Czy wierność małżeńską można podzielić na fizyczną i nie fizyczną?!

Na jednym z niezwykle interesujących blogów trafiłem na post zatytułowany „Moc fantazji erotycznej” pod którym m.in. zamieściłem swój komentarz. Fragment poniżej:
„… A propos wspomnień, nie wracam do tych ekstremalnych, bo nie ma do czego, ale te, gdzie wspólnie z ukochaną można spacerować, podziwiać przyrodę i sztukę, cieszyć się wiernością (niekoniecznie tą fizyczną 😉 ), itd., itp., to jest coś zupełnie innego …”
W jednym z ostatnich komentarzy tego postu znalazłem odpowiedź na mój komentarz:
„… Czy wierność można podzielić na fizyczną i nie fizyczną???!!! Wspólnie z ukochaną cieszyć się wiernością niekoniecznie fizyczną …… Czyli można być komuś wiernym mentalnie a fizycznie nie? I tym się cieszyć? Jakieś rozdwojenie moralności? …”
Zainteresowanych tematem zapraszam do zapoznania się z całością dyskusji jaka potoczyła się w tym temacie:
https://stopociechblog.wordpress.com/2019/01/29/moc-fantazji-erotycznej/comment-page-1/#comment-6294
Oczywiście po dogłębniejszym wczytaniu się można dojść do wniosku, że pojawiło się klasyczne nieporozumienie wynikające z tego, że blog nie bardzo nadaje się do prezentowania wszystkich poglądów. Nie chcąc zamykać dostępu do mojego blogu dla osób poniżej lat 18, także ograniczam kontrowersyjne treści, co również i teraz nastąpi.

Dla Czytelników tego bloga nie jest tajemnicą, że mam dwa wyuczone zawody (informatyk/elektronik i psycholog/pedagog), a wykonywanych jeszcze więcej, co powoduje, że na żadnym z nich się nie znam w sposób dostateczny. 😉 Może dlatego piszę takie niezbyt komunikatywne komentarze. Podczas wykonywania jednego z zawodów zostałem zatrudniony jako psycholog w sł. zdrowia, stąd moja wiedza m.in. nt. „mocy fantazji erotycznych”. Ale ad. meritum. Pobrali się, „bo musieli”, jeszcze przed ukończeniem 20 r.ż. Ona 18-tka, on 19 latek. W tym wieku „moc jest z nami i przed nami”. Nie będę opisywał seksualnych pozycji, bo nie w tym rzecz, jeszcze jako 12 latek zakładałem obie nogi za szyję, gorzej było z powrotem do pozycji wyjściowej, więc nie kryję, że te umiejętności przydały się później w fazie inicjacji seksualnej. A więc skrótowa fizjologia i seksuologia tego wieku. Tutaj jednak pozostawię Czytelników w sferze wyobraźni, mając nadzieję, że sami odpowiedzą sobie czym się różni np. t.zw. „chiński deszczyk” 16 latki, od opadu radioaktywnego jaki może zaserwować kobieta 50+

Orgazmy. To ważna część udanego współżycia. Tutaj także nie będę się posługiwał tym co „wguglano” do sieci, bo każdy Czytelnik może to zrobić samodzielnie, a potem wspólnie to skomentować. Podsunę tylko temat, który trudno będzie znaleźć w necie, ale łatwo sprawdzić samemu na sobie. Otóż jednym z elementów udanego, bo pełnego orgazmu jest zasobność naszej psychiki i nabyte doświadczenia. Ponownie podsunę zwyczaje opisane przez amerykańskiego pisarza, który opisał w książce zawody 9-11 letnich chłopców polegające na wyścigu w onanizowaniu się. Wyścig do „dorosłości” wygrywał ten, kto pierwszy miał wytrysk, a ten któremu się to nie udało był wyszydzany przez innych. Czy jednak tak uzyskana pierwsza kropla spermy oznaczała męskość? W tamtym środowisku tak.

