A jednak był zamach w Smoleńsku …

Do niedawna Polaków można było rozpoznać po tym jak odnoszą się do aborcji, bo: kto był za aborcją, był lemingiem, kto był przeciw, był moherem, pośrednich stanów (także umysłowych) nie było, bo uznawano, że to wariaci. Od kilku dni takim wskaźnikiem ma być „Zamach w Smoleńsku”. Na blogach ludzie, a może tylko człekopodobni, plują jadem i obrzucają się błotem. Oliwy do ognia dolewa decyzja o ponownym wyciąganiu z trumien „trupów smoleńskich”. A tymczasem wystarczy przypomnieć sobie okres kilku miesięcy przed katastrofą.

 

1 września 2009 r. W uroczystościach na Westerplatte uczestniczy premier Rosji W. Putin. Urocze spacery z premierem Tuskiem, gdy czule się obejmując, szeptali sobie coś do ucha, miały być dowodem na to, że obgadywali przyszły zamach. 😉 😀 Już po kilku tygodniach, w rewanżu za przyjęcie w Polsce premier Putin zaprasza premiera Tuska do Rosji. To jeszcze nie są oficjalne międzypaństwowe spotkania głów państwa, dlatego na miejsce spotkania przyjmuje się Katyń, gdzie w kwietniu, jak co roku niektórzy Polacy przyjeżdżają uczcić poległych żołnierzy polskich.

 

Lech Kaczyński pytany w grudniu 2009 r. – w kontekście zaproszenia Tuska do Rosji – czy weźmie udział w uroczystościach katyńskich, zaskoczony, zdziwiony i zdenerwowany odpowiada: A po co?! Już raz tam byłem! Sytuacja jednak zmienia się radykalnie, gdy okazuje się, że na spotkaniu z Putinem Tusk może ugrać punkty i pozostawić w polu nie tylko Unię Europejską i USA (starające się o poprawę współpracy z Rosją) ale i także obu braci Kaczyńskich. Następuje nagła i szybka zmiana decyzji, teraz dla prezydenta L. Kaczyńskiego najważniejsza staje się wizyta w Katyniu.

 

Przez kilka następnych miesięcy, aż do kwietnia 2010 r. obserwujemy przepychankę pomiędzy dziennikarzami, a „obsługą” potencjalnej wizyty prezydenta na cmentarzu w Katyniu. Temat główny to: „Kto ma załatwić formalności związane z zaproszeniem, i ustaleniem lotu jako wojskowy przelot głowy państwa”? Wreszcie na bezpośrednie pytanie dziennikarzy: Jak prezydent chce dotrzeć do Katynia, skoro nie ma zaproszenia ze strony Rosji, a przepisy nie zezwalają na jednoczesny lot prezydenta i premiera – L. Kaczyński z olbrzymią dezynwolturą odpowiada: „Jeszcze nie wiem jak tam dojadę, ale będę”. No i dojechał …

 

No cóż, nie da się ukryć, że wizyta L. Kaczyńskiego, który w Katyniu ponownie zamierzał pouczać Rosjan, że są ludobójcami nie była na rękę ani rządowi polskiemu, ani UE i tym bardziej USA. I być może z tych powodów, poza nieliczną garstką fanatyków polityki Kaczyńskich, pozostali, łącznie ze mną, zaciskali kciuki życząc prezydentowi, aby jego wizyta nie doszła do skutku. Był to oczywisty zamach nie na prezydenta, ale na niepożądaną wizytę w Katyniu. Wydawało się bowiem niemożliwe, aby delegacja katyńska w ogóle mogła wylecieć z Polski, składało się na to wiele powodów.

 

Nadal nie było zaproszenia, ani nawet zgody Rosji na przyjazd L. Kaczyńskiego. Nieoficjalnymi drogami dyplomatycznymi Rosja sygnalizowała, że w przypadku jednoczesnego pojawienia się premiera Tuska i prezydenta Kaczyńskiego, do Katynia nie przybędzie premier Rosji. 10 kwietnia 2010 r. nawet niebiosa zdawały się ostrzegać przed wylotem prezydencką delegację. Nie sprzyjała głównie pogoda, niski pułap chmur i silne mgły w okolicach lądowiska, oraz wiele innych ważnych powodów, takich m.in, jak: nieważna licencja pilota, niedoczas, brak zapasowego lotniska, itd.,

 

Samolot, który nie powinien nawet wystartować z Warszawy, jednak wystartował. Ci wszyscy, którym bracia Kaczyńscy szczali do mleka, zaciskali kciuki podczas tragicznego lotu, szepcząc: „skuś baba dziada”. Nikt jednak nie życzył najgorszego, bo na pokładzie leciały dziesiątki szanowanych, lubianych i poważanych osób. Zakładano, że samolot zawróci do Polski, albo wyląduje na lotnisku zapasowym (którego nie było!). Niestety piloci – to ważne – pomimo wielokrotnych próśb, nie dostali rozkazu zakończenia misji! Przypomnijmy: Na pokładzie było ok. 6-7 osób, z których każda miała możliwość wydania rozkazu kończącego feralny lot.

