Czółka myślą nie skażone, czyli Król „Jaruś I-szy” kontra KRS.

Tak jak żołnierz żołnierzowi nie równy, tak i sędzia do sędziego nie przystaje, to stara prawda. W pozostałych zawodach na ogół jest podobnie. O rzeczywistej pozycji na drabinie społeczno zawodowej, decydują bowiem kwalifikacje, umiejętności (czasem zdolności) i najczęściej doświadczenie. Będzie jednak inaczej. Bo oto pisowate wymyśliło sobie, że „nie ma co czekać, trza brać co się da i zaraz uciekać”. A więc żołnierz ma te same przywileje bez względu na stopień i szeregowy jest równy generałowi. Mało tego można nawet nie być szeregowym, a tylko rekrutem, aby odbierać honory od generałów i zarządzać nimi (vide „miś”). W pisowatym sztabie generalnym będzie więc więcej szeregowych, paru oficerów, a generał najwyżej jeden, bo taki układ będzie odzwierciedlał rzeczywisty układ sił.

 

Podobnie ma być w środowisku sędziowskim po ostatnim orzeczeniu „kolesiów” z Trybunału Konstytucyjnego. Kolesie pojawią się zresztą wszędzie, bo zbyt długo czekali na swoją kolej, aby teraz mieli nadal przytupywać w sieni. Może więc być tak, że prezesem Sądu Najwyższego zostanie np. jakiś miś, czyli student III roku prawa – bo przecież już wtedy następuje specjalizacja i studenci wybierają kształcenie się w przyszłych zawodach sędziego, prokuratora, adwokata, notariusza, komornika, itd., itp. – a prezesem Trybunału magister prawa skompromitowany w zawodzie sędziego. Niektórzy zostaną tylko bibliotekarzami i będą bawić się z kotem pod stołem, inni marząc o nie zdobytym zawodzie prokuratora, obmyślać będą plan zemsty.

 

Wracamy jednak na kolejne pole bitwy, tym razem o Krajową Radę Sądowniczą. KRS nie był, i nie jest, tworem doskonałym – bo faktycznie przypominał kastę niedostępną dla innych, faworyzującą swoich – miał jednak to czego mieć nie będą pisowaci, ani żadne inne późniejsze plemiona Najśmieszniejszej. To coś, to „sznyt”, ale i wiedza teoretyczno praktyczna, oraz obycie na scenie krajowej i zagranicznej. Żalu więc zbytniego, po wykarczowaniu obecnego KRS, nie będzie. Pozostanie tylko niepomierne zdziwienie, że „dyktatura ciemniaków” dotrze w rejony niedostępne nawet dla stalinowców, o późniejszych popłuczynach postkomunistycznych nie wspominając. Skoro jednak mowa o ciemniakach to warto też częściowo wyjaśnić o co chodzi. Częściowo, bo nikt nie płaci mi za analityczne opracowanie zagadnienia.

 

Otóż pisowate wymyśliło sobie, że skoro sędziowie mają równe prawa, to i zapewne mają równe kwalifikacje, a więc teraz będzie tak, że wszystkie sądy będą miały swoją reprezentację na wszystkich szczeblach władzy sądowniczej. Głownie chodzi jednak o KRS. Ale, czy naprawdę sędzia, albo nawet praktykujący w sądzie student III roku prawa, ma takie same kwalifikacje jak np. profesor prawa po 30 latach pracy na wszystkich szczeblach zawodowych? Pytanie retoryczne, ale nie dla pisowatych. Już wiemy, że sędzia np. sądu rejonowego może być. i będzie członkiem KRS. A jak to wygląda od strony sędziów? No cóż, prawda jest jak gówno i prędzej lub później wypłynie na wierzch.

 

Teoretycznie bowiem student prawa najpóźniej na III roku powinien trafić do sądu w ramach praktyk studenckich. A co potem? Wliczając ukończone studia oraz 2-3 lata prawie równoległego stażu w sądzie, w charakterze gońca/protokolanta (pomijam nazwy służbowe) jako aplikant i przyszły sędzia powinien znać zasady stosowania kodeksu karnego (KK) i kodeksu postępowania karnego (KPK). To jest absolutna podstawa teoretycznej wiedzy np. sędziego wydziału karnego (pomijam sądy cywilne, rodzinne, rejestrowe, itp.). Po kolejnych kilku latach aplikant, czasem już „wyświęcony” sędzia sądu rejonowego, powinien posiąść także wiedzę dodatkową wynikającą z zakresu prowadzonych spraw.

