Paradoks rozmów nauczycieli z rządem w sprawie … podwyżek

Jednym z wielu „osiągnięć prezydęta” Lecha Wałęsy był postulat podwyżki o 2000 zł. (przypominam to była końcówka 1980 r.) dla wszystkich pracowników. Postulat nie był sprecyzowany, i w zasadzie niewykonalny, bo niedostosowany do obowiązujących Układów Zbiorowych Pracy, ale siła stojąca za nim była tak znaczna, że dogadano się, aby kasę rozdać w taki sposób, aby średnia podwyżek wyniosła 2000 zł. W efekcie stało się tak, że najniżej zarabiający (np. stażyści) dostali podwyżkę 20 zł., a specjaliści nawet pow. 8000 zł. Średnia, oczywiście wyniosła 2000 zł. Nie wszyscy byli zadowoleni, ale największy ubaw mieli ci co z racji swoich kierowniczych stanowisk, albo przynależności do PZPR byli przeciwni strajkom i „Solidarności” (np. tradycyjnie już J. Urban), także załapali się na podwyżki znacznie przekraczające t.zw. „dodatek Wałęsowski”.

Od tamtych prześmiesznych czasów minęło prawie 40 lat, a w podejściu władzy do „ludu robotniczego miast i wsi”, zwanego obecnie „ciemnym ludem”, niewiele się zmieniło. Obecny postulat podwyżki o 1000 zł dla wszystkich nauczycieli niczym się nie różni od opisywanego wyżej „dodatku Wałęsowskiego” i jest raczej jego parodią niż urealnieniem płac nauczyciela. Wprawdzie można by było inaczej rozdysponować kasę dla nauczycieli, ale nikomu o to nie chodzi. „1000 zł. dla każdego nauczyciela” może zachęcić do przystępowania do strajków, natomiast awans płacowy oparty o – nie daj Boże!!! – osiągnięcia zawodowe, już niekoniecznie. Większość nauczycieli zdaje sobie bowiem sprawę z własnego dość kiepskiego umotywowania zawodowego.

O tym już pisałem wcześniej, demotywacja zawodowa III/IV RP jest tak silna, że większość pracowników budżetówki nastawiona jest wyłącznie na maksymalne wydojenie kasy budżetowej przy minimalnym nakładzie pracy. To dlatego: a/ Nauczycielka wychowania przedszkolnego wiąże i knebluje uczniów, aby spokojnie prowadzić lekcje, b/ Katechetka bije uczennicę po twarzy, c/ Nauczycielka szkoły średniej razem z uczniami narkotyzuje się i rozprowadza narkotyki w szkole, d/ Zakonnica skazuje niesfornego wychowanka domu dziecka na … zgwałcenie przez starszych kolegów (!), itd., itp., … Prawdopodobnie z tych samych powodów ciało pedagogiczne nie zamierza zajmować się takimi „pierdołami” jak dyskryminacja uczniów ze względu na: pochodzenie, stan majątkowy, wyznanie, orientację płciową, itd., itp., …

„Po lekcjach„. Te dwa słowa zawsze oznaczały zapowiedź jakichś rozliczeń między uczniami, których nie można było dokonać w szkole. Obrazek jednej ze szkół: Dwie 12-13 letnie uczennice spotykają się „po lekcjach”, prawdopodobnie w celu rozstrzygnięcia, która z nich ma prawo do „chodzenia z tym samym chłopakiem”. Bójka kończy się krwawo, powalona na ziemię jest kopana w głowę, przy aplauzie filmujących całe zajście kolegów i koleżanek szkolnych. W wyniku bójki poszkodowana trafia do szpitala. Dyrektor szkoły, nagabywany przez dziennikarzy wyjaśnia, że nie interweniował, bo całe zdarzenie odbywało się … kilkanaście metrów poza budynkiem szkolnym! Z dalszych postępowań wyjaśniających wynika, że uczniami rządzi środowisko pozaszkolne (mafie narkotykowe, gangi, itp.). Czy można się dziwić, że inny nauczyciel prowadzi lekcje z koszem na głowie? 😉

Samobójstwa dzieci także nie są czymś nadzwyczajnym, chociaż powinny być! Takich drastycznych przypadków doliczono się ok. 800 w skali rocznej. Jest to najwyższy wskaźnik w Unii Europejskiej. Nie warto wnikać, czy powodem samobójstw (nawet 5-7 letnich dzieci) jest szkoła, dom, czy może inne przyczyny, bo odpowiedź jest oczywista. Winowajcą jest wadliwy proces wychowawczy, rozłożony pomiędzy domem, szkołą i środowiskiem. No i wreszcie najważniejszy problem: korygowanie zaburzeń w psychospołecznym rozwoju uczniów. To powinien być etap pośredni pomiędzy oddziaływaniami szkoły, a specjalistycznymi placówkami wychowawczymi, a jednak nie jest. Dzieci przesyłane są taśmowo ze szkół do ośrodków wychowawczych, a stamtąd do zakładów poprawczych, aby „wreszcie” trafić do zakładów karnych dla dorosłych, lub likwidowanych szpitali psychiatrycznych.

Jak widać nauczycieli/wychowawców znajdziemy wszędzie tam, gdzie realizowany jest proces wychowawczy, licząc wg. tej metody jest to grupa ponad 800 000 osób. Poza szkołą są to np.: a/ lokalne młodzieżowe domy kultury, b/ ośrodki szkolno wychowawcze, c/ okresowe zgrupowania młodzieży (obozy, wakacje, ferie), d/ policyjne izby zatrzymań, e/ ośrodki pomocy społecznej, f/ zakłady poprawcze, oraz wszelkie jednostki nadrzędne typu kuratoria, wydziały przy lokalnych urzędach, departamenty, oraz kilka resortów. Wydaje się, że w takiej strukturze organizacyjnej bezsensem jest udział rządu w rozmowach n.t. podwyżek dla nauczycieli. Czy nie prościej by było, aby podwyżkę dla nauczyciela ustalał np. jego starszy kolega/przełożony także nauczyciel, który doskonale orientuje się w kompetencjach swoich młodszych kolegów?! Ostatecznie może to być dyrektor jednostki organizacyjnej, ale nigdy przełożeni z jednostek nadrzędnych.

A czym w takim razie powinien zajmować się rząd? Oczywiście współpracą kilkunastu resortów w procesie wychowywania uczniów, a nie durnymi rozmowami!!! Przecież dla dobra dzieci policjant nie będzie tropił narkomanów w szkole, dyrektor teatru nie zaprosi uczniów za kulisy, kierownicy różnych NGO-sów nie będą z własnej inicjatywy współpracowali z dziećmi i ich rodzicami, dyrektorzy różnych ośrodków nie będą „sami z siebie” współpracowali ze sobą, a wszelkie zakłady poprawcze i zakłady karne będą się szybko pozbywały niechcianych „pacjentów”. Bo, niestety, dla wszystkich najważniejsza jest „kasa, Misiu kasa”. Nie łudźmy się, czy rząd „da” podwyżkę dla nauczycieli, czy nie, bo to nie będzie to miało żadnego wpływu na poprawę sytuacji nie tylko w szkolnictwie, ale także w pozostałych jednostkach budżetowych. Ewentualne podwyżki powinny być dedykowane indywidualnie, bo niezwykle deprawującym jest bezpodstawne wynagradzanie tych, którzy powinni być surowo ukarani.

40 uwag do wpisu “Paradoks rozmów nauczycieli z rządem w sprawie … podwyżek

  1. Ukarać można zawsze, ale dlaczego karać wszystkich?
    Scedowanie dowartościowania nauczycieli na dyrektorów stworzy okazje do korupcji, dyrektorzy bywają , mówiąc delikatnie, nieobiektywni, a od doceniania za szczególne osiągnięcia są nagrody i inne takie…
    Nie jestem za tym, by było po równo, ale konia z rzędem dla tego, kto wymyśli zdrowe zasady.

    Polubienie

    1. A może nie trzeba wymyślać zdrowych zasad? Wystarczy scedować decyzyjność do samego dna. W niektórych korporacjach (a także o dziwo w b. PRL!) jest to rozwiązane idealnie. Dyrektor przecież nie zna wszystkich „grzeszków” i zasług nauczycieli, ale oni wiedzą o sobie wszystko. Decyzje o podwyżkach powinny podejmować Rady Pedagogiczne na wniosek nauczycieli. Dyrektor powinien corocznie uzyskiwać wotum zaufania od Rady Pedagogicznej.

      Polubione przez 1 osoba

      1. No nie zgodzę się, w korporacjach oceniają się także nieznani sobie ludzie, wystawiają oceny za prace pracownikom, których na oczy nie widzieli, nawet nie wiedza czym się dana osoba zajmuje, dla mnie to kompletna paranoja…chyba, że są inne korporacje, których nie znam.

        Polubienie

        1. jotka

          Jeszcze jedno – nawet jeśli dyrektor otrzymuje wotum nieufności od pracowników, ale jest posłuszny władzy – zostaje na stanowisku…

          Polubienie

        2. W korpo (podaję przykład z IBM, gdzie pracowałem) oceniają się ludzie wyłącznie z danej grupy, wystawiają też ocenę sobie, pisząc o swoich sukcesach i dalszej przydatności zawodowej. Takie oceny zbiera lider grupy i samodzielnie podejmuje decyzję. Liderów ocenia menedżer sali, menedżerów główny szef, a szefa właściciel. To taki orientacyjny schemat, bo w instytutach jest nieco inaczej.
          To zresztą funkcjonowało w PRL, z tą zmianą, że miejsce właściciela zajmował I Sekretarz i być może dlatego to wszystko pierdyknęło. 😉

          Polubienie

  2. Jeśli nie teraz, to nigdy nauczyciele nie zostaną docenieni, by odzyskać swoją godnosć. Wrzeszeli, że pieniądze są w budżecie dla wszystkich, to co się dziwią, że poszczególne grupy zawodowe sie upominają! Sami sobie są winni ze swoją pychą!

    Polubienie

    1. Jaka to godność, gdy ktoś uczciwie tyrający przez 30-40 lat dostanie taką samą podwyżkę jak inny ktoś, kto już po kilku miesiącach powinien być dyscyplinarnie wyrzucony z pracy i postawiony przed sądem? Tylko idiota mógł to wymyślić.

      Polubione przez 1 osoba

  3. Co rzadko się u pana zdarza , tym razem, jeden akapit w pana tekście nie obraża nikogo i jest w jakiś sposób konstruktywny. Pokazany czerwonymi literami. Pewnie ma swoje zalety ale i wady, czyli ludzką nieuczciwość, którą jeśli w jakiś sposób zmarginalizować, pomysł możliwe ,że miał by sens. Tymczasem, pozostaje nam rozczarowanie, że można było coś zrobić, był czas i możliwości w postaci większości parlamentarnej a znów nie wyszło i trzeba poprawiać.Kto ma poprawić ?…Ciekawa sytuacja rodzi się w szkole o której coś wiem. Uczy się od do . Żadnej nadgorliwości, żadnej misji, żadnego pajacowania. Ot młodzi nauczyciele jak w fabryce. Co z tego będzie, kto wie.

    Polubienie

    1. No skoro w tym tekście udało mi się przemycić jeden akapit bez obrażania to może w tym komentarzu to „odrobię”. Pani naprawdę wierzy, że jest jakaś większość sejmowa. Ja przecieram oczy i widzę tylko bandę darmozjadów wszelkiej maści pazernie dojących budżet.
      Ta opcja metodologii wychowywania „od do” ma nikłe szanse, bo kto będzie chciał się zajmować kontrolą realizacji programu nauczania i ręcznym sterowaniem nauczycielami?

      Polubienie

  4. Z trudem przychodzi panu wypowiadanie się bez obrażania ale stara się pan i to doceniam. Postrzeganie wszystkiego miarą zakompleksionego Andrzejka , sugeruje zmienić na coś konstruktywnego.
    Opcja od do do nie jest coś co można zmienić. To jest obrona przed wszędobylską bylejakością. Oni mają gdzieś bachory, ich durnych rodziców. Zakompleksioną dyrekcję i zatęchłe grono pedagogiczne.Przychodzą, robią swoje i koniec.Nie ma papieru, nie zrobią niczego, nie ma ksero, nie skserują nie ma szpilki, nie przypną. Nie ma żadnego jak to kiedyś przygotowywania się w domu i robienia czegokolwiek w czasie przeznaczonym na odpoczynek.

