Zdjęcie Tuska z Putinem koronnym dowodem … głupoty?

Niezwykle rzadko zdarzało mi się na tym blogu bronić premiera Tuska, a już nigdy bym nie przypuszczał, że przyjdzie mi wstawiać się za Antonim Maciarewiczem. No i właśnie „nadejszły takie wiekopomne chwile”. Już po raz któryś patrzę na przedmiotowe zdjęcie

i nadziwić się nie mogę głupocie mendiów i polityków, że aż tak wierzą w „ciemnego luda”.

No bo, gdyby nawet założyć, że zdjęcie nie jest fotomontażem, to gestu jaki wykonuje premier nie da się w żaden sposób zinterpretować jako wyrażenie zadowolenia z zaistniałej sytuacji. Jak widać na zdjęciu dłonie i łokcie trzymane są prawie w tej samej odległości od siebie, kciuki zwrócone do góry, a przedramiona prawie równolegle ułożone do siebie. To może oznaczać tylko ułożenie rąk na kierownicy, albo na … sterach samolotu.

Jest natomiast podobny gest wyrażający zadowolenie, jednak wtedy oba kciuki są zwrócone do siebie, a łokcie maksymalnie oddalone i odchylone na zewnątrz. Proszę sobie to przećwiczyć. Na upartego można by jeszcze uznać, że premier Tusk chciał zrobić „żółwika” z Putinem, ale wtedy dłonie powinny być znacznie wyżej, a kciuki także zwrócone do siebie. Wątpliwe jednak, aby Tusk miał to na myśli, a Putin zrozumiał, i chciał „odwzajemnić” oba gesty.

Powyższe rozważania potwierdzają kolejne zdjęcia, a głównie to:

Można się upierać, że np. na zdjęciu Putin pokazuje jak „pożegnał się” z upierdliwym polskim prezydentem, ale tak się składa, że akurat na filmie (już wycofanym z YouTube) ten gest obrazuje lot samolotu, który nagle chce wykonać niemożliwy już manewr wznoszenia się do góry. No i teraz sekwencja zdjęć wydaje się jasna i zrozumiała. Należy przecież wierzyć znanemu oblatywaczowi wszystkiego co lata od lotni aż do myśliwców wojskowych. Panowie więc rozmawiali o ostatniej fazie lotu TU 154 M. Czyżby zatem totalna wpadka braci Karnowskich, którzy zdecydowali się na publikację zdjęcia i komentarz? Niekoniecznie …

Pozornie przedsięwzięcia wykonywane przez braci Karnowskich, a przede wszystkim przez A. Macierewicza wydają się głupie i bezsensowne, i jako takie tępione są już na każdym etapie ich powstawania. Zastanówmy się jednak dlaczego do tej pory nie wykonano najprostszych możliwych symulacji na bliźniaczym samolocie TU 154 M. Od prawie 2 lat prokuratura nie potrafi stwierdzić, jakie czynniki mogą spowodować taki sam odczyt przyrządów pomiarowych wskazujących obecność środków wybuchowych (np. trotylu). W tej sytuacji „rżnięcie głupa” wydaje się jedynym rozsądnym zajęciem zwracającym uwagę na bezczynność władz polskich.

Podobnie wygląda sprawa z czarnymi skrzynkami co do których istnieją podejrzenia, że zapisy przekazane Polsce zostały zmanipulowane, a sam zapis celowo zaszumiony w taki stopniu, aby nie można było odczytać kluczowych nagrań rozmów w kabinie pilotów, czy chociażby dźwięków (ewentualnych wybuchów) z pozostałej części samolotu. A przecież wystarczyłoby dokonać takich samych zapisów w bliźniaczym samolocie, i sprawdzić, czy praca silników zagłusza akustykę wnętrz samolotu, n.b Tu 154 B i E leciałem wielokrotnie i poza ledwo słyszalnym szmerem klimatyzacji nie zauważyłem żadnych innych hałasów.

Nie wykonano także żadnych poglądowych symulacji ostatniej fazy lotu, a przecież znany jest chociażby tor lotu jaki samolot przebył od pierwszych ściętych gałęzi, poprzez zderzenie ze „stalową brzozą”, aż do zetknięcia się z ziemią. Te trzy punkty to najważniejsze odnośniki w najprostszych aplikacjach komputerowych, mogące potwierdzić, albo zaprzeczyć najbardziej dziwnym hipotezom. To wydaje się potwierdzać, że obie partie niedoszłego POPISu uczestniczą w grze zwanej popularnie „zabawą w złego i dobrego policjanta”. Grają, bo to odwraca uwagę od najważniejszych problemów w kraju.
.