy być panią prezydentową lub asystentką prezesa NBP by zarabiać krocie bez szczególnych kwalifikacji.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jak pisałem w poście politykę płacową celowo zesputo już od lat 90′ ub.w. Wiele przyczyn to spowodowało, głównie jednak pazerność politykierów. PRL też sobie nie bardzo z tym radził, tam jednak nie było takich sytuacji, aby nowoprzyjmowany do pracy lekarz, sędzia, czy nauczyciel zarabiał tyle co jego kolega po 20 latach pracy.
      Co do prezydentowej to mam mieszane uczucia, bo trudno np. uznać, że wszystkie pierwsze damy, będą miały podobne kwalifikacje …

      Polubienie

  2. Witam Andrzeju,
    ja jak zwykle pod prąd, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe? Ot takie mam przemyślenia wynikające z moich obserwacji 😉

    Na polityce nie bardzo się znam, z resztą przyznawałam się już do tego wielokrotnie i też nie bardzo o tym słucham, bo widzę co ona robi z ludźmi, jak dostają politycznego świra. Ludzie są wszak różni i każdy ma inne poglądy, odczucia, czy potrzeby względem przedstawicieli naszego Kraju.
    Jednak zdarzy mi się, że czytam wypowiedzi obywateli naszej Ojczyzny i włosy mi się jeżą na głowie, bo często jest to coś na zasadzie, „nie znam się, ale się wypowiem”. Wiem, że niektórzy śledzą poczynania naszego rządu i nie przeczę, że często mają rację w swoich wypowiedziach, ale wiele z nich niestety ocieka nienawiścią i zazdrością.
    A ja sobie tak myślę, że fajnie się krytykuje z drugiej strony lustra, wtedy wszystko wydaje się o wiele prostsze. Każdy przecież może zostać politycznym działaczem. Może nie koniecznie startować na prezydenta, ale choćby na posła, czy radnego. No, ale po co się wysilać, lepiej siedzieć na stołku i z za ekranu krytykować, co ja bym nie zrobił/ła, gdybym …

    Zdaję sobie sprawę, że praca polityka jest ciężka, bo jakkolwiek by nie zrobił, to i tak wszystkim nie dogodzi, ze względu na różność klas społecznych i jak wyżej wspomniałam na oczekiwania wobec rządu.

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    P.S. Przepraszam jeśli kogoś uraziłam, bynajmniej nie miałam tego na celu.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Witam Agnieszko.
      Ja bardzo cenię wypowiedzi takie jak Twoje, które ukazują problem także z innej strony. Jak pewnie zauważyłaś ja raczej rzadko krytykuję poczynania rządu ograniczając się najczęściej do porównania z tym co było w PRL. Nie zakładam też góry, że ktoś „weźmie sobie to do serca”, chociaż często widzę, że moje głosy „poszły pod niebiosy”. 😉
      Słusznie zauważasz, że bycie politykiem nie niesie tylko samych „plusów”.
      Pozdrawiam

      Polubione przez 1 osoba

      1. Bardzo dziękuję za zrozumienie, lubię prowadzić z Tobą dyskusje, bo zawsze są one kulturalne i na poziomie, nikogo nie obrażają.
        Tak zauważyłam, że dużo wracasz do czasów PRL, w zasadzie byłam wtedy małą dziewczynką, ale coś niecoś pamiętam, chociażby to, że cukierasy były na kartki, ale za to jakie były dobre, do dziś pamiętam ich smak 🙂
        A politycy, no cóż przypuszczam, że niejedną noc nie przespali, wszak rządzenie Państwem wiąże się z wielką odpowiedzialnością.

        Pozdrawiam 🙂

        Polubione przez 2 ludzi

  3. I tu jest pies pogrzebany. Pewnie znalazłby pare osób z doświadczeniem i kwalifikacjami, o których piszesz. Niestety w tym siedlisku szarańczy nie mieliby zbyt wiele do powiedzenia. Tarczyński już by się tym odpowiednio zajął gdzieś na stronie. System partyjnego sprawowania władzy upadł w PRL. Pojawił się ponownie i to w znacznie gorszym wydaniu. Widać z tego, że partie muszą odejść do lamusa. Zacznijmy wreszcie wybierać na stanowiska centralne tych, którzy sprawdzili się w terenie. Nie mam nic przeciwko godnym zarobkom tylko niech idą w parze z wiedza i doświadczeniem.

    Polubienie

    1. Sam się zastanawiam co bym wybrał będąc młodszym i na miejscu tych polityków. Alternatywy są dwie: a/ „jak się weszło między wrony trza tak kraść jak i ony”, albo b/ wykonywać pracę dla dobra narodu. W tym pierwszym przypadku można nakraść kasiory, za to w drugim można „pójść z torbami”, ale za to pozostać człowiekiem uczciwym.
      Partie nie muszą odchodzić do lamusa, wystarczy, że odp….lą się od rządzenia i sądzenia. W żadnym państwie demokratycznym władza wykonawcza nie siedzi na jednej sali z władzą ustawodawczą. A u nas dodatkowo jeszcze podporządkowano władzę sądowniczą.

      Polubienie

      1. Może jeśli chodzi o partie, to niech premierem będzie szef partii tak jak to jest w Anglii. Wtedy jego władza partyjna kończy się razem z przegranymi wyborami.
        Widać naszą konstytucję można o dupę rozbić jeśli tak łatwo było ja złamać i zawładnąć wszystkim i zniszczyć podstawy tego co tak szumnie nazywamy demokracją.