Skoro przy orgazmach to – dla dalszych rozważań – warto zauważyć znaczne różnice w tym zakresie pomiędzy mężczyzną a kobietą. W olbrzymim skrócie mężczyzna przeżywa orgazm w czasie wytrysku. Cały spektakl trwa kilka do kilkunastu sekund, w czasie których następuje częściowa utrata świadomości, i może być maksymalnie powtarzany – w zależności od wieku, to ważne! – kilkunastokrotnie. U kobiety orgazm jest znacznie mniej intensywny, ale jednocześnie bardziej obfity w przeżycia emocjonalne i behawiorystyczne. Mężczyzna jest gotowy do stosunku praktycznie od chwili uzyskania erekcji, a „po” jest natychmiast gotów do podjęcia normalnej aktywności. Kobieta musi pierw rozbudzić swój organizm, i wszystkie jego strefy erogenne, a „po” może u niej trwać nawet do … 2 dni (!). W obu przypadkach zaburzenia (t.zw. „udawane” orgazmy) w procesie rozładowywania podniecenia seksualnego mogą prowadzić do powstania procesów chorobowych, a nawet nowotworowych.

Kolejna, i chyba najważniejsza różnica, w kontekście „wierności fizycznej i nie fizycznej” to psychofizyczny i fizjologiczny rozwój obu płci na t.zw. „osi czasu”. To, że na przestrzeni czasu w innym tempie rozwijają się (i starzeją!) chłopcy i dziewczęta, a potem mężczyźni i kobiety, chyba dla nikogo nie jest tajemnicą. Ale to, że dotyczy to także potrzeb seksualnych może już być problemem. Oczywiście w młodym wieku nikogo nie zdziwi to, gdy kilkunastoletni chłopak woli z kolegami zagrać w piłkę (albo iść na mecz) niż strzelić gola swojej koleżance, i nie powinna też dziwić sytuacja odwrotna, gdy chłopak „ma chęć”, a ona nie chce „mu dać dowodu miłości”. Przyczyn już nie będę omawiał, bo mogą być różne i różniaste i z pewnością by odbiegły od tematu zawartego w tytule. Nie muszę chyba też rozwijać wątków opisujących co może być następstwem tych fizjologicznych różnić płciowych.

Najciekawszy wątek dotyczy chyba „wierności fizycznej”. Niestety ten temat uproszczę w znacznym stopniu, bo już kilka razy pisałem n.t. zdrady małżeńskiej i nie chciałbym się powtarzać. Na ogół zdradę małżeńską kojarzymy z tym, iż jeden ze współmałżonków uczestniczył w akcie seksualnym z inną osobą, ale czym w takim razie jest kontakt z seksoterapeutą/ką? Wiem. U nas jest to szok, w krajach skandynawskich oficjalne stanowisko pracy w służbie zdrowia przeznaczone dla osób z zaburzeniami emocjonalnymi. Nie miejmy złudzeń, w ramach „zajęć” przepisanych przez seksuologa seksoterapeuta/ka przerobi z nami wszystkie elementy miłości prowadzące do pełnego stosunku i orgazmu. Podstawą takiego „leczenia” (niestety jeszcze stosuję te cudzysłowy) jest dokładne badanie psychologiczne, czasami psychiatryczne, co u nas prawdopodobnie od razu by prowadziło do wykluczenia ze wszystkich środowisk.

No i wreszcie zbliżamy się do podsumowania, którym będzie ocena współżycia małżonków (i innych osób), które z jakichś względów (wypadek, choroba, genetyka, starość) zostały pozbawione możliwości normalnego współżycia. Dla lepszego zrozumienia (bo to kobieta oferuje atrakcyjność seksualną) przyjmę, że np. w wypadku ok. 30 letnia kobieta traci nogę, albo jest po operacji mastektomii, czy usunięcia narządów rodnych. Czy to ją powinno fizycznie dyskwalifikować w związku małżeńskim? Inny przypadek, ona w wieku 40+ „stała się oziębłą”, on walczy z coraz większym temperamentem (może też być odwrotnie), mają udany związek, wspaniałe dzieci, ale nie potrafią się do siebie zbliżyć – bo np. on potrzebuje seksu raz na rok, a ona kilka razy … na godzinę. Są tolerancyjni, więc nawet zachęcają, do utworzenia „trójkąta”, ale oboje nie dopuszczają myśli o rozwodzie, czy rozpadzie związku.

