Ten jeden magiczny dzień

Wigilia. Magiczny dzień w którym zawsze działy się różne cuda. W naszym domu tych cudów zdecydowanie było jednak najwięcej. Splot różnych losów dziejowych spowodował, że rodzina podzielona kilkoma mezaliansami, i wynikającymi stąd odmiennymi światopoglądami, po II wojnie światowej zmuszona była przejściowo zamieszkać wspólnie w rodzinnym domu.

Aneks. Domów było sześć (pradziadkowie mieli ośmioro dzieci), ten pozostał w rękach moich dziadków do 1962 r., potem został sprzedany miejscowym władzom komunalnym. I tylko ten dom trwa do dzisiaj. Pozostałe dworki można obejrzeć na stronie:
http://legionypolskie.blogspot.com/2013/12/rauty-bale-kobiety-i-dyplomacja-ii-rp_13.html#comment-form
Domy rodzinne wybudowane na ich miejscach już nie istnieją, zostały wyburzone pod nową zabudowę.

W tym dużym jednopiętrowym domu, wybudowanym i rozbudowanym w latach 1912-1927 przez pradziadka, oraz w zabudowaniach w głębi ogrodu (spełniały one kiedyś rolę kordegardy), mieszkała moja prababcia ze swoimi 3 córkami, 2 synami, i ich rodzinami. Pozostałe dzieci prababci (1 córka, i dwaj synowie ze swoimi rodzinami) mieszkały oddzielnie. Rodzina była liczna, ale w miarę upływu czasu coraz bardziej dzieliła się kulturowo, obyczajowo, i niestety przede wszystkim politycznie.

Dwa najbardziej skrajne bieguny zajmowali najsławniejsi stryjowie: jeden były rotmistrz w Legionach Piłsudskiego, a drugi któryś tam sekretarz (nb. te funkcje były numerowane) w … Komitecie Wojewódzkim PZPR. Po strajkach w 1980 r. rodzinny wachlarz polityczny uzupełnił przewodniczący zakładowego NSZZ „Solidarność”. Mieliśmy też w rodzinie majora milicji, i byłego księdza – byłego bo, ku rozpaczy prababci, zakochał się i zdjął szaty kapłańskie.

Aneks. Na powyższym zdjęciu są dwaj główni bohaterowie wspólnych spotkań rodzinnych: stryj Julian (w kapeluszu – wtedy już był majorem w Legionach), i obok niego, pierwszy z prawej, przyszły I Sekretarz KW PZPR, na zdjęciu jeszcze jako zwykły chłopo-robotnik.

Nie brakowało również reprezentantów różnych wyznań od rzymsko-katolickich, poprzez prawosławie, aż do judaizmu. Oczywiście w ślad za tym pojawiały się w rodzinie odrębności kulturowe, majątkowe, i wynikające ze statusu społeczno-zawodowego (pochodzenie, wykształcenie, stanowisko).

Tutaj również wyróżniali się moi stryjowie, bo jeden był prawdziwym hrabią (co prawda majątek jego po wojnie znalazł się we władaniu ZSRR), a drugi prawdziwym chłoporobotnikiem. Jedynym wytłumaczeniem tych przedziwnych paradoksów była szalona miłość, która łączyła bliskie sobie pary małżeńskie.

Również status rodzinny nie był równy, bo niektórzy ponosili skutki sprzeciwienia się woli rodziców i zostali wydziedziczeni, a nawet wyklęci – przytrafiło się to obu stryjom, którzy ze względów czysto politycznych ściągnęli areszt na swojego adwersarza (legionista zamknął komunistę, a potem było na odwrót), i często wymierzali do siebie z posiadanej broni służbowej. Inni natomiast korzystali z łaskawości rodziców i stawali się beneficjentami rodowych dóbr. Z tych powodów większość członków rodziny, niezbyt przychylnie patrzyła na siebie i starała się chodzić własnymi ścieżkami.

Ale zawsze był taki jeden dzień w roku, gdy po ukazaniu się pierwszej gwiazdy na niebie, cała rodzina z różnych stron zdążała do dawnego domu rodzinnego, aby zasiąść przy wigilijnym stole. Nie wszystkim przychodziło to łatwo. Natomiast wszyscy mieli w oczach prawdziwe łzy szczęścia. Nie można było już odwrócić przeszłości, zresztą nikt do tego nie dążył. I raczej też nie można było zmienić przyszłości, ale zawsze można było się cieszyć teraźniejszością.

Po odmówieniu modlitwy (w której z oczywistych względów nie wszyscy uczestniczyli) dzielono się opłatkiem. I to była zawsze ta najbardziej uroczysta część wigilijnej wieczerzy. Dlatego warto było widzieć jak obaj moi stryjowie, pod bacznym okiem prababci, i namową najbliższych, podchodzą do siebie, i przełamują się nie tylko opłatkiem.

Rodzina była muzykalna, poza zawodową flecistką, kilkanaście osób grało na instrumentach klawiszowych (mieliśmy stary klawesyn), i skrzypcach. Wszystkich jednak przebijał stryj (któryś tam sekretarz partii), który nie tylko grał na wielu instrumentach, ale też wyszukiwał, i przygotowywał zestawy nut i śpiewników.

Oczywiście dla nas, wówczas jeszcze dzieciaków, liczyła się ta najatrakcyjniejsza część, kiedy można było wreszcie dobrać się do prezentów. Nie przychodził Święty Mikołaj – bo niewątpliwie mógłby się pobić z Dzieciątkiem, i Dziadkiem Mrozem – ale stosowne prezenty leżały już pod choinką, i przybywało ich coraz więcej w miarę przybywania gości.

Niestety prababcia zmarła, gdy miałem niespełna 7 lat … ale tradycja rodzinnych spotkań przy wigilijnym stole pozostała. Oczywiