Zator w Służbie Zdrowia. Pacjent 8 godzin konał w poczekalni Izby przyjęć bez żadnej pomocy.

Wiadomość o śmierci niespełna 40 zdrowego mężczyzny, który przez cały dzień umierał na korytarzu sosnowieckiego szpitala jest tak porażająca, że nie mieści się to w żadnych kategoriach postrzegania. Podzielam zdanie redaktora Tok FM, że cała zmiana od dyrektora do ostatniej pielęgniarki dyżurującej w tym dniu na Izbie Przyjęć powinna być zwolniona w trybie natychmiastowym, pozbawiona prawa do wykonywania zawodu, i postawiona pod zarzutem świadomego udziału w spowodowaniu śmierci pacjenta. Na usprawiedliwienie zasługuje jedynie postawa sprzątaczki (!!!), która co jakiś czas wymieniała zakrwawiony ręcznik spod nogi pacjenta. O Służbie Zdrowia można mówić, pisać i krzyczeć godzinami, więc ja tego nie będę robił, kto chce niech zerknie tutaj:
https://wiadomosci.wp.pl/makabryczna-smierc-w-szpitalu-w-sosnowcu-pacjentem-interesowala-sie-glownie-sprzataczka-6361733482387073a

Służba Zdrowia nie jest niechlubnym wyjątkiem wśród jednostek budżetowych. W czasach PRL funkcjonowało powiedzenie: „Jaka płaca, taka praca”. Można było też zamienić kolejność, czyli „jaka praca, taka płaca” i nadal wszystko było zrozumiałe. Jednak nawet tam, takie zdarzenie, jak w szpitalu sosnowieckim, było nie do pomyślenia, chociaż teoretycznie mogło się zdarzyć. Zawsze jednak działały wszystkie mechanizmy kontrolne i sprawcy mieli zamkniętą drogę kariery zawodowej. Oczywiście mogli się sprawdzać w innych zawodach, ale musieli zaczynać jakby od początku. Niestety w wyniku transformacji systemowej bardzo szybko zdemolowano prawo pracy, demontując m.in. Służbę Cywilną, likwidując ścieżki awansu zawodowego, i doprowadzając tym do sytuacji, którą najdokładniej opisuje nowe powiedzenie: Jakie pochodzenie (partyjne), takie wynagrodzenie.

Nikogo w tej sytuacji nie dziwi to, że: a/ prezydent i kilkunastu najwyższych funkcjonariuszy łamie prawo i konstytucję, b/ nauczyciel wiąże i knebluje małe dzieci, c/ policjant prądem śmiertelnie razi przesłuchiwanego, d/ prawnik sprzeniewierza się, kłamie i oszukuje, e/ pielęgniarki wyjmują wcześniaki z inkubatora i noszą je w kieszeniach, oraz f/ strajkują urzędnicy i pracownicy budżetowych jednostek organizacyjnych. I nikt już nawet nie zwraca uwagi na to, że osoby wymienione wyżej, które dopuszczają się rażącego naruszenia podstawowych obowiązków pracy, nigdy nie powinny znaleźć się w tym miejscu, bo nie spełniają minimalnych wymagań zawodowych. W efekcie mamy to co mamy, czyli „równouprawnienie”, gdzie przestępca, lub osoba podlegająca pod „dyscyplinarkę”, są na równi traktowane z osobami ciężko i odpowiedzialnie wypełniającymi obowiązki pracownicze.

26 uwag do wpisu “Zator w Służbie Zdrowia. Pacjent 8 godzin konał w poczekalni Izby przyjęć bez żadnej pomocy.

