„Prawo wartości” od zygoty do kobiety. Ile wart jest człowiek? Trudne decyzje.

Ci. którzy na studiach, lub innych formach dokształcania zetknęli się z prawem wartości w ekonomii klasycznej, a także socjalistycznej, i jego grozę budzącymi wzorami matematycznymi, zapewne już w tej chwili nabierają wstrętu do dalszego czytania, i mają rację, bowiem za chwilę będzie jeszcze bardziej nudno i pojawi się kolejna skala, tak „lubiana” przez niektórych Czytelników. Trudno bowiem przejść obok ostatnich wydarzeń, które nie pozbawiają wrażenia, że zaostrzającą ustawę antyaborcyjną Ordo Iuris, w pełni zaakceptowaną przez PiS, napisali i uchwalili wyjątkowi ignoranci i fanatycy pragnący z kobiety zrobić worek do noszenia płodów ich patologicznych wytworów umysłowych. Pewno znowu podpadnę Czytelnikom, ale trudno, o prawdę trzeba walczyć aż do ostatniego „immunitetowego idioty”, który szaleje pod okrągłym dachem.

 

W poprzednich postach określiłem jednoznacznie swoje stanowisko na wypadek, gdyby trzeba było z protestem wyjść na ulice, albo zagłosować w referendum aborcyjnym – wtedy jestem za prawem kobiety do aborcji na każde życzenie, a więc i w ostateczności za status quo. Gdy jednak włączam myślenie, zakładające, że nadal żyjemy w normalnym cywilizacyjnym laickim kraju, to wtedy – nie, jeszcze nie słyszę krzyku zarodków – zastanawiam się nad prawami zygoty, zarodka, płodu, noworodka i przede wszystkim człowieka. Zastanawiam się też nad swoim prawem do pisania takich głupot, bo czy wolno mi mieć własne, prywatne poglądy, wyrażane na prywatnym blogu, gdy oficjalne mam zupełnie przeciwne? Zakładam, że tak.

 

Czy zygota, jako potencjalny człowiek (przyjmijmy ten jeden ze skrajnych punktów widzenia), ma prawo do życia? Z lekkim przymrużeniem oka złośliwi stwierdzają, że zygota ma prawo przetrwać wszystkie etapy rozwojowe od zarodka, poprzez płód, aż do wydostania się na świat, po czym rozwinąć się w człowieka i zarabiać na nasze emerytury. 😉 😀 Teraz jednak na serio. Niewątpliwie zygota ma prawo do życia, jeżeli została poczęta przez dwoje świadomych i dorosłych ludzi; nieważne przy tym jest, czy poczęcie było zaplanowane, przypadkowe, wyczekiwane, niechciane, itd., itp. Ale takie same prawa ma w tym momencie kobieta nosząca zygotę, jej dzieci, mąż (ew. biologiczny ojciec), matka, i może jeszcze inni dalsi uprawnieni.

 

A jakie prawa ma zygota poczęta w drodze gwałtu? Prawdopodobnie znacznie mniejsze, bo mogłyby to być jedynie prawa osób bezdzietnych oczekujących na adoptowanie dziecka. Marne więc szanse takiej zygoty. Rozpatrzmy kolejne przypadki pojawiające się w życiu. Oto w wypadku drogowym śmiertelnie ranna zostaje kobieta w ciąży, matka nie ma szans przeżycia z uwagi na śmierć mózgową, płód jednak potrzebuje jeszcze kilku miesięcy, aby można było jego dalsze życie rozwijać w inkubatorze. Sztuczne podtrzymywanie życia matki trwa kilka miesięcy, płód zostaje uratowany. Podobne sytuacje pojawiły się i pojawiają w przypadku śmiertelnych chorób nowotworowych.

 

Czy zatem jako ludzie jesteśmy wszyscy równi wobec prawa do życia? No niekoniecznie. Zanim jednak ponownie moje rozważania zostaną okrzyczane eugeniką i „czystym faszyzmem”, wyjaśniam, że na te prowokacyjne pytania o wartość człowieka daje odpowiedź życie. Być może dlatego na niektórych kierunkach (filozofia, pedagogika, psychologia) sporo czasu poświęca się właśnie zagadnieniom etyki, moralności, tradycji, czy nawet prawa naturalnego i zwyczajowego. Wyobraźmy sobie teraz (to zresztą wydarzyło się naprawdę), że w tym samym wypadku drogowym kobieta w 3-4 miesięcznej ciąży odniosła poważne obrażenia narządów wewnętrznych, i lekarze mogą uratować, albo matkę niszcząc płód, albo płód niszcząc matkę. Jaka będzie decyzja lekarzy, rodziny, męża?

