Dobór naturalny – czyli hierarchia po zwierzęcemu vs. hierarchia po PiSowatemu

Dobór naturalny to pojęcie określające najważniejszy mechanizm prowadzący do kierunkowych zmian w procesie ewolucji. Według Karola Darwina i mniej znanego Alfreda R. Wallace’a cyt.:  „… dobór naturalny prowadzi do ukierunkowanych zmian w populacji zwiększających ich przeciętne przystosowanie, czyli adaptację do warunków środowiskowych, poza okresem wymierania. Miarą sukcesu w doborze naturalnym jest dostosowanie (ang. fitness); można je rozpatrywać na poziomie osobników lub poszczególnych genów. Organizmy posiadające korzystne cechy mają większą szansę na przeżycie i rozmnażanie, co prowadzi do zwiększania częstości występowania korzystnych genów w populacji …” 

Jeżeli nawet, my ludzie, nie pochodzimy od zwierząt, a jesteśmy jedynie sztucznym wytworem cywilizacji pozaziemskiej, albo wynikiem kreacjonizmu, to mimo tego powinniśmy przyjrzeć się jak funkcjonują inne społeczności znajdujące się na niższym szczeblu rozwoju. Nie da się ukryć brutalnej prawdy, że walka o władzę to walka na śmierć lub życie. Prawdą jest też to, że syn, lub rodzina przywódcy stada, ma łatwiej. Ale dla dobra stada zawsze nadchodzi taki moment kiedy beniaminek musi samodzielnie stanąć do walki o władzę. To prawo obowiązuje w całym świecie zwierzęcym i jest ono bezwzględnie przestrzegane, bowiem wszelkie uchybienia prowadzą do nieuchronnej zagłady danego stada. Pokonany w walce o władzę ginie, albo odchodzi ze stada.

Przyjrzyjmy się teraz jak z tą hierarchią powinno być, a jak jest w państwie organizowanym nam przez kilka opcji politycznych takich jak m.in: AWS, SLD, PO i obecnie PiS. Dla łatwiejszej obserwacji zajmijmy się np. organizacją w wojsku. Otóż zgodnie ze zwierzęcym prawem walki o władzę szeregowy żołnierz powinien stoczyć walkę ze swoimi konkurentami o władzę w drużynie. Dowódca drużyny powinien zawalczyć o władzę w sekcji, potem plutonie, kompanii, batalionie, itd. itp. szczegóły tutaj:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jednostki_organizacyjne_wojska
Poszczególnym grupom organizacyjnym odpowiadają stopnie wojskowe. To w sumie powoduje, że walka o władzę w wojsku zajmuje nieraz nawet kilkadziesiąt lat i nie musi kończyć się sukcesem.

Niestety, w naszym państwie generałem, albo ministrem wojny można zostać w ciągu paru chwil, najczęściej przeznaczonych na konstruowanie i podpisanie lojalki wobec władzy, bo wiadomo: „nie matura …”. Podobnie jest w każdym resorcie gospodarki, gdzie w najlepszym razie zwyciężają nieudacznicy, a w najgorszym sabotażyści i dewastatorzy państwa. Czy trzeba dodawać, że w ten sposób – jako państwo – stajemy się tworem słabym, narażonym na totalną zagładę. Takie jest prawo natury. To dlatego w ciągu 2-3 lat mieliśmy pięciu komendantów Policji, tabuny misiewiczów w wojsku, pisiewiczów w prokuraturze, magistrów w wymiarze sprawiedliwości, oraz całej armii psujów w pozostałych resortach. Dobra zmiana? Oczywiście, że tak! Ale dla kogo? 😉 😀

33 uwagi do wpisu “Dobór naturalny – czyli hierarchia po zwierzęcemu vs. hierarchia po PiSowatemu

  1. Ryszard

    Chyba nie bardzo wiesz na czym polega walka o władzę. Zanim więc ponownie napiszesz takie bzdury, to może poczytaj sobie tutaj:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Makiawelizm_(polityka)
    Przytoczę za wikipedią: „Polityka według Machiavellego to sztuka skutecznego działania, która musi być oddzielona od moralności – w polityce chodzi o skuteczność, a nie o czynienie dobra”
    Przecież nikt nie zmusza do udziału w polityce, kto nie chce to niech wstąpi np. do Armii Zbawienia.