O innych, bardziej drastycznych przypadkach zaburzeń seksualnych w związkach małżeńskich nie będę pisał, bo mam nadzieję, że to co już wstępnie przytoczyłem wyżej wyczerpuje zadany temat. Reasumując, chciałbym przypomnieć przypadek sprzed kilkunastu lat. W USA został orzeczony rozwód z winy męża, który zdradzał żonę onanizując się przed ekranem komputera. T.zw. zdalna zdrada małżeńska była już znana od lat, u nas rozpowszechniła się za pośrednictwem seks telefonów jeszcze w ubiegłym wieku. Technologia jednak idzie naprzód i w chwili obecnej dla osób posiadających smarta, hełmofon z okularami i gumową lalkę dowolnej płci dostępna jest oferta „współżycia” z dowolnie wybraną osobą. Można nawet współżyć z … własną żoną, bo odpowiednie aplikacje miksują dowolne zdjęcie twarzy z dowolnym zdjęciem osoby. Czy po przeczytaniu tego postu możemy odpowiedzieć czym jest zdrada małżeńska? Jeżeli tak, to z wiernością, nie będzie już kłopotu.

14 uwag do wpisu “Czy wierność małżeńską można podzielić na fizyczną i nie fizyczną?!

  1. Z wykształcenia jestem ekonomistą, zatem jeśli Twoja widza w temacie jako psychologa jest tylko dostateczna to moja zapewne zerowa. Powiem tylko, że mam wrażenie, źe monogamia chyba nie leży w naszej naturze i kojarzy mi się bardziej z jakaś formą posiadania. Stąd modne stają się trójkąty czy swingersi gdzie zdrada jest pojęciem obcym. Tyle wynika z mojej niedostatecznej wiedzy w temacie.

    Polubienie

    1. Chęć posiadania to nie tylko domena mężczyzn. Pracowałem w korpo, gdzie z-dyr. była fajna laska. W rzeczywistości była z 15 lat starsza niż wyglądała, ale oko można było zawiesić. W korpo było 47 kierowników
      (ja też), ale jak się umowa z Polską skończyła to zaczęli wy….lać Polaków. I wtedy w jakimś momencie przeszliśmy „pod nią”. Pamiętam jej pierwsze słowa, gdy nas informatyków zebrała i powiedziała: „No to jak już was mam, to będzie tak …” Ale niestety nie było, bo ją też odstrzelili. 😉

      PS. Ciągle tłumaczę się z tego nietypowego wykształcenia, bo zarzucają mi kłamstwo.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Był nawet film na ten temat z Demi Moore i Michalem Douglasem „Disclosure”. Coraz głośniej też o kobiecych sex wakacjach a i mężczyźni zajmujący się najstarszym zawodem świata nie narzekają na brak ofert. Problem w tym, że słowo dziwka wciąż brzmi gorzej niż dziwkarz.

        Polubienie

        1. Kilka razy oglądałem ten film, dobra gra aktorska, akcja i to co mnie najbardziej interesowało warunki pracy w takich korporacjach. Ale to co się działo w Polsce daleko odbiegało od wzorca. Korupcja, kumoterstwo i wykorzystywanie (także seksualne) pracownika. Sytuacja zaczęła się poprawiać po 2014 r., gdy zaczęło brakować wykwalifikowanych pracowników.

          Polubione przez 1 osoba

  2. Nie bardzo wiem, o czym piszesz? Nie ma zawodu psycholog/pedagog. To dwa, zupełnie różne zawody i kierunki studiów. Na jakim oddziale nauczyłeś się o „mocy fantazji seksualnych”?

    Polubienie

    1. Ten łamaniec (/) oznacza, że z PRL wyszedłem jako pedagog, a w III RP robiłem specjalizację z zakresu psychologii. Wbrew pozorom te dwa zawody mają aż 60% wspólnych przedmiotów na prawie egzaminu. Mnie zaliczono z indeksu podstawy: biomedyki, wychowania, i anatomii. Emocje, mózg, umysł, osobowość, itp. na obu kierunkach ciągną się aż do III roku.
      Gdybyś dokładniej przeczytała post i link do niego, to pewnie byś zauważyła, że jest to odpowiedź na dyskusję o wierności małżeńskiej. Podobnie jest z „mocą fantazji seksualnych”, bo nie o seks, a o erotykę tu chodzi.
      A gdzie się nauczyłem? Cyt.:
      „… Podczas wykonywania jednego z zawodów zostałem zatrudniony jako psycholog w sł. zdrowia, stąd moja wiedza m.in. nt. ‚mocy fantazji erotycznych’ …”

