Służba zdrowia na froncie walki między dżumą a cholerą

Sierpień 1980 r. Jeden z robotników ładujących wózki akumulatorowe w Stoczni Gdańskiej postanawia zaprotestować przeciw podwyżkom cen mięsa, alkoholu i wyrobów tytoniowych. Aby nie było, że chodzi o t.zw. „wódę i zagrychę” do postulatów dorzuca się żądanie przywrócenia do pracy wcześniej zwolnionej koleżanki z pracy. Gdy „przestój” rozszerza się na inne wydziały i po kilku godzinach obejmuje całą stocznię, do akcji przyłączają się związki, kadra kierownicza, a potem nawet lokalne władze partyjne. Pojawia się 21 słynnych postulatów. Już po kilku miesiącach nieznany nikomu robotnik staje się najważniejszą osobą w kraju, a po kolejnych 9 latach wygrywa wybory prezydenckie.

 

Minęło 37 lat i podobną operację powtarzają lekarze rezydenci. Akcja początkowo skierowana jest przeciw niskim zarobkom, ale wiadomo, aby nie było, że chodzi tylko o kasę, to coś trzeba do wysuwanych żądań dorzucić. Postulaty oscylują więc w tempie i zakresie łudząco podobnym do tego sprzed 37 lat, czemu sprzyja fakt, iż służba zdrowia jest w takim samym stanie rozpadu jak PRL pod koniec lat 80. ub.w. Jednak żądanie rozmów pomiędzy 20-paroletnimi rezydentami, a premier rządu brzmi jak ponura groteska. Służby zdrowia nie da się naprawić jednym machnięciem czarodziejskiej różdżki, na to trzeba wiele dziesięcioleci i bajońskich kwot rzędu dziesiątków, a może i nawet setek miliardów złotych.

 

Zanim jednak rząd zacznie wrzucać kasę do worka bez dna, może warto się zastanowić wcześniej nad tym jak załatać worek bez dna i zacząć oszczędzać? Bo służba zdrowia to prawdopodobnie największy obszar szarej strefy. Pomijając mafijny sektor farmaceutyczny, który przynosi ogromne straty dla budżetu i niebotyczne zyski dla obcych firm, trudno nie zauważyć burdelu we własnych strukturach gospodarki, który wygląda tak jak poniżej:

 

1/
O tym się mówi, pisze i krzyczy, a kolejne rządy mają to gdzieś. A tymczasem ponad 1600 prywatnych lecznic (wykaz niżej)http://skylark.up.poznan.pl/sites/default/files/artyku%C5%82y-dokumenty/Lista%20plac%C3%B3wek%20medycznych%20PZU%20ZDROWIE.pdfzbija kasę na „świadczeniu” usług medycznych. Cudzysłów został zastosowany nie bez kozery, bo prywatne placówki lecznicze zajmują się lekkimi przypadkami, ale za ciężkie pieniądze. Gdy jakiś zabieg się nie powiedzie to pacjent już w państwowej karetce jedzie na sygnale do państwowego szpitala, na kosztowne leczenie za państwowe pieniądze:http://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/Publiczne-szpitale-lecza-prywatne-zarabiaja-prawda-czy-szkodliwy-mit,162152,14.html

 

2/ Jeszcze w maju ub. roku rząd „Dobrej Zmiany” łaskawym okiem spojrzał na chętnych do kolejnego tworzenia nowych placówek medycznych, dla niepoznaki zwanych „sieciowymi” i w efekcie tego spojrzenia powstały plany lekko kolidujące z żądaniami Szczecińskich rezydentów:https://franczyzawpolsce.pl/trendy-franczyzy/6866-bedzie-wiecej-sieciowych-placowek-medycznychWprawdzie ten rynek prywatnych usług szacuje się tylko na ok. 40-50 mld. w skali roku, to jednak nie obejmuje on usług pozakatologowych, wykonywanych w t.zw. „szarej strefie”, czyli bez rejestracji, bez faktury VAT, świadczonych w … placówkach państwowych, lub w domu pacjenta.