  1. Bez przesady! To już od dawna normalka. Ja się dziwię, że kogoś jeszcze dziwi fakt iż pacjent umiera na izbie przyjęć bez pomocy. A gdyby trafił na oddział, to miałby więcej szczęścia? Niekoniecznie. To w końcu ci sami lekarze. Dwa lata wkrótce miną, kiedy na szpitalnym oddziale zmarł 22 latek z mojej rodziny. Zmarł, bo był majowy weekend, bo lekarze nie rozpoznali zatorowości płucnej, bo od momentu przyjęcia na oddział nie zainteresował się nim żaden lekarz, bo zamiast na OIOMie położony został na zwykłej sali, bo zmarł nie poczekawszy aż się skończy wielkie polskie świętowanie, by wszyscy powrócili do obowiązków i może ktoś wpadłby na genialny pomysł, aby użyć specjalistycznego sprzętu, w celu zdiagnozowania pacjenta. Złośliwe wziął i zmarł, zamiast poczekać. I to na tyle złośliwie, że personel nie potrafił określić nawet w przybliżeniu godziny zgonu. Albo mój teść. Pomijając wcześniejsze historię od których włos się jeży na głowie, to w ubiegłym tygodniu już cztery razy naprzykrzał się z bólem lekarzowi rodzinnemu i szpitalowi, który to, musiał tracić czas na spławianie go. I tak się upierał, że w końcu postanowili laparoskopowo usunąć mu kamień z nerki, ale już w innym szpitalu i chyba dla świętego spokoju, aby ich już nie nachodził. Pacjenci mają wyjątkowy dar naprzykrzania się lekarzom, a potem jeszcze pretensje. Wracając do sprawy sosnowieckiego szpitala. Przecież byli mili i od czasu do czasu nawet któryś zapytał z grzeczności czy boli. A sprzątaczce nie chodziło o to by mu ulżyć, a o to by nie miala po nim za wiele do sprzątania, bo następni natręci jeszcze by to buciorami roznieśli. Więc o co ten krzyk?!

    Polubienie

    1. To, że znaczna większość lekarzy pracujących w publicznych szpitalach to konowały (ci lepsi wyjechali z Polski) niezdatne nawet do wycierania ręcznikiem krwawiącej nogi pacjenta, nikogo pewnie nie dziwi. Pacjent, a właściwie rodzina pacjenta, miała „szczęście”, że doszło do zakończenia życia na korytarzu, bez udzielenia pomocy, bo jest szansa na wysokie odszkodowanie. Gdyby pacjenta „wrzucono” na oddział to „umarł w butach”, nikt by nie poznał prawdziwych przyczyn zgonu. Zresztą nawet i teraz szpital zapowiedział wnikliwą sekcję, która zapewne wyjaśni, że bezpośrednią przyczyną był np. ten wredny … chiński ręcznik użyty do wycierania podłogi.
      Masz też rację, że lekarz lekarzowi nierówny, ci gorsi nawet nie potrafią uruchomić specjalistycznego sprzętu (o obsłudze już nie wspomnę), ale pensję mają taką samą!!! I to jest główny powód zapaści nie tylko w szpitalach, ale we wszystkich jednostkach budżetowych.
      Jeden policjant przykładowo walczy z bandziorem, natomiast drugi woli zatrzymać i zawieźć na komisariat 15-latkę, która niewłaściwie przechodziła na pasach. Ten pierwszy ginie, ten drugi przez wiele godzin ucina sobie pogawędkę z pokutaśną laską. Podobnie jest z sędziami, którzy marzą, aby dostać prostą sprawę nadającą się do rozciągnięcia w czasie. Jeżeli już dostaną coś poważniejszego to najlepiej, aby w sprawie przewijały się znaczące osoby, bo wtedy można na czymś skorzystać. W obu przypadkach „kasa Misiu, kasa” jest taka sama!

      Polubione przez 2 ludzi

  2. …a wystarczy by pieniądze szły za pacjentem. Rzecz dziwnie niewykonalna by NFZ płacił za każdą naszą wizytę i bez znaczenia dokąd idziemy. To bodaj pan Religa zaczynał, robił jakieś wyceny świadczeń by były podstawy a reszta, wszak jak naprawa samochodu, wizyta u weterynarza .Pamiętam gdy mój pies podupadł na zdrowiu. Wszelkie możliwe badana, natychmiast bez żadnych fochów i operacja w wigilię, przed wieczerzą. Kompetencja weterynarzy różna, to fakt ale samą dobrą wolą nawet sprzątaczka jest w stanie uratować wielu.Za pieniądze dobra wola często i u gnoja się pojawia jednak nie ma co kruszyć kopii. Trzeba większości konstytucyjnej by zrobić coś więcej i szybciej. Zakazać aborcji chociaż na początek, bo jak lekarz ma mordować i zabijać jednocześnie-to nie ma najmniejszego sensu i tak powoli dalej, dalej. a tymczasem….jak sie ma obok siebie kiepski SOR-może warto do kliniki dla zwierząt….

