Ławnicy w Sądzie Najwyższym. Mity i fakty.

W cieniu mundialowych zmagań rozgrywa się ostatni akt batalii o „być, albo nie być” polskiego sądownictwa. Nie chciałem podejmować tematu związanego z ławnikami, bo jest to problem z którym nie dały sobie rady żadne z systemów politycznych wolnej Polski jaka powstała po 1918 r. Także wszelkie próby zrestrukturyzowania i dostosowania instytucji ławnika do zmieniającego się systemu spełzły na niczym. Ławnik bowiem zawsze był solą w oku, zarówno dla: a/ sądów – bo mógł wpływać na przebieg procesu i wyrok, b/ prokuratorów i podsądnych – bo mógł zadawać im kłopotliwe pytania, oraz c/ dla samej procedury sądowej – bo najczęściej nie miał wystarczającej wiedzy prawnej.

Już w II RP pojawiły się instytucje sądów przysięgłych (częściowo oparte na strukturze angielskiej ławy przysięgłych), ale nie spełniły one oczekiwań z uwagi na olbrzymie różnice w prawach obywateli. Wprawdzie doceniano znaczenie i doświadczenie t.zw. „czynnika społecznego”, ale nie potrafiono z niego skorzystać.
http://uwm.edu.pl/mkks/wp-content/uploads/05-Ziolkowska_K.pdf
I chociaż ławnik miał takie same uprawnienia jak sędzia (nie mógł tylko przewodniczyć rozprawie) to obawiano się – i słusznie – jego zbytniej autonomii, dając do zrozumienia, iż jakikolwiek sprzeciw wobec decyzji przewodniczącego spotka się z natychmiastowymi represjami. Taka rola ławnika ludowego
http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Palestra/Palestra-r1968-t12-n9(129)/Palestra-r1968-t12-n9(129)-s66-70/Palestra-r1968-t12-n9(129)-s66-70.pdf
służącego za t.zw. „listek figowy”, przetrwała do końca epoki Gomułki.

Dopiero z nadejściem „Złotej Epoki Gierka” pojawiły się mechanizmy umożliwiające wykorzystanie instytucji ławnika jako czynnika społecznego. Do końca lat 60′ ub.w. ławnicy pochodzili z t.zw. „nadania odgórnego”, byli to obowiązkowo aktywiści PZPR, osoby sprawdzone przez specsłużby, ewentualnie zgłoszone przez lokalne urzędy, państwowe instytucje, a także sądy, które mogły zgłaszać „sprawdzonych” już w boju ławników na kolejne kadencje. I w tym momencie, t.j. ok. 1976 r. „jaja kobyły” ławnik sądów powszechnych z ponad 28 letnim stażem – zarówno tych PRL-owskich, jak i obecnej Najśmieszniejszej – zetknąłem się z tym rodzajem działalności. Wytypowanie mnie i zatwierdzenie we wszystkich procedurach wyborczych potraktowałem z jednej strony jako typowy wrzód na d… , zaś z drugiej jako wyróżnienie, bo w nadchodzącej odwilży politycznej mnie bezpartyjnego „obdarzono” zaufaniem aktywu partyjnego i kierownictwa urzędu. Ale po kolei.

Przełom lat 1980/1981 to historycznie okres największej demokracji jaka przytrafiła się Polsce (vide „Karnawał Solidarności”). To znalazło odbicie także w sądownictwie, bowiem prawo zgłaszania i wyboru ławników scedowano na zakłady produkcyjne i pozarządowe organizacje (spółdzielnie, związki). Chętnych jednak nie było, więc sięgnięto po starą metodę naboru z „łapanki”, czyli pozyskiwanie kandydatów po linii organizacyjnej. Z małych zakładów podstawowej działalności kierowano ławników do sądów powiatowych i grodzkich, gdzie była największa orka. Z jednostek nadrzędnych oraz urzędów i instytucji kontrolnych ławnicy najczęściej trafiali do sądów rejonowych, a specjaliści np. z zakresu prawa pracy do sądów cywilnych (np. pracy).

Ławników wyróżniających się „przytulały” na stałe sądy okręgowe (wcześniej wojewódzkie). I tu obalamy pierwszy mit. Żaden sędzia, jak i ławnik nie musi „znać się na prawie”, bo tak jak odpowiedziała jedna z kandydatek na ławnika SN „w razie czego może doczytać”. Sędzia musi wiedzieć jak stosować prawo, a ławnik jak pogodzić opinię publiczną z obowiązującym prawem. Wystarczy spojrzeć na kierunki wykładania prawa, np. tutaj:
http://www.otouczelnie.pl/artykul/474/Studia-prawnicze
aby się zorientować, że znajomość prawa jest akurat najmniej oczekiwaną umiejętnością jaką powinni wykazywać się sędziowie i ławnicy.

