Jak ja się czuję po przeżuciu i przetrawieniu kabaretu „Amber Gold”?

To pytanie: „Jak się pan czuje”, zadawane często przez przewodniczącą komisji stale kojarzyło mi się z pytaniem zadawanym przez moje przypadkowe partnerki seksualne. Otóż one, te partnerki, zawsze „po” zadawały sakramentalne pytanie: „Było ci dobrze?”. Bardzo rzadko było, bo przeważnie następowały wielokrotne poprawki i korekty, nawet jak było dobrze (a bo co? 😉 ). Niestety nie mogę tego jednak stwierdzić po wczorajszym, niezbyt strawnym, spektaklu telewizyjnym. Już na wstępie ze zdumieniem zobaczyłem, że Tusk jednak przyjechał! Przyjechał, czyli stracił niepowtarzalną w swoim życiu możliwość wielokrotnego olewania komisji śledczej. Tusk stracił, straciłem też i ja swoje 40 Euro. I tu zaostrzył mi się ogląd sytuacji związanej z postępowaniem wobec osób na wysokich stanowiskach.

Na początku chciałbym jednak przypomnieć dwie anegdoty, jedna funkcjonująca ongiś w środowisku łódzkim (ale na pewno znana wszędzie na całym świecie, p.n. „Pan nie wie kim ja jestem”), a druga spłodzona przed sądem rejonowym w Warszawie. Otóż zwyczajem dawnych PRL-owskich władz (który obowiązywał w całym bloku wschodnim, a może i dalej), gdy pojawiała się konieczność „sprowadzenia na ziemię” jakiegoś lewitującego funkcjonariusza, albo nawet zatrzymania lub aresztowania funkcjonariusza mundurowego to do wykonania tej misji starano się dobierać funkcjonariusza równego, albo wyższego stopniem i stanowiskiem. To miało dobre, ale i złe strony.

Tuż po wprowadzeniu stanu wojennego, zdarzyło się, że pewien podpułkownik, w lekkim stanie „wskazującym na” wkurzył się na korek blokujący centrum miasta. Wysiadł więc z samochodu i na środku skrzyżowania zaczął kierować … ruchem drogowym. Podpułkownik na skrzyżowaniu wywołał konsternację i wiele akcji, które jednak do niczego nie doprowadziły. W Łodzi nie było bowiem pułkownika, który jednocześnie by dowodził porównywalną jednostką paramilitarną. Gdy spektakularne próby zatrzymania przez mundurowych niższych stopniem nie odnosiły skutku, zdecydowano się na ściągnięcie z Warszawy przełożonego w stopniu generała. Dalsza akcja miała niezwykle humorystyczny przebieg, ale nie będę jej przytaczał, bo nie to jest tematem niniejszego postu.

Drugi przypadek także dotyczył stanu wojennego, ale akcja rozegrała się już w III RP w 2006 r., gdy przed sądem rejonowym w Warszawie stanął były prezydent Polski generał Jaruzelski. Generał zapytany skąd wiedział, że przed wprowadzeniem stanu wojennego istniało zagrożenia interwencją militarną ze strony ZSRR, i czy mógłby to udowodnić padła prosta odpowiedź: Były to uzgodnienia z I Sekretarzem ZSRR Grobaczowem, prezydentem USA, oraz papieżem Janem Pawłem II. Z wymienionych osób tylko prezydent Gorbaczow nadawał się do „wezwania” go na świadka. Jak jednak pamiętamy sąd rejonowy z takiej możliwości nie skorzystał. Nie chodziło przecież o dotarcie do prawdy, ale o zadośćuczynienie oczekiwaniom pospólstwa żądającym „głowy Jaruzela”.

Podobna sytuacja przydarzyła się także prezydentowi Clintonowi, który wprawdzie stanął przed sądem (za odkładanie cygara do odbytu pięknej Moniki zamiast do popielniczki), ale w praktyce to sąd przybył do siedziby urzędującego prezydenta. I tutaj właśnie także urzędujący Donald Tusk przegapił swoją niepowtarzalną szansę. Mógł bowiem zwlekać ze stawieniem się w charakterze świadka aż do czasu najbliższych wyborów do PE, bo wtedy jego wystąpienie miało by wpływ na kampanię, Mógł też zaproponować komisji śledczej sesję wyjazdową w … Brukseli. 😉 . Stało się jednak inaczej. No cóż, marzy się, aby w przyszłości na czele komisji śledczych stawały osoby równe lub wyższe statusem od osoby wzywanej w charakterze świadka. Ale nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi …
https://www.youtube.com/watch?v=PKh68MFd2Do

Reklamy

38 uwag do wpisu “Jak ja się czuję po przeżuciu i przetrawieniu kabaretu „Amber Gold”?