 

W czasach PRL, oraz transformacji systemowej do rządów Lecha Kaczyńskiego (jako ministra sprawiedliwości) było jeszcze w miarę prosto i normalnie. Organa dochodzeniowo śledcze (czyli obecne 12 specsłużb), policja i prokuratura po prostu współpracowały z sądownictwem nie dla partii politycznych, ale dla szeroko rozumianej polskiej racji stanu (cokolwiek by to miało znaczyć 😉 ). Lech Kaczyński, tak jak przeciwieństwo króla Midasa, odmienił wszystko. Polski wymiar sprawiedliwości został upolityczniony i zaczął ze sobą konkurować. Od tego momentu, czyli od ok. kilkunastu lat, wszyscy donosili na wszystkich. Nie istniał przepływ informacji, a do obowiązków sędziów doszła jeszcze ważniejsza wiedza poza zawodowa z zakresu prowadzonych spraw.

 

Nie ma się co oszukiwać, sędzia znający się na finansach, mógł popełniać błędy w zakresie ochrony zdrowia, sędzia „VAT-owiec” nie miał pojęcia o informatyce, a „karnista” bywał na bakier z IT, itd., itd., Podobne problemy niekompatybilności pojawiały się w obszarach teoretycznie od siebie bardzo odległych, jak np.; praw autorskich, konstrukcji przemysłowych, ochrony przyrody, oraz głównie t.zw. przestępstw zorganizowanych. Można uznać, że przestępcy zawsze byli o krok przed organami ścigania, i kilka kroków przed wymiarem sprawiedliwości. To spowodowało, że nawet sędzia z długoletnim stażem i wieloma specjalizacjami stawał się ignorantem wobec ciągle specjalizujących się gangów i ich obrońców prawa.

 

W danym wydziale liczyło się także ogólne rozeznanie w zadaniach wydziału i możliwościach kadrowych. Naczelnikiem wydziału z reguły zostawał sędzia potrafiący poza swoimi obowiązkami „ogarnąć” także ogół spraw zawodowych, społecznych, międzyludzkich, itp. w danym wydziale. Pojęcie „sędzia zostawał” naczelnikiem wydziału, albo prezesem sądu, lub awansował do wyższej instancji nie jest jednoznaczne. Do epoki ministra L. Kaczyńskiego w.wym. osoby były demokratycznie wybierane z własnego grona, czyli sędziowie danego wydziału wybierali naczelnika, naczelnicy prezesów, prezesi prezesów wyższych instancji, itd. aż do sądu najwyższego. Nietrudno zauważyć, że np. na prezesa sądu rejonowego wybierano osobę potrafiącą regulować przepływ zadań i obowiązków w danej jednostce organizacyjnej wynikający z normalnej fluktuacji kadr, takiej jak m.in.: okresowe choroby i nieobecności, awanse, przejścia w stan spoczynku, oddelegowania, itp. …

 

Można było też zauważyć pewną prawidłowość polegającą na tym, iż na wyższych szczeblach organizacyjnych zwiększał się udział władz nadrzędnych, czyli przy wyborze prezesa sądu okręgowego uczestniczyły także władze samorządowe i przedstawiciele rządu. Przy wyborze najwyższych przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości np. sędziów SN, NSA, KSR, Prokuratora Generalnego, szefów specsłużb, oraz Trybunałów wyboru dokonywał premier, albo prezydent, jednak wyłącznie z kandydatów zgłoszonych przez dane środowisko. Wymuszało to przedstawianie co najmniej kilku kandydatów z których wybierano jednego, jednak w dalszym ciągu był to w pełni demokratyczny i zgodny z trójpodziałem władzy wybór. Oczywiście można dalej przytaczać powody dla których sędzia, czy prezes sądu powinien kroczyć normalną wieloletnią, nieraz rzędu dziesięcioleci, ścieżką awansu zawodowego i być wybieranym w obrębie danych środowisk, ale chyba nie jest to konieczne, bo podany przez mnie niżej skrajny przykład braku kwalifikacji dowodzi jak groźne może być zjawisko bagatelizowania kwalifikacji sędziów.