    Polubienie

    1. Skoro tak rzucasz linkami to w zamian zerknij tutaj:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Makiawelizm_(psychologia)
      Jak widać makiawelizm to patologiczna cecha osobowości charakteryzująca psychopatów. Pokaż mi polityka, który przyzna się, że do władzy idzie wyłącznie po zyski dla siebie. 😉 😀 😀 😀
      Najczęściej politycy nawijają makaron na uszy opowiadając jak to dobrze nam (a nie sobie) zrobią. I tutaj kłania się zerowa skuteczność, bo skoro obiecał coś wyborcy, a ten potem musiał sam zrobić sobie dobrze … ? 😉

      Polubione przez 1 osoba

  2. Do władzy dostają się wazeliniarze i ludzie bez kręgosłupa moralnego, a zwłaszcza widać to w ostatnich 3 latach. I dlatego wszędzie mamy teraz ludzi niewykształconych, nieuków, ignorantów. Ten kraj się wali!

    Polubienie

  3. Jaskółka

    Tu nie ma żadnej walki. Gdyby była walka, to krew lałaby się strumieniami. Tu jest li tylko wyrachowanie , a z drugiej strony tumiwisizm.

    Walkę o władzę, zgodnie z teorią ewolucjonizmu, determinują geny.
    Walkę o władzę, zgodnie z teorią stworzenia człowieka przez inną cywilizację determinuje, chyba, powiedzmy przykład zachowania się stwórców.
    Walkę o władzę, według teorii kreacjonizmu determinuje co? Wszak BÓG jest miłosierny i powinien przekazywać jak najlepsze wzorce- pokojowe współistnienie, miłość do drugiego człowieka, empatia, miłosierdzie itp. Stworzenie takiego świata, by człowiek nie musiał walczyć o władzę. No więc…..?

    Polubienie

    1. Jedyne miejsca gdzie zauważam jakieś ślady walki o władzę to korporacje i prymitywni naśladowcy. Trochę walki też widać w reklamach.
      Wszelkie formy życia, aby zachować gatunek, muszą chociażby konkurować ze sobą. To nie musi być walka, ale konkurencja jako kształtowanie osobowości, sprawności, odporności na otoczenie, itd., … I to chyba funkcjonuje w teoriach kreacjonizmu ewolucyjnego.
      Nie wiem jednak dlaczego na czele resortów nie stają ludzie, którzy odnieśli największe sukcesy na swojej drodze kariery zawodowej, tylko zwykli dyletanci. Przecież kasa to nie wszystko, a jeżeli jednak kasa, to znaczy, że nasze państwo jest do dupy.

      Polubienie

      1. Jaskółka

        Taka „walka”- konkurencja ma jeden cel- przetrwanie gatunku. To przyroda, gdzie reguły są określone- wygrywa silniejszy. Niemniej inne organizmy starają się przetrwanie dostosowując się do tych reguł- unikanie, krycie się, przechytrzenie silniejszego. Na razie to ja widzę, że wszystkie zasady i reguły zostały drastycznie naruszone. I nie chodzi tylko o kasę. Wśród zwolenników PiSu jest jakiś „zboczony” ( lepiej brzmi wypaczony, ale ja specjalnie użyłam innego słowa) obraz rzeczywistości. Oni rzeczywiście „walczą”, ale kompletnie coś im się pop…ło we łbach, bo walczą tam, gdzie w ogóle nie ma takiej potrzeby. Spuszczają przyłbice na te zakute łby i lecą na oślep przed siebie, żgając obelgami kogo popadnie, szczując kogo popadnie, a wszystko to w tumanach absurdu i kłamstwa. Oni faktycznie prowadzą wojnę, tylko, że ja tu widzę takich durnych Don Kichotów, co to z wiatrakami walczą, a nie starają się, by przetrwać i utrzymać władzę. Mam problem z określeniem stanu ich umysłów- Błaszczak, Jaki, Brudziński, Kuchciński, Terlecki, Pawłowicz, Pięta, Jakubiak od piwa… oni przecież do czasu wygrania wyborów jakoś funkcjonowali w swoich środowiskach i chyba w miarę normalnie. A teraz co? Tak odbiło? mam problem z tym, czy oni rzeczywiście wierzą w to, co innym wciskają? czy to jakiś absurdalny napad cynizmu, wyrachowania, czy po prostu są tak aroganccy, że nie widzą, iż to prowadzi do upadku. A co potem? Nie zastanawiają się, że ludzie mogą ich „roznieść”? Zaiste dziwny „gatunek” wylągł się w Polsce.