  1. Nie oglądałam wszystkiego, ale prawnicy i politolodzy , nawet dziennikarze skrytykowali panią przewodniczącą za nieudolność, pana Kownackiego za sms-owanie pod stołem, za wyłączanie mikrofonu. Jeśli się kogoś przesłuchuje, to trudno mu zeznawać z wyłączonym mikrofonem…

    Polubienie

    1. Mój seksualny wkład do tekstu wynika z seksualnego podejścia do całej tej afery pt. „dopaść Tuska”.
      Myślę, że „przy innych założeniach i odpowiednio dostosowanym materiale dowodowym Tuska mogłaby dopaść całkiem przeciętna urzędniczyna. Wystarczyło by tylko przeanalizować to co robił na przestrzeni lat 2009-2013, posługując się np. – tak jak w przypadku afery „Rywinowych gaci” – bilingami rozmów telefonicznych, lokalizatorem, a może nawet i podsłuchami”. Ale wiadomo, w tamtym czasie nikt nie przewidywał, że młody Tusk umoczy się w ambera, a pełowate oddadzą władzę
      Czytam w sieci te „ochy i achy” nad Tuskiem i zastanawiam się, czy wszyscy już tak nisko upadliśmy, że nawet nie potrafimy sobie wyobrazić pierwowzoru dla stanowiska premiera? Chyba coś napiszę na ten temat.

      Polubienie

      1. Ależ ja znam wszystkie niedostatki Premiera Tuska. Pisałam o nich, kiedy pełnił funkcję bardzo stanowczo i bez ochów i achów. Teraz patrzę na niego jak na człowieka, bo jego pracę w parlamencie UE trudno mi ocenić. Jednego jestem pewna: może nie jest mężem stanu, ale wstydu nie przynosi. W obecnej sytuacji to wielki bonus.

        Polubienie

      2. Jest takie wulgarne powiedzenie, które b. często tutaj przytaczam, że: „K… k… łba nie urwie, a jak urwie, to po k…”
        Podczas obalania IV RP Kaczyńskiego w 2007 r. Tusk bardzo wiele kluczowych ustaleń i decyzji obiecywał, ale żadnej nie dotrzymał. Np.: a/ „ciemnej ludzie” obiecywał, że nie będzie się kłaniał biskupom, a zaraz potem ukląkł, aby z żoną przejść na wyznanie rz. kat., b/ z SLD miał zawrzeć sojusz po wyborach, ale (zerkając na kościelnych 😉 ) wybrał PSL, c/ wspólnie z SLD i PSL miał doprowadzić Ziobro i Kaczyńskiego przed trybunał stanu, wygląda, że będzie odwrotnie 😀 . To tylko taka moralno etyczna strona osobowości Tuska. Tej z obszaru łamania prawa i konstytucji nie będę przypominał, bo po co kretynom dawać paliwo?

        Polubienie

          1. Przyznasz , że sam niewiele się wzbogacił. Nie poupychał swojej rodziny i znajomków na stołkach. Nie grabił i nie doił. Teraz to się łatwo mówi, ale jestem ciekawa, jak z kryzysem, światowym w końcu, poradziłaby sobie inna ekipa? Czy mnie i mojej rodzinie było wtedy dobrze? Nie. Legło w gruzach wiele naszych marzeń i planów, ale musiałabym być zupełnie bezkrytyczna, żeby o wszystko obwiniać Tuska. Jasne, że tak byłoby łatwiej: jest wróg – jest przyczyna i jest gdzie ukierunkować złość i żal, tyle, że to nie jest takie proste. Jest raczej prostackie.

            Polubienie

          2. Z żadnej mojej wypowiedzi nie wynika, że za wszystko obwiniam Tuska. W komentarzu na dole napisałem nawet, że poza nim nikt inny nie odważy się ratować Polski.
            „Nie grabił, nie doił” – to gdzie w takim razie jest te 40 mld. Euro, które do tej pory nie odnalazły się w dotacjach unijnych? PiS i PO dokonują dokładnie tych samych przestępstw z tą różnicą, że PO robi to w białych rękawiczkach nie pozostawiając śladów. A straty, nie tylko finansowe, są olbrzymie. To przecież kolejna ekipa rządząca wyłoniona nie na zasadzie „wybieramy najlepszego” tylko „eliminujemy gorsze zło”.
            W III/IV RP na skutek zabójstw lub samobójstw (np. wicepremier 3 razy strzelał sobie w brzuch 😉 😀 ) zginęło 2 wicepremierów, 11 ministrów, szef policji, szef NIK, o kilkudziesięciu pomniejszych nie wspomnę. Pojawia się pytanie: Odstrzeliwano tych dobrych co się sprzeciwiali, czy tych co zło czynili? Wynika z tego, że nasz bohater nie był ani jednym, ani drugim, ot taki bardzo sprytny oportunista, co to „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”.

