Ustawa „frankowa” pierdyknęła o glebę. Kredyt na kredyt, kredytem pogania.

Już wiadomo, że ustawy frankowej nie będzie, ponieważ – tutaj posłużę się wczesno PRL-owskim okazyjnym powiedzeniem – „Kancjertu nie budiet, bo Wańka harmoszku sPiSdził”. Nie będzie więc prolongaty dla tych co zagrali w ruletkę kredytową i sromotnie przegrali, a teraz chcą zwrotu kasy. Ustawy nie będzie, bo jeden z nadpobudliwych posłów nagle przypomniał sobie, że konwertowanie waluty działa w obie strony, więc może być tak jak z tym mieczem, że kto nim wojuje może od niego zginąć. Nie mam spolaryzowanego poglądu na problem „frankowy”, bo moje odczucia to ogrom argumentów „za, a nawet przeciw”. Przypomnę więc jak to drzewiej bywało w t.zw. „Złotej Epoce Gierka”.

Jak wiadomo Gierek postawił na nowoczesność. Pobrał kredyty zagraniczne i zaczął inwestować w przemysł. Jak statystyka wykazuje (niechętnie, ale jednak) w czasie dekady Gierka ze wsi do miast wyemigrowało na stałe ok. 6 mln. chłoporobotników. Każdemu chętnemu zapewniano mieszkanie (co najmniej w hotelach robotniczych), pracę, szkołę, kredyt na zagospodarowanie, oraz szczęście, zdrowie i pomyślność. 😉 Tym co zostali na wsi, także obiecano kredyty na niezbędny sprzęt rolniczy taki jak: lodówki, pralki automatyczne, telewizory, magnetowidy, wczasy zagraniczne, samochody osobowe, TV satelitarną, itd., itp., … 😉

Gierek jednak nie poprzestał na realizowaniu obietnic. Pomyślał także o tym jak pomóc tym co z różnych, ale ważnych powodów życiowych (np. choroba, wypadek, ciąża), musieli w pewnej chwili przerwać spłacanie należnych rat. Wymyślono więc instytucję umarzania pobranych kredytów. Oczywiście wszystkie opisane wyżej beneficja były skierowane głównie do członków partii i jej fanów, ale w trudnych sytuacjach życiowych taką pomoc dostawali także bezpartyjni. Przypadki wątpliwe rozstrzygała komisja złożona z I sekretarza POP, i przedstawiciela związków zawodowych, którą trzeba było odpowiednio „przekonać” 😉 . I w zasadzie „Złota Epoka Gierka” by trwała może nawet do dziś, gdyby nie znane powiedzenie: „Daj kurze grzędę, a ja wyżej siędę”.

Już pod koniec lat 80′ ub.w. grupą zawodową najwyżej zarabiającą w PRL okazali się nie dyrektorzy zakładów, ale spawacze stoczniowi i górnicy na przodku. Ich zarobki wielokrotnie przekraczały średnią krajową, a ambicje i zachłanność były jeszcze większe. Nie ma się co dziwić, że właśnie te grupy społeczne wykorzystał Zachód, aby „naszczać Gierkowi do mleka”. Strajki górników w latach 70′ i stoczniowców w 1980 r. (wcześniej 1976/78 Radom, Ursus) zahamowały postęp w inwestycjach i rozłożyły polską gospodarkę powodując niespłacalność kredytów zagranicznych. I tak na „słupach” powstała III RP. O jakie słupy chodzi? O tym w najbliższym poście.

27 uwag do wpisu “Ustawa „frankowa” pierdyknęła o glebę. Kredyt na kredyt, kredytem pogania.

    1. Zawsze wolałem odkładać i z pełną gotówką iść do sklepu. Ale wziąłem raz kredyt w PRL-owskim ORS-ie, bo dostałem 15 tys. zł. na „zagospodarowanie” w nowym miejscu pracy, to był 1971 r., zerowy %, i możliwość umorzenia po spłaceniu 3/4. Na umorzenie się nie załapałem, bo byłem bezpartyjnym „zaplutym karłem reakcji”. 😉
      Frankowy też wziąłem, ale nie dla siebie, kredyt został przekonwertowany i szybko spłacony i nawet nieco zarobiłem na tym.

