Co mają gwiazdy do Kaczyńskiego i Tuska?

Nieco ponad dwa tygodnie przed tegorocznymi wyborami prezydenta popełniłem post:
http://anzai.blog.onet.pl/2015/05/11/powyborcze-remanenty-ja-to-wy-a-wy-to-ja-w-prl-bylo-partia-to-narod-a-narod-to-partia/
pointując go nadzieją, że: „…za dwa tygodnie przysłowie ‚Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie’ nabierze nowego wymiaru…”. Chodziło w skrócie o to, że skoro władza oszukuje naród, to i naród odwzajemni się tym samym. Dzięki Ci Boże, że moja nadzieja się sprawdziła, bo naród z nawiązką oddał władzy co się należało przy okazji ostatnich wyborów prezydenckich.

 

Obecne moje nadzieje związane z wyborami są jeszcze bardziej radykalne, dlatego ich nie przedstawię z obawy przed ich samorealizacją. Warto jednak ponownie spojrzeć w gwiazdy. Już wiemy, że marzenia o tym jakoby Ziemianie mogli się obronić przed inwazją z Kosmosu lub chociażby sami przed sobą, pierdyknęły o glebę tak jak meteoryt w Czelabińsku. Ostatnia sesja ONZ i epilog w Syrii dowiodły tego jednoznacznie. Także nadzieje, że świat spolaryzuje się w kierunku czytelnych, nawet przeciwstawnych idei i światopoglądów radykalnie pogrzebał kryzys chiński, a wcześniej brazylijski. Tutaj warto na chwilę zatrzymać się nad syndromem brazylijskim, który jest łudząco podobny do polskiego.

 

Otóż w Polsce, w ramach reprywatyzacji rozdano narodowi (i biednym i bogatym) po jednej akcji o wartości 20 zł. Brazylia w podobnej sytuacji rozdała tylko wśród biednych ogromne kwoty (rzędu 10-70 tys. zł). Ten sposób reprywatyzacji w Polsce nie odniósł żadnego skutku, w Brazyli ubodzy ruszyli na zakupy, co błyskawicznie rozhuśtało gospodarkę, a potem przemysł. Kwoty wydane narodowi (gł. ubogim ze slumsów) wróciły zwielokrotnione do budżetu, a Brazylia stała się (obok USA, Chin, Rosji i Indii) jednym z największych mocarstw ekonomicznych świata.

 

Niestety, tak jak w Polsce, do budżetu brazylijskiego zaczęli się dobierać najwięksi złodzieje, czyli ci co „ukradli pierwszy milion” i mieli chęć na miliardy oraz „znajomi króliczka”. Obecnie gospodarka brazylijska wygląda tak jak nasza rodzinna, olbrzymie rozwarstwienie społeczne, kraj opanowany przez mafie i specsłużby, oraz znepotyzowane i skorumpowane władze. Wracamy jednak na światowe, a raczej europejskie salony. Po nieudanym spotkaniu, tym niejawnym, Obamy i Putina, nastąpiło kolejne spotkanie – tym razem w Europie – Putina z Merkel i Hollandem, także bezowocne.

 

Wielcy tego świata się droczą, a najbiedniejsi ludzie w Syrii giną, i będzie ich ginęło jeszcze więcej, bo Rosja chwilowo przerzuca swoje wojska z Ukrainy na Syrię, a amerykańscy generałowie tylko czekają na mrugnięcie okiem ze strony „noblisty na wyrost” Baracka Obamy. Niech się jednak nikomu nie zdaje, że światem rządzą wybrani przez mniej lub bardziej „ciemnego luda”. Już od połowy lat 80′ ub.w. wiadomo, że światem rządzi pieniądz zadołowany w konkretnych rękach. Wprawdzie wtedy jeszcze aż 10% ludności świata posiadało tyle samo co reszta Ziemian, ale idzie nowe! Obecnie już tylko 1% (czyli ok. 70-80 mln.) ma w rękach tyle samo co reszta „ciemnego luda”, ale nowe zapierdziela dalej!

 

Baczni obserwatorzy zapewne zauważyli, że i w UE nawet najsilniejsi nie mając swojego zdania, stają się marionetkami w rękach „niewidzialnej ręki rynku bogatego”. Stało się już faktem, że podstawowe ideały jednoczenia i integrowania się Unii także poszły na rozkurz. Padła „strefa Schengen”, nie rusza z miejsca proces integracji eurowaluty, a na dodatek za Katalonią prawie już secesyjną, stoi w kolejce większość (o ile nie wszystkie!) krajów UE, nie istnieją też wspólne programy polityczne, i struktury wojskowe zdolne zabezpieczyć granice państw, i ogólnie „ni ma chęci do niczego”.