            Polubienie

          3. Ten „ktoś” to m.in. Hiszpania, Francja, Włochy, Grecja, Polska, i kilka innych mniej ważnych. Wszędzie wystąpiły podobne „przekręty”, podejmowano inwestycje np. na 1 mld. E, a podczas realizacji koszty wynosiły 2-3 mld. E. Oczywiście różnicę miały pokrywać państwa biorące dotacje, ale nikt tego nie zwracał. To tylko jeden schemat w obszarze inwestycji, ciekawiej było w finansach i zbrojeniu. Pisały o tym gazety, mówiono w mediach, w parlamentach, i nic.

            Polubienie

  2. Jako kobieta zawsze biorę stronę kobiet.
    I jest mi podwójnie przykro, że wyglądające na mądre i inteligentne daja się zrobić w „blondynki”. Niezależnie od koloru włosów oczywiście.
    A to już drugi przypadek. Taka jedna blondynka, która starowała kiedyś na prezydenta, też z siebie robi blondynkę.
    Nie mam też nic przeciwko rudym.

    Tak generalnie to mam już dość tych :telewizyjnych przedstawień.
    I coraz bardziej „wiem, że nic nie wiem”.

    Chyba zupę pomidorową dziś ugotuję.
    Albo okno następne umyję.

    Polubienie

    1. Stokrotko nie zamartwiaj się. Tak nieco kiepurowato 😉 myślę, że „brunetki, blondynki i wszystkie te dziewczynki …” są na tyle mądre, że udając głupiutkie stworzenia znacznie szybciej osiągają swój, chociaż niekoniecznie powszechnie znany, cel. 😉
      Narobiłaś mi apetytu tą zupą … ach te naturalne przeciery z polnych pomidorów, śmietana wiejska do zagęszczania, z odrobiną masła, szczyptą świeżej natki i curry własnej roboty. Do tego zacierki na jajku od bardzo zadowolonej kury. Eeech …

      Polubienie

        1. No i zaczęło się od b…..u a skończyło na pomidorach.
          To mnie się przypomniało jak jeżdziłam kiedyś po Europie z różnymi specjalistami-chemikami-inżynierami w celach kontraktowych. Było to za czasów gdy u nas jeszcze róznych domów uciech cielesnych oficjalnie nie było. I panowie-inzynierowie jakos tak wieczorami znikali w tych „amsterdamach ” czy „hamburgach”. I ja w swojej naiwnosci blondynki /byłam wtedy bardzo młoda/ zastanawiałam się jak oni sobie poradzą na mieście wieczorami bez znajomości języków obcych.
          Ale widać sobie poradzili, skoro wracali bardzo zadowoleni i następnego dnia cieszyli się bardzo że witają ich na lotnisku własne żony.
          W końcu klientela w b…..ch zawsze była.

          P.S. To tak tylko przy okazji…

          Polubienie

        2. To ja też tak tylko przy okazji. Pewien, coraz mniej znany polityk, mawiał, że „nie jest ważne jak się zaczyna, ale jak kończy”, on skończył raczej kiepsko. My mamy szansę na szczytowanie. 😉
          Myślę, że Twoi koledzy nie mieli problemu ze znalezieniem właściwego języka bywając w w tych „amsterdamach i hamburgach”. 😉

          Polubienie

        3. A zupa ogórkowa to pieees? Też bardzo dobra i jest u mnie na równorzędnym pierwszym miejscu z pomidorową. Właśnie gotuję. Mam własnej roboty krajankę ogórkową we własnym soku z cudzego, ale własnego pola. Ma inny smak, niż ogórek kiszony w wodzie. Pychotka nawet dla pomidorowców, o! Zaprszam.

          Co do Mistrza i Malgorzaty. Przy takiej Małgorzatce nie jest trudno zabłysnąć i mistrzem zostać.

          Polubienie

        4. To muszę się przyznać, że u mnie obie te zupy pełnią rolę awaryjną, gdy np. pomidory tak dojrzeją, że nie da się ich normalnie jeść, a ogórki przekisną. Wtedy pojawia się zupa, jeszcze bardziej „odzyskiwana” zupa to ta miksowana, gdy smaki warzyw są lepsze i gorsze. Ostatnia faza (życie) tych zup to barszcz z czosnkiem, majerankiem i wędzonką, wtedy nawet lekko sfermentowanych owoców nie da się wyczuć. Trzeba tylko szybko zjeść. 😉
          Ale dla gości zawsze mam wersje ekskluzywne.