Wracamy więc do podziału gremiów sądowniczych jak i ławniczych. Jest oczywistym, że jak ktoś ukradnie kurę sąsiadowi to jego sprawa trafi do sądu najniższej instancji. Przestępstwa bardziej złożone wędrują do wyższych instancji, a przestępczymi grupami zorganizowanymi o charakterze międzynarodowym zajmują się sądy okręgowe, najwyższe i trybunały. Pomijam tryby odwoławcze, gdzie też może zawędrować pieniacz, który ukradł kurę. I tu objawia się w całej krasie ignorancja „Dobrej zmiany”. Pomysł z ławnikami jest dobry, może nawet bardzo dobry, ale wykonanie fatalne. Ławnik powinien pochodzić z awansu wynikającego z wieloletniego doświadczenia w orzecznictwie i na różnych szczeblach instancyjnych. Bo po co nam wykwalifikowany ławnik, gdy sędzią, albo jego przełożonym jest ktoś ze znanej piosenki:
https://www.youtube.com/watch?v=PKh68MFd2Do

Kolejny mit to przekonanie o byle jakich kwalifikacjach ławników. No cóż, „co było, a nie jest nie pisze się w rejestr”. Do czasu wejścia do UE ławnikami mogli być także prawnicy, stąd b. często zdarzało się, że sędzia był tylko świeżo upieczonym magistrem aplikantem, a ławnikiem były adwokat w stopniu dr. prawa. Tu wkraczamy w sferę nielegalnych wypłat diet przekraczających standardowe kwoty. Najczęściej wtedy ławnikami w sądach wyższych instancji bywali prawnicy zatrudniani na kierowniczych stanowiskach. I to była ta kropla przepełniająca czarę, ławnik posiadający kwalifikacje wyższe od sędziego stawał się niewygodnym uczestnikiem i świadkiem rozstrzygnięć zawieranych poza sala sądową:
http://www.rp.pl/artykul/104288-Lawnicy—niechciani-spoleczni-sedziowie.html
„Lecz nie poradzisz nic, bracie mój, gdy na tronie siedzi chuj” (vide piosenka wyżej).

Reforma wymiaru sprawiedliwości wisiała nad sądownictwem i w rezultacie spadła w latach 2000/2001. W pierwszej kolejności niezależność utracili prokuratorzy, a w sądownictwie zaczęli się pojawiać „znajomi króliczka”, i protoplaści późniejszych „misiów”. Role ławników zaczęto ograniczać do minimum i zmniejszać ich ilość. Tak jak nie jest prawdą, że wszyscy sędziowie kradną kiełbasy, pendrive’y, spodnie, wiertarki i co tylko im podejdzie pod rękę, tak i nie jest prawdą, że ławnicy to idioci, „kandydaci do Sądu Najwyższego”, a w najlepszym razie wazony, lub paprotki. Nie można bowiem ławnika sądu okręgowego z przełomu wieków porównywać do ławnika sądu grodzkiego, czy powiatowego.

I nie ma co ukrywać, że kandydatów na ławników można wyłonić po kilkunastominutowym przesłuchaniu osób, które wcześniej nie miały nic wspólnego z podobną działalnością. Tak jak mawiał Nowicki w znanym filmie, że: „pić trzeba umić”, tak i ławnikować trzeba się nauczyć. „Czynnik społeczny” powinien nie tylko być pomostem pomiędzy sędzią zawodowym i opinią publiczną, ale i bacznie patrzeć na ręce władzy wykonawczej i sądowniczej. A tego nie gwarantuje ani „Dobra zmiana” zwana dojną zmianą, ani kierunki „reformowania” państwa i wymiaru sprawiedliwości. Za wcześnie więc na ławników, jeżeli mają być czymś więcej niż paprotką, czy wazonem, to pierw trzeba uporządkować stan zepsutego przez PiS państwa.

30 uwag do wpisu “Ławnicy w Sądzie Najwyższym. Mity i fakty.