 

Ten sam przypadek, i wypadek drogowy: Kobieta z wypadku w kilkumiesięcznej ciąży, samotnie wychowuje kilkoro dzieci. Większe szanse lekarze dają na uratowanie nienaruszonego płodu, ale w domu na matkę czekają dzieci, które mają do niej znacznie większe prawa… Może być jeszcze gorzej, kobieta w kilkumiesięcznej ciąży przeżyła, ale pozostanie sparaliżowana, i nie będzie już mogła mieć dzieci, w domu/szpitalu czeka mąż, małżeństwo nie ma dzieci, poza nienarodzonym, płodem (to też z życia). Tu podpowiem, matka prosiła męża i lekarzy o ratowanie płodu, mąż prosił o ratowanie żony. Natura się włączyła i pozostawiła przy życiu … dziecko.

 

Można sobie wyobrazić (to zadanie ze studiów), że w tym samym samochodzie obrażenia odniosła nikomu nie znana, z wyglądu powierzchownego oceniana jako t.zw. margines społeczny, kobieta w ciąży, i znany na świecie noblista, autor wielu odkryć ratujących ludziom życie. Zespół ratowniczy, dysponujący ograniczonym czasem i środkami, może uratować tylko jedną osobę, kogo wybierze? Czasem decyzje są prostsze, bo wybór jest wyborem negatywnym, gdy np. w samochodzie jechał znany mafioso (albo jakiś nikomu niepotrzebny minister magister ;)), któremu nie można było udowodnić przestępstw, i … prostytutka w ciąży.

 

Puśćmy teraz wodze fantazji, ten sam samochód dachował, koziołkował, i zaczyna się palić. Mamy tylko kilka sekund na uratowanie jednej osoby, albo … lodówki zawierającej niezwykle ważne dla rozwoju nauki zarodki ludzkie (załóżmy, że zarodki są przełomowym odkryciem w zwalczaniu śmiertelnych chorób ludzkich), i kogo wybierzemy? Przyjmijmy, że w tym samym samochodzie jechał ojciec samotnie wychowujący dzieci, potencjalny dawca unikalnego szpiku, i kobieta z widoczną ciążą. W tej sytuacji decyzja „przypadkowego” ratownika może być uzależniona wyłącznie od stanu jego wiedzy – to częste wątki sensacyjnych filmów, i podobno mające pokrycie w życiu. Pytanie analogiczne, kogo ratować?

 

W tej przykładomanii idźmy jeszcze dalej (… nikt nie woła! 😉 ). W palącym się samochodzie ojciec przewoził dwoje dzieci, jedno to śliczna dziewczynka, a drugie to chłopiec z widocznym objawami zespołu Downa. Ojca nie można uratować, bo jest zakleszczony, przez wybitą tylną szybę samochodu widzimy jak dzieci nie mogą o własnych siłach wydobyć się z samochodu … które dziecko uratujemy? Mamy tylko kilka sekund do wybuchu samochodu. Już widzę, jak niektórzy zamierzają mi przyłożyć w łeb eugeniką, bo to takie łatwe i przyjemne. Trudne jest natomiast podejmowanie decyzji, bo przecież piękna dziewczynka może w przyszłości wyrosnąć np. na zdegenerowaną matkobójczynię.

 

Jak widać na powyższych przykładach prawo do życia przybiera różne wartości w zależności od okoliczności. Rozważmy teraz wyłącznie „wartość człowieka poczętego”. Nietrudno przecież zauważyć, że inną wartość ma zapłodniony zarodek, a inną 3-4 miesięczny częściowo wykształcony już płód. Ryzykownym etapem zawsze jest poród, a więc także bardziej wartościowym będzie noworodek, od płodu, którym jeszcze był przed chwilą. W okresie życia noworodka nadal występują fazy rozwojowe kształtujące jego człowieczeństwo, i te fazy także będą stanowiły o ogólnym prawie do życia.