          Polubienie

  3. „kabaret”jeszcze nie jest skończonym. Jeszcze kilka skeczy , mniej, lub bardziej poważnych , zobaczymy lub o nich usłyszymy. Widzę bardzo lekkie ferowanie , co by nie powiedzieć, niepoważnych wyroków. Wygrał ten, tamten, tamta … Poczekajmy, zobaczymy. Kurtyna jeszcze nie opadła a łapki na myszy dalej stoją po kątach i to nie szczurołap się w nie może złapać gdy stoją i czekają. Takie jakieś dość dziwne skojarzenie mi się na myśl przywiodło, że wielu ludzi doznaje orgazmu patrząc na swoje wyobrażenie władzy….orgazm co prawda może się pojawić ale powodowany brakiem przyrodzenia, również….
    Pozdrowienia pani Andrzeju , nieustanne dla pana i pana przyjaciela…i …może u pana orgazm przedwczesny.

    Polubienie

  4. … ale przesłuchiwany sobie nie popykał w przeciwieństwie do komisji. Nie wiem tylko, czy przesłuchujący pykał w ramach poprawki i korekty. 😉 Przewodnicząca, choć pykaniem interesowała się, nie wyjaśniła tego. 🙂

    Polubienie

  5. sam Tusk ma u mnie prze…ane, gdyż nie sposób polubić gościa, który jako premier dał zielone światło rozwojowi narkomanii w Polsce /tej legalnej, alkoholowej i tej nie nielegalnej, niealkoholowej/ stawiając tamę legalizacji marihuany w Polsce… cytuję /z grubsza/: „chcecie legalizacji MJ – zmieńcie premiera”… potwierdził to zresztą swoim /pozornie wygranym/ blitzkrigiem z tzw. „dopalaczami”… i w sumie mało mnie nie obchodzi, czy zrobił to z głupoty, czy naprawdę chciał, by ta narkomania się w Polsce rozwijała…
    ale oglądając omawiany spektakl odciąłem z umysłu negatywne nastawienie powyższym powodowane, nawet łapałem się na życzliwym kibicowaniu przesłuchiwanemu(?)… odciąłem też negatywne nastawienie do pis-komuszków, jako głównych rozgrywających… odciąłem też inne swoje poglądy natury politycznej… cóż tu można tedy powiedzieć?…
    sama komisja nie była jednorodna w swoich zamierzeniach… jedni chcieli „dopaść Tuska”, inni załatwiali swoje (polityczne) sprawy i w sumie obecność Tuska na sali była tylko pretekstem, okazją, by to ,zrobić, sam Tusk był tam zbędny… generalnie po tym spektaklu czuję się fajnie, mocno ubawiony, ale z taką nutką goryczy, że jednak wolałbym, by za moje pieniądze, jak podatnika fundowano mi bardziej rozwijające widowiska… spotkania grup terapeutycznych to ja mam w innych sytuacjach i co więcej, to mi wtedy za to płacą…
    tak w ogóle to nawet w tych terapiach grupowych o coś chodzi, tymczasem o co chodziło w tym konkretnym wydarzeniu?… myślę, że nawet biorący w nim udział, tak summa summarum, tego nie wiedzieli…
    p.jzns :)…

    Polubienie

    1. „Nic dodać, nic ująć”. Wprawdzie do Tuska mam wiele zastrzeżeń, ale nie wykluczam, że poza nim może się nie znaleźć inny ochotnik na ratowanie Najśmieszniejszej.
      Co do komisji to wydaje mi się, że poza tą „rywinowską” następne nie mają sensu. Bo co to za komisje kierowane przez polityków rządzącej partii? Samokrytyka była dobra, ale w PRL.

      Polubienie

    1. Formalnie „zaproszenie” Tuska powinno uzyskać akceptację dwóch parlamentów, nie wspominając o stosownym wniosku organów dochodzeniowo śledczych, które powinny uzasadnić konieczność wezwania Tuska w charakterze świadka. Prawdopodobnie nic z tego by nie wyszło, dlatego Tusk sam dobrowolnie zgodził się stawić przed komisją. Niestety wyszło to tak jak by „rzucił perły przed wieprze”. 😉

      Polubienie

  6. Kasia

    Nie rozumiem, dlaczego tu się jeszcze nie pojawił artykuł na temat twórcy naszej niepodległości Lecha K. i jego równie ( a nawet bardziej) wielkiego brata Jarosława. Co robisz w takim momencie?

    Polubienie

      1. Kasia

        Zalecam raczej pielgrzymkę na Wawel , do grobu onego i obowiązkowo: konsultacje z niejakim Cenckiewiczem, kreatorem historii na opak. Żeby ci się Lech z jakimś noblistą ( też Lechem) nie pomylił….

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s