    Polubione przez 1 osoba

    1. Prawie bym się zgodził ze wszystkim co Pani napisała, tylko po co ta uparta propaganda „życia poczętego”? Przecież za pieniądze, to nawet najbardziej bogobojny lekarz dokona na Pani pierw eutanazji, potem zrobi „in vitro”, zakończy aborcją i wystawi rachunek. 😉 😀 Poza tym, Pani, jako klasyczny przedstawiciel gatunku „płaskoziemców”, nie powinna zwracać uwagi na to, czego nie widać gołym okiem? No, bo jak można zamordować coś, czego nie widać???
      Już było tak, że „pieniądze szły za pacjentem”, ale trafiały głównie do kieszeni lekarza i pacjenta, bo przecież: „Polak potrafi!” 😉 😀
      SOR nie jest może tak kiepski, jak jego zorganizowanie. Póki więc nie pojawi się zdrowa konkurencja i rywalizacja, to lekarzom, pielęgniarkom, a nawet sprzątaczkom, i (tfu, tfu, tfu!) dyrektorom szpitali, NFZ-etom, ministrom, premierom i tp. gadom, będzie to wisiało jak kilo kitu.

      Polubienie

      1. Jeśli mamy nie szanować życia, powinno się pana zabić .Pan też jest życiem poczętym .Czas istnienia nie ma znaczenia. polemizować nie będziemy bo to wiedza elementarna. Jest jak więc istnieje pan czy nie ?. Nie było . Kłamie .pan .Nie było nigdy tego o czym mówię, że moja wizyta to automatyczna zapłata za nią. Zawsze było coś jeszcze . Pan z tego co czytam ma w pogardzie każde życie więc nie da się panu wytłumaczyć co to znaczy , inne, niźli pańskie, życie. Konkurencja powiada pan….tak . Zauważył pan który raz przyznaje się do bycia oszustem a przynajmniej do chęci bycia nim.? Chociaż…możliwym jest ,że Polakiem pan nie jest. To możliwe.

        Polubienie

  3. Maria

    Napisał Pan:
    „Niestety w wyniku transformacji systemowej bardzo szybko zdemolowano prawo pracy, demontując m.in. Służbę Cywilną, likwidując ścieżki awansu zawodowego, i doprowadzając tym do sytuacji, którą najdokładniej opisuje nowe powiedzenie: Jakie pochodzenie (partyjne), takie wynagrodzenie.”
    Nie jestem zwolenniczką ani obecnego Prawa Pracy, ani tego, chyba słusznie minionego. W PRL ścieżki awansu zawodowego też zależały w dużym stopniu od pochodzenia, wtedy mówiło się, że ktoś ma plecy. Ten bez pleców był od razu skazany na zagładę. Te ścieżki awansu zawodowego były też doskonałym orężem dla policji politycznej.

    Polubienie

    1. To prawda, że najprościej było „zapisać się do partii”, ale obok tej drogi były też dróżki dla bezpartyjnych. Jednak nie ryzykowano tak dalece, aby w zawodach lekarza, architekta, konstruktora, czy t.p. wymagających odpowiedzialności i najwyższych kwalifikacji zawodowych preferować impotentów i ignorantów. Nawet w tak upolitycznionych i zideologizowanych zawodach jak milicjant, prawnik, sędzia, a nawet nauczyciel, już u schyłku „Złotej Epoki Gierka” starano się wprowadzać zasadę bezpartyjności. A policja polityczna i tak nie przebierała w środkach i chwytała się wszelkich sposobów do szantażowania wybranych osób.

      Polubienie

  4. Nie dziwi mnie to w zasadzie, jeśli na cito oznacza za 6 tygodni, a mnie zapisano do kardiologa na kwiecień 2020. Kolejne rządy nie potrafią sobie z tym poradzić, dalej rozdawajmy kasę na prawo i lewo, ech szkoda słów.
    Zdrowia życzę…

    Polubienie

    1. Kiedyś, chyba dla jaj, wyznaczono 84-letniemu pacjentowi z łagodnym nowotworem stawu biodrowego, termin wstawienia endoprotezy za … 16 lat. To miał być chyba żart, bo standardowo takie operacje przeprowadzano w tamtym czasie w terminie 8-12 lat, ale pacjent się nie poznał na żartach i spokojnie przyjął informację. Na żartach poznała się natomiast prasa, która dokładnie rozdmuchała temat, w wyniku czego zapisano pacjenta na najwcześniejszy termin, czyli za … 8 lat. 😉
      Masz rację jotko, tylko zdrowie może nas uratować i odłożyć wyrok w czasie.
      Także zdrówka potrzebnego życzę.

      Polubienie

  5. Tak się zdenerwowałam, że aż nie wiem, jak skomentować. Jedynie tak, że Izba Przyjęć, jak sama nazwa wskazuje, nie jest Izbą Pomocy. Taką informację otrzymałam raz, kiedy po kilku godzinach siedzenia z chorym, który mdlał z bólu, zaczęłam krzyczeć POMOCY!