  1. W każdym razie wysłuchania/przesłuchania kandydatów nie powinny chyba wyglądać tak, jak to mieliśmy okazję oglądać w tv, nie mówiąc o przekroju kandydatów na ławników…

    Polubienie

    1. Gdyby przyjąć – a takie założenie jest chyba uzasadnione – że tak jak sądy różnią się od siebie instancyjnością, tak i ławnicy powinni różnić się kwalifikacjami i doświadczeniem w pełnieniu funkcji ławnika. Czyli nie przesłuchania, a przegląd CV i ew. uzupełnienia informacji.

      Polubienie

  2. Nie słyszałam o żadnej sprawie, gdzie czynnik społeczny miał jakikolwiek wpływ na orzeczenie końcowe Sądu. Ale może jestem w błędzie. Całkowicie natomiast zgadzam się z ostatnim zdaniem notki. W obecnym (bez)kształcie sądownictwa, ławnicy ozdobią go, jak wianuszek trumienkę.

    Polubienie

    1. Wpływ czynnika społecznego – ale i także pozostałych uczestników procesu, czyli prokuratury, obrońców, i podsądnych – jest niezauważalny z założenia, bowiem obrady są utajnione. Jeżeli ławnicy mają odrębne zdanie, to w 99,99% sędzia zmienia wyrok. Na kilkanaście tysięcy wyroków jakie podpisałem pamiętam tylko 3 przypadki (jeden mój) pojawienia się pisemnego zdania odrębnego. Jednak zawsze było to wynikiem uzgodnienia z sędzią, który wolał wydać wyrok narzucony z góry i pokazać, że nie było to jednogłośne.
      Wianuszek, trumienka – fajne i trafne. 🙂

      Polubienie

  3. Powinno wszystko zostać jak było. Nie wiem po co zmieniać cokolwiek . Było przewidywalnie. Ten sędzia za to i za to bierze tyle, tamten za tamto bierze tyle. Z tamtym lepiej nie zaczynać bo jakiś chory umysłowo idealista i uczciwy co gorsza. Zamiast robić reformę, wysłać skrupulatnego urzędnika ze skarbówki do pana sędziego i po chwili odwiedzał by już swoich podsądnych w bardzo wielu przypadkach. Od lat nie pojmuję dlaczego nie używa się tej miotły do walki ze śmieciami. Ciężko określić ilu jest więcej ale fakt pozostaje faktem-sądownictwo bez remontu kapitalnego nie ustoi. Tu pojawia się ,nieporadność pisiorów. Błędy wizerunkowe, błędy merytoryczne z pewnością tez się znajdą ale to jedyna droga. Lepszą było wysadzić w powietrze wszystkich sędziów ale kto zaryzykuje taką sytuację.
    Tu by świetnie zrobił dialog. Podpowiedzieć pisiorom ,że to można inaczej to lepiej to całkiem odwrócić ale kto ma to zrobić…. Tak, podniesie się głos ,że pisiory nikogo nie posłuchają…nikogo faktycznie, nikogo nie warto słuchać ale gdyby tak odezwał się ktoś…to juz co innego …
    Niestety , kolejna Pana praca jest dla mnie bezwartościową bo nie wiem podstawowej rzeczy. Nie wiem ile maja do powiedzenia ławnicy. Jak się ma ich zdanie do wyroku. Jaki mają na niego wpływ. Skupianie się na ich kwalifikacjach jest dla mnie bez sensu bo to chyba z założenia ma być mieszanka . Znów te odnośniki .
    Pozdrawiam serdecznie prostego faceta aspirującego do roli kombajnu. Skomplikowana maszyneria a oddziela plewy od zboża ….kierunek ma pan słuszny ale wykonanie wciąż ….ale trzymam kciuki ….powodzenia.

    Polubienie

    1. Przepraszam za użycie Pani agresywnego języka, ale myślę, że zbliżamy się do zakończenia tej znajomości. Dlaczego? Pani pojęcie o skorumpowaniu elit II, PRL, i III RP jest b. prymitywne i nie nadaje się do dalszej „obróbki”. Jeżeli Pani myśli, że policjant, prokurator, sędzia biorący łapówkę przytula ją dla siebie, to jest Pani w ogromnym błędzie. W naszej zapyziałej i zawistnej Polsce, gdzie mordowano za zajechanie miedzy „na trzy palce” obowiązują takie mniej więcej zasady jak podział napiwku przedstawiony na filmie „Zaklęte rewiry”. Biorą wszyscy, ale muszą się dzielić z „tymi z góry”. Kto nie da, dostaje w mordę i wynoszą go na kopach z „dojnego” rewiru. To dlatego żadna poważniejsza miliardowa afera finansowa (od FOZZ, poprzez Hazardową, Skoki, Amber Gold, … do Getback) nigdy nie została wyjaśniona, a poszkodowanym nigdy nie oddano pieniędzy. To jednak nie jest przedmiotem tego postu! I dopóki Pani tego nie będzie zauważała to nasza wymiana poglądów nie będzie miała sensu – nie jesteśmy sami na tym blogu.
      Prosty facet pozdrawia prostą – jak kij od miotły – kobitkę.