      Polubienie

  1. Andrzeju masz dobrą pamięć, co działo się w Polsce. Czemu Polska wciąż jedzie na kredytach, skoro PiS odtrąbił wielki sukces gospodarczy. Na 500+ też wzięli ogromny kredyt, że przyszłe pokolenia będą spłacali długi tych ekonomistów od siedmiu boleści! Dokąd to w końcu zajdzie, bo chyba do Grecji jest nam już blisko!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Osobiście wziąłem w życiu jeden kredyt dla tzw. „młodych małżeństw”, gdzie jeżeli dobrze pamiętam oprocentowanie było na poziomie dwóch punktów. Spłacony został bez problemów.
    Frankowiczów mi nie szkoda, bo chcieli być mądrzejsi od złotówkowych. 🙂

    Polubienie

  3. A więc już za Gierka dostępne były magnetowidy i anteny satelitarne? Może być, że SB miała takie urządzenia, ale na wsi to nawet naczelnik gminy nie miał!

    Polubienie

  4. Pierwszy polski magnetowid wyprodukowano w 1973 r.,
    https://pl.wikipedia.org/wiki/MTV_10
    kosztował 15.000 zł. (tyle co dwa TV 21 calowe). Nie był jednak dostępny w sprzedaży, mogły go zamówić i kupić tylko upoważnione firmy. Był to sprzęt kapryśny i wymagał specjalistycznej obsługi. Podobnie było też z tv sat. i komputerami (IBM, Odra).
    Oczywiście, że zwykły rolnik tego nie potrzebował, ale już wtedy pierwsi milionerzy budowali swoje dacze na peryferiach dużych miast i korzystali z uprawnień rolnika.

    Polubienie

  5. Mnie tam frankowiczów tez niespecjalnie szkoda. Granie na walutach to jak na giełdzie. Jeśli nie masz kasy, którą możesz stracić bez specjalnego uszczerbku dla swojego życia to nie siadaj do pokera, tak mi kiedyś powiedział amerykański policjant gdy prosiłem go o mniejszy mandat. 😃😃😃

    Polubienie

    1. To dobra zasada, też ją czasem stosowałem. 😉
      Co do „frankowiczów” to zastanawiam się ilu z nich alternatywnie by się odważyło zagrać swoją kasą na giełdzie? Myślę, że takich odważnych znalazło by się nie więcej jak kilka 2-3 %? Kredyty frankowe też nie do końca były grą hazardową … za kredytami przecież pośrednio stały polskie banki i chyba … polskie państwo.

      Polubienie

      1. Osobiście mam jedno pytanie do frankowiczów. Wydawało im się, że są mądrzejsi od zlotówkowiczów. Ci ostatni byli bardziej przezorni. Zatem drodzy frankowicze, dlaczego zlotówkowicze maja się dokładać do waszego fiaska, bo przecież państwo to rownież zlotowkowiczow podatki.

        Polubienie

          1. Finansując je w frankach. Tych jeszcze mniej mi szkoda. Znam wiele osób w Stanach, które kupiły domy w czasie kiedy zapotrzebowanie na nie było bardzo wysokie i ceny takie same. A potem przyszedł krach. Mało kogo to obchodziło, że ponik dom był zadłużony ponad jego rynkową wartość. Banki były zmuszone przejmować dom za domem. Tak to funkcjonuje. Taka są prawa rynkowe.

            Polubienie

  6. W sprawie kredytów frankowych, po trosze macie wszyscy rację. Jednak nie zapominajcie o tym, że te kredyty udzielane były osobom z zerową wiedzą na tematy ekonomiczne, przez obytych w temacie i świadomych zagrożenia bankierów. Oni nie tylko udzielali. Oni wręcz namawiali, podsuwali jako wyjątkową okazję. Konia z rzędem temu, kto nie uwierzy fachowcom w temacie o którym nie ma pojęcia!