 

Nie trzeba jednak bacznych obserwatorów, aby zauważyć, że tak jak w Polsce wszyscy żrą się ze wszystkimi, tak i w strefie państw z byłego postkomunistycznego obozu nie ma jedności. Czy w tych warunkach normalnie myślącego człowieka może obchodzić to, że największa polska partia koalicyjna zajmuje się „drożdżówkami” dla uczniów, a partia opozycyjna po ośmiu latach, gdy większość posłów już poodkręcała swoje tabliczki z nazwiskiem, nagle zajęła się minimalną płacą dla „ciemnego luda”? Nie! Nie takie rzeczy przecież przeżywaliśmy.

 

Także i inne pomniejsze partie nie pozostają w tyle. Ciekawe eksperymenty przeprowadzane na lewicy, jak np. wybuch nieoczekiwanej miłości Millera do Palikota, czy wybór na liderkę Barbary Nowackiej pewnie da się jakoś przeżyć. Trudno jednak zrozumieć dlaczego sympatyczna nowa szefowa lewicy nie zwyciężyła w drodze normalnej wieloletniej konkurencji w ramach partii. Skoro jednak prezydentem państwa został polityk z 3-4 rzędu, który jeszcze kilka miesięcy temu nie był znany nawet we własnych szeregach, to i kandydatki na premierkę mają duże szanse.

 

Nie dziwi więc, że inteligentnych normalnie mogą zniesmaczać telewizyjne wystąpienia polityków, gdzie głupi kłóci się z jeszcze głupszym, przy udziale głupiego prowadzącego. Na szczęście TV publiczna kierowana jest głównie do inteligentnych inaczej, więc i szkody jakby mniejsze …
.

10 uwag do wpisu “Co mają gwiazdy do Kaczyńskiego i Tuska?

  1. ~Honiewicz

    Anzai, miałem nadzieję, że o Tusku już nie będzie. Że zamknięty to temat. Tymczasem w tytule tekstu znowu jego nazwisko wywołujesz! Gwiazdą nie był u nas (może niezupełnie, nie dla wszystkich, bo dla niektórych „słońcem” był). Narażasz mnie na przykre wspomnienia.
    Co prawda następczyni w opowiadaniu bajek bije Tuska na łeb, ale sposób, forma w jaki to czyni do zgrzytania zębami doprowadza.

    Między innymi poruszonymi kwestiami o światowym zasięgu, podjąłeś mi bliski temat lewicy w kraiku nad Wisłą.
    I, w związku z zbudowanym staro-nowym froncie wyborczym (bo był L i D i Europa +), i o miłości Millera do Palikota. Albo odwrotnie.

    Na gruncie tych zgasłych gwiazd (Miller, Palikot), zaświeciła oto nowa.
    Trudzisz się zrozumieniem tego zjawiska, bo napisałeś: – „Trudno jednak zrozumieć dlaczego sympatyczna nowa szefowa lewicy nie zwyciężyła w drodze normalnej wieloletniej konkurencji w ramach partii.” – Chociaż mam pewność, że to tylko prowokacja, kokieteria nawet.

    Jednak, byśmy byli jednego zdania, to napiszę, że to: po pierwsze „trynd”, a po drugie, że czasu brakło.

    W zawirowaniu przedwyborczym, w tej wielości partii i partryjek, nie mam wyrobionego zdania, kóra może zwyciężyć.

    Gdyby jednak szło o moją ocenę, to ta najmłodsza i najładniejsza wygrać powinna.

    Lud polski w części dostanie karteczkę, albo usłyszy z ambony na kogo głosować.

    Mam jedną „przyjemność”, że tym razem Cimoszewicz, Kwaśniewski, Urban itp., nie będą mogli twierdzić, że na lewicy nie ma interesującego kandydata i zagłosują na młodą i ładną. A nie jak dotąd na PO.

