Sikorski i Tusk moralnie odpowiedzialni za „Katastrofę Smoleńską”?

W zasadzie nie zamierzałem podbijać bębenka na którym ktoś inny ćwiczy odporność „ciemnego luda”, ale skoro do tej pory nikt, a nawet prawicowe mendia, nie podniosły tego tematu, to zaczynamy.

http://i.wp.pl/a/f/jpeg/27448/tusk_sikorski_afp_512.jpeg

Nie interesuje mnie to, czy Putin powiedział coś Tuskowi, czy nie, i czy było to akurat w lutym 2008 r., czy w innym okresie, bo możliwości było wiele –  chociażby na obchodach „70-lecia II Wojny Światowej w 01.09.2009 r. „, czy „Uroczystościach Katyńskich w dniu 7.04.2010 r.” – a propozycja Rosji była komentowana w obu państwach na wyższych i niższych szczeblach rządowych.

Ważne jest jednak to, że opinii publicznej nie powiadomiono o zmianie stosunków pomiędzy Rosją i Polską. Trwaliśmy więc w poczuciu coraz bardziej pozytywnej współpracy, i prawie przyjacielskich stosunkach, czego dowodziło obłapywanie się, i robienie misia podczas spotkań Putin – Tusk, a tymczasem narastała coraz większa wrogość powodowana brakiem reakcji ze strony Polski.

Zastanówmy się co by było, gdyby Tusk, zgodnie z zasadami wspólnej realizacji polityki zagranicznej powiadomił prezydenta L. Kaczyńskiego, nie tylko o propozycjach Putina, ale i o jego konkretnych zamiarach, oraz reakcji Rządu Polskiego, i wynikającej stąd radykalnej zmianie polityki polskiej? Czy wtedy doszło by do wyjazdu polskiej delegacji, na czele z prezydentem kraju, i w składzie w jakim ona się odbyła? Czy w ogóle delegacja wyjechałaby z Polski?

Na te pytania nie otrzymamy odpowiedzi, bo ktoś na najwyższych stanowiskach w państwie rażąco naruszył swoje obowiązki, i nie powiadomił prezydenta państwa, oraz innych instytucji o ważnych zmianach w polityce zagranicznej. No cóż „król Ubu” nie jest naszym wynalazkiem, chociaż jest o nas, o Polakach, także władców, którym wydaje się, że wszystko im wolno, jest u nas dostatek. Oto pani premier, nazywanej Donald Kopacz, także wydaje się, że może marszałka sejmu przełożyć przez kolano i spuścić mu lanie.

Jak obiecała, tak zrobiła, nie pomna tego, że o spotkanie ze swoim przełożonym, powinna zabiegać prawie tak jak o audiencję u papieża. Teoretycznie bowiem władza wykonawcza i władza ustawodawcza to nie kumple od kieliszka, czy nawet legitymacji partyjnej – jak to tłumaczą rzecznicy rządu. To są, wspólnie z władzą sądowniczą, podstawowe organa władzy państwowej, organa nie służące do gry miłosnej, ale do wzajemnej kontroli.

Nie wiadomo dlaczego do tej pory nie uregulowano tych kwestii? Jeżeli prezydent państwa na czas pełnienia urzędu zrzeka się przynależności partyjnej, to nie ma powodów, aby z takiego obowiązku zwalniać jego zastępcę. Także nie ma specjalnych powodów, aby najwyższe władze sądownicze wybierać według klucza partyjnego. Dlaczego? Bo partie już od ćwierćwiecza przestały być „przewodnią siłą narodu”, natomiast „ciemny lud” jeszcze nie zdążył sięgnąć po władzę, i już nie zdąży.
.