Zanim wybierzemy prezydenta

Prezydent

W klasycznych systemach demokratycznych podział władzy w państwie, oparty na tradycyjnym Monteskiuszowskim trójpodziale, powinien wyglądać mniej więcej tak jak na powyższym „Schemacie aplikowania na stanowisko Prezydenta RP”. Jednak w państwie, zafundowanym nam przez Sp. ZOO „Solidarność”&Co, gdzie h… d… i kamienie, a do klasyki daleko, rządy dusz teoretycznie trzyma władza ustawodawcza i wykonawcza, w praktyce zarządzana pospołu przez b. premiera i lokalne układy mafijne. Władzy sądowniczej – a więc tej, która np. urzędującego prezydenta USA za banalne kłamstwo o cygarze w odbycie stażystki przeczołgała przed sądem – pokazano „gest Kozakiewicza”.

Zanim jednak do tego doszło długo zastanawiano się jak PRL-owską władzę przekazać w ręce HWK (h… wie kogo) i wreszcie wymyślono system „parlamentarno-gabinetowy”. W założeniach podział władzy miał się rozkładać równomiernie pomiędzy prezydentem i premierem, przy czym pozostawienie t.zw. „resortów prezydenckich” miało dawać prezydentowi lekką przewagę na międzynarodowej scenie politycznej. Niestety w 1990 r. prezydentura poszła się p…..lić w ręce tego co to „nie chcem, ale muszem”. Nowy pan „prezydęt” – n.b. wzorując się na Piłsudskim – zapragnął dokonać zamachu stanu. Na szczęście jednak skończyło się na „chcem, ale nie mogiem”, czyli na t.zw. „obiadku drawskim”.

Po doświadczeniu drawskim w konstytucji z 1997 r. po cichu zlikwidowano „resorty prezydenckie”, a później także zmieniono usytuowanie sądów i trybunałów (połączenie „1” na schemacie w kółku). Władzę sądowniczą generalnie podporządkowano (na schemacie „2” w kółku) parlamentowi i rządowi, co dało niezwykle opłakane skutki odczuwalne we wszystkich gałęziach gospodarki narodowej zapoczątkowując oligarchizację władzy i tworzenie struktur mafijnych. Nie jest to jedyny błąd jakiego w ponad 25 letnim tworzeniu niepodległego państwa Polskiego do tej pory celowo nie zdołano naprawić. Może więc zobaczmy jak by to było pięknie, gdyby państwo funkcjonowało na normalnych, a nie mafijnych układach.

Nie ulega wątpliwości, że stanowisko Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej powinno być ukoronowaniem konglomeratu wszelkiej działalności społecznej, zawodowej, i politycznej, a do pretendowania, tak jak w ważnych i odpowiedzialnych zawodach, powinny upoważniać wyłącznie ściśle określone cechy, umiejętności, oraz nabyte doświadczenie poparte akceptacją środowiska. To raczej oczywiste. Trudno więc zrozumieć, dlaczego rejestrowano w przeszłości, i obecnie kandydatów zupełnie przypadkowych, nie posiadających kwalifikacji nawet do pełnienia funkcji odźwiernego w pałacu prezydenckim, czy chociażby „strażnika żyrandola”.

Wydaje się, że zgodnie ze „schematem aplikowania” j.w. kandydaci na stanowisko prezydenta powinni pełnić, przez okres np. min. 3 lat, najwyższe funkcje (lub być zastępcami) w takich np. instytucjach jak: Parlament, Trybunały, Prokuratura Generalna, czy Rada Ministrów. W specyfice polskiej, aby zbytnio nie ograniczać dostępu (wszak demokracja zobowiązuje!), prawo do kandydowania należało by przyznać także: Szefom Specsłużb, Rzecznikom Praw, Przewodniczącym Krajowych Wiodących Związków Zawodowych, liderom partii parlamentarnych, oraz przewodniczącym instytucji wybieralnych przez sejm.

Oczywiście określona ścieżka awansu zawodowego powinna także obowiązywać na niższych stanowiskach, bo przecież normalnym powinno być, że np. na stanowisko szefa NIK powołuje się osobę, która w tym obszarze zagadnień, w okresie co najmniej kilkunastu lat, uzyskała najwyższe kwalifikacje teoretyczne i praktyczne, a nie zasłużyła się np. wyłącznie obrzucaniem prezydenta RP jajkami. Podobnie wygląda sprawa z szefem CBA, gdzie wykształcenie tylko historyczne powinno upoważniać najwyżej do bycia portierem. O pozostałych „styropianowych fachowcach” nie warto nawet wspominać.

Jak widać z załączonej na wstępie tabeli „Schemat aplikowania na stanowisko Prezydenta RP” wśród ok. 80-90 zajmujących najwyższe stanowiska w państwie zaledwie kilkoro osób posiada właściwości i umiejętności w minimalnym stopniu gwarantujące wypełnianie obowiązków prezydenta średniej wielkości kraju europejskiego. Niestety, te właśnie osoby – a są to głównie profesorowie prawa, zajmujący stanowiska rzeczników prawa, przewodniczących trybunałów, i prezesów sądów, lub profesorowie ekonomii wykładający na zagranicznych renomowanych uczelniach – o kandydowaniu nawet nie myślą.