        Polubienie

        1. Jakoś mi nie wyszedł ten post, bo chodziło mi o ukazanie tego, że między politykami, a pracownikami nie ma zasadniczej różnicy, walczą o kasę i władzę. Dlatego przytoczyłem kontekst zhierarchizowania tych środowisk. Można mieć pewność, że jeżeli ktoś idzie tą wytyczoną drogą awansu, np. od szeregowca go generała, to jeżeli nie wypali się po 20-30 latach to dotrze na szczyt i będzie szanowany i poważany w środowisku.
          Natomiast nie uważam, że walka – inaczej konkurencja, ubieganie się, rywalizowanie, współzawodnictwo, itd., itp., – to pyskowanie na siebie i rzucanie obelgami.
          Co do osób, które wymieniasz to wg mnie jest to oczywisty cynizm, „jak się weszło między wrony…”, podparty strachem o pociągnięcie do odpowiedzialności. Zauważam też zmiany u niektórych osób, które jakby normalnieją w perspektywie zbliżających się rozliczeń. Poza tym, większość z nich od kilkunastu lat karnie przytupywała w sieni, więc teraz muszą to sobie odbić. Widzę ciemność i małostkowość … po obu stronach. Nie wiem, czy zauważyłaś olbrzymią zmianę u Schetyny (dzisiaj w „Kropce”), ani razu się nie uśmiechnął …

          Polubienie

          1. Jaskółka

            Schetyna, odkąd „awansował” na szefa PO jest u mnie pod kreską. Zresztą zawsze uważałam go za buca. PO to nigdy nie była moja bajka, i nigdy na nie nie głosowałam. Jednak muszę stwierdzić, że pod rządami PO żyło mi się o wiele spokojniej, jakby normalniej, bez tych szoków i zdziwień, które przeżywam teraz..Czy lepiej? Nie wiem, bo moje życie w ogóle jest pokręcone. Były aferki, były przekręty, była prywata, ale nie było chamstwa i arogancji wobec obywateli.
            Teraz PO jest dla mnie mniej wiarygodna, niż za Tuska. Nie rozumiem bratania się Nowackiej ze Schetyną. Babka silna, mogła sama przebić się, bez jego „męskiego ramienia”.
            W wyborach do samorządów wygrają w większości lokalsi. I dobrze byłoby, żeby mieli lewoskręt antykościelny:)

            Polubienie

          2. Nie znałem Schetyny przed aferami jakie pojawiły się zaraz po dojściu PO do władzy. Potem nawet ceniłem go wysoko, gdy został ministrem s. zagranicznych – bo tam plusem jest umiejętność „nawijania makaronu na uszy” i ten szeroki charakterystyczny uśmiech (dziwne, że tylko tyle).
            To prawda, że za czasów PO żyło się łatwiej, bo chociaż też kradli to przyłapani kajali się, oddawali łup i wyrażali skruchę.
            Nowacka ma jakieś osobiste zatargi z Zandbergiem i ciężko będzie im znaleźć się w przyszłości w „jednym koszyku”. Te wybory jeszcze niczego nie zmienią, ale była okazja, aby policzyć swoje antypisowskie siły pod jednym sztandarem.