 

3/
Prawdziwym „dolce witaj” 😉 są jednak badania w laboratoriach analiz lekarskich. Tutaj na porządku dziennym jest kierowanie pacjentów prywatnych lecznic do … SOR-ów, gdzie można bardzo kosztowne badania przeprowadzić za darmo. Oczywiście z wynikami uzyskanymi w państwowych lecznicach pacjent wraca do prywatnej kliniki, gdzie już za skromną dopłatą otrzymuje bez kolejkową poradę. Wizyta w SORze to nadal najpopularniejsza metoda szybkiego dostania się do lekarza i uzyskania kompleksowych badań. Trzeba tylko sprytnie udawać nagły przypadek, a wiadomo „Polak potrafi”. 😉 😀

 

4/
System szkolenia i weryfikacji wiedzy medycznej pozornie nie obciąża wydatków na służbę zdrowia, ale to tylko pozory. O problemach lekarzy rezydentów i sposobach ich rozwiązywania obecny rząd wiedział już znacznie wcześniej i sygnalizował to np. tak:http://www.rp.pl/Lekarze-i-pielegniarki/308249985-Zmiany-w-systemie-ksztalcenia-lekarzy-Koniec-z-wolontariatem-i-wyzyskiem-lekarzy.htmlW praktyce nie zrobiono jednak nic.

Przyjrzyjmy się więc jak np. szkoli się przyszłych lekarzy:http://lekarski.umed.lodz.pl/?page_id=1624
Wybrałem uczelnię łódzką, ale sądzę, że podobne schematy stosowane są także w innych miastach.

Oto plan zajęć na I roku medycyny:
1/ PROFESJONALIZM AKADEMICKI I LEKARSKI
2/ PRZEŁOMOWE ODKRYCIA W HISTORII ROZWOJU LEKÓW
3/ ZAGROŻENIA CYWILIZACYJNE
4/ INTERDYSCYPLINARNA WSPÓŁPRACA LEKARZA ZE STOMATOLOGIEM
5/ PRZYGOTOWANIE STUDENTA KIERUNKU LEKARSKIEGO DO ZAWODU NAUKOWCA
6/ ŚWIAT JAKO KLINIKA- MEDYKALIZACJA SPOŁECZNA
7/ TEORETYCZNE I PRAKTYCZNE ASPEKTY CHIRURGICZNEGO SZYCIA RAN
8/ LECZNICTWO OTWARTE (LEKARZ RODZINNY)
Z ogółem 12 przedmiotów usunąłem 4, które w jakiś sposób bronią się przed banalnym posądzeniem o t.zw. „dojenie budżetu”. Pozostały jednak w.wym. przedmioty, które z powodzeniem można odrzucić (zakładając, że na studia medyczne przychodzą osoby mające już jakieś rozeznanie w branży), albo zaproponować kształcenie na poziomie średnim i niekoniecznie przez profesora medycyny. 😉

Oczywiście można przyjąć, że na I roku studiów z reguły wykłada się podstawy późniejszych przedmiotów, ale na ostatnim roku studiów także pojawia się „dojarka”, czyli możliwość dorabiania dla kadry profesorskiej. Oto bowiem studenci VI roku mają obowiązek zaliczenia przedmiotów j.n.:
1/ PEDIATRIA
2/ CHIRURGIA
3/ GINEKOLOGIA I POŁOŻNICTWO
4/ PSYCHIATRIA
5/ MEDYCYNA RATUNKOWA
6/ MEDYCYNA RODZINNA
Proszę teraz wyjaśnić po co psychiatrze potrzebna jest wiedza o chirurgii? Można zresztą przyjąć, że pediatrze przyda się wiedza o ginekologii i położnictwie, ale niestety świat idzie do przodu i specjalizuje się, także w dziedzinie medycyny.