 

Zamiast rezygnacji piloci w krytycznym momencie podchodzenia do lądowania usłyszeli od dowódcy sił powietrznych zachęcające polecenie: „Zmieścisz się!”. A jednak nie zmieścili się. Zanim na miejsce katastrofy przybyły polskie delegacje, Rosjanie już mieli komplet podstawowych przyczyn katastrofy, a wśród nich takie jak: wadliwie skalibrowany wysokościomierz, niesprawny sprzęt pokładowy, nieznajomość obsługi samolotu w krytycznych sytuacjach, przekroczenie zasad bezpieczeństwa (sterylności) w kabinie pilotów, spożywanie alkoholu na pokładzie samolotu i w kabinie, itd., itp., …

 

Trudno się dziwić, że w tych warunkach delegacje polskie przywitał nie kryjący swojego zadowolenia premier Putin. Stało się to, czego nie przewidywał nawet w swoich najśmielszych marzeniach. To wyjaśnia także dlaczego obie strony polskie (przy udziale J. Kaczyńskiego) zgodziły się na prowadzenie śledztwa w ramach komisji polsko-rosyjskiej. Nikomu przecież nie zależało na ujawnianiu prawdziwych przyczyn katastrofy. Przyjęto najbardziej korzystny dla obu stron wpływ warunków pogodowych, i błąd pilotów.

 

Prawdopodobnie w tym momencie, i za zgodą strony polskiej, zatajono także te fakty, które mogły wskazywać na inne przyczyny katastrofy. A przyczyn było niemało, bo doliczono się ich po stronie polskiej ponad 80, a po stronie rosyjskiej 7 … To, że powołana prawie rok temu sejmowa komisja śledcza nie znalazła ani jednej zatajonej przyczyny katastrofy wyraźnie wskazuje, że nie chodzi o wyjaśnianie, ale o zamulanie i granie trupami ofiar. Trzymajmy więc kciuki, ale nie za mocno, aby znowu nie doszło do katastrofy. 😉
.

22 uwagi do wpisu “A jednak był zamach w Smoleńsku …

  1. To jest właśnie polityka. Nie chodzi o prawdę, o rozsądek czy logikę, tylko co na tym można ugrać. I ta myśl od początku przyświecała tej delegacji – i niestety nie inaczej jest z jej tragicznymi skutkami…

    Polubienie

    1. anzai

      Witam nowego gościa.
      Polityka nie zawsze taka była. Jeszcze na początku III RP bywali posłowie, którzy nie wyciągali łapy do koryta, a do polityki szli dla dobra narodu, cokolwiek to ma znaczyć.
      Niestety od 2005 r. wszystko się zmieniło, i teraz „nie ma zmiłuj”.
      Serdecznie pozdrawiam

      Polubienie

  2. ~zaza

    Dzień dobry:)
    Jakby na Smoleńsk i aborcję nie patrzeć, nieustającym międleniem tych tematów, Polacy płci obojga pokazują światu, że w kraju leżącym między Odrą a Bugiem nie ma innych problemów i że klawo jest, boć to kraina mlekiem i miodem płynąca.

    Serdecznie pozdrawiam.:)

    Polubienie

    1. anzai

      Witam dawno nie widzianego gościa. 🙂
      Masz rację, czymś te aborcje i zamachy trzeba popychać, więc niech się popychają same, a w tej smoleńskiej mgle PiS jeszcze wysmaży kilka ustaw rozkładających Polskę na łopatki.
      Pozdrawiam.

      Polubienie

  3. ~Michał

    Coś mi się wydaje, że wsadziłeś kij w mrowisko z którego już dawno wszystkie mrówki pouciekały. 😀
    Ale nie martw się, tego postu nikt ci nie zdejmie, tak jak tego słynnego sprzed 6 lat artykułu: „Szumią brzozy na Smoleńsku, wicher w dupę dmie”, bo już nie ta ręka, nie to pióro, i nie ta władza.
    Niestety z tym co napisałeś muszę się zgodzić, bo nawet korowody jakie się odbyły wokół odszkodowań dla rodzin ofiar katastrofy nie są warte międlenia tematu (jak wyżej napisano).