    Polubienie

    1. Jeżeli nawet kogoś obrażam to w przeciwieństwie do Pani, jestem w stanie to uzasadnić – najczęściej chodzi o osoby, które wymigały się od odpowiedzialności karnej i moralnej, a nadal usiłują brylować.
      Pani natomiast tylko obraża. I w związku z tym ponawiam pytanie, czy kasować Pani komentarze, czy będzie Pani próbowała kulturalniejszej formy komunikowania się?
      Pozostałe uwagi nadają się do wymiany poglądów jakimi się różnimy, ale naprawdę chce Pani wymieniać się poglądami z zakompleksionym Andrzejkiem?

      Polubienie

  5. Każdemu trzeba dać szansę.
    Kasowanie komentarzy nie świadczy o mnie a o panu i robiąc to sam sobie wystawia pan jak najgorsze świadectwo.
    Wybaczy pan ale tłumaczenie ,że obraża pan bo jest bogiem , który wie najlepiej , jest żałosne.
    Skasuje pan swój komentarz który jest kompletnie nie na temat i niczego nie wnosi ?

    Polubienie

    1. Może szybciej byśmy się porozumieli, gdyby Pani rozumiała pojęcie „ad vocem”, co oznacza, że odpowiadam tylko na Pani bezsensowne komentarze. Proszę spojrzeć na swój pierwszy komentarz, przeczytać go i postarać się zrozumieć co Pani chciała nim wyrazić poza infantylnym „zakompleksionym Andrzejkiem”. Jeżeli już Pani to zrozumie to proszę tę wiedzę zachować dla siebie i wykorzystać przy kolejnym poście, bo to co Pani do tej pory prezentuje to OT, czyli pisanie nie na temat.

      Polubienie

  6. :Przypadkiem dotarłam do bezkosztowej, stuprocentowej, poprawy zarobków nauczycieli. Będą strajkować pół roku i pracować pół roku. Czas strajku jest niepłatny a zaoszczędzone środki wypłacone zostaną w czasie pracy jako 100%podwyżki.

    Polubienie

  7. Wysokość zarobków zależna od oceny kolegów? Do tego trzeba się chyba wznieść na wyżyny moralno-etyczne aby pomijać emocje związane z relacjami „kolega-kolega” lub podległości służbowej. Czy takie wyżyny są w ogóle osiągalne?
    Nawiasem mówiąc, wypunktowanie jedynie negatywnych zachowań występujących w grupie zawodowej nie pomaga budować doń szacunku… Nie pomaga.

    Polubienie

    1. A dlaczego by nie? Przecież dyrektor to także nauczyciel, jednak z racji swoich obowiązków rzadziej bywa w szkole jak i w pokoju nauczycielskim, częściej można go znaleźć w swoim gabinecie. 😉 To dlatego jego wiedza o nauczycielach jest skromniejsza niż wiedza nauczycieli. Nie wiem, czy bywałaś na zebraniach związkowych, partyjnych i samorządowych w czasach PRL, gdy rozpatrywało się podwyżki? Ja bywałem m.in. jako szef sł. pracowniczych. Tam było pranie brudów, właśnie poprzez wyciąganie błędów zawodowych. I tam właśnie dyrektor mógł uzasadniać podwyżki za sukcesy w pracy.
      Zresztą, jako b. dyrektorka, pewnie byś wolała, aby pracownicy sami między sobą rozdzielili fundusz na podwyżki? 😉 🙂

      Polubienie

      1. Nigdy nie brałam udziału w zebraniach partyjnych ustalających ocenę kolegów i może stąd mój sceptycyzm. Owszem, na radach pedagogicznych ocenialiśmy pracę Dyrektora i głosowaliśmy w sprawie typowania kolegów do nagród wyższego szczebla – zawsze tajnie.
        Prawdą jest, że jednoosobowe decyzje o nagrodach były trudne i nie raz z ulgą cedowaliśmy je na Dyrektora chociaż potem bywały pretensje o braku konsultacji z kierownikami działów… Tak czy siak zawsze źle:)) Tym bardziej, że zawsze było za mało pieniędzy do podziału.

