Od miłości do nienawiści i na odwrót. Lekarze na celowniku.

Od miłości do nienawiści tylko jeden krok … to znana i uzasadniona fraza. Nieco mniejszą popularność zdobywa zaprzeczenie, czyli ukierunkowanie emocji w odwrotną stronę. Te zależności najbardziej widoczne są w związkach partnerskich, nie tylko heteroseksualnych, ale także we wszelkich przejawach stosunków społecznych. A zatem od miłości do nienawiści. Pamiętacie Państwo – ci urodzeni w latach 60′ ub. w. i wcześniej – jak olbrzymim szacunkiem i estymą obdarzano Lecha Wałęsę, gdy w 1980 r. po zwycięskiej batalii „obalił komunę”? Jeżeli tak, to zapewne późniejsze obrazy, gdy palono jego kukłę nazywaną „Czerwonym Bolkiem”, budzą już nieco odmienne reakcje.

Podobnych przykładów, gdzie od miłości szybko przechodzono do nienawiści, jest znacznie więcej. Przypomnijmy ostatni przykład, gdy „expose” p. Grodzkiego po wybraniu go na marszałka senatu wywołało powszechny aplauz, także w szeregach koalicji rządowej. To wtedy oferowano p. Grodzkiemu fotel ministra zdrowia, a gdy propozycję odrzucił pisowskie mendia obrzuciły go błotem. Być może Państwo nie uwierzycie, ale na przełomie lat 1990/91 wśród instytucji godnych najwyższego zaufania znalazło się sądownictwo, które na przemian ze strażą pożarną zajmowało 1 i 2 miejsce na „podium” najbardziej zaufanych … Z wojskiem i policją także bywało różnie. W ten płynny sposób dochodzimy do zawodu lekarza i pracowników służby zdrowia.

Jeszcze kilka dni temu lekarze, pielęgniarki i pozostali pracownicy służby zdrowia cieszyli się ogromną wdzięcznością społeczeństwa. Serwowano im darmowe obiady, kwiaty, śpiewano pod oknami, pisano wiersze i laurki. Jednak dwa śmiertelne zgony z winy pracowników szpitali w Radomiu i Ostrowcu spowodowały nagły zwrot. Lekarzom grozi się śmiercią, szykanuje, niszczy ich dobytek, grozi rodzinie … Co się stało w tak krótkim czasie? Ano nic. Totalnie nic. Od triumfalnego zwycięstwa Wałęsy nad komuną, pojawiło się to co niszczy każdą strukturę organizacyjną państwa. Pojawił się nepotyzm, kolesiostwo, zniknęły służby cywilne, a ich miejsce zajęli „znajomi króliczka”.

O służbie zdrowia pisałem wielokrotnie, więc nie będę się powtarzał. Lekarzem bywa się z powołania, albo z … powołania. 😉 Powołać może na stanowisko lekarza np. dyrektor szpitala, który niekoniecznie musi być lekarzem. To jeszcze jest normalne. Nienormalne jest, gdy powołany lekarz nie czuje powołania do zawodu. Zanim jeszcze doszło do kontrowersyjnych zgonów w Radomiu i Ostrowcu – gdzie chorych z zawałem i wylewem przez wiele godzin przewożono od szpitala do szpitala – już zaczęły się pojawiać niepokojące oznaki ze strony lekarzy i służby medycznej. Trudno się dziwić np. anestezjologowi, albo radiologowi, że nie chce mieć do czynienia z koronawirusem … z tych samych powodów można też zrozumieć pielęgniarki, które nie podejmują pracy w wyznaczonych im ośrodkach z uwagi na niebezpieczeństwo zagrażające ich zdrowiu i życiu. Pytanie tylko po co w takim razie wybrano właśnie ten zawód?

Czy jest jakaś recepta na naprawę służby zdrowia? Oczywiście, że jest, ale co to komu przeszkadza, że na studia medyczne dostają się „po znajomości” osoby całkowicie niekompetentne, które takimi pozostają nawet po uzyskaniu wszelkich dyplomów? W efekcie mamy takie sytuacje, gdzie zapracowany lekarz umiera na stanowisku pracy, a inny nawet palcem nie kiwnie, albo w pijanym widzie nawet ucieknie przed odpowiedzialnością za odmowę udzielenia pomocy. Podobnie jest z pielęgniarkami, które niezależnie od ich kompetencji i efektywności pracy otrzymują takie samo wynagrodzenie. A przecież można inaczej i normalniej. Co stoi na przeszkodzie aby np. pielęgniarce na stażu dać 1.600 zł. netto, a innej po 30 latach pracy 6.100 zł? Podobnie powinno być lekarzami … np. 2.600 zł. na stażu, a po 30 latach 62.000 zł? Cyfry są zupełnie przypadkowe, chodzi przecież o zachowanie zdrowych relacji – „jaka praca, taka płaca”.

34 uwagi do wpisu “Od miłości do nienawiści i na odwrót. Lekarze na celowniku.

  1. No nie wygłupiaj się Andrzeju. Zdrowy rozsądek w Kaczymstanie poszedł juz dawno w PiS-du, wystarczyło pare plusów. To po pierwsze. Po drugie jak się ma „fachowców” z łapanki, to czego się spodziewać.

    Polubienie

  2. Miłość i nienawiść to bliźniacze siostry.
    Tacy jesteśmy. Łatwo popadamy w euforię i w gniew, a jak władzuchna zacznie rozgrywać swoją politykę przeciw komuś, to jeszcze łatwiej. Tak było z nauczycielami, lekarzami, sędziami. Rzucić błotem, a cóś się zawsze przylepi… Te narzucone stereotypy myślenia okazują się trwałe

    Polubienie

    1. Jest pewna relacja pomiędzy łatwością wpadania w różne stany emocjonalne – jak słusznie zauważyłeś – a stabilizacją ekonomiczną, gwarancją zatrudnienia, poczuciem bezpieczeństwa, itd., itp,, … Może więc o to chodzi, by pierw namieszać, aby potem łatwiej sterować ogłupiałym społeczeństwem?