 

Jeszcze kilka lat temu Brazylia uznawana była za ósmy gospodarczy cud i piątą gospodarkę świata, która w połączeniu z Rosją, Indiami, i Chinami (t.zw. BRIC) miała się stać największą potęgą świata, a prezydent Lula da Silva miał być był kimś pomiędzy cudotwórcą a Bogiem. Dzisiaj Brazylia jawi się totalnym bankrutem a prezydent przebywa za kratkami.http://www.newsweek.pl/swiat/brazylijski-cudotworca-odchodzi,65663,1,1.htmlNie wnikając bliżej w to jakie były tego bezpośrednie powody można stwierdzić, że jedną z głównych przyczyn było beztroskie przekształcanie kraju za pomocą populistycznych ustaw niezbyt sumiennie kontrolowanych przez instytucje legislacyjne. W olbrzymim uproszczeniu było to zwykłe rozdawnictwo podobne do naszego polskiego „500+” W Brazylii jednak rozdawano także samochody, mieszkania, a nawet helikoptery z lądowiskami.

 

Nie ma się co dziwić, że po ośmiu latach takiego zarządzania krajem niekonstytucyjnymi ustawami nieodwracalnie padł nie tylko system polityczny, ale i cała gospodarka kraju wraz z wiarą, że można czynić cuda. Kryzys jaki dotknął Brazylię wydaje się nie mieć końca, przynajmniej w kategoriach społeczno ekonomicznych. To powinna być przestroga nie tyle dla naszych „naprawiaczy” systemu, co dla ich wielopokoleniowych potomnych. Bowiem zepsucie wymiaru sprawiedliwości jest jak podcięcie gałęzi na której naprawiacze siedzą. Nie da się z niesprawnymi członami trójpodziału władzy tworzyć nowy sprawny system polityczny z jasno opisanymi prawami społeczno ekonomicznymi, bo taki twór staje się dziwolągiem na skalę światową. Najwyżsi przedstawiciele władzy sądowniczej to nie tylko prawnicy z najwyższymi kwalifikacjami zawodowymi, ale i eksperci sprawnie poruszający się we wszystkich obszarach zarządzania państwem. I z tym trzeba się pogodzić, bo na Brazylię nas nie stać.
.

23 uwagi do wpisu “Czółka myślą nie skażone, czyli Król „Jaruś I-szy” kontra KRS.

  1. W wielu zawodach kwalifikacje i doświadczenie są niezwykle istotne i długa droga do stanowisk to nie fanaberia. Same kwalifikacje i dobre chęci nie uczynią z nikogo specjalisty, do którego można mieć zawodowe zaufanie. Nie znam sie na sądownictwie, KRSie oraz podobnych instytucjach, ale pamiętam siebie po studiach i potwierdzam, że doświadczenie czyni z człowieka zupełnie innego pracownika…

    Polubienie

    1. anzai

      Być może Cię to zdziwi, ale ja pomimo ukończenia dwóch zupełnie odrębnych kierunków, czyli elektroniki cyfrowej i psychologii wychowawczej, przez prawie 30 lat pracy zawodowej nie zauważyłem związku pomiędzy zdobytym wykształceniem a wykonywaną pracą. Dopiero w ostatnich latach odczułem potrzebę gwałtownego dokształcania się. Masz rację staż to zupełnie inne, i niezwykle ważne kwalifikacje.

      Polubienie

  2. Skoro padło już o Brazylii to polecam film „Tropa de Elite” w bardzo dosadny i brutalny sposób obnaża korupcję i zepsucie systemu wewnętrznego. Skupia się głównie na obłudzie policji i działaniu elitarnego oddziału policyjno-wojskowego, który poszanowaniem praw człowieka raczej nie grzeszy. Świetny.

    Polubienie

    1. anzai

      Filmu nie widziałem, ale brazylijska sytuacja była dość powszechnie znana, i powinna być symptomem ostrzegawczym dla Polski. U nas policja też jest sterowana za pomocą kija i marchewki, tyle tylko, że kierunek „jazdy” jest wielką niewiadomą i dla woźnicy i dla osła. 😉

      Polubienie

  3. ~MariaT

    Z tego co napisałeś wynika sentyment do sloganu „aby było jak było”? Oczywiście chodzi mi o ten okres od 1989 r. do przejęcia ministerstwa sprawiedliwości przez L. Kaczyńskiego. Ale to przecież był to okres przejściowy, gdzie sędziowie oraz prokuratorzy, i adwokaci, zagrożeni weryfikacją na gwałt usiłowali „dorobić się” na spokojną emeryturkę?! Poza tym nie jestem przekonana, czy system, gdzie wyrok jest orzekany jeszcze przed wejściem na salę sądową, był systemem optymalnym? I do tego ta usłużność sędziów i oczekiwanie na telefon od notabli …