    Polubienie

    1. Ja nie pretenduję do bycia nieomylnym, bo nie o to chodzi. Ryzykowali wszyscy, także bankierzy, bo przecież wiadomo, że Światowa Giełda może zniszczyć walutę każdego kraju (łącznie Z Chinami i USA!), a więc i frank szwajcarski mógł dostać w d…. albo złotówka mogłaby poszybować w górę (co zresztą lekko się stało), a wtedy role wygranego i przegranego by się odwróciły.
      Prawdą jest też to, że do transakcji dochodziło w warunkach nieuczciwych ze strony kredytodawców, ale z drugiej strony to nie banki przychodziły do domów kredytobiorców … 😉

      Polubienie

  7. Tonette

    Jest jeden argument który należałoby poprzeć.Znając naszych ziomków,możemy założyć,że
    w przypadku umorzenia tych kredytów,wystąpi cała masa naśladowców z podobnymi argumentami.W końcu trzeba młodszym przypomnieć jeden z postulatów „S”;nam się należy bo wszyscy mamy takie same żołądki.I tak się dziwię,że Polacy tego hasła nie powtarzają na okrągło powołując się na casus Romów vel Cyganów.Właściwie rzeczone kredyty niezbyt się różnią (zasadą) od powszechnie reklamowanych chwilówek.Idąc tym tropem,każdy klient takiej instytucji pożyczkowej(?)mógłby być następnym kandydatem do umorzenia kredytu.Na dodatek
    argument byłby ten sam;Nie przeczytałem wszystkiego (pisma drobnymi literami).Sprawa wydaje się prosta od tysięcy lat.Pojęcie kredytu znane jest od wieków i na podobnych zasadach jedni
    robili majlant,a drudzy szli z torbami.Niestety,lecz tych drugich było o niebo więcej.W tym kontekście należałoby współczuć tym których dopadły jakieś wypadki losowe,ale reszta zwyczajnie się schytrzyła.A jak wiadomo chytry 2x traci.

    Polubienie

    1. Pisząc o umorzeniu miałem na myśli PRL. W naszej najjaśniejszej, gdzie ch… d… i kamienie nikt nie mówi o umorzeniu tylko przekonwertowaniu, udzieleniu kredytu na „franka”, albo po prostu rekompensacie.

      Polubienie

  8. Trzymam się starej zasady: Dobry zwyczaj – nie pożyczaj! No i obeszło się bez znajomości z frankiem:))
    Czy obwinianie strajkujących górników za upadek całej gospodarki to nie jest zbyt radykalna teza?

    Polubienie

    1. Zwyczaj bardzo dobry, też go stosuję. Moja przygoda z frankiem trwała niecałe dwa lata. Po prostu kredyty frankowe lepiej były widziane w niektórych sytuacjach, potem warto było przekonwertować kredyt na złotówki, a jeszcze lepiej spłacić w całości.

      Polubienie

  9. Klik dobry:)
    Mało kto się zna na bankowych sztuczkach. Nawet, gdy przeczyta wszystko, co napisane najdrobniejszym drukiem. A dlaczego rozmyślano tylko nad losem frankowiczów, a nie wszystkich kredytobiorców ograbionych przez banki? Przecież wiele kredytów złotówkowych było na złodziejskich zasadach.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. Kredyty złotówkowe faktycznie były udzielane przez jeszcze większych złodziei. Ale – tak myślę – chyba zakładano, że inflacja musi się kiedyś pojawić, co obniży kurs złotego. A wtedy wiadomo, łatwiej spłacać kredyt i trudniej bankom zarabiać na takich operacjach.
      Pozdrawiam. ☺ ♥

      Polubienie

    1. Pani Mario, myślę, że może uda się zgromadzić jakieś materiały na proponowany post. Tyle tylko, że ewentualna publikacja odbędzie się na fotoanzai, bo tutaj tego nie przewidywałem.
      O moim wyjeździe (nie tylko do USA) i pracy w delegacjach już pisałem. Natomiast to, że nie zostałem w USA wynikało z różnych okoliczności. Wtedy (środek lata 1981 r.) wydawało się, że w Polsce wszystko się ułoży, a w ostateczności zawsze będzie można wyjechać. Zostać tak od razu nie mogłem, bo adresy mojej rodziny w USA były znane SB, no i nie bardzo mi się chciało zaczynać wszystko prawie od początku.

      Polubienie

  10. Nie zgadzam się z wieloma wpisami, że „frankowicze” uważali się za mądrzejszych – okazało się po latach że nie, chcieli być bardziej chytrzy i przechytrzyli. Współczuję im? – no nie wiem, ale sądzę, że to ich czegoś nauczyło.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.