Prawnik w markecie … a lekarz?

Tak jak epoka PRL miała swoje nierozwiązywalne problemy z niedoborem papieru toaletowego i sznurka do snopowiązałek, tak i Nasza III Pospolita Najśmieszniejsza prawie od samego początku powstania boryka się m.in. z problemem lekarzy. Podobny problem, jeszcze do niedawna, miał wymiar niesprawiedliwości w RP Nr 3. Na szczęście jedną z niewielu rzeczy, jakie udało się naprawić byłemu ministrowi Gowinowi, była deregulacja zawodu adwokata. Pozytywne skutki były prawie natychmiastowe, spadły ceny usług prawniczych, zwiększył się dostęp i wybór obrońcy, oraz podniosła się świadomość prawna narodu.

Wprawdzie jednocześnie ożywili się wszelkiej maści pieniacze, za byle co podający do sądu, ale i wreszcie udało się pełowatym wypieprzyć niesfornego ministra sprawiedliwości. Bardziej dalekosiężne, i pozytywne skutki można obejrzeć np. na poniższej stronie, o ile – jak poprzednia dot. policjantki Moniki, z poprzedniego postu – nie zostanie ona zbyt szybko usunięta:
http://www.msn.com/pl-pl/finanse/najpopularniejsze-artykuly/prawnik-z-marketu/ar-BBhnmbu

Czy podobne środki można zastosować np. w zawodzie lekarza? Wydaje się to prostym i bardzo skutecznym rozwiązaniem. Lekarz w markecie, to przecież idealne rozwiązanie, chociażby z marketingowego punktu widzenia, gdzie obie działalności wzajemnie mogą się napędzać. W wyobraźni już widzę jak jeden członek rodziny pilnuje kolejki do lekarza, a pozostali „szlifują” wykładziny między regałami. Korzyść wielostronna, bo szybszy dostęp do lekarza to także znaczące wspomaganie badań przesiewowych.

Wiadomo jednak, że lepsze jest wrogiem dobrego. A więc takie samo nasuwające się rozwiązanie od razu powinno wywołać reakcję obronną i sprzeciw środowisk, a właściwie całych struktur korporacyjnych związanych z szeroko rozumianą służbą zdrowia. Bo przecież obecny system funkcjonowania służby zdrowia to prawdziwe dolce vita dla wszystkich „umoczonych w tym interesie”. Prym wiodą wszelkie prywatne praktyki lekarskie bazujące na nielegalnych związkach z uspołecznioną służbą zdrowia.

Nie należą do rzadkości sceny, gdy lekarz uspołecznionego np. POZ-u w jednej chwili – nie wstają nawet od biurka – zamienia się w lekarza prywatnego. I nagle to co niemożliwe w strukturze NFZ, natychmiast staje się wykonalne po uiszczeniu stosownych opłat. I tak kuźwa ma trwać! To przecież pacjenci mają stać w kolejkach do lekarza, a nie odwrotnie. Już słyszę koronne, acz zupełnie nieprawdziwe argumenty, że: a/ brak środków, b/ brak lekarzy, c/ kto ma ponosić odpowiedzialność za leczenie w hipermarketach, itd., itd., …

Dlatego nie łudźmy się! Żadne rozwiązania ułatwiające życie pacjenta – nawet te nie wymagające specjalnych nakładów ze strony państwa – nie wejdą w życie, bo nie zapominajmy, że funkcjonujemy w niezwykle silnych strukturach mafijnych, a służba zdrowia, jak sama nazwa wskazuje, ma służyć zdrowym … zdrowym na ciele, chociaż niekoniecznie na umyśle. 😀
.