            Polubienie

  4. Właśnie nie wiem czy oni walczą, niektórzy skomlą, podlizując się tym i owym, inni udają, że chcą dobra ojczyzny, a jeszcze inni szukają głupich, którzy uwierzą, że oni nie przyszli do władzy dla pieniędzy, tylko dla sprawy…

    Polubienie

    1. Trafiasz w sedno. Wprawdzie można w mendiach, najczęściej w czasie kampanii, zobaczyć „krwawe” pyskówki VIP-ów, ale to jest tylko na pokaz. Gdy „kamera stop”, to dotychczasowi oponenci idą na polędwiczki zakrapiane alkoholem.

      Polubienie

  5. Piszesz: „Nie wiem jednak dlaczego na czele resortów nie stają ludzie, którzy odnieśli największe sukcesy na swojej drodze kariery zawodowej, tylko zwykli dyletanci.” To proste. Mądry poradzi sobie bez lizania niechcianych tyłków.

    Polubienie

    1. Proste to nie jest, chociażby dlatego, że sukcesy w karierze zawodowej nie zawsze sa wynikiem mądrości. 😉
      Moje wątpliwości pojawiły się w wyniku wyraźnej deprecjacji takich stanowisk jak: radny, poseł, minister, premier, a nawet prezydent. Kiedyś to był szczyt marzeń, i m.in. efekt wytrwałej pracy. Dzisiaj to prawie obelga.

      Polubienie

      1. Jeśli ktoś może „na swoim” zarobić większe pieniądze, to wybierze taką pracę, gdzie nie musi nikomu kłaniać się w pas, a kariera zawodowa jest zależna wyłącznie od mądrości i pracowitości, a nie humorów szefa partii. Czego tu nie rozumieć? 😉 Następuje dobór negatywny i mamy, co mamy. Dla samej władzy idą do polityki ci, co są już materialnie ustawieni, żeby sobie porządzić lub poszerzyć krąg posiadania.
        Czy funkcje, o których wspominasz, uległy deprecjacji? Nie sądzę. Chętnych nie brakuje, tylko ich poziom jest coraz niższy.

        Polubienie

      2. Nie ma co dywagować co lepsze, czy sława i bycie rozpoznawalnym na międzynarodowej scenie, czy „bycie na swoim”, nawet jeżeli to olbrzymia kasa. Jedni lubią Kasię, a inni jej mamę. 😉 😀
        Co do deprecjacji to chodziło mi o stanowiska nie o funkcje, ale ogólny przekaz jest taki sam. Masz rację, dzisiejsi ludzie wolą kasę niż chwałę. Ja raczej nie winię tych co starają się o synekury tylko tych co niebacznie je rozdają, i mamy to co mamy.
        Nie wiem, czy widziałaś klip z pobytu PAD-a w ONZ, a potem w UE? Na uroczystym bankiecie nikt go nie poznał, poza jakimś polskim ambasadorem, któremu załatwił fuchę. Myślę, że szeregowi pracownicy MSZ z czasów UW i SLD mają większe znajomości na świecie niż nasze obecne głowy od parady.

        Polubienie

        1. Pełna zgoda. I zgroza. Ale to nie funkcje i stanowiska się deprecjonują, a ludzie je obejmujący lub pełniący.
          Spychalski rzecznikiem PADa…Jakieś znajome nazwisko 🙂

          Polubienie

      1. Panie Andrzeju. Kto ma zrozumieć ,zrozumiał a kto nie zrozumiał , czy warto nań tracić czas ?. I tak będzie zadawał kolejne pytania..
        Pozdrawiam serdecznie pana i pana partnera z uśmiechem nieustającym.

        Polubienie

      2. Ja zrozumiałem, ale przypominam, że nie piszemy do siebie na skrzynkę pocztową, tylko wymieniamy komentarze udostępniając je publicznie. A zatem warto zadbać o trafienie do wszystkich Czytelników, aby nie wydać się gburem. Ale … czy warto tracić czas. 😉
        Pozdrawiam z narastającym zdziwieniem.