    Polubienie

    1. anzai

      Mój idealny obraz sądownictwa daleko odbiega od systemów anglosaskich i niemieckich, i jest umiejscowiony raczej w teoretycznych założeniach. Jednak teoria a praktyka to zupełnie co innego, tym bardziej, że praktyka to człowiek, a ten jest nieobliczalny, nawet dla siebie.
      Problem korupcji i łapownictwa w sądownictwie (oraz w instytucjach rządowych) to zupełnie oddzielny problem, zbiegający się do konstatacji: „kto nie z nami łapówkarzami, ten przeciw nam”.
      Oczekiwanie na telefon od notabli zawsze było przywilejem funkcjonariuszy państwowych. Teraz mają nie czekać tylko w pozycji „na baczność” przyjmować dyspozycje odgórne.

      Polubienie

  4. ~tonette

    A mnie wydaje się,że kiedyś popełniono ogromny błąd,kiedy zaczęto lansować wśród ciemnego luda banał stulecia o zbiorowej „mondrości” narodu.Efekt jest tragiczny,gdyż kolejne „wadze”,zamiast zajmować się rządzeniem połowę czasu marnują na podlizywanie się kolejnym pokoleniom debili.Dodatkowo istniejące sprzężenie zwrotne powoduje wycinanie w pień (lex Szyszko)tych co lepszych egzemplarzy.O ile w latach 70tych usiłowano gwałtownie wymusić podnoszenie kwalifikacji,co prawie się udało,to wśród reszty zaczęto odczuwać zagrożenie.Największe wśród niedorobionych histeryków,socjologów i domowego chowu rewolucjonistów.Zwłaszcza ci którzy nigdy nie splamili się robotą.Ale nepotyzmem już tak.
    I tak już zostało,zwłaszcza gdy powstały kręgi
    trudniące się wytfurczością legend,na jakie ciemny lud sygnalizował zapotrzebowanie. Niektóre z nich były „słuszne i naukowe”jak np
    te o Balcerowiczu & Co.Jeśli chodzi o jeden z filarów polskiej dupokracji,czyli o sądownictwo,sprawa jest dość zagmatwana.Od samego początku zakładano iż sędzia powinien(!) mieć poza umiejętnościami stricte zawodowymi jeszcze tzw sumienie.Co to za wynalazek,tego nie sprecyzowano.Teoretycznie filar ten powinien podlegać jakiejś kontroli
    ale jak to w Polsce zwykle bywa o czymś tam zapomniano i założono iż jak się będzie sędziom dobrze płacić to pozostaną uczciwi.
    Ogromna większość taka jest,ale pod warunkiem, znanym od wieków.Czyli jeśli ich nie drażnić.
    Zwłaszcza nie tykać przywilejów.Jeszcze kilkanaście lat temu,większość sędziów była kształcona za tzw komuny i miała tzw zasady moralne.Akurat trudno to rozciągać na całość,
    gdyż wisi na nimi casus prywatyzacji czy reprywatyzacji.Niemal każde miasto mogłoby pokazać „małoszacownych” prawników którzy
    o uczciwości tylko czytali w lekturach szkolnych.Ale w RP tak już bywa,że jeśli o czymś się nie wrzeszczy to tego nie ma.Akurat
    sędziowie stali się kastą nietykalną,gdyż trzymali z politykami i podobnie jak KK wiedzieli,że ręka rękę myje.Dlatego też „ruszenie” tak ważnych interesów tej kasty stanowi istne horrendum,grożąc upadkiem całej piramidy układanej przez 26 lat.Jak już kiedyś pisałem,nie przepadam za min.Ziobrą,ale może spójrzmy na to co się dzieje przez pryzmat
    zwyczajnej uczciwości dziejowej.Od wielu lat
    niemal wszyscy narzekali na to co się dzieje w państwie polskim (nie duńskim).I nikt,nawet palcem nie kiwnął,żeby to zmienić.I zabrał się za to Z.Ziobro.Nawet nie próbuję osądzać jakie będą z tego efekty,lecz chociaż będą.
    Marazm poprzedniej ekipy był permanentny,a tu przynajmniej od czasu do czasu jakieś zastarzałe bolączki i jawne niesprawiedliwości
    da się rozwiązać.I czasami od ręki.Poprzednicy mieli na to 8 lat i nawet własnego szoguna,a nie potrafili nawet kiwnąć palcem w bucie.W każdym razie obojętnie czy lubimy PiS czy nie, reforma sądownictwa jest konieczna.Przecież zawsze można odpowiedzieć totalnej opozycji; macie jakieś pomysły?