      Polubienie

      1. Ja , gdy czegoś nie umiem a wydaje mi się to być potrzebne, uczę się tego.Gdy czegoś nie rozumiem, staram się pojąć. Pan przyjmuje postawę lub jest,rozkapryszonym dzieckiem, z przerostem mniemania o sobie nad możliwościami. Dwie różne postawy życiowe, bo przecież ludzie się różnią. Czy branie łapówek, oj, przyjmowanie wdzięczności za pomoc w postaci kwiatów, zabrania by jednym czy kilkoma kwiatami się podzielić. Kiedyś była nawet taka tradycja ,że gdy dostało się za dużo, oddawało się komuś kto naszym zdaniem zasługiwał, możliwe,że tradycja zmieniła się w obowiązek.
        Nie jesteśmy sami ?…Wybaczy Pan. Jesteśmy . Rozdrabniając się tracimy na możliwościach dlatego ja staram się tego nie robić, no chyba ,że Pan.
        Jaskółka nadziei zabrzmiała w Pana ostatnim zdaniu więc i ja pozdrowię prostego Pana , rozbawiona i śmiejąca się bo tak jest łatwiej.

        Polubienie

        1. Nie wiem po co Pani wysila się, aby realizować swoje grafomańskie ciągoty poprzez opisywanie swoich i moich stanów psychicznych (jakiś kompleks? 😉 😀 ), gdy problem jest banalnie prosty, można rzec, że tak prosty jak p… kotka za pomocą młotka. Pani po prostu nie odróżnia „dowodów wdzięczności”, od napiwków, czy łapówek! Proszę więc spróbować podziękować kwiatami policjantowi, prokuratorowi, czy sędziemu za korzystne dla Pani orzeczenie – wtedy, być może, władza to Pani dokładnie wytłumaczy.
          Ja jednak nie będę czekał na wyniki ew. eksperymentu i już teraz wyłożę Pani, „jak krowie na rowie” o co biega.
          Podałem przykład „Zaklętych rewirów”, bo tam wyraźne widać, że nawet to co było zasłużonym napiwkiem staje się nielegalnym haraczem. Wprawdzie ” policjantów, prokuratorów, i sędziów” na razie nikt jeszcze nie leje po mordzie i nie odbiera im „dowodów wdzięczności”, ale nietrudno przewidzieć, że zainteresowani sami pójdą po rozum do głowy (albo do d… , bo nie wiadomo, gdzie go będą mieli, gdy PiS zakończy reformę) i lada chwila wykażą się własną, jedynie słuszną, inicjatywą.
          A więc śmiejmy się, tylko po co z siebie?

          Polubienie

    1. Mimo wszystko wolę nasze sądy, gdzie los oskarżonego nie zależy od tego jak ekspresywnie będą grać swoje rolę prokuratorzy i obrońcy. Tam się robi przedstawienie dla ławników i publisi, u nas wymiar sprawiedliwości ma w d… publisię, a ławnicy grają w teatrze pantomimy.

      Polubienie

  4. Niepotrzebnie pokazano fragmenty rozmów z kandydatami na ławników bo naprawdę wyglądało to niepoważnie. Skoro kwalifikacje niepotrzebne to może proste losowanie obywateli? Na kogo wypadnie na tego bęc? To by była właściwa reprezentacja „czynnika społecznego” – według reguł statystyki.

    Polubienie

    1. To przedstawienie z udziałem senatorów i kandydatów pokazuje dokładnie z jakim państwem mamy do czynienia.
      Losowanie by miało sens (tak jest np. w USA), ale nie w tak podzielonym państwie jak nasze.