    Polubienie

    1. anzai

      Zgadza się, mrówki pouciekały, ale ciekawe co, i na kogo wykrzykiwały? 😉 Jak wiesz prawdziwy Polak nie odpuszcza do końca, i nawet złapany za rękę krzyczy: „to nie moja ręka”. Niestety, inni Polacy widząc to wierzą … złapanemu, czyli temu, kto głośniej krzyczy. Krzyczmy więc. Niedługo to się przyda …

      Polubienie

  4. Pamiętam niestety te wszystkie zawirowania, kto miał jechać, kto nie miał. Gdy katastrofa sie wydarzyła, to byli nawet tacy, co na kiepskich filmikach z komórek chodzące trupy widzieli, które dobijano na miejscu, bo niby ktoś strzał słyszał. To już od początku było chore…

    Polubienie

    1. anzai

      Myślę, że ta choroba rozwija się nadal.
      Też widziałem te filmiki, na blogu zarejestrowałem 2 godzinną audycję przerwaną właśnie pierwszymi doniesieniami ze Smoleńska. Przez pierwszych kilkanaście minut sprawdzano, czy obaj bracia lecieli samolotem. Niestety, to były smutne chwile. 😉

      Polubienie

    1. anzai

      Najgorzej, gdy na czele państwa staje duże dziecko. Podczas wcześniejszego lotu do Tbilisi ostrzegano L. Kaczyńskiego, aby nie leciał do kraju będącego w stanie wojny, bo wojskowi mogą samolot zestrzelić, i wtedy padły symptomatyczne słowa prezydenta: „Nie zestrzelą, bo to by była rozpierducha na całą Europę” …

      Polubienie

  5. ~Honiewicz

    Anzai, z trupów tematu nie wychodzisz. Ta sytuacja może być zastanawiająca, dlaczego? Czy to schiza?
    Nie podejrzewam Ciebie o tak skrajną przypadłość, jak pisdowata obsesja tymi tematami.

    Jednak coś w tym jest, że wracasz do sprawy nieboszczyków. Jakiekolwiek by one nie były.
    Wiem, wiem, że możesz czuć się dotknięty moimi niezbyt eleganckim skojarzeniami, ale przez tę parę lat wspólnego opisywania w kraiku nad Wisłą wynaturzeń wszelakich, upoważnia mnie do wyrażenia troski o Ciebie. No i o siebie, bo co pocznę z trupo-tematami, które są mi obce.
    Ba, z powodów estetycznych, żywię wstręt do truchła.

    Polubienie

    1. anzai

      Trupy??? A mnie się wydawało, że piszę o sztucznym dzieleniu Polaków, czyli właśnie o „… opisywaniu w kraiku nad Wisłą wynaturzeń wszelakich …” A do takich opisów nie ma lepszych tematów niż Smoleńsk i aborcja. 😉

      PS. Odpowiadałem już w komentarzach, że odechciało mi się pisać „na jedno kopyto”, gdzie ja np. piszę jaki to Kaczor, albo Donald jest zły, a Czytelnicy to potwierdzają chórem: „Kwa, kwa, kwa”, albo zaprzeczają „Nie, nie, nie”, bluzgając jobami na swoich przeciwników.

      Polubienie

  6. Klik dobry:)
    A nie mogą tego „zamachu” ogłosić raz na zawsze zamachem i dać wreszcie święty spokój? Po co tyle lat drązenia, grzebania, odkopywania?

    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. anzai

      Nie mogą, bo by musieli oddać kasę jaką dostali w ramach odszkodowania, i ubiegać się o zadośćuczynienie ze strony wyznaczonego winowajcy. Lepiej więc udawać, że szuka się czegoś, czego nie zgubiono. 😉

      Polubienie

  7. Tak naprawdę to nie o sam „zamach” chodzi, ale o to, co z niego wynika. Na tym nieszczęściu Kaczyński odbudował swój mocno nadwątlony władzą autorytet, bo kto żałobnikowi coś tam wypomni lu skrytykuje. I dlatego ważne jest, żeby przyczyny katastrofy ZROZUMIEĆ, a nie WIERZYĆ w nie. Dla każdego myślącego człowieka to przecież wcale nie jest takie trudne (jeśli chce!): w/g starej zasady „jeśli coś chodzi jak kaczka, kwacze jak kaczka i pływa jak kaczka, to to jest kaczka”.

    Polubienie

    1. anzai

      No tak, ale zawsze liczy się ten efekt końcowy, bo jak już złapiesz tę kaczkę, zabijesz, wypatroszysz, upieczesz, i „to” nie smakuje jak kaczka, a raczej jak g…., to się zastanawiasz co to właściwie było?
      Myślę, że właśnie teraz dochodzimy do tego stadium. 😉 🙂 😀

      Polubienie

  8. Nie znam się na zamachu smoleńskim. Ale tak sobie myślę… Gdyby mus było zginąć, to wolałbym w katastrofie smoleńskiej, a nie w wypadku busa wiozącego ludzi na zbiór jabłek…

    Polubienie

    1. ~anzai

      No pewnie, że busowi z jadącymi na zbiór jabłek daleko do TU 154M lecącemu do Smoleńska. Ja jednak – gdybym musiał – to bym wolał zginąć na „Titanicu”, bo wtedy byłbym sławny niezależnie od wiatru politycznego. 😉

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.