Wiedział, nie wiedział … miał na dupie przedział, czyli polski wymiar sprawiedliwości

Kampania wyborcza ma swoje prawa, ale to co się dzieje obecnie nie tylko w obszarze wymiaru sprawiedliwości wydaje się być szczytowaniem głupoty całej opozycji. Politycy, dziennikarze, a nawet prawnicy tej antypisowskiej orientacji prześcigają się w roztrząsaniu gówna jakie rozlało się ostatnio w ministerstwie sprawiedliwości. A tymczasem to, czy minister Zero wiedział o zamiłowaniach swoich podwładnych do hejtowania, czy nie wiedział, nie ma większego znaczenia dla oceny ministra i jego folwarku. Bo faktycznie minister mógłby, ale nie musi być, jasnowidzem potrafiącym prześwietlać prywatne zakusy i życie osobiste swoich zastępców. Powinien jednak odpowiadać za naganny sposób doboru kadry. Tym bardziej, że doszło do powierzenia ważnych obowiązków osobom nie spełniającym minimalnych wymagań w zakresie moralności, etyki zawodowej, a nawet … niekaralności!

I tutaj kilka wyjaśnień nt. czym jest wymiar sprawiedliwości. Otóż w rozumieniu całokształtu zagadnień jest to obszar zarządzany przez 6-8 ministrów i prezesów instytucji nadzorujących i kontrolnych (np. NIK, PIP, PIH, itp.) w celu zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego. W teoretycznym państwie, gdzie ch., d., i kamienie na szczęście jeszcze funkcjonuje obowiązujący podział funkcji z którego wynika, że wymierzaniem sprawiedliwości zajmują się np. resorty: sprawiedliwości, prokuratury (niezależnej), spraw wewnętrznych (policja), administracji, obrony narodowej, skarbu, i finansów. Pomijam inne komórki i organizacje pozarządowe także z obszaru władzy sądowniczej. Głównym moderatorem tych wszystkich jednostek organizacyjnych z reguły powinien być – UWAGA! – minister sprawiedliwości. To dlatego najczęściej jest to osoba o najwyższych kwalifikacjach zawodowych i olbrzymim doświadczeniu.

Ta wiodąca rola i pozycja ministra sprawiedliwości w procesie legislacji prawa, definiowania racji stanu przejawia się wyraźnie np. w międzynarodowych procedurach wymiany agentów, czy ekstradycji:
https://kancelaria-libero.pl/ekstradycja-co-to-jest-i-na-czym-polega/
który jest długim, żmudnym i wymagającym doskonałej znajomości prawa międzynarodowego postępowaniem proceduralnym w którym decydujące i ostateczne stanowisko należy do ministra, a nie do jego potencjalnych przełożonych (nb. premiera, prezydenta, czy lidera partii). Minister sprawiedliwości to z reguły profesor prawa z wieloletnim doświadczeniem. Tak powinno być, ale tak nie jest, ponieważ obecnie ministerstwem sprawiedliwości kieruje osoba nie posiadająca wymaganego stażu jak i chociażby specjalizacji I stopnia z zakresu prawa, która nie ukończyła nawet podstawowej aplikacji umożliwiającej działalność w strukturach prawa.

Za taki stan funkcjonowania resortu, a pośrednio i państwa, nie należy jednak obciążać winą tylko ministra, ponieważ kwestie podziału władzy w naszym teoretycznym państwie (ChDiK) kilkadziesiąt godzin temu wyjaśnił prezes partii PiS zarządzając wieloletni plan podwyższania najniższych wynagrodzeń. Otóż pan prezes PiS stwierdził mniej więcej tak: „Decyzja o podwyżkach minimalnych płac jest decyzją polityczną, a po niej do wykonania przystąpią odnośne resorty (tutaj np. p. minister Emilewicz)”. No skoro tak to, panie prezesie, czas podjąć samokrytykę w zakresie polityki kadrowej. Nikt rozsądny, poza opozycją, 😉 😀 nie wymaga przecież, aby prześwietlać kandydatów na wysokie stanowiska państwowe. Należy natomiast obowiązkowo prześwietlać ich przeszłość zawodową, tym bardziej, że nie była ona krystalicznie czysta i zgodna z zasadami „Dobrej Zmiany”.

