Maria Dora – niedokończony portret …

.
Przygoda z Nią zaczęła się niewinnie. Nie znając siebie, w sierpniu 2009 r., w odstępie kilku godzin, napisaliśmy notki na temat przerwanego „Rajdu Szlakiem Bandery”. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że pomimo kilkunastoletniego stażu i obecności w internecie, rozpocznę karierę blogera. W necie działałem zawodowo od 1994 r., onetowski blog założyłem prawdopodobnie gdzieś na przełomie lat 1996/1997, przenosząc się z innych forów. „Bez komentarza” traktowałem wyłącznie jako magazyn tekstów, stąd też od kilkunastu lat miałem wprowadzoną opcję wyłączenia możliwości komentowania.

Po zostawieniu na Jej blogu komentarza z linkiem na moją stronę, włączyłem opcję komentarzy, i … pojawiła się! Raczej z ostrożności niż uprzejmości wymieniliśmy kilka kolejnych komentarzy, i … zaczęliśmy się nawzajem obwąchiwać. Była osobą nieznaną, ale z Jej opiniami liczyli się najważniejsi politycy ostatnich lat. Wśród kobiet zajmujących się polityką, była niekwestionowaną liderką, a zarazem najczęściej i najchętniej czytaną blogerką. Jej wpisy zawsze były starannie opracowane, niezwykle rzetelne, poparte faktami, a jeszcze częściej materiałami naukowymi.

Liderowała także w męskiej grupie blogerów. W latach 2008-2010 to wydruki jej notek, obok Azraela, i JKM trafiały na biurka rzeczników różnych służb, i osób monitorujących PR-owski ruch sieciowy. W swoich wpisach zamieszczanych na blogu nigdy nie obrażała nikogo (wyjątkiem były sytuacje, gdy zajadle atakowana przez trolli i konkurencję odpowiadała agresywnym wpisem). Ale jej komentarze były już całym żywiołem, bo należała do tych „oddających z nawiązką”. Jakby na drugim biegunie z niezwykłą czułością i serdecznością zajmowała się początkującymi blogerami, szczególnie blogerkami.

To ona skłoniła mnie do otworzenia komentarzy, i innego spojrzenia także na dziennikarstwo społeczne. I to ona w końcu nieświadomie zniechęciła mnie do podejmowania kontrowersyjnych tematów. Już po kilku miesiącach naszej znajomości „zostałem zdekonspirowany”. Zarzuciła mi kłamstwo twierdząc, że piszę nieprawdę podając różne miejsca zatrudnienia w przeszłości, a co za tym idzie różne (pewno nieprawdziwe) zawody wyuczone. Nie uwierzyła, że można było zawodowo parać się elektroniką cyfrową i jednocześnie psychologią, a dodatkowo społecznie ławnikować. Kontakty nasze ochłodziły się.

Już wtedy wiedzieliśmy oboje, że między nami nie istnieją stany pośrednie. Pytanie: Przyjaciel, czy wróg? zadawaliśmy sobie wielokrotnie. Drogi nasze cyklicznie rozchodziły się, i tak samo cyklicznie wracały w dawne torowiska. Nie lubiła przyznawać się do popełnionych błędów, ale po którejś nocy, spędzonej wspólnie na wymianie kilkudziesięciu komentarzy zamieszczonych w mojej „Księdze gości”, wyjaśniliśmy sobie wszystko, a nawet więcej, i kontakty nasze uregulowały się. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Wierzyłem, i wierzę nadal, że wróci jeszcze do Świata Wirtualnego i swoich przyjaciół, nawet jeżeli będzie to tylko powrót czysto wirtualny. Broniła swojej prywatności i anonimowości, i to Jej się udało. Można skwitować to tylko słowami piosenki (link niżej):

„Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt, bo tego nie wiesz nawet sama Ty …”