        Polubienie

        1. To prawda, zawsze było za mało pieniędzy i to zmuszało do eliminowania słabszych, czy podpadniętych osób. Ale zarówno pozbawienie podwyżki, lub przyznanie wyższej niż „się należało” było konsultowane z przedstawicielami załóg (POP, Rady Pracownicze, Związki Zawodowe, samorządy, przełożeni, itp.).
          Najważniejsze to to, że o przyznaniu danej j.org. pieniędzy na podwyżki decydowały jej wyniki, a nie jakieś durne rozmowy przedstrajkowe. To jeżdżenie z workami pieniędzy do strajkujących zaczęło się w latach 1976-1978 i rozwaliło pierw politykę płacową, a potem cały system. I co najgorsze do tej pory tego nikt nie naprawił.

          Polubienie

    1. Kasia

      Doprawdy? To teraz będziesz mówił swoim komentatorom, co mają pisać. Do tej pory gadałeś tylko sam ze sobą podpisując się różnymi nickami. Nie wróżę dłuższego powodzenia temu blogowi.
      P,S Dla nie zorientowanych- pisałam o…pogodzie. A pisanie o pogodzie w ogólnie przyjeęej konwencji jest sygnałem, że….

      Polubienie

      1. Ja nie narzucam komentatorom co mają pisać, a nawet uwielbiam ostrą i celną krytykę. Zwracam tylko uwagę trollom, że nie będę tolerował zaśmiecania bloga pisaniną o pogodzie i nie na temat, bo to – tak jak w tym przypadku – ma na celu wyłącznie odwrócenie uwagi od głównego tematu.

        Polubienie

        1. Kasia

          Oczywiście, że ma „to” na celu! bo,

          jeżeli autor pisze tak jak ty, to czasami jedyną formą przekazu odbiorcy jest ZIGNOROWANIE jego żałosnych wytworów pseudoliterackich. I cenzura nic ci tu nie da.

          Ale niestety wątpię czy jesteś w stanie wznieść się na wyżyny takiego przekazu. Na jakiekolwiek wyżyny. Jedyne, co możesz powiedzieć to : ja tu rządzę i taki przekaz płynie do czytelnika. Dlatego rządź sobie sam sobą.

          Polubienie

        2. Nikt i nic nie zmusza Cię do czytania i komentowania tych „żałosnych wytworów pseudoliterackich”. Ja nie cenzuruję komentarzy tylko usuwam te, które nawet minimalnie nie odnoszą się do tematu postu.

          Prawie w co drugim poście pojawiają się poglądy odmienne od moich, i to jest bardzo cenne. Ale nie będę tolerował tego, gdy ktoś zaśmieca mi blog pisaniem o pogodzie …

          Ten komentarz jeszcze pozostawię przez jakiś czas, aby Czytelnicy wyrobili sobie pojęcie kim jest troll.

          Polubienie

          1. Kasia

            Usuwanie jest cenzurowaniem.
            Lepiej USUŃ NATYCHMIAST moje komentarze, bo obawiam się, że czytelnicy wyrobią sobie poglądy nie na temat kim jest troll – ale jaki żałosnym d… jest autor tego bloga.
            By, by 😀

            P. S jako wieloletni pisarz śmieciowych blogów powinieneś mieć mocniejsze nerwy 😀
            Widzę bowiem, że jedynym argumentem staje się u ciebie usuwanie niewygodnych komentarzy. Do roboty!

            Polubienie

  8. Nie wiem, po prostu nic nie wiem. Za długo tkwię w środowisku nauczycieli sama nie będąc nauczycielką. /Chyba pisałam, że dziadek, tata. mama, siostra, mąż i młodszy syn byli lub nimi są???/
    Więc może tak ogólnie – że nie ma idealnego sposobu…. i że wieloletnie zaniedbabnia trudno nadrobić…
    I że przydałoby się wreszcie pracę nauczyciela docenić…. bo nigdy nie była ceniona…
    A to że dzieci jak nigdy są znierwicowane to także wina obrzydliwej aktualnie polityki i mediów społecznościowych.