O polityce awansowania na wyższe stanowiska, nagradzania, czy fluktuacji kadr nie wspomnę, bo to żenada totalna, gdy np. na stanowisku Komendanta Głównego policji przewijają się tabuny niekompetentnych osób. Najwyżsi funkcjonariusze państwowi z bagażem kar dyscyplinarnych i wyroków sądowych to także nie najlepszy pomysł na naprawę Rzeczypospolitej. Szczytem ignorancji jest odznaczanie zgrupowań militarnych, które w przeszłości współpracowały z hitlerowcami (np. Brygada Świętokrzyska), czy ułaskawianie skazanych osób w celu powoływania ich na stanowiska państwowe. Trudno więc nie dopatrywać się totalnej indolencji w działaniu „Dobrej Zmiany” … no chyba, że jest to celowa robota (przez grzeczność nie użyję pojęcia sabotaż) mająca na celu zmiany systemowe spowodowane przez planowany rozpad państwa.

Reklamy

30 uwag do wpisu “Wiedział, nie wiedział … miał na dupie przedział, czyli polski wymiar sprawiedliwości

  1. Bożena

    Czy te wulgaryzmy to na prawdę są potrzebne? Przecież nie można wykluczyć, że np. nieudane decyzje personalne wynikły z akcji KO, albo były zwykłą prowokacją.

    Polubienie

          1. Myślę, że to też brak myślenia nad konsekwencjami, bo głosują na tych co dają w tym momencie, nie patrzą na sytuację za jakiś czas i co za tym idzie..Przekupni i tyle :/

            Polubienie

          2. No właśnie! Nie wiem czemu ludzie mający wątpliwości zasuwają do urny zamiast iść do knajpy, albo do kościoła? Obawa o utratę głosu??? A jaki głos ma ten co wybiera pomiędzy czarnym, a czarnym? Czarno to widzę. 😉

            Polubienie

  2. jotka

    Właściwie sytuacja jest patowa, bo wszyscy wszystko wiedzą, ale nic zrobić nie mogą, a prezes mówi wyraźnie – wiem, że nie powinienem, ale co mi zrobicie, i tak mamy większość w sejmie i swoich ludzi tam, gdzie trzeba 😉

    Polubienie

  3. Klik dobry:)
    Ja obstawiam „celową robotę”. W przpadku strategów, a do takich zaliczam pewnego szeregowego posła, nigdy nie uwierzę w niezaradność lub bierność. Kompetencje innych kadr nie są ważne. Mają wykonywać rozkazy i tyle.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Tak chcieli przyspawać się do stołków, że kadry wybierali niechlujne, aby szybciej i tak powstała mieszanka warzywna złożona z durni i nieuków, a Ziobro musiał wiedzieć, a nawet popierał!

    Polubienie

    1. Wyboru wielkiego nie mieli, mogli brać tylko najgorszych, bo takimi łatwiej zarządzać.
      Ziobro to jedno, a minister sprawiedliwości to drugie. Czy Ziobro wiedział, albo nie wiedział nie ma znaczenia, natomiast to co robi minister, i czego nie robi nadaje się pod trybunał. I dobrze by było aby opozycja to szybko zrozumiała.

      Polubienie

  5. Opozycja musi nagłaśniać afery i drążyć medialnie „wiedział czy nie wiedział” bo to jest nośne ” wyborczo” i prędzej trafia do suwerena niż kompetencje.
    Marszałek Kuchciński powinien być dymisjonowany za skandaliczne traktowanie Sejmu ale udało się go „wywalić” za loty loty samolotem.

    Polubienie

    1. Bardzo słuszne uwagi, ale jest chyba jeden problem. Nie da się bowiem odwołać ministra za to, że hejtował, bo nie przyzna się, a na razie dowodów nie ma, bo prokuratura ich nie potrzebuje, i co jej możemy zrobić? 😉
      Można natomiast drążyć temat niekompetencji ministra w zakresie doboru kadr, bo – w przeciwieństwie do hejtu – jest to zaniechanie podstawowych obowiązków.
      To samo z Kuchcińskim … ani złe traktowanie sejmu, ani loty nie są podstawą do odwołania, ale złe ustawy, narażające Polskę na straty materialne i moralne już tak. To dlatego Kuchciński szybko złożył dymisję idąc opozycji na rękę, bo w ten sposób w annałach pozostanie jako dobry marszałek, który stracił stanowisko z błahych przyczyn.
      A więc opozycja powinna robić szum i dym wokół hejtu, ale jednocześnie już od kilku lat słać zawiadomienia do UE o przekraczaniu uprawnień przez polski rząd.

