W co gra Putin, czyli rosyjska ruletka

Tytułowe pytanie od wielu tygodni fascynuje cały świat. Wydaje mi się jednak, że bardziej stosownym byłoby zadać pytanie „W co gra reszta świata?”. O „Jałtańskim” powojennym podziale świata nie ma co wspominać, bo uległ on wielokrotnej i radykalnej zmianie. Już w 1988 r. w Reykjawiku najważniejsze mocarstwa świata podpisały porozumienie i w chwilę potem opadła żelazna kurtyna, padł mur berliński, rozwiązano układ warszawski, a w miejscu rozpadu byłej Jugosławii i europejskiej części ZSRR pojawiło się 11 nowych państw.

Czy nowy podział Europy wprowadził nową atmosferę pokoju i współpracy? Nic bardziej błędnego! W Europie nie ma państwa, które by było wolne od konfliktów na tle przygranicznych nieporozumień. Praktycznie każdy do każdego ma o coś pretensje, i każdy czeka na okazję, aby te rachunki krzywd wyrównać. O ile jednak Europa Zachodnia próbuje się jakoś dogadywać i regulować spory stosownymi regulacjami prawnymi, to nasz potężny wschodni sąsiad wszelkie spory próbuje rozstrzygać maczugą.

Można się spierać, czy okres „pierestrojki Gorbaczowa” wykorzystano na Zachodzie, czy zaprzepaszczono tę szansę, nie da się jednak pominąć roli jaką dla siebie i „swojej Rosji” wyznaczył pewien człowiek niesłusznie i pogardliwie zwany „pułkownikiem KGjeBistą”.

W tym momencie niezbędna uwaga: Na blogu zdarzało mi się popełniać wpisy, które nie odzwierciedlają moich sympatii do czegoś, kogoś, a jedynie przedstawiają – moim zdaniem – obiektywny rzut oka na bieżące wydarzenia. I chociaż takich panów jak np.: Lenin, Dzierżyński, Trynkiewicz, Putin, itp. ciąłbym na plasterki i sypał solą, to jednak trzeba przyznać im rację w różnych innych kwestiach.

Wracamy więc do pułkownika KGjeBisty.

Putin totalnie nie zgadzał się z polityką Gorbaczowa, a Jelcyna traktował tak jak należało traktować człowieka, który na oficjalnym spotkaniu z Clintonem, zakasując rękawy, płynnie, a nawet za bardzo płynnie, dyrygował orkiestrą wojskową. Toteż nie ma się co dziwić, że XXI wiek na razie w Rosji upływa pod znakiem Putina. To nic, że „bizantyjski przepych” jak i potworna nędza obywateli rosyjskich przyćmiewa to co już zobaczyliśmy na Ukrainie. Rosjanie chcą być mocarstwem światowym, i zacisną jeszcze mocniej pasa, aby spełnić te marzenia, bo naród to dzielny, dumny i bohaterski, a ich prezydent zdolny i inteligentny, chociaż oczka ma czerwonawe i podniebienie czarne.

Byłemu KGjeBiście można zarzucać wiele, ale w obecnej sytuacji nie da się z niego zrobić ludobójcy zbrodniarza, nawet jakby wymordował połowę Ukrainy i cały wrogi Krym. Nie da się nawet postawić zarzutu bezprawnej agresji na sąsiedni kraj. Nie on bowiem zaczął. Po rozpadzie ZSRR podległe dotąd republiki zaczęły walczyć o swoją autonomię. O ile Rosja mogła odpuścić sobie malutkie republiki nadbałtyckie, lub większe, ale pustynne na południowym wschodzie, to Ukraina stanowiła radziecki arsenał broni jądrowej, a Krym był największym portem wojennym byłej ZSRR.

Na Ukrainie nie można było więc – tak jak np. w innych republikach, gdzie napierdzielano czołgami na parlamenty – dokonać prostej separacji z jeszcze prostszych przyczyn. Był to teren z zagospodarowanym przemysłem zbrojeniowym, i wyszkolonymi specjalistami w produkcji najnowocześniejszej broni. Z tych powodów w połowie 1991 r., po upadku puczu Janajewa, Ukraina wśród wielu innych republik ogłosiła niepodległość. Krym uzyskał status autonomicznej republiki, a Sewastopol wszedł w skład Ukrainy. Znajdująca się na Sewastopolu baza rosyjskiej floty Czarnomorskiej uzyskała dzierżawę do 2017 r.

Jak mendia podają Putin ma raka i jest w ciąży. Z tym można się zgodzić, bo z mendiami jeszcze nikt nie wygrał. Trudniej już przyjąć, że to Putin pierwszy zaatakował Gruzję, a nawet Ukraiński Krym. W rzeczywistości bowiem to Gruzja zaatakowała Osetie, a Rosja, jak zwykle” stanęła w obronie mieszkających tam obywateli rosyjskich. Podobnie jest z Krymem. To przecież na majdanie kijowskim pogwałcono konstytucję obalając prawowite prorosyjskie władze ukraińskie, i bezprawnie ustanawiając nowe prounijne.

W wyniku zamieszek na majdanie, jak i utworzonej nowej sytuacji politycznej, większość obywateli zamieszkujących Ukrainę (w tym Krym) mogła się poczuć zagrożona, a zbawca narodu rosyjskiego Putin, mógł znowu wystąpić w roli „niosącego pomoc”. W chwili obecnej cokolwiek złego stanie się na Krymie, będzie sukcesem KGjeBisty Putina. Nawet jeżeli „Marsjanie” rozpoczną wojnę, to Putin wyprowadzi swoje wojska i zapowie bratnią pomoc i wprowadzenie porządku.

Nie może tego zrobić Ukraina, bo wszelkie akcje siłowe zostaną od razu uznane za uciskanie ludności rosyjskiej, i podstawę zbrojnego odwetu Rosji. W tej sytuacji pozostaje tylko zrobić „ściepę na Putina” i wysupłać grosiki na sankcje ekonomiczne. Czy ktoś na to się zdecyduje? Niestety, chyba będzie tak jak w piosence „Nie od razu, miła nie od razu”:
http://www.youtube.com/watch?v=54Zkodu300E

W przełożeniu na politykę oznacza to, że musi się polać krew, bo każda kropla krwi jest na wagę Euro, Funta, albo Dolara. Dopiero potem wielcy władcy tego świata wyjmą z kieszeni mamonę i wypłacą odszkodowania Francji, Niemcom, i W. Brytanii za poniesione straty. A Ameryka? No cóż , Jankesi, jak zwykle zasiądą w fotelach z Pop Cornem i będą oglądać teatr europejski z Putinem w roli głównej, jako laureata nagrody Nobla … chciałbym się mylić.
.