Aby zobrazować bezsens tego typu szkoleń przytoczę stary dowcip z długą brodą:
Przyszła baba do lekarza z nożem w plecach. Dla chirurga jest to jednak zbliżający się koniec dniówki, wyjmuje więc nóż z pleców pacjentki, wbija jej w oko i mówi:
– Proszę się zgłosić do okulisty.

 

5/
Centralny rozdział aparatury medycznej (a także centralne zarządzanie prawie wszystkimi sferami służby zdrowia) jest wyjątkowo rażącym przykładem. Od 1989 r. w niektórych magazynach szpitalnych leżą i niszczeją nigdy nie używane, niezwykle drogie elementy wyposażenia służące do opieki zdrowotnej. W innych szpitalach jeszcze droższe tomografy komputerowe, rezonansowe, itp. są wyłączane z obiegu z zupełnie banalnych przyczyn, takich jak brak specjalistycznej obsługi, lub niewłaściwej obsługi.

Kolejne tematy, które mają wpływ na „dojenie z budżetu”, jak np. wadliwa polityka finansowa, nieprawidłowy rozdział kontraktów, brak polityki płacowej, ręczne sterowanie z zewnątrz, itp. pominę z uwagi na pojawienie się najważniejszego czynnika, który jeszcze przez dziesięciolecia będzie trzymał „w szachu” całą służbę zdrowia.

 

6/
Medycyna wirtualna. W 1954 r. do jednego z komputerów (wtedy jeszcze zwanych „mózgiem elektronowym”) wpisano program ułatwiający skomplikowane obliczenia poziomu jednostek penicyliny stosowanych w ciężkich stanach zapalnych. Program sprawdził się doskonale i otworzył epokę elektronicznych lekarzy, ale wiadomo, że lepsze jest wrogiem dobrego. Dopiero więc po upływie wielu dziesięcioleci, i oczywiście rozwoju sprzętu elektronicznego, wirtualna diagnostyka stała się podręcznym laboratorium służb medycznych. Już w 2011 r. elektroniczny lekarz pojawił się w smartfonach:http://technowinki.onet.pl/aktualnosci/elektroniczny-lekarz-w-kazdym-smartfonie/pmnj8

Sukcesy w wirtualnym leczeniu przyszły zresztą kilka lat wcześniej, gdy okazało się, że elektroniczny lekarz bije na kilka głów lekarza „z krwi i kości”. Otóż robot w 99,8 % przypadkach stawiał bezbłędne diagnozy. Najlepsi fachowcy medycyny z trudem osiągali wynik 30-34%. Także w zakresie oferowania programu leczenia robot był bezwzględny proponując najlepsze (niestety najdroższe) metody leczenia. A więc już mamy robota lekarza z „dwójką” w każdej możliwej dziedzinie.https://singularity.pl/obawiasz-sie-sztucznej-inteligencji-co-jesli-ocali-ci-zycie/Robot nie bierze łapówek, grzecznie odnosi się do pacjentów, pracuje „na okrągło”, nie głoduje żądając podwyżek, i na razie … go nie ma. 😉 😀

 

Jaka więc przyszłość czeka lekarzy? Nie chcę prorokować, ale wystarczy poczytać np.:http://www.rp.pl/Biznes/304209869-Sztuczna-inteligencja-i-roboty-zamiast-lekarzy.html
http://wyborcza.pl/7,75400,21699935,madry-robot-podpowie-lekarzom.htmlaby przekonać się, że idą nowe czasy. A więc niech drżą lekarze „mali bogowie”, bo jedyny ratunek dla nich to „sypanie piasku do łańcucha w rowerze i wsadzanie kija w szprychy” … I po co było się uczyć? Pozostaje tylko życzyć przyjemnych i konstruktywnych rozmów p. premier z rezydentami w klimacie poniższej piosenki:
https://www.youtube.com/watch?v=L6rsASXUfiU&feature=youtu.be