    Polubienie

    1. Nauczyciel, a nauczyciel to chyba duża różnica. W mojej rodzinie tylko obie babcie były nauczycielkami (takimi zadającymi i sprawdzającymi prace domowe). Gdyby do zawodu nauczyciela zaliczać także wykładowców akademickich to jeszcze by się „załapał” stryj i jedna wujenka. Jednak wiem po sobie (też byłem nauczycielem i wykładowcą), że nie o wszystkich problemach szkolnych rozmawiałem w domu, dlatego myślę, że te bardziej drastyczne etapy ucznia (policja, psychika, nałogi) wymagają jednak współdziałania z instytucjami zewnętrznymi.
      Myślę też, że zbyt surowo oceniasz PRL, bo właśnie w tamtej epoce nauczyciel był wysoko ceniony za swoją pracę, a legitymacja i karta nauczyciela to naprawdę była fajna sprawa.

      Polubienie

      1. Jeśli surowo oceniam PRL …. to tylko w odniesieniu do sprawy wynagradzania nauczycieli. Byli wtedy wynagradzani bardzo nędznie…. a moja mama która była nauczycielką klas 1-3 otrzymywała emeryturę w wysokości 1200 zł łącznie z dodatkiem z tytułu wieku. O czymś to świadczy.
        Pamiętam jak Mama mi mówiła – cytuję: „Przed wojną to nauczyciel był Bogiem”…
        A tak przy okazji to miałam albo mam nadal w rodzinie – nauczyciela w technikum pocztowym, nauczyciela rzeżby na ASP, wykładowcę uniwersyteckiego na UW, nauczyciela historii w liceum, nauczyciela geografii w liceum dwujęzycznym i wymienioną wyżej nauczycielką nauczania początkowego.
        I jeszcze – w PRL nauczyciel znaczył za dużo, a teraz znaczy za mało…

        Polubione przez 1 osoba

        1. W historycznym ujęciu to faktycznie PRL wypada blado jeżeli chodzi o kasę dla nauczycieli. Ale znaczenie i pozycja nauczyciela w kwestii jego uprawnień była znacznie wyższa od wszystkich innych funkcji rządowych. Niskie płace wyrównywano beneficjami wynikającymi z karty nauczyciela, i to było fajne, zniżki na bilety komunikacyjne i rozrywkowe, darmowe urlopy w pensjonatach, staże naukowe (także za granicą), kasa na zagospodarowanie, kredyty umarzane już po kilku ratach, kuszenie do podjęcia zawodu na wsi, wcześniejsze emerytury, łatwość dostępu do renty chorobowej, itd., itp., …

          Polubienie

          1. Kasia

            No co za bzdury! A skąd ty możesz to wiedzieć nie mając nawet 40 lat.
            Z literatury? Ale literatura podaje inaczej. Ty natomiast nie potrafisz uwiarygodnić swojej „radosnej twórczości”

            Polubienie

  9. jak się realizuje „proces wychowawczy” na dołku /czyli w PIZ/?… tam sprawa jest chyba prosta, bo albo profos jest „torba”, albo złośliwe bydlę… a gdy się fika, to profos „torba” przestaje być „torba” i zaczyna być złośliwy, a ten od początku złośliwy staje się jeszcze bardziej złośliwy i na tą sytuację nic się nie poradzi, z profosem wygrać nie można…
    okay, pojęcie tej zależności to też jest jakiś proces wychowawczy, ale jakoś za mądrze mi to brzmi…
    p.jzns :)…

    Polubienie

    1. Ten „proces wychowawczy” ma jeszcze kilka bliższych określeń. Może przytoczę całe zdanie:
      „Winowajcą jest wadliwy proces wychowawczy, rozłożony pomiędzy domem, szkołą i środowiskiem.”
      Oczywiście chodzi głównie o środowisko, czyli 8-9 ministerstw, kilkanaście instytucji, itd., itp., zabezpieczenia prawne, socjalne, może nawet etyczno moralne.

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.