Jak wynika z powyższej tabeli obecni kandydaci: Komorowski, Palikot i JKM w rankingu kandydatów mogliby otrzymać dodatkowe ilości punktów wynikające z pełnienia funkcji marszałka, lub prezesa partii parlamentarnej. Mogliby, ale czy historyk pasjonujący się łowami i chęcią zdobycia pistoletu (z którego mógłby zabić PRL-owskiego milicjanta) to wystarczająco dobry kandydat na parlamentarzystę, ministra obrony, marszałka sejmu i prezydenta? Czy założyciele jednosezonowych partii kanapowych powstałych nie w wyniku powszechnych wyborów, ale po rozpadzie, to kandydaci jeszcze reprezentujący kogokolwiek? Na te i inne pytania spróbuję odpowiedzieć w kolejnym poście przedstawiając także ocenę psychologiczną kandydatów.

A zatem „ciemny ludzie” nie zastanawiaj się nad wyborem kandydata, kogokolwiek wybierzesz to i tak nie będzie to miało żadnego znaczenia. Możesz przecież nadal wybierać tylko pomiędzy dżumą i cholerą. Możesz też „zagłosować nogami” i nie iść na wybory, możesz też iść i poprzekreślać, a nawet podrzeć co tylko zechcesz, nawet swoją koszulę, możesz nawet stoły powywracać do góry nogami, możesz nawet zawyć z bezsilności i flaki sobie wypruć na miejscu, ale tej władzy to wisi i powiewa. Ta władza waaadzy raz zdobytej nie odda nigdy. I nie narzekaj, wcześniej widziałeś co wybierałeś …
.

19 uwag do wpisu “Zanim wybierzemy prezydenta

  1. ~Maria

    Teoretycznie wygląda to pięknie, ale w praktyce chciałabym zobaczyć osobę, która mając tak wysokie kwalifikacje, zdecyduje się na kandydowanie. Prezydent, czy nawet premier demokratycznie może sobie najwyżej palcem w bucie pokiwać, a oczekiwania wyborców są wysokie. Do tego ta skromna pensja …

    Polubienie

    1. ~anzai

      No tak, tylko skromna pensja i oczekiwania jakoś mają się ku sobie. Ale, czy zawsze musi być skromnie? Spróbujmy postawić prezydentowi jakieś poważniejsze zadania … np.: zawarcie paktów wojskowych z Rosją i USA, wyłonienie odpolitycznionych trybunałów i postawienie przed nimi b. prezydentów (należy im się jak psu micha!), podjęcie polityki zagranicznej, zagonienie premiera do roboty w kraju, itd., itd., ….

      Polubienie

    1. ~anzai

      Oczywiście Bet, masz rację! Też w głębi mej duszy ciemnej jestem za monarchią. Tylko … jakby się tak dobrze zastanowić, to przecież to już mamy. Mieliśmy króla, który został obrany królem Europy, teraz mamy królową, nadal mamy pałace prezydencki i rządowy wraz z zainstalowanymi tam dworami, mamy łoćca dyrektora jako kardynała (nie mylić z Richelieu), mamy dwórki i dworzan, a nawet baronów w poszczególnych województwach, mamy też „szlachciców na zagrodzie”, czyli znajomych króliczka na budżetowych posadach, itd., itd., … Nawet „h… d… i kamienie” się znajdą. 😉 🙂 😀

      Polubienie

      1. ~Bet

        Nieeeee…. To takie naciągane.
        Ja postuluję wybory prawdziwego króla i dziedziczenie tronu. To najbardziej sprawiedliwe i zależne tylko od natury 🙂
        Chociaż w dobie in vitro dziedziczenie też może być naciągane.

        Polubienie

    1. ~anzai

      Słuszna uwaga, ale w ZUS zamiast „ciemnego luda” zadziałał ciemny wysłannik Ministerstwa Pracy. Za to mamy jasność – poszukiwany jest „znajomy króliczka”.

      Polubienie

  2. ~kaloo

    Co za pomysły.Szukać dziedzica..Nawet te durne historyki co dzisiaj rządzą powiedzą wam,żeście do szkół nie chodzili.Nie pamiętacie co nam przyszło z poszukiwań przez 300 lat z okładem?A kto teraz będzie zatwierdzał kandydatów: Sanhedryn czy Departament Stanu.Bo zanim przyjdzie do konsensusu proponuję cykl ustawek w systemie pucharowym.Zwycięzca nie koniecznie wygrywa.Być może szalę przechyli napletek.Albo jego brak.

    Polubienie

    1. ~anzai

      Nie musimy szukać, mamy już przecież prawowitego (uznanego przez sąd) regenta Polski zastępującego króla polskiego przed dokonaniem jego wyboru, jest nawet księciem, tylko nie wiadomo, czy już dostąpił zaszczytu bycia „znajomym króliczka”. 😉 🙂 😀

      Polubienie

  3. Pingback: Raport aktywności | alE blogowanie

Możliwość komentowania jest wyłączona.