 

Z tych samych powodów większej wartości, albo prawa do życia nabiera dziecko, które np. ukończyło szkołę podstawową, średnią, lub wyższą, od tego, które do szkoły się nie nadaje. Dlaczego? Otóż w prawie do życia pojawiają się także instytucje (szkoły, wychowawcy, przełożeni), lub osoby, które uczestniczyły w kształtowaniu osobowości dorastającego człowieka, lub oczekują na zobowiązania z jego strony (np. rodzina). Z pewnością więc z palącego się samochodu wyciągniemy kilkunastoletniego geniusza, albo wirtuoza skrzypiec, a pozostawimy innych, nieznanych nam osobników. Czy to już na pewno jest eugenika, którą tak często wycieramy sobie gębę nawet nie znając bliżej znaczenia tego pojęcia?

 

Czy możemy na podstawie powyższych przykładów pokusić się o sformułowanie ogólnego prawa wartości do życia? Jak widać ignoranci z PiSowskiej komisji sejmowej, czy banda rzekomych proliferów nie ma z tym żadnego problemu. Dla ich sadystycznych, zboczonych i zmerkantylizowanych sumień wystarczy napisać prawo, że zygota z gwałtu, albo z poważnymi zaburzeniami rozwojowymi ma większe prawo do życia od kobiety i już. No niestety, nie zawsze wystarczy, i to jest ta brutalna prawda jaką podczas protestów udowodniły nasze panie. Ogólne prawo do życia, jak i wartość życia poczętego, urodzonego, wychowanego, wykształconego, itd., jest wykładnią wielu, nieraz zupełnie przypadkowych, okoliczności.

 

Jaskrawym przykładem tego były, a może i są Chiny, najludniejszy kraj na świecie, i zarazem kraj pełen kontrastów, gdzie bogactwo przeplata się z nędzą, a imperializm z niewolnictwem. Wiadomo, że w najbiedniejszych regionach świata, t.j. w Azji, Afryce i Ameryce Południowej nadal panuje fałszywy pogląd, że im większa bieda, i im większy głód, tym więcej powinno się rodzić dzieci, bo wtedy te bardziej odporne na głód, biedę, i choroby mają większą szansę przeżycia. To właśnie dlatego w Chinach już w latach 50’/60′ ub.w. podjęto politykę ograniczania narodzeń, i np. rodzice, którzy zdecydowali się na przeprowadzenie sterylizacji, w ramach rekompensaty otrzymywali upragniony przedmiot – radio tranzystorowe.

 

To jednak nie wystarczyło, wprowadzono więc … nakaz aborcji (!!!) funkcjonujący jeszcze do niedawna. Z nakazu wynikało, że każda kobieta mająca już jedno dziecko, kolejne musiała abortować. Jak widać z powyższego prawo aborcyjne nie jest jednoznaczne z prawem naturalnym, czy chociażby prawem kobiety do posiadania, lub abortowania płodu, bo politycy zamiast zajmować się rozwojem kraju zajmują się tyłkami i brzuchami matek. Z drugiej jednak strony łatwy do przewidzenia jest efekt, gdy kobiecie pozostawimy całkowicie wolny wybór (to np. mój projekt opisany we wcześniejszych postach) w kwestii prokreacji.

 

Nietrudno wtedy zauważyć, z pewnym przymrużeniem oka, że zygota miałaby wtedy wyłącznie prawo do stania się diploidalną komórką powstałą z haploidalnych gamet męskich i żeńskich, a dalej by było tak jak Pan Bóg pozwoli, a partia pomoże. Czy więc brzuch kobiety jest jej wyłączną sprawą? A gdzie tutaj jest miejsce na prawo zygoty do życia, reprodukowania się i do zachowania gatunku ludzkiego? I gdzie wreszcie interes państwa opierający się na t.zw. „zastępowalności pokoleń” (np. wskaźnik dzietności). No cóż, niewątpliwie świat byłby lepszy, gdyby pozwolono ludziom mieć ich własne poglądy i realizować ich własną drogę do szczęścia a nie starać się narzucić swoją jedyna prawdziwą prawdę.
.

29 uwag do wpisu “„Prawo wartości” od zygoty do kobiety. Ile wart jest człowiek? Trudne decyzje.

  1. ~Maria

    Przykłady i problemy jakie podajesz w poście są ogólnie znane, chociażby ze studiów. W życiu jednak nie chodzi o podejmowanie decyzji błyskawicznych w sytuacji zagrożenia życia, kobiety chcą wiedzieć jaką rolę zamierza pełnić państwo w stosunku do przyszłych matek i rodzin. To jest przecież podstawa planowania rodziny.