      Polubienie

      1. Jakiś sens w losowaniu jest bo decyduje przypadek, który nie wybiera lepszego ani gorszego sortu. Chyba, że tym „losem” ktoś pokieruje…

        Polubienie

        1. Losowanie to b. dobre rozwiązanie, ale dla spraw prostych, nie wymagających doświadczenia, czyli do sądów powiatowych, góra rejonowych. Problem tylko, że po wylosowaniu trzeba jeszcze przesłuchać kandydata, a z tym jest jak jest. 😉

          Polubienie

  5. Anna

    Jak zwykle potrafi pan tylko krytykować, ale co w takim razie może zrobić PiS, chcąc więcej władzy oddać ludowi? Przecież ani politycy, ani prawnicy, ani lekarze, mundurowi, księża, czy przedstawiciele innych uprzywilejowanych zawodów nie poczuwają się do obowiązku samooczyszczania. Nie sprawdzają się także żadne systemy kontroli wewnętrznej. Może faktycznie, tak jak pisze Bet, ławników wyłaniać w drodze losowania?

    Polubienie

    1. Tonette

      Bardzo rozsądne podejście do problemu.W ogóle,przez ostatnie kilka miesięcy wygląda na to iż
      cokolwiek zrobi PiS,musi być zdezawuowane.O ile można(?) się przyzwyczaić do tego w jedynie słusznych gazetach,gdzie ma zastosowanie stare prawidło: Każde kłamstwo powtórzone 1000 razy,staje się obowiązującą prawdą,są jednak sytuacje gdzie wymaga się trochę zdrowego rozsądku.Więc zdanie jest tu jak najbardziej na miejscu.I tak uważam,ze Ziobro głaszcze tą kamarylę po główce.Przez ostatnie kilkanaście lat,wysłuchałem z ust prominentnego prawnika, obecnie na emeryturze,kilkaset wprost „ponuro-anegdotycznych” opowieści jak w Polinie wygląda
      sprawiedliwość z pewnej perspektywy.Więc wcale się nie dziwię,że mafia walczy o swoje.
      Co prawda obydwie strony,mają nieodłączne i nieśmiertelne argumenty w postaci śp.komuny,
      której gdyby nie było,to trzeba by dopiero wymyślić.Tylko,że korupcji ani nepotyzmu nie wymyślono za komuny i nie wiadomo(a może i wiadomo) dlaczego tak o nie kruszy się kopie. Nawet w Brukseli,nie mniej skorumpowanej.Co do problemu ławników,to powiem tak;Moja matka przez 23 lata była ławnikiem.I o ile pamiętam chwaliła się,że kilku sędziów wprost jej nie znosiło z powodu tego iż była czasem zbyt dociekliwa i potrafiła wraz drugim ławnikiem wprost przegłosować sędziego.Nie jestem pewien czy w dzisiejszych,jakże słusznych czasach byłoby to możliwe.

      Polubienie

      1. Nazywając sądownictwo mafią nie odkrywasz niczego nowego. Problem tylko w tym, że warto jeszcze wiedzieć, kto i kiedy tak zepsuł Polskę, że wymiar sprawiedliwości zaczął się przekształcać w mafię. Warto, bo – wbrew pozorom – autorem mafii nie jest ani Kaczyński, ani Tusk, Jaruzelski, itd., … Można to przypisać Piłsudskiemu, który w 1926 r . dokonał zamachu stanu zaczynając od parlamentu. Potem już tylko bywało gorzej, albo lepiej, co można sprawdzić wymuszonymi zmianami na kierowniczych stanowiskach.
        Nie wiem co miała na myśli Twoja matka mówiąc o „przegłosowaniu sędziego”, bo na ogół obrady zespołu sędziowskiego są zamknięte i utajnione, ujawnia się dopiero wynik głosowania, w którym – jeżeli nie jest on jednomyślny – podaje się, który sędzia miał odmienne zdanie, i jak to uzasadniał. Dlatego myślę, że Twoja mama miała na myśli wyłącznie obrady, a te mogą trwać od kilku minut do kilku … lat. Takich sytuacji ja miałem kilkanaście, ale nie w tym rzecz, bo liczy się to co napisane i podpisane.

        Polubienie

      2. PiS nie jest dezawuowane za to, że „cokolwiek zrobi”, ale za to, że „cokolwiek zrobi” robi to źle łamiąc coraz silniej kolejne zasady zaczynając od dobrych obyczajów a kończąc na Konstytucji RP.

