Rzeczpospolita – „Tańcz głupia tańcz”

https://www.youtube.com/watch?v=ixCDi3Wydz0

Dokładnie 25 lat temu powstał w Polsce pierwszy niekomunistyczny rząd Tadeusza Mazowieckiego. Mimo, że na czele państwa stał prezydent z poprzedniego systemu PRL-owskiego, najważniejsze resorty siłowe, i spraw zagranicznych trzymali nadal „komuniści”, w Polsce stacjonowało kilkadziesiąt tysięcy czerwonoarmistów, a na naszych granicach czekało kilkadziesiąt dywizji wojsk gotowych udzielić nam „bratniej pomocy”, to był to chyba najważniejszy dzień w nowej historii Polski. Transformacja systemowa przeszła w miarę gładko, bo widocznie tak miało być. Kłopoty zaczęły się nieco później, bo chyba też tak miało być.

Gdyby teraz z perspektywy czasu spojrzeć na to co działo się w Polsce i dzieje na Ukrainie, to trudno by nie dostrzec zastanawiającej analogii zdarzeń. W „Sierpniu 1980 r.” władzę w Polsce przejęła „Solidarność”, organizacja absolutnie nie przygotowana – co sama przyznała po czasie – do rządzenia prawie 40 milionowym krajem, i całkowicie rozwaloną przez siebie gospodarką. Po serii kompromitujących, chociaż przewidywanych porażek, Rosjanie oddają władzę. Trwa to dokładnie 10 lat, i prezydentem zostaje Lech Wałęsa.

Podobnie rzecz dzieje się u naszych sąsiadów na wschodzie. W listopadzie 2004 r. na Ukrainie wybucha „Pomarańczowa Rewolucja”, powstaje opozycyjny rząd, a potem kolejny, i jeszcze kolejny. 10 lat zamętu i Ukraina staje się bankrutem podobnym do naszego kraju. Wydaje się, że z punktu widzenia ZSRR i jego spadkobiercy Rosji, „przeczekiwanie” to dobry sposób na przetrwanie niedoświadczonych opozycyjnych rządów. Pytanie tylko: Ile można przeczekiwać z rączkami stale moczącymi się w nocniku?

Tak jak w każdym sporze, tak i w konflikcie międzynarodowym pojawiają się co najmniej dwie wersje zdarzeń. Jednak pomimo wielu posiedzeń Rady Bezpieczeństwa jakie od 2 marca b.r. aż do chwili obecnej odbywają się, nie podjęto żadnych zdecydowanych kroków. Wprawdzie uznano, że Rosja pogwałciła kilka umów międzynarodowych, ale wobec faktu, iż znacznie więcej grzechów na swoim sumieniu mają USA (Kosowo) i UE (zbrojne interwencje w Afryce i na Bliskim Wschodzie) zamiast wysłania pokojowych misji wojskowych, czy chociażby obserwatorów zdecydowano o wzmożeniu działań „duplomatołków”.

Czy warto więc pobrzękiwać szabelką i poszczekiwać na Putina, gdy samemu ma się znacznie więcej „za uszami”? Może lepiej spróbować urealnić nasze stosunki z sąsiadami ze wschodu?
.