        Polubienie

        1. Władza partyjna POPiSdowatych to teczki i haki, także te sfałszowane. Gdy skończy się ta era teczkowohakowa to skoczą sobie do gardeł.
          Parafrazując Marszałka, ja bym stwierdził, że: „Konstytucja wspaniała, tylko ludzie to kurwy”. Zamiast dogadywać się z „łamaczem konstytucji” należało za każdym razem (a było tych razów 11) stawiać wniosek o postawienie go przed Trybunałem Stanu. Wiadomo, że wnioski by były odrzucone, ale to byłby niezły oręż dla Trybunału Sprawiedliwości UE.

          Polubione przez 1 osoba

    1. Gdyby przyjąć logikę stosowaną w polityce płacowej to to nie są podwyżki, a regulacje płacowe, dlatego projekt zakładał aż średnio 40%. A tym draniom może i chce się „robić w czym innym”, ale nie potrafią, bo to kompletne zera, zarządzane przez zera.

      Polubienie

  4. Nie wiem jak inni, ale ja słyszę dyskusję w temacie feralnej ustawy dopiero po szokującym głosowaniu. Więc raczej chodziło właśnie o wzburzenie i skłócenie wyborców niż o faktyczne uregulowanie finansów poselskich.
    Nawiasem mówiąc podoba mi się pomysł amerykański na ustalanie wynagrodzeń obowiązujących w następnej kadencji polityków.

    Polubienie

    1. Faktycznie, PiS – jak zwykle – zamierzało debatować i przepychać ustawę „pod osłoną nocy”, ale nie wyszło. A przecież sfera płac, głównie podwyżek, powinna być dyskutowana głównie poza sejmem. To jest trudny problem, pisałem o tym ostatnio tutaj:
      https://bezkomentarza.wordpress.com/2019/04/04/paradoks-rozmow-nauczycieli-z-rzadem-w-sprawie-podwyzek/
      (więcej można poczytać po kliknięciu w zakładkę „praca i pieniądze”).
      Mi też się podoba amerykański sposób ustalania „życiowych” ustaw tak, aby obowiązywały od następnej kadencji. Ale jest problem, Amerykanie od projektu do wykonania kłócili się przez ponad 200 lat, my byśmy musieli dodać zero (oczywiście nie to zero rządowe ;-D ).

      Polubienie

    1. A ja bym chętnie pozbył się emerytury (niezłej zresztą), gdybym mógł powrócić do pracy w zawodzie serwisanta komputerowego. Niestety obowiązuje mnie do 2028 r. „zakaz konkurencyjny”. I tak:
      Na linię serwisową już nie mogę wrócić bo np.: a/ za wolno się schylam, gdy mi coś jebnie na glebę, b/ jebnąć koledze ze stanowiska obok – za to, że mi podkrada narzędzia – też nie mogę, bo kuźwa wyższy, i też ćwiczył różne walki, c/ mógłbym jebnąć szefowi, ale ten wyczuł sprawę i nie przedłużył mi kontraktu. 😉
      Nie mogę też podjąć działalności na własnym rozrachunku, a dorabianie do emerytury mnie nie interesuje. Pozostaje więc hobby i przyglądanie się „komu by tu wyjebać”. 😉 😀

      Polubienie

  5. Dario Montagna

    Kluczowe w piastowaniu jakiegoś stanowiska powinny być kompetencje. A, że wśród „kwiatu narodu” brak kompetecji nie przeszkadza w objęciu stanowiska to mamy to co mamy.
    Pensje posłów powinny być adekwatne do odpowiedzialności jaką za sobą niesie głos (oddawany w kluczowych dla kraju sprawach) a tak mimo wszystko nie jest.
    Z pensją dla pierwszej damy niekoniecznie się zgadzam ale równocześnie uważam, że okres „damowania” powinien być wliczany do emerytury mówiąc kolokwialnie.

    Polubienie

    1. Oczywiście masz rację, okres „damowania” to przecież praca jak najbardziej dla kraju. Natomiast porównanie zadań hipotetycznej pierwszej damy z hipotetyczną pierwszą k..wą daje efekt wielce ucieszny, gdy kasę wypłaca ten sam budżet.
      Z kompetencjami jest jeszcze gorzej, bo one, te kompetencje, nie zawsze chcą iść w parze z kwalifikacjami. Można przecież (tak myśli np. prezes) przydzielić komuś wysokie kompetencje do majstrowania np. w wymiarze sprawiedliwości, ale wtedy pojawia się paradoks, gdy np. magister minister zero chce pouczać i zarządzać profesorami prawa.

      Polubienie

      1. Dario Montagna

        Fakt, powinienem napisać – kwalifikacje. Poucznie profesorów gdy samemu jest się magistrem to trąci czarnym humorem. Jeszcze bardziej humorystyczne jest pouczanie konstytucjonalistów (z wykształcenia) przez czeladnika piekarnictwa, nie obrażając czeladników oczywiście. Jednym słowem wszystko stoi na głowie co przestaje być zabawne z upływem czasu.

        Polubienie

  6. byłem na wyjeździe dobrowolnie odcięty od neta i innych mediów, więc ten zgiełk na temat podwyżek mnie ominął… ale też wydaje mi się, że do żadnych podwyżek miało nie dojść, tylko mały wykonał czysty PR, jednak moim zdaniem wybrał na to kompletnie idiotyczny moment i nawet jego wierne lemingi tego nie kupiły… za to część opozycji /chodzi o KO/ dała się zrobić w bambuko jak dzieciaki i pokazali ile są de facto warci… nie licząc kilku osób z p.Klaudią na czele, którzy wykazali się pewną dozą przyzwoitości… ale to już nie mój problem, od dawna już nie głosuję na nic, co ma jakiś związek PO /pomijając pewne wyjątki rzecz jasna/…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.