    Polubienie

    1. anzai

      Myślę, że niepotrzebnie epatujemy się głupimi decyzjami t.zw. „ciemnego luda”, bo przecież problem leży w innym miejscu. „Ciemna luda” nie podejmuje kluczowych kierunkowych decyzji, tylko wybiera pomiędzy opcjami o mniej więcej tym samym poziomie walidacji. To, że na prezydenta RP „ktoś” zgłosi np. szołmena, i szołmen zostawi w pobitym polu wielu znanych polityków nie dowodzi głupoty wyborców, tylko złych intencji protektorów. Tego jednak nie da się zmienić, bo gdyby zastosować właściwe sito kwalifiakcyjne to obecny prezydent mógłby być najwyżej burmistrzem jakiegoś prowincjonalnego miasteczka.
      Kwestii sumienia sędziego nie da się ująć w jakieś sztywne ramy przepisów i nie jest to chyba potrzebne, bo bardzo rzadko to sumienie jest używane. Najczęściej decydują dowody, a dopiero potem telefony przełożonych. Sumienie odkurza się wtedy gdy chodzi np. o włamanie do komórki i kradzież słoika z ogórkami, albo o kradzież batonika z supermarketu. 😉
      Wydaje mi się, że nawet „Cztery ziobra” Fedorowicza nie wystarczą, aby „naprawić” wymiar sprawiedliwości. To jest żywy organizm, który w ciągu roku decyduje o losach setek tysięcy, a może i milionów osób. Tu nawet najdelikatniejszy skalpel chirurga może zepsuć wszystko, lekiem na całe zło jest homeopatia i silna wiara, że będzie lepiej. A więc nie reforma tylko delikatne odkurzenie, naoliwienie, wymiana uszczelek, podkręcenie śrubek, itp. drobne konserwacje. 😉

      Polubienie

  5. ~tonette

    To niemal prawda.Zwłaszcza,że PiSuary zachowują się wszędzie jak słoń w składzie porcelany. Jednak jest jedno ale.To ale nazywa się czas.A czas wcale nie pracuje dla etosu.Nawet dla POPiSu.faktem,nie do odparcia jest konieczność reform.Te wielce rozreklamowane reformy AWSu okazały się jednym wielkim humbugiem,o czym rzadko kto ma odwagę wspomnieć.Choć tacy straceńcy istnieją.Bo jak tu przyznać,że każdy pomysł jaki powstał w głowach omf demokratów był pomysłem poronionym.Kłopot w tym,że PiS usiłuje zabrać się do poprawek prawa od tzw dupy strony.O ile TK było zwykłą koniecznością,to uważam,że należałoby się zabrać na poważnie za prawników sejmowych.Zbyt dużo jest ustaw wychodzących z Sejmu jako buble,o dziwo umiejętnie wykorzystywanych przez „pewne”
    zaprzyjaźnione kręgi.Na dodatek wykorzystuje się popularny fakt iż posłowie w pokaźnej części są zwykłymi mente kaptusami.Co prawda credo etosu o dodatkowym IQ jakie miałoby pochodzić z demokratycznego wyboru dalej jest aktualne,ale fakty temu przeczą.Tak więc tym razem,nie można sprawy zagłaskać.Wytoczono już zbyt ciężkie działa.

    Polubienie

    1. anzai

      Bardziej od słonia w składzie porcelany pasuje mi porównanie do pijanej małpy z brzytwą w ręku. Słoń niszczył przecież tylko to co było dookoła, czego nie można było wcześniej usunąć, w ostateczności można było słonia wyprowadzić ze sklepu. Pijana małpa to ci co rozwalają nasze agentury zagraniczne, i stosunki międzynarodowe, podjudzają do wojny domowej, łamią prawo i konstytucję, itd., itp., … no i małpę trzeba pierw złapać. 😉
      Nie bardzo wiem jakie zastrzeżenia można mieć do TK sprzed grudnia 2015 r.? Fakt, że Rzepliński też popełniał błędy, może nawet był za bardzo za opcją PO, PSL i SLD, ale gdy mu to udowodniono potrafił się wycofać, i wycofując wadliwe orzeczenia przeprosić Polaków. Tutaj nieodmiennie widzimy środkowe palce.
      No i, jak zwykle, nie sądzę, aby taka postawa ethosu wynikała wyłącznie z niskiego poziomu IQ. Nobla też dostawali laureaci, dysponujący kwota 100-120 pkt. 😉 To jest kwestia charakteru, światopoglądu, odpowiedzialności, dobrze pojętego patriotyzmu i całej masy tp. uwarunkowań.