      Polubienie

  6. Tonette

    Z wieloletnich doświadczeń wynika,że krytykować jest łatwo i przyjemnie,przynajmniej w ostatnim półwieczu.Z tym,że jako omf naród nawet tego nie potrafimy robić z głową.Jako iż nigdy nie możemy czegoś zrobić do końca,a jeśli nawet,to wolimy kupić licencję.CBDO.Tak też jest z tym co poniektórzy uważają za krytykę.Kiedyś (ach kiedyś)uważano w świecie krytykę za jeden z elementów demokracji (teoretycznej).Było,minęło,z cyklu;przed przeczytaniem spalić.Może dlatego usiłuje(my?) od lat zaszufladkować pojęcie krytyki do kilku podrozdziałów. I primo; kogo dotyczy krytyka.II primo;kto może krytykować.III primo;opozycja ma zawsze rację!
    IV primo; jeśli nie ma racji,patrz III primo.
    Są jeszcze prima poza nasze type: w razie kłopotów dzwoń do Fundacji Helsińskiej,GW ew wyspecjalizowanej komórki ambasady hamerykanskej (a ostatnio izraelskiej).Mówię to o „poważnej” krytyce którą nawet w naciągany sposób da się podciągnąć pod dupokrację.
    Od razu zastrzegam się,że można (i należy) krytykować vel szczekać na tematy antyrosyjskie
    i pochodne.Wracając do właściwego tematu czyli krytyki totalnej,chciałbym przypomnieć,że
    tak się utarło od zawsze w świecie rządowym iż minister nie odpowiada za sprawy niższego rzędu
    jako że ma od tego dyrektorów departamentów.Niegdyś,przeczytałem sobie książkę o rządach
    we Francji i rozdział dotyczący kryteriów mianowania ichnich ministrów.Mogę stwierdzić,że Francja istnieje wyłącznie dzięki temu,że naprawdę to właśnie rządzą ludzie którzy ukończyli ichnią szkołę administracji.U nas tego nie ma gdyż jedyną szkołą jest szkoła „życia” im Miecia.
    W której podstawową zasadą jest hasło: kto nie z Mieciem tego zmieciem.Dlatego też chciałbym
    zauważyć,że skoro już,zgodnie z tradycją chcecie skakać na pochyłe drzewo,to może przypomni wam się takie horendalne w obecnej rzeczywistości pojęcie,a mianowicie lojalność.Niestety,lecz
    pewne pojęcia,takie jak honor czy lojalność w Polinie zaginęły.Poniektórzy oskarżają o to upadek czytelnictwa.Zwłaszcza Sienkiewicza.Szczytnym marzeniem dla aparatu sprawiedliwości,byłaby lojalność wobec Temidy,ale wygląda na to iż w cuda na kiju wie(ż)ą tylko dziennikarze z GW,TVNu i nieszczęsna grafini Rózia.Po prostu rzeczywistość skrzeczy.Dlaczego jest tak jak jest i obydwie
    „połufki” etosu obrzucają się błotem zamiast starać się wyprostować i oczyścić tą stajnię Augiasza jaką jest polskie sądownictwo.Pomijając ogromne poczucie krzywdy jakim jest odcinanie na żywca dupy od fotela,jest brak konsekwencji w dalszym postępowaniu,poparcie zagranicy,
    oraz zawziętość pisuarów wobec ludzi którzy jednak odbudowali ten kraj.Czyli inaczej,nadmiar pacjentów u władzy.I tu widzę clou „wielkiej wrzawy opozycyjnej”.Niestety(ach niestety) kadry
    w urzędach władzy są wypadkową kompetencji i Lojalności.Mając pod uwagę fakt,że IQ jest
    na dalszym miejscu,jest jak jest.To i tak jest ogromna poprawa w porównaniu z okresem lat 90.
    Otóż będąc w Krakowiu,udałem się do tamtejszego urzędu,gdzie załatwiała mnie b.młoda urzędniczka o kompetencjach raczej miernych. Na zwróconą sobie uwagę,że coś robi ewidentnie zle,strasznie się oburzyła mówiąc;proszę pana ja mam Matkę Boską w klapie.Na takie dictum udałem się do jej przełożonego z dobrym skutkiem.Tak więc nawet jeśli czas leczy rany,to dużo ścieków jeszcze popłynie Wisłą.