    Polubienie

    1. Chyba każde z nas miało mniej lub bardziej ekstremalne przeżycia związane z wizytą w Izbie Przyjęć. Ale tak jak pisałem w poście to jest problem znacznie większy. Zastanawiam się, czy m.in. źródłem nie jest właśnie zapaść w procesie nauczania. Przecież tak jak nikt nie rodzi się z gruntu złym człowiekiem, tak i absolwent studiów medycznych, prawniczych, policyjnych i w zasadzie wszelkich innych, też nie staje się osobnikiem nieczułym na ludzkie problemy.

      Polubienie

  6. pani Elaelgrey….po co to narzekania i utyskiwania. Wg autora i właściciela bloga, jest pani „uparta propaganda „życia poczętego”…może tak zmilczeć i jako coś umierać i padać w ciszy.

    Polubienie

  7. Pojawił się klasyczny tumiwisizm i takie historie będą się powtarzały. Krzyczeli, że naprawią służbę zdrowia, a rozwalili ją dokumentnie. To im się odbije przy urnach!

    Polubienie

    1. Obawiam się, że naprawa służby zdrowia przekracza znacznie możliwości ogarnięcia tego tematu przez dotychczasowe i przyszłe rządy. Także nasza mentalność Polaczka żerującego nawet na chorych i umarłych sprawia, że długo będziemy wychodzili z tej zapaści.

      Polubienie

  8. Aisab

    Odkąd pamiętam ze służbą zdrowia zawsze były problemy, czego sama doświadczyłam wiele razy, cudem uciekając spod kosy Kostusze – to nie ma nic wspólnego z tym „kto u żłoba” czyli jaki rząd. Przyczyn jest wiele;
    – służba zdrowia niewydolna od zawsze -tak było za czasów komuny i tak jest do dziś; niestety sama o tym się przekonałam;
    – pytam – kiedy zaczęła się emigracja [za nasze pieniądze wyszkolonych i na nas, niczym na królikach doświadczalnych zdobyte praktyki] lekarzy i pielęgniarek??? czy to wina obecnego rządu??? to wina stosunku euro do złotówki; a przecież studia medyczne są tak oblegane, że ciężko dostać się na medycynę; może należało postawić taki warunek przy rekrutacji na uczelnię???
    – w każdym zawodzie są ludzie i ludziska. Spychologia nie jest nowym zjawiskiem, więc nie ma co biadolić.

    Polubienie

    1. Pełna zgoda Aisab, no może z tymi czasami komuny nieco przesadziłaś, bo jednak opieka medyczna była o niebo lepsza niż dzisiaj (tylko trzeba uwzględnić to, że setek chorób wtedy nie potrafiono leczyć na całym świecie 🙂 ). Przede wszystkim całodobowo funkcjonowały wszystkie placówki medyczne w pełnym składzie osobowym (nie było kłopotu z zatrudnieniem). Inny był stosunek do ratowników medycznych, nie było tylu fałszywych wezwań, bo groziły ostre sankcje. W każdym zespole pogotowia jeździł lekarz z długoletnim doświadczeniem zawodowym gotowy do rozpoczęcia najtrudniejszej operacji ratowania życia. I co najważniejsze chorzy mogli wezwać lekarza do domu, wystarczyło telefonicznie zgłosić taką potrzebę w rejonowej przychodni.

      Polubienie

    1. Jak zwykle doskonale uzupełniłaś ten temat. Faktycznie w PRL było biednie, nie było sprzętu, samochodów, ale ludzie byli jacyś inni, lepsi, skorzy do pomocy, „solidarni” ( 😉 ), a ich kwalifikacje odpowiadały miejscu pracy i wynagrodzeniu. Ale od tamtych czasów do obecnych powstała przepaść.

      Polubienie

    1. Masz rację. W parę godzin po tym zdarzeniu w innym szpitalu ratownik już zupełnie obojętnym krokiem oddalił się z miejsca akcji, któym było ratowanie przez rodzinę duszącego się na korytarzu szpitalnym pacjenta.