      Polubienie

      1. ~Dociekliwy

        Nie jestem przekonany, że sąd jako konglomerat oskarżyciela i obrońcy w jednym to najlepsze rozwiązanie. Przypominam sobie, że i w PRL i w okresie „do epoki L. Kaczyńskiego” wyroki zapadały długo przed rozprawą sądową. To był czas dany przestępcy aby zrozumiał co ma zrobić, i ten z reguły wiedział co ma robić.

        Polubienie

        1. ~anzai

          Wyrok to rzecz względna. Wydaje go także policja kierując sprawę do prokuratury, prokuratura i inne służby przekazując wnioski sądowi. I myślę, że to jest dobry sposób, gdy nie ma wątpliwości, kto np. włamał sie do komórki.
          Gorzej, gdy nie ma dowodów, a proces jest poszlakowy. To, ze prtzestępca płaci łapówkę i zyskuje jakąś korzyść i tak jest lepszym rozwiązaniem od tego, gdzie ktoś idzie w zaparte, zostaje uniewinniony, i potem pokazuje wszystkim środkowy palec.

          Polubienie

  6. Ciągle tylko te kwalifikacje… Po co komu kwalifikacje? W Polsce nie ma pracy dla ludzi z kwalifikacjami! W Brazylii też pewnie ostatnio nie było…

    Polubienie

    1. anzai

      Jestem podobnego zdania. Kandydaci na najważniejsze stanowiska powinni wystąpić w programie TV „Ja mam talent”, wtedy chociaż byśmy naocznie mogli się przekonać czy potrafią zatańczyć i zaśpiewać. 😉

      Polubienie

      1. ~tonette

        Mam lepszy pomysł,który jednak nie ma szans z racji”czewonego” rodowodu.Otóż kupę lat temu polska(!)TV lansowała program pt. Sito gubi diamenty.Jednak znając z autopsji obowiązujące reguły gry(rynkowe)w mendiach,można założyć iż
        eliminacje przeszliby jedynie Terlikowscy, Pięta,Misiewicz i obowiązkowo Pawłowicz z jednej strony,a J.Mucha i T.Siemoniak z drugiej. Jest niemal pewne,że w regulaminie znalazłyby się paragrafy dyskwalifikujące ex komunę i ich potomstwo.A przecież Polska rozpaczliwie potrzebuje nowych twarzy i to koniecznie myślących.Na marginesie,chodzą słuchy,że Trump przyjeżdża do Polski sprawdzić czy to prawda iż koniecznie należy nam rzucić linę(z wędką)ratunkową,w postaci propozycji nie do odrzucenia.Otóż zapłacimy narodowi wybranemu to co im się „słusznie” należy,zaś oni podniosą nam rating i średnią inteligencji. Np w postaci zapisu w nowej konstytucji o parytecie w sejmie (i pewnie w rządzie).Podobnym do Niemców.Jako premię dostaniemy możliwość spenetrowanie pustyni Mojave i kupienie po cenach rynkowych każdego złomu starszego niż 15 lat.

        Polubienie

        1. anzai

          Tak jak dotąd nie znaleziono lepszego systemu od demokracji, tak i nie ma lepszego systemu w procesie awansowania pracowników od analizy naturalnej ścieżki kariery zawodowej i stawiania prognoz na tej podstawie. Człowiek, który sprawdzał się w pracy może nagle zablokować się w sytuacji kryzysowej. Z kolei inny mierny pracownik w kryzysowej sytuacji staje się utalentowanym kierownikiem. Dla „łowców głów” (t.zw. head hunters) jest to największe ryzyko zawodowe. Była jakaś szansa na wypracowanie tych systemów i narzędzi awansowania w epoce Gierka, ale wiadomo, kolejna era cwaniaków i znajomych króliczka doprowadziła do tego co mamy obecnie, czyli znane ch… d.. i kamienie.

          Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.