      Polubione przez 1 osoba

  3. JKK

    Małostkowe jak zawsze zachowania. Tak w polskim piekle już jest, Polak Polakowi Polakiem, czyli jak chcesz się wydostać z kotła piekielnego z wrzącą smołą, to ci Rodak nie pozwoli.

    Polubienie

  4. Klik dobry:)
    Powołanie powołaniem, ale żyć trzeba. Najgorsze jest to, że ludzie sobie nawzajem żyć nie dają, a dobre odruchy ludzkie, które powinny być zwykłą normalnością przedstawiane są jako nadzwyczajne, a wręcz określa się je bohaterstwem.

    Od miłości do nienawiści jeden krok? Ja nie uważam, że miłość w nienawiść zamienić się może. Myślę, że po prostu miłości nie było, a tylko jakieś „miłosne” działanie na pokaz.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. To b. słuszne podsumowanie. Powołanie na stanowisko z określoną pensją to za mało, aby przez dziesiątki lat żyć tylko z powołania do zawodu.

      Z reguły nienawidzi się kogoś na kim wcześniej nam zależało. Z drugiej strony H. Balzac (a był to spec od kochania) już dawno stwierdził, że: „miłość i nienawiść żywi się byle czym”. 😉 Natomiast psychologia zna mechanizmy powodujące, że nienawiść może zamienić się w pożądanie, a potem także w miłość.

      Pozdrawiam

      Polubienie

  5. Paskudne to jest i niestety utrwalone wieloletnią tradycją. W dni szczególnie do tego wyznaczone: Dzień Kobiet, Dzień Nauczyciela, Dzień Strażaka, Dzień Służby Zdrowia i Dzień Kolejarza, i tym podobne, uwielbiamy solenizantów i doceniamy, że ho, ho! A potem łubudu, że lenie, roszczeniowi, nieuki i flejtuchy oraz, że i tak mają przywileje więc mogą pracować dla idei.
    Jak trwoga to do Boga.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Przywołałam to przysłowie w sensie ogólnym, że jak jest zagrożenie lub możliwość uzyskania jakichś korzyści to wielbimy obiekt spełniający nasze oczekiwania. Gdy zagrożenie lub konkretna potrzeba mija – obojętniejemy lub wręcz lekceważymy.

        Polubienie

        1. Przysłowie zostało trafnie użyte. Mnie skojarzyło się z Kaczyńskim, bo pamiętam jakie łamańce wyczyniali w 2015 r. tacy „bezkręgowcy” jak Kurski, Ziobro, Gowin, i szereg innych osób, które w obliczu odepchnięcia ich od koryta pokornie prosili prezesa o przebaczenie i umożliwienie im powrotu. Teraz niektórzy (Maniek, szef banku „Dobrej zmiany”, agent Tomek) mają prezesa tam, gdzie światło nie dochodzi.

          Polubienie

  6. Kasia

    Cóż powiedzieć?
    Niech ilustracją postawy lekarzy w każdym czasie, a w czasie masowego zagrożenia życia ludzi szczególnie, będzie obrazek z życia taki oto: zamknięte przychodnie, zamknięci w nich lekarze , ” leczą”
    przez telefon , NFZ płaci.
    I tak jest na masową skalę. Wiedza, choć ograniczona, na temat zagrożenia pozwala im chronić SIEBIE.
    Są oczywiście ludzie ofiarni, ale w każdym środowisku można ich znaleźć.
    Pytasz o wcześniejszą,przysłowiową „miłość”- wynikała z nieświadomości społeczeństwa. Im bardziej ta grupa zawodowa daje się poznać ( a kryzys zdrowotny temu sprzyja) , tym bardziej społeczeństwo się rozczarowuje.

    Polubienie

  7. Iwona Kmita

    Najbardziej boli mnie hejt wobec lekarzy. Tak jak piszesz było – od braw i kwiatów po lżenie, niszczenie samochodów i wiele innych rzeczy. Ciekawe, co zrobi ten i ów, gdy zachoruje? Odmówi pomocy od „trędowatych” medyków? Nikomu choroby nie życzę, ale rozumu już i owszem

    Polubienie

    1. W PRL byłem tak „chorowity”, że co kilka miesięcy „szedłem na zwolnienie lekarskie”. 😉 Ale, o dziwo w nowej RP cudownie wyzdrowiałem, u lekarza byłem tylko 3 razy, i to tylko z okazji podjęcia nowej pracy. Z tym środowiskiem jednak, z niechęcią, ale jakoś się łączę, bo mam na to papiery. No i rodzina … może nie dadzą umrzeć przedwcześnie. 😉

      Polubienie

      1. Be-la

        o…! to rączki ma też chore…?!
        Mój Boże, mój Boże… tyle nieszczęść na jedną owieczkę… (lub raczej: na jednego barana…)

        Polubienie

  8. Nie jest jeszcze tak źle. Gorzej będzie jak władza zacznie się brać za lekarzy. Poda kilka przykładów, że są przekupni, leczą pod wpływem alkoholu, „zabili kilka osób w trakcie operacji”… a nawet zdradzają żony/małżonków. Okaże się, że to łże elity i wykształciuchy, niektóre wykształcone jeszcze za PRL… wiadomo co to oznacza.
    Trzeba szukać wewnętrznego wroga i go zwalczać. Ci z zewnątrz są już zidentyfikowani.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.