Od falandyzacji do chazanizacji

Z polskimi (j)elitami politycznymi jest dokładnie tak samo jak z rowerami rozdawanymi lub kradzionymi u naszego wschodniego sąsiada – nieważne o co chodzi, ważne, aby po nazwisku. Czy jednak tak było zawsze? Gdyby postawić pytanie: Kto pierwszy zepsuł III RP, to niewątpliwie wszelkie wskazania by poszły w kierunku ekipy „prezydęta nie chcem, ale muszem” i polityków z jego korzenia. III RP, z którą wiązano nadzieje szybkiego przewłaszczenia PRL-owskiego majątku, nie miała wyjścia – Temidzie zatkano więc uszy, zakneblowano usta, i złamany miecz włożono do pochwy. 😉

http://www.humor.sadurski.com/p1_materialy/MmRmNjZjZmYxN2Ew/big_1.jpgDalej poszło już łatwo.

Jedną z pierwszych głośniejszych, acz bezprawnych decyzji prezydenta III RP było odwołanie adwokata Marka Markiewicza z funkcji Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Prezydent bowiem nie chciał, nie musiał. ale odwołał, bo uznał, że jak ma prawo powołać, to i może odwołać. A cooo!?   😀 😀   Zatrudniony adwokat prezydencki coś tam głową pokręcił i nawet niewiele dumając dopisał uzasadnienie, po czym słowo stało się ciałem. Markiewicza spuszczono do kanału otwierając tym samym nową epokę „falandyzacji prawa”.

Decyzja „prezydęta” była bezpodstawna, którą odwoływany adwokat mógł bez trudu zaskarżyć i wygrać sprawę. Przeważył jednak rozsądek. To już było nieźle działające państwo bezprawia, gdzie np. wicepremier, w celu popełnienia samobójstwa strzelał sobie trzykrotnie w brzuch, a szefowie najważniejszych instytucji państwowych ginęli w niewyjaśnionych wypadkach. Od tego momentu prawo i sprawiedliwość wyemigrowały z Polski.

Jak już wiadomo ostatni bulwersujący media konflikt prof. Chazana z panią prezydent HGW także przebiega pod znakiem totalnego bezprawia. Tutaj jednak nikt już nie sili się nawet na falandyzowanie. Popełnione zostały kryminalne czyny przy których rażące naruszenie prawa pracy to pestka. Kary jednak nie będzie, bo Temida już dawno uciekła z Polski, a za lekarzem zagrożonym odwołaniem ze stanowiska, murem stanęły „czarne strony mocy”.

Nie powiodła się więc nawet najprostsza czynność jaką byłoby legalne „wyniesienie z pracy na kopach” byłego dyrektora szpitala i prawdopodobnie nie uda się zatrzymanie kariery przyszłego polityka. Niech więc żyje i wyrasta nowa kadra wierzących polityków z nowym sumieniem:http://wiadomosci.onet.pl/kraj/prof-bogdan-chazan-opowiada-o-swojej-przeszlosci/ktwksTutaj już nawet deklaracja wiary jest zbędna.
.