      Polubienie

  9. Anita Klemm

    Czytałam gdzieś wczoraj artykuł o pielęgniarkach. Narzekały, że jest ich za mało. Ciągle coś łapią od pacjentów, muszą dźwigać ich, podnosić, myć i przez to kręgosłupy im wysiadają. Przez pracę mają mnóstwo problemów zdrowotnych i są zmęczone. Jak ktoś idzie na zwolnienie, to reszta ma za dużo pracy i boją się podchodzić do pacjenta, że znów coś złapią i bez przerwy, a to grypa, a to przeziębienie, albo coś innego. I od wczoraj jedno pytanie mnie nurtuje. Czy one nie zdawały sobie sprawy jaką mają pracę? Nie wiedziały gdzie się zatrudniają i jaki zawód wybierają?
    Kurcze, chyba jestem za głupia na to…
    Opisany przez Ciebie przypadek nie jest jedyny. Ciągle czytam o narzekających na szpitale, na SOR, na lekarzy. Na spotted ludzie piszą codziennie o różnych sytuacjach w mojej okolicy. Ostatnio film gdzieś był puszczony o kobiecie, która z bólu aż zemdlała. Pacjenci wołali lekarzy, Ci olewali, a jak już zemdlała, to ratownik odwrócił się na pięcie i odszedł. Pacjenci krzyczeli i w końcu wolnym krokiem, bez pośpiechu wyszedł ktoś w białym kitlu. Znieczulica okrutna. Ja wiem, że oni na to patrzą codziennie i już ich to nie rusza, bo by zwariowali, ale czy to zwalnia od bycia człowiekiem?
    To, co się dzieje, nie mieści się w mojej głowie. Ludzie krzyczą o pieniądze, strajkują, chcą więcej, pierwsi w kolejce do pieniędzy, ale jak przychodzi co do czego, to z igłą szukaj tego, kto wywiązuje się należycie ze swoich obowiązków. Nie wiadomo do kogo się zwrócić, bo wszyscy na jedno kopyto. Wszyscy jak roboty, mają wszystko w nosie, byle wypłatę brać? Ale po podwyżki to wszyscy pierwsi. Prawda jest taka, że większości należałoby podnieść wypłaty, bo życie zdrożało a wypłata taka sama. Mój mąż też ciężko pracuje i nie raz wykonując prace pod napięciem narażał życie. Kilku kolegów pochował.
    Ale co ja tam wiem…
    Kiedyś przyszłam do rodzinnej z długotrwałym kaszlem, a ona badała mnie jak trędowatą. Ręce gdyby dały się wydłużyć, to by wydłużyła. Tak się bała, że się zarazi. Odkręcała się ode mnie. Szybko antybiotyk i do domu, aby szybciej z gabinetu wygonić. Ostatni raz byłam u niej wtedy, miarka się przebrała. Zmieniłam lekarza, ale nadal boję się odwiedzać ten przybytek i lekarzy, bo tam czasem bardziej szkodzą niż pomagają. Szału nie ma, dupy nie urywa. Gdzie bym się nie ruszyła, wszędzie to samo. A już o leżeniu w szpitalu nie mówię. Moi rodzice pożegnali ostatnio sporo kilku znajomych, którzy do szpitala szli na własnych nogach, w stanie dobrym, z problemami do pokonania, ale wymagające leczenia szpitalnego. Już nie wyszli, tylko ich wywieźli. Łapali podobno jakieś bakterie i sepsa zabijała. Strach chorować… Strach się leczyć. I strach oddawać się w czyjeś ręce, ufać… Sama muszę mieć podstawową wiedzę, żeby mi, a zwłaszcza dzieciom, lekarz krzywdy nie zrobił.
    Zmiany są potrzebne, ale za dużo tego. Tych zmian trzeba tyle, że nie wiem czy to w ogóle możliwe do wykonania na taką skalę.

    Polubienie

    1. To prawda co piszesz o pracy pielęgniarek, jest to ciężka i niewdzięczna praca. Ale jak w każdej innej „budżetówce” jest też i druga strona medalu. To kwestia braku przełożenia wkładu pracy na wynagrodzenie. Jedne pielęgniarki wykonują pracę z zaangażowaniem i poświęceniem, inne mają to w d… (szczególnie, gdy szef je dla d… zatrudnił 😉 ), a kasę mają taką samą.

      Przypadek, który opisujesz dowodzi, że dokładnie takie same „zwyczaje” panują także w zwodzie ratownika, lekarza, policjanta, prawnika, itp., …

      Mnie osobiście jeszcze bardziej dziwi to, komu zależało na zdemontowaniu dobrze funkcjonującego systemu Układów Zbiorowych Pracy i taryfikatorów ustalających warunki płacowe nie od tego jaką d… ma pracownik/czka, ale od posiadanych kwalifikacji, stażu i oceny pracy.

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.