    Polubienie

    1. anzai

      To oczywiste, że decyzje podejmowane po namyśle mogą się różnić od tych podejmowanych z rozwagą. Ale, czy w życiu zawsze mamy czas na rozwagę? Poza tym nie można pomijać efektu związanego z intuicją, która prawie zawsze jest niezawodnym sędzią.

      Polubienie

  2. Chyba po raz pierwszy od czasu lektury Twoich notek, zgadzam się z jej treścią zupełnie bez zastrzeżeń. Z przykładami, nawet jeszcze bardziej kontrowersyjnymi, zetknąłem się niejednokrotnie i przyznam, że z moralnego punktu widzenia są nie do rozstrzygnięcia, już chociażby dlatego, że każdy z nas inaczej pojmuje moralność, każdy z nas dysponuje inną skalą wartości.
    Pod ostatnim zdaniem notki podpisuję się dwa razy!

    Polubienie

  3. Podałeś przykłady bardzo liczne i trafne, inną wartość ma zarodek dla małżeństwa oczekującego pierwszego dziecka po długich staraniach, inna dla rodziny, gdzie co rok to prorok.
    I własnie dlatego chodzi o prawo wyboru w tak szczególnych wypadkach, a nie o traktowanie wszystkich równo, według wydumanego prawa.
    Gdy słucham dyskusji o tym kiedy zaczyna się człowiek, to brakuje mi jeszcze uznania za ludzi komórki jajowej i plemnika. Idąc dalej wprowadzić należy kontrolę współżycia, aby każde zbliżenie kończyło się ciążą, bo szkoda plemników.To skutkuje także zakazem używania antykoncepcji, bo po co 😉

    Polubienie

    1. anzai

      Dzięki za uznanie, chociaż muszę się przyznać, że w głębi duszy nadal jestem pod wrażeniem badań naukowych (Stanford i Oxford) przeprowadzonych kilkanaście lat temu, z których wynika, że człowiek zaczyna się znacznie wcześniej niż od poczęcia. Ale będzie o tym notka, jak mi się uda dotrzeć do utajnionych badań.

      Polubienie

  4. ~Bożena

    Piszesz: „zygota ma prawo do życia, jeżeli została poczęta przez dwoje świadomych i dorosłych ludzi; nieważne przy tym jest, czy poczęcie było zaplanowane, przypadkowe, wyczekiwane, niechciane, itd., itp. Ale takie same prawa ma w tym momencie kobieta nosząca zygotę, jej dzieci, mąż (ew. biologiczny ojciec), matka, i może jeszcze inni dalsi uprawnieni.”
    Takie same prawa, zygota chciana i niechciana?! Pewno masz rację, ale spróbuj to wyjaśnić praktycznie.

    Polubienie

    1. anzai

      Coś mi się wydaje, że zrobiłem tutaj za duży skrót myślowy. Oczywiście chodzi o te same prawa np. do: rozwijania się, nauki, rozrywki, miłości rodziców, itd., itp., chociaż wiadomo, że z różnych względów będą one występowały w różnym nasileniu.
      Gdyby te dzieci z przykładowego samochodu wróciły do rodziców to zapewne inaczej by się kształtowały te prawa w odniesieniu do ślicznej dziewczynki i chłopca „Downa”.

      Polubienie

  5. Do wszystkich tych powyższych rozważań, wątpliwości i obiekcji jest zdolna także kobieta w ciąży. A, że to ona jest w ciąży (od słowa CIĄŻYĆ), więc jej też powinna być decyzja. Sumienie potrafi być surowszym wyrokiem, niż więzienie, bo jest zawsze dożywotnie.

    Polubienie

    1. anzai

      Praktycznie chyba nawet tak jest jak piszesz szarabajko. Większość kobiet jeżeli musi usunąć ciążę to robi to na własny rachunek, i podobnie na własny rachunek wychowuje dzieci wymagające szczególnej opieki. I to trzeba zmienić, odpowiedzialność musi być rozłożona.