        Polubienie

        1. W pewnym przedszkolu pojawiło się dziecko. Dziecko chodzi swoimi drogami i robi co chce. Rodzice poprosili by nie zmuszać go do niczego i pozwolić na dojrzewanie bez żadnej presji .Spece od wychowania , psycholodzy, uznali że to nie jest dobre dla dziecka ale ….rodzice mają prawo . Dajmy ludziom prawo do niezrozumienia. Może zechcą dotrzeć do prawdy a to będzie lepsze dla nich niźli wyjaśnienie encyklopedyczne. Czasem warto zaufać …warto zaryzykować nawet jak jesteśmy innego zdania i wszystko przemawia za naszą racją.

          Polubienie

        2. Ale po co wyważać otwarte drzwi? Przypadek, który Pani opisała został już wielokrotnie zanalizowany od dziesięcioleci. Odpowiedzią jest statystyka i psychologia z której np. może wynikać, że tylko jedno dziecko na 1000 zyskuje na takim toku „indywidualnego wychowywania i kształcenia”, natomiast u pozostałych 999 uczniów taki objaw niedostosowania społecznego (nieleczonego autyzmu?) pogłębia się.
          Ceną „Docierania do prawdy” w takim przypadku jest zdrowie, a może i życie dziecka. Czy więc zawsze warto ryzykować?
          Poza tym nie wiem co wspólnego ma Pani przykład z moim postem, którego tagi to: AWANS, DOBÓR NATURALNY, KARIERA ZAWODOWA, WŁADZA

          Polubienie

          1. Jakie mamy prawo do kwestionowania sposobów wychowawczych ?
            Panie Andrzeju , jestem wyjątkową kobietą i proszę mnie tak traktować . Nie dam się „zresocjalizować” .
            PS
            Lubi się pan bawić w szukanie cytatów ,i tym podobnych. Może wykorzysta Pan swoje zdolności do wyjaśnienia , jak Pani Zalewska obniża pensje nauczycielom stosując, nie bardzo to rozumiem ale jakieś uśrednianie zarobków co w konsekwencji obniża wartość godziny pracy .Z nadgodziny wartej 50zł, nagle robi się wartość 20zł. I jeszcze jedno zadanie. Czy jest zgodne z konstytucją decydowanie dyrektora szkoły czy nauczyciel ma prawo pracować po godzinach czy nie ma prawa.
            Pozdrawiam serdecznie.
            Kurcze,,,,dostarczam argumentów wyborczych….ale czy opozycja ma dość inteligencji-nie sądzę.

            Polubienie

          2. Według jednego z prawicowych polityków nie powinniśmy mieć żadnego prawa do „kwestionowania sposobów wychowawczych”, bo jak rodzic uzna, że powinien dac klapsa dziecku, to powinien mieć takie prawo. Problem w tym, że coraz częściej taki klaps jest śmiertelny, a w najlepszym razie robi z dziecka kalekę fizycznego i psychicznego.
            Ja nie szukam cytatów, to Pani konstruuje tak zadziwiające i karkołomne tezy, że na ich obalenie wystarczy zwykła mądrość ludowa.
            Co do nauczycieli to za moich czasów wystarczyło np. zabronić uzupełniania wpisów do dzienników klasowych, czy poprawiania prac uczniów w czasie prowadzenia zajęć i nauczyciel był już ugotowany. Teraz jest o wiele więcej możliwości, ale to nie jest temat chociażby nawiązujący do postu. Dlatego takie kolejne odstępstwa będę ignorował.

            Polubienie

  6. Rademenes II

    Mnie tylko bawi nadawanie ram czasowych temu zjawisku. Tymczasem nawet Piotr wielki widział potencjał w ludziach miernych, albo choćby udających miernoty, czego dowodem te słowa ukazu:

    „Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak, by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego.”

    i tak wygląda ta drabinka, do dziś.