      Polubienie

      1. Ależ przeczytałam dokładnie i dokładnie zapytałam: NA JAKIM ODDZIALE szpitalnym nauczyłeś się tego?

        Nie ma specjalizacji „psychologia”. To odrębny kierunek studiów. Jasne, że część przedmiotów można mieć zaliczoną, ale niewielką – wiem, bo się o to starałam, żeby pracować w oświacie.

        Ja to widzę tak: masz wiele własnych, ciekawych przemyśleń i nie musisz w notkach podpierać się wykształceniem, tym, gdzie pracowałeś itp. Czasem robi się z tego małe zamieszanie 🙂 Zupełnie niepotrzebnie, ale jak tam sobie chcesz.

        Polubienie

        1. Mam wątpliwości, czy chcesz dyskutować ad meritum, czyli odnieść się do tematu postu „wierności małżeńskiej”, czy nadal chcesz atakować mnie ad personam, ale może to jakoś wyjaśnisz niechęcią do czytania tego pod czym się podpisujesz? Na razie więc wyjaśniam. Nigdzie nie pisałem, że ukończyłem specjalizację „psychologia”, tylko, że pracowałem w tym zawodzie.

          Oczywiście, że nie ma specjalizacji „psychologia”. W PRL rozpocząłem studia na Uniwersytecie „srakim a takim” na Wydziale …iczno …icznym o kierunku „psychologia pracy”, ale po strajkach w 1981 r. zrobiła się z tego „pedagogika pracy”, pisałem o tym tutaj:
          http://klateracje.blogspot.com/2017/11/normal-0-21-false-false-false-pl-x-none.html
          Jako niedorobiony psycholog, w III RP specjalizowałem się w zakresie „psychologii wychowawczej”, pisałem o tym na kilku blogach.

          Nie podpieram się wykształceniem, ani stażem tylko mając świadomość, że moje posty i komentarze są prowokacyjne i kontrowersyjne (bo po co pisać inne!? 😉 ) uprzedzam, że moja wiedza jest niezupełna, cyt.:
          „… mam dwa wyuczone zawody (informatyk/elektronik i psycholog/pedagog), a wykonywanych jeszcze więcej, co powoduje, że na żadnym z nich się nie znam w sposób dostateczny. 😉 …”
          i oczekuję na korektę ze strony Czytelników.

          Niestety Twoje zainteresowanie skupia się tylko na moich personaliach, może więc uprzedzę, że mam nr kołnierzyka 42, buta 7 angielska, a długość … ale na tym poprzestanę mimo, że tym parametrem nie mogę się powstydzić, a i koreluje on z treścią postu. 😉 😀

          Polubienie

          1. „a w III RP robiłem specjalizację z zakresu psychologii. ” Ale mniejsza.

            Wiem, jestem jędza, ale życzliwa 🙂

            Co do meritum nie mam nic do powiedzenia. Inaczej – mam wiele, ale jak na teraz, to zbyt trudny temat dla mnie.

            Nie złość się. Nie piszę, żeby się czepiać. Zresztą będę już tylko merytorycznie, znaczy nt notek.

            Polubienie

          2. Ach … zapomniałem dodać, że specjalizację robiłem pod kierunkiem prof. „srakiego, a takiego”, i w trakcie studiów opublikowałem 2 prace pt.: „sraka, a taka”, i „sraka, a taka 2”, pracę dyplomową obroniłem w dniu „srakim, a takim”, więcej „srakich, a takich” nie pamiętam, ale w razie czego uczelnia pomoże.
            Aby Cię już do reszty zainspirować to podam, że przy CV przesłałem kpl. oryginalnych dokumentów w zaklejonej kopercie, i po dwóch latach, gdy ze szpitala awansowałem wyżej, ze zdumieniem stwierdziłem, że tej koperty nikt nie oglądał, liczyło się tylko to co potrafię i telefon do mojego poprzedniego miejsca pracy. To poddaję pod rozwagę dzisiejszym poszukującym pracy.
            Nie wiem, czy jesteś jędzą, bo ja lubię rozszerzenia i weryfikacje tematu, natomiast sugerowanie jakichś niejasności, gdy wszystko jest jawne i wcześniej opisywane, jest czymś gorszym niż zwykłe świństwo.