      Polubienie

      1. anzai

        A dlaczego: a/ matka dziecka cierpiącego na t.zw. „rzadką chorobę” musi się sama starać o ogromne pieniądze na leczenie? b/ niepełnoletnia dziewczyna musi urodzić nawet nie wiedząc skąd wzięło się jej dziecko?, c/ kobieta po rozwodzie jest uzależniona od tego, czy na jej konto wpłyną alimenty?, d/ kobiety wychowujące niepełnosprawne dzieci musza być wyłączone z czynnego życia zawodowego, społecznego, możliwości kształcenia, itd.?
        Pytań jest znacznie więcej. Może też nie trzeba zmieniać, tylko przywrócić do stanu poprzedniego, gdzie matka samotnie wychowująca dzieci była osobą wielce uprzywilejowaną – młodszym osobom pozostawiam przyjemność dochodzenia kiedy tak było. A było… 🙂

        Polubienie

  6. ~Bet

    A może czas z pokorą przyznać, że są w życiu zdarzenia i okoliczności, których nie można ująć w czarno-białe litery prawa wymyślone przez człowieka? Nikt z nas nie jest na tyle doskonały aby dyktować rozwiązania dotyczące życia i śmierci.

    Polubienie

    1. anzai

      To też jest odrębny problem, W trudnych sytuacjach kobieta nie ma pomocy z żadnej strony. Byliśmy świadkami jak na naszych oczach niszczono życie Alicji Tysiąc, albo jak szalał fanatyczny profesor „Skrobanka” dopuszczając do porodu dziecka bez czaszki.

      Polubienie

  7. Klik dobry:)
    Nikt i nic nie zważy właściwie wartości człowieka, dlatego pewne wybory i działania nie dadzą się zważyć wagą Temidy, więc nie powinny być ujęte w paragrafy.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. anzai

      Dlatego w wagę powinno się wyposażyć: parlament, rząd, kościół, organizacje społeczne, instytucje edukacyjne, itd., itp., …
      Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

  8. ~Meka

    Interesujący post, ale nie wiem, czy jego treść trafi do przyszłych matek, coraz częściej niepełnoletnich, które nie miały, i nie mają pełnej świadomości tego jaka odpowiedzialność spoczywa na nich w przypadku zajścia w ciążę. Te dziewczyny, w obecnym stanie edukacji, nigdy nie pojmą tego, że np. połknięcie tabletki RU (lub innej) to nie jest to samo co zażycie witaminki. I tak jak po latach, przyznajemy rację rodzicom, że słusznie nakazywali nam nosić czapki i szaliki w zimie, tak po wielu latach te dziewczyny będą się zastanawiały nad tym co zrobiły.

    Polubienie

    1. anzai

      Dziękuję za pochwałę. Post nie miał być poradnikiem „jak i co robić”, tylko przedstawieniem możliwych sytuacji jakie gotuje nam życie. A rodziców zawsze trzeba słuchać. 😉

      Polubienie

  9. W tym rozgardiaszu aborcyjnym, uznania człowiekiem zygotę ledwo połączonych komórek, zabrakło mi, przynajmniej ze strony kościoła, wspomnienia o DUSZY. Wszak każdy człowiek, nawet Jarosław Kaczyński, ma duszę nieśmiertelną i moim zdaniem, to owa dusza wyróżnia go śród żyjących bydlątek. Ale jest problem, do tej pory nie „ustalono” kiedy dusza wnika w organizm czyniąc go człowiekiem. Rozważano różne warianty, że z chwilą pierwszego oddechu, pierwszego wrzasku po klepnięciu nowonarodzonego w pośladek, ale nigdy przy zapłodnieniu. A czy invitrowcy posiadają duszę, bo „normalnym” chyba przekazywana jest przez rodzicielkę.

    Polubienie

    1. anzai

      Nasz bohater niewątpliwie jest nadczłowiekiem. Nie może więc mieć takiej zwykłej duszy jaką my wszyscy mamy. Ja podejrzewam, że to może być taka dusza od żelazka.

      Polubienie

    1. anzai

      Podejrzewam, że jest jeszcze gorzej. Pan Bóg tę duszę wkłada w człowieka, ale w człowieka … Może Pan Bóg czekał, aż się człowiek nawróci, ale ten zamiast się nawracać zaczął pisać doktoraty o Marksie. 😉 😀

      Polubienie

  10. Teraz polityką interesują sie nawet dzieci, albo raczej powtarzają opinie dorosłych, wczoraj uczeń(4 klasy) w jakiejś dyskusji palnął, za Prezes jest opętany…to tak przy okazji duszy 😉

    Polubienie

    1. anzai

      Też to zauważyłem, i mam mieszane odczucia. Bo ta „polityka” jest bardzo populistyczna, małpowana po rodzicach, rówieśnikach, albo podsłuchana na podwórkach, natomiast rzadziej pochodzi ze szkoły. A może to i lepiej? Przecież prezes już napisał Nową Historię Polski i Świata, więc ta polityka może być czarna, albo nawet brunatna.

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.