    Polubienie

    1. ~anzai

      Lewica z której odeszli, albo przestali z nią sympatyzować m,in. Borowski, Bugaj, Celiński, Cimoszewicz, Rozenek, Nałęcz, Kwaśniewski, Ikonowicz, Napieralski, Olejniczak, Rotfeld, Meller, Frasyniuk, Sierakowski, Hartman, Belka, Rosati, Kołodko, Hausner, Środa, Jakubowska, Pinior, Kuroń, i wielu, wielu innych – już od dawna nie jest lewicą. Jak widzisz celowo wymieniłem także osoby, które nie nosiły legitymacji SDRP, LiD, czy SLD, ale w przeszłości współpracowały i ideowo były z nią silne związane. To tworzy moc. Czy obecna lewica jest zjednoczona? Wątpię. Nie nastąpiła bowiem naturalna wymiana kadry. Jeżeli nawet SLD wejdzie do sejmu to ta bezideowa zbieranina rozpirzgnie się zanim jeszcze poprzykręcają im tabliczki do foteli i drzwi.
      Czy „nowa gwiazda” coś wskóra? Nie sądzę, aby bez odpowiedniego wsparcia mogła cokolwiek zdziałać. W tej „kupie luda” każdy ma swój interes, i nie jest to nawet interes partyjny, a o państwowym nawet nie ma co wspominać. A więc kij z taką lewicą. Może coś nowego się urodzi.
      Co do tego niezrozumiałego „tryndu”, to myślę, że nam starym komuchom (chociaż ja bezpartyjny) wiadomo jak trudno poprzeć kogoś, kto nie ma t.zw. „oddolnego’ poparcia. Dlatego nie wróżę nowej lwicy lewicy świetlanej przyszłości nawet gdyby jakimś cudownym zrządzeniem losu (gdzie dwie się biorą za kudły…) została premierką.

      Polubienie

  2. ~Bet

    A mnie się podoba ta nowa Lwica. Jeśli chcemy /a chcemy/ aby lewica w polityce istniała to trzeba ją jakoś budować. Obserwuję Tę Panią w różnych programach i widzę, że ma wiele do powiedzenia, prezentuje siłę i chęć budowania. Kompletne przeciwieństwo eterycznej niedawnej kandydatki na prezydenta.

    Polubienie

    1. ~anzai

      Niewątpliwie w kategoriach lewicy XX wieku wszystko co mówi sympatyczna Lwica jest mądre, i dobre dla „ciemnego luda”. Zastanowił mnie tylko jeden slogan, który rzuciła bodaj wczoraj, brzmiący mniej więcej tak: „Żyjemy nie po to, aby pracować, ale pracujemy po to, aby żyć”. Slogan ciekawy, bo można go wykorzystać w dowolnym przekazie kierunkowym.
      Pojawia się tylko wątpliwość, czy są to kwalifikacje wystarczające do bycia szefem partii, i premierką? Przecież jeżeli ktoś chce „trzymać partię krótko przy pysku” to musi sięgnąć do metod Leppera, Kaczyńskiego, i Tuska którzy kolekcjonowali kwity „in blanco”, powinien też umieć wykańczać (nieraz dosłownie) swoich przeciwników politycznych, itd., itp., Czy potrafi to taka słodka istotka?

      Polubienie

      1. ~Bet

        Dajmy szansę kobiecie. Na mnie nie robi wrażenia słodkiej istotki – wydaje się, że ma więcej do zaproponowania oprócz przypisywanej zwykle kobiecie słodyczy. Ech, te stereotypy.

        Polubienie

        1. ~anzai

          To prawda … stereotypy. Ale stereotypem jest także zwrot: „Dajmy szansę”, który powinien odnosić się do sytuacji, gdy wśród wielu kandydatów spełniających podstawowe wymagania wybieramy jednego. Wśród wielu wymagań do bycia premierem kandydatce brak głównego – doświadczenia. To nie oznacza dyskwalifikacji, bo przecież innych kandydatów nie ma, zostali politycznie wykończeni.

          Polubienie

    1. ~anzai

      Ja też nie twierdzę, że Lwica nie nadaje się na premierkę i Lwicę lewicy, bo przecież nic o niej nie wiemy. Może być idealną kandydatką, albo idealnym niewypałem! Pamiętam debatę jej matki (zm. Jaruga Nowacka) z Korwinem Mikke, i to zetknięcie wrażliwości z totalnym chamstwem dało mi wiele do myślenia. Moim zdaniem szkoda dziewczyny.

      Polubienie

      1. Klik dobry:)
        Też uważam, że szkoda dziewczyny, bo albo ją rozszarpią, albo sma będzie musiała stać się hieną i szarpać. Tam na górze chyba nie ma innych opcji. Czasem jeszcze bywa samobójstwo. Jako miła i dobra, więcej zdziała na niższych szczeblach.

        Pozdrawiam serdecznie.

        Polubienie

        1. ~anzai

          Gdyby więcej było ludzi o takiej wrażliwości, kulturze, i dobrze wychowanych, to pewnie by mogła zająć się „socjałem”, ale nie przy tej hołocie … Szkoda, że nie zdecydowała się na „Izbę refleksji”, może to za wcześnie?

          Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.