14 uwag do wpisu “Służba zdrowia na froncie walki między dżumą a cholerą

  1. ~Michał

    Pojechałeś równo, ale to jest raczej przerost treści nad formą. Już w samym tytule sugerujesz, że ścierają się dwie dominujące partie PiS i PO, i w tej walce wykorzystują rezydentów. To nie jest prawda. To co opisujesz to walki konkurencyjne na wolnym rynku, widoczne w każdym rozwiniętym cywilizacyjnie państwie. Twoja wiedza o szkolnictwie wyższym jest mocno zapóźniona i raczej odnosi się do byłej Akademii Medycznej, a nie obecnego UM. Może to tylko spóźnione żale i pretensje?

    Polubienie

    1. anzai

      O! Widzę, że stara „przyjaźń” nie rdzewieje. Oczywiście, że masz rację, burdel był, jest i będzie, ale niech nikt nie mówi, że teraz już go nie ma. No i muszę Cię zmartwić, po odejściu z AM, jeszcze przez kilkanaście lat „siedziałem” na zleceniach. Wolałem zlecenia niż umowę o pracę, bo w przeciwieństwie do Ciebie nie musiałem się trzymać jednego stołka. Przykre, co? 😉

      Polubienie

  2. ~Jaskółka

    Ja pasuję. Ten problem jest nierozwiązany od ( już pisałam)…. dziestu lat. Te wszystkie kombinacje nie wzięły się znikąd. Kolejne rządy „poprawiały”, „wprowadzały”, „reformowały” i to w takim tempie, że zrobił się jeden wielki węzeł gordyjski. Nie usprawiedliwiam lekarzy, ale może właśnie takie radykalne protesty rozpoczną naprawę tego, hmmmmm…. bajz…burd… bałaganu:)

    Polubienie

    1. anzai

      Ja też nie chciałem ruszać tego co z daleka śmierdzi, ale uznałem, że moje CV zobowiązuje. Nie ma nadziei na jakąś generalną poprawę, a cała ta afera prawdopodobnie skończy się dołożeniem do tego worka bez dna kolejnej kroplówki z kasiory, a dalej „będzie jak było”. Ostatecznie wiemy, kto rządzi. 😉

      Polubienie

  3. Też już chyba pisałam, że to węzeł gordyjski, a plany studiów wszędzie są podobne, czasem mam wrażenie, że niektóre przedmioty są po to, by profesorstwo miało pracę.
    Protest popieram, bo czego by się rezydenci nie domagali, to niech się wreszcie coś ruszy i przy okazji zetrze uśmiech tym wiecznie zadowolonym przy korycie…

    Polubienie

    1. ~anzai

      Jedną głodówką tego problemu na pewno się nie rozwiąże, ale próbować można i nawet trzeba. Też jestem za protestem, bo mam nadzieję, że może jednak k… k…. łeb urwie, i będzie po k…
      Co do podwyżek rezydentów, uzyskanych w ten sposób, to mam mieszane uczucia, bo jak sięgam pamięcią zawsze w takich sytuacjach największe bonusy odbierali wyżej ustawieni od protestujących (vide pielęgniarki i lekarze). Wyobrażasz sobie np., że podwyżka dla rezydentów nie zakłóci relacji płacowych w pozostałych grupach??? 😉

      Polubienie

  4. Bywały przecież nawet sytuacje , że w geście solidarności pracownicy szpitali rezygnowali z części pensji, by wszyscy mieli pracę, ale ileż możną kłaść się na ołtarzu solidarności?
    W tym momencie o tym chyba nikt nie myśli, to zadanie tych na górze, niech główkuja…

    Polubienie

  5. ~Bet

    Pewien mądry dziennikarz zauważył, że nasz rząd ubolewa nad długim oczekiwaniem na sądowe wyroki a wieloletnie kolejki do chirurgicznych zabiegów jakoś pomija milczeniem.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.