    Polubienie

    1. Ta drabinka, którą trafnie opisałeś, faktycznie nie zmieniła się nie tylko od Piotra Wielkiego, ale i od pewnego cesarza rzymskiego, który zrobił swojego konia senatorem. To jest u nas też widoczne, ale głównie tam, gdzie na wszystkich „szczeblach tej drabinki” rządzą i dzielą wyłącznie kasę budżetową.
      Zupełnie inaczej wygląda to w korpo, gdzie jednak o awansach w pionie i poziomie głównie decydują ścisłe kryteria wykształcenia, stażu i okresowej oceny. Piszę głównie, bo na wyższych stanowiskach w firmach z udziałem kapitału zagranicznego (np. sp. komandytowe, czyli hipermarkety) mogą być odstępstwa, gdzie np. za znaczne obniżenie podatków korpo przyjmuje polskich kandydatów na synekury. 😉

      Polubienie

      1. Rademenes II

        Pracuję w korpo, mam znajoimych z korpo i mogę stwierdzić, że oprócz grupy takiej o jakiej mówisz zaczyna się tworzyć inna, o sukcesie której decyduje tupet. Ale nadal o kluczowych stanowiskach jednak decydują na ogół predyspozycje, tego nie sposób ominąć, jak się chce coś utrzymać…

        Polubienie

      2. Wśród kilkunastu podstawowych cech skutecznego kierowania wyróżnia się m.in.: a/ Asertywność, b/ Pewność siebie, c/ Zdolność motywowania innych, i d/ Odporność na stres. I tutaj masz rację, bo tupet (rozumiany jako: zuchwałość, impertynencja, arogancja, bezczelność, zuchwalstwo, …) dobrze koresponduje z cechami jakie wymieniłem wyżej (podoba mi się ta motywacja, którą kiedyś ekonom realizował biczem).
        Co do predyspozycji to ja odnosiłem się do „wyższych stanowisk” (typu generalny manager, właściciel, rady nadzorcze, itp), gdzie wymagania już nie obowiązują i na ogół wynikają z umów offsetowych, które mają zabezpieczyć interesy stron.

        Polubienie

    1. No nie wiem … ja bym się bał mądrych ludzi, bo oni zazwyczaj mówią: „Wiem, że nic nie wiem”, i … nie podejmują decyzji aż się dowiedzą. Nie ma sukcesu bez ryzyka.
      Ale pięknie pewnie by było, bo jak nie wiadomo co robić to chociaż można pomalować trawę na zielono. 😉 😀

      Polubienie

  7. Opisana przez Ciebie sytuacja wynika poniekąd z cywilnej kontroli nad armią. Nie ma możliwości, by ministrem obrony był znający się na rzeczy oficer. Laik z cywila jest po to, by kontrolować rzeczy, na których może się znać cywil, a nie wojskowy, jak kwestie prawne, międzynarodowe, finansowe. I to może działać. Pod warunkiem, że cywilny nadzór nie uwierzy, że tytuł szefa MON robi z niego eksperta wojskowego, a to niestety jest powszechne u idiotów, którzy mają tak małą wiedzę, że nawet nie zdają sobie sprawy z obszaru swej niewiedzy. Bo czym innym jest brak umiejętności wyprowadzenia wzorów ze szczególnej teorii względności, a czym innym brak wiedzy o istnieniu tej teorii oraz jej dziedziny i zakresu.

    Polubienie

    1. Nie miałem na myśli tego, aby ministrem był wojskowy. W ogóle należy rozgraniczać struktury wojskowe (np. sztaby dowodzenia) od cywilnych struktur zarządzania armią (np. ministerstwo, czy okręgowe dowództwa skoncentrowane na pracy administracyjnej)
      Poza tym mamy więcej wartościowych generałów w cywilu niż żółtodziobów w generalskich szlifach, a przecież nic nie powinno stać na przeszkodzie, aby na cywilnych stanowiskach zatrudniać demobilizowanych wyższych oficerów.
      Przykład z wojskiem podałem tylko dlatego, aby pełniej ukazać problemy awansowania i realizacji kariery zawodowej w innych resortach.

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.