        Polubione przez 1 osoba

    2. @Anna
      Staram się poza krytyką podawać także rozwiązania, nawet jeżeli mają one służyć tak wrogiej narodowi opcji politycznej. Tym razem mogę jednak podać receptę, bo jest ona niedostępna dla PiS. A więc: Jeżeli chce się oddać część władzy, ludowi, albo chociaż słusznemu narodowi, to trzeba pierw sobie go wychować (… takie Rzeczypospolite jakie młodzieży chowanie), a to jest kwestia kilku pokoleń. Na razie nie mamy żadnej gwarancji, że bydlę wybrane w drodze głosowania nie sprzeniewierzy się zaraz po złożeniu ślubowania.

      Polubienie

      1. „bydlę wybrane w drodze głosowania”…jak małym człowiekiem musi być ktoś kto o drugim w taki sposób potrafi napisać….tak małym że tylko krzykiem pokazuje że jest..Znów pokazał Pan jakim jest małym człowiekiem-po co-nie warto udawać ?

        Polubienie

      2. Bydlę to chyba dość łagodne określenie parlamentarzysty, który popełnił przestępstwo ścigane z kodeksu karnego i cywilnego? Od 1990 r. było to 11 przypadków, takich jak: udział w przestępstwach zorganizowanych, pobicie i zgwałcenie żony, zgwałcenie sekretarki, pedofilia, nieumyślne spowodowanie śmierci (2 wypadki), zlecenia pobicia, groźby karalne, i nadużycie władzy. O czynach nagannych moralnie i etycznie (picie, głosowania na „cztery ręce”, korupcja, fałszowanie dokumentów, oszustwa podatkowe) nawet nie ma co wspominać. Czy teraz Pani przeprosi, czy uda, że deszcz pada? 🙂

        Polubienie

      1. …istnieją podejrzenia ,że sensu nie ma , nie w komentarzach a w omawianej treści-tak doniosły zaprzyjaźnione media…nadchodzą czarne chmury …

        Polubienie

  6. Ławnik rzeczywiście nie potrzebuje gruntownej znajomości prawa, choć akurat podstawowe zasady, czyli domniemanie niewinności, wszelkie okoliczności niewyjaśnione winny działać na korzyść oskarżonego, powinny być mu znane. Jako osoba niezależna, nie tylko od prokuratury, obrony, lecz nawet od sądu, ma prawo zadawać pytania dotyczące wątpliwości w sprawie przebiegu zdarzeń. Do tego nie potrzeba wiedzy prawniczej, ale za to należy kumać, że ani dobro, ani zło nie mają tu nic do rzeczy, bo po prostu trzeba zweryfikować ustalenia oskarżenia i obrony.
    Natomiast sędzia winien znać prawo, choćby dlatego, żeby wiedzieć gdzie czego szukać, ale również do tego, by ocenić czy pytania zadawane na sali rozpraw mają znaczenie dla ustalenia faktów, czy też są próbą podgrzania emocji i zmanipulowania za ich pomocą orzeczenia.
    Problemem omawianych kandydatów na ławników było to, że nawet nie wiedzieli, czym ławnik się zajmuje, nie zadali sobie trudu, by sprawdzić jaka jest ich rola, jedna osoba była nawet nieobecna, a mimo to przeszła przez „sito” – innymi słowy, towarzystwo miało gdzieś przyszłą pracę i obowiązki, łapczywie rzucając się na prestiż i dodatkowy dochód (marny skądinąd).

    Polubienie

    1. Witam dawno nie widzianego gościa.
      Widzę, że przypadkowo poruszyliśmy ten sam temat. Jednak co do znajomości prawa (chociaż nie bardzo wiem czy chodzi o znajomość: prawa, czy jego stosowania – bo to nie to samo) to ja bym akurat nie przesadzał, ani w stosunku do ławnika, ani nawet do sędziego. W ciągu 28 lat ławnikowania (byłem też krótko radcą prawnym i biegłym) nie zauważyłem, aby jakkolwiek sędzia przyszedł na rozprawę bez dwóch kodeksów: prawa i postępowania karno cywilnego. Mało tego, nigdy nie zdarzyło się, aby sędzia stosując określone paragrafy pisał, lub powoływał je z głowy, ale za to zawsze „doczytywał” – po prostu prawo zbyt szybko się zmienia, a wiadomo, że i przecinek ma znaczenie.
      Ważny jest natomiast kręgosłup moralny, a ten można sprawdzić tylko „w boju”, najlepiej wieloletnim. Lepiej więc, aby na sali rozpraw zamiast jednego kręgosłupa były trzy, bo wtedy jest wieksza szansa na moralność.

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.