            Polubienie

  3. Maria

    Przyznaję że ucieszył mnie ten post. Z mężem za kilka miesięcy dobijemy do 50 letniego jubileuszu i połowa z tego co Pan pisze w naszym przypadku sprawdziła się. Niestety nie uwzględnia Pan tego, że partnerzy potrafią się dostosowywać do siebie i pomimo różnic biologicznych, psychicznych, rozwojowych, itp. nadal mogą być razem.

    Polubienie

    1. Gratuluję z okazji zbliżającej się uroczystości.
      To prawda, nie pisałem o dostosowywaniu się do siebie, bo to by odbiegało od treści postu, gdzie chciałem rozwikłać problem nie/wierności małżeńskiej, a więc jakichś faktów dokonanych.

      Polubienie

  4. Wywołana do tablicy 🙂 stwierdzam, że ten post nic nie wyjaśnił i niczego nowego nie wniósł do tematu. Wg mnie w ogóle nie jest odpowiedzią na mój komentarz.. Jest, pozwolę sobie tu na ocenę, słabą próbą przykrycia niewierności małżeńskiej ekstremalnymi przypadkami zdarzającymi się w życiu, i w ogóle nie zagłębiający się w obszar uczuć i emocji towarzyszącym ludziom zdradzanym i tym, którzy zdradzają.
    Z mojego doświadczenia, a dokładniej z osobistych rozmów z bliskimi mi osobami,wynika, że pomimo różnych sytuacji życiowych, każda zdrada wiąże się z poczuciem porażki, z uczuciem straty, krzywdy, poczucia byciem oszukaną/oszukanym. I można zdradę na wiele sposobów sobie tłumaczyć, różnicami potrzeb, temperamentów, doświadczeń, fantazji, potrzebą wolności…. itd to jednak zdrada sama w sobie zawsze zostaje zdradą i ma pejoratywne znaczenie. Kiedy w gre wchodzą prawdziwe uczucia miłości i oddania drugiej osobie, zdrada jest tak bolesna, że niektórzy latami nie mogą się po niej pozbierać, a niektórym to doświadczenie całkowicie zmienia perspektywę postrzegania w ogóle instytucji małżeństwa. A najtrudniej jest osobom wierzącym, katolikom, którzy składali przysięgę małżeńską drugiej osobie w obliczu Boga…. niestety do takich i ja się zaliczam….

    Polubienie

    1. Przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam. Komentarz znalazłem przypadkowo w spamie i mam nadzieję, że może uda się wyjaśnić totalne nieporozumienie. JA NIE TŁUMACZĘ ZDRADY, TYLKO PODAJĘ PRZYCZYNY JAKIE MOGĄ DO TEJ ZDRADY DOPROWADZIĆ.
      Niezależnie od tego chciałbym podkreślić, że nie ma prawdziwej miłości fizycznej bez miłości psychicznej. Dość łatwo można odkryć fizyczną zdradę partnera, ale gdy „siada” psychika, to problem staje się o wiele poważniejszy. Nie warto też chyba zbyt lekceważąco, a może i pruderyjnie, podchodzić do wlewających się do naszych domów materiałów pornograficznych. To jest problem nr 1 wszystkich poradnictw seksuologicznych, gdy partner/ka nie dostrzega u swojej drugiej osoby takich cech jak na filmach porno.
      Nie wiem natomiast skąd się wzięło przekonanie o mojej rzekomej obronie, a nawet o preferowaniu zdrady małżeńskiej? Przecież mój komentarz: „… wspólnie z ukochaną można spacerować, podziwiać przyrodę i sztukę, cieszyć się wiernością (niekoniecznie tą fizyczną …” był tylko podsumowaniem dyskusji jaką toczyłem z Basią, opisując swoje wrażenia z młodości, z czasów studenckich, i podbojów miłosnych, gdy jeszcze byłem kawalerem.
      Serdecznie pozdrawiam

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.