    Polubienie

    1. Poruszyłeś ważną kwestię t.zw. „spraw niższego rzędu”, bo takimi wydaje się hejtowanie uprawiane przez wiceministrów sprawiedliwości. Nie jest to jednak sprawa „niższych, czy wyższych rzędów”, ale wykonywania powierzonych zadań i obowiązków. Dla porządku przypomnę, że te zadania są, i powinny być aktualizowane przez kolejne rządy np. w statucie danej jednostki, albo oficjalnym expose rządu. Nie sądzę, aby tam znalazło się coś n.t. hejtu. A więc masz rację, że krytyka hejtu to tylko bicie piany. Nie można bowiem odwołać ministra nawet gdyby sam hejtował i przyznał się do tego, bo nie takie są jego obowiązki (a po cichu i tak zostanie pogłaskany przez prezesa).
      To zresztą jest normalne, że podobnie nie można np. odwołać ministra przemysłu za to, że ma kochankę, albo ociąga się z alimentami. Co innego obowiązki zawodowe, a co innego etyka i moralność. Nie jest to jednak stała reguła, bo np. za kochankę i alimenty można skutecznie odwołać np. ministra polityki społęcznej i spraw rodzinnych. 😉 Wydaje się więc, że dla normalnego prawnika niepotrzebna jest opinia Fundacji Helsińskiej, albo GW, wystarczy zdrowy rozsądek. 😉
      Co do lojalności to warto przypomnieć, że posłowie i funkcjonariusze państwowi ślubują nie swoim przełożonym, ale Polsce, i niestety maja to totalnie w dupie. Osobiście wydaje mi się, że lojalność też straciła na ważności, bo bardziej liczą się teczki, haki i podsłuchy. 😉 😀

      Polubienie

  7. Tonette

    Co do pojęcia „ważności” pojęcia lojalności w dzisiejszych „wadzach” to jednak nie lekceważyłbym
    tego pojęcia wśród administracji państwowej.Zwłaszcza,ze 50 lat ustawicznej propagandy etosu
    b.zniszczyło jej definicję.Podwójne,potrójne etc standardy stały się tak popularne,że za ostatniego kiepa uważany jest ten pojedynczy,nie mający jakiegoś w rezerwie.Co prawda nie jest
    to „wynalazek” made in etos,wide liczba sekretarzy pchających się do noszenia baldachimów w latach 90.A i tak obecne wadze ich palcami wytykają.Dzisiaj lojalność jest co prawda kupowana na pęczki,lecz jej wartość jest mocno przepłacona,gdy Wallenrodów mamy na mendle.
    Zwłaszcza w sądownictwie.A wszystko,obydwie połufki okraszają patriotyzmem.Złodziejstwo również.Możemy tak sobie poutyskiwać,jednak już za kilka miesięcy obecne trendy ulegną
    korekcji.Jeśli pisuary zwyciężą,kwiat palestry pójdzie po rozum do głowy,jako iż przegrani nie mają racji.Zwłaszcza,jeśli Prezes ogłosi amnestię ograniczoną w czasie.To nie są czasy cierpiętnictwa.
    Tyyyle lat chudych?Przy okazji wolę przypomnieć,że nie ma nic gorszego niż gorliwość neofity.
    Na koniec chciałbym prawnikom przypomnieć,że tylko mendia ich żałują.A i to nie wszystkie.

    Polubienie

    1. W sumie to dziwne, że dla pisowatych te dwa pojęcia: lojalność i patriotyzm nie tylko nie mają żadnych wyznaczników, ale są odbierane jak antypody. Można być patriotą i np. niosąc hakenkreutze pokrzykiwać „Wolność i niepodległość”. Dobrze, że chociaż pełowate nie mają żadnych pustych hasel poza” „Kasa, Misiu, kasa”. 😉

      Polubienie

    1. Ja myślę, że nie tylko wiedział, ale po prostu zostało mu to narzucone odgórnie. Ja bym do tego jednak nie przywiązywał większej wagi, bo w porównaniu do udziału w zamachu stanu i łamaniu konstytucji wygląda to tak jak porównanie pierdnięcia podczas uroczystego obiadu u Królowej z królobójstwem. Owszem popiskiwać można, a nawet trzeba, bo może to usłyszy „ciemny lud”, ale poważnie to nie wygląda … z każdej strony.

      Polubienie

          1. Ja dopiero co wróciłam z bardzo ciepłych rejonow, które preferuję,ale w sumie dla mnie kazda pora roku ma swoj urok..To zawsze można gdzieś w ostatniej chwili pojechać w cieple klimaty, nawet za granicę 😉

            Polubienie

          2. Ja mam chyba nieco wypaczony stosunek do t.zw. „szarych pór roku”, bo nawet je … lubię. Od najmłodszych lat pamiętam, że podczas wielkich szarug deszczowo śnieżnych, jakie często trafiały się na wiosnę i jesień, rodzice organizowali mi dodatkową rozrywkę domową. A w latach 50/60 ub.w. – gdy nie było jeszcze telewizji, a radio było w co drugim domu – najczęściej były to gry planszowe (ulubiony Chińczyk), czasem stryj wyciągał kinowy projektor i wyświetlał znaną kreskówkę „Prof. Filutka”, i ogólnie w domu robiło sie miło i wesoło.
            „Wyjazdy w ciepłe klimaty” to dla mnie koszmar. Raz tylko mi się trafiło, gdy na Filipinach trafiliśmy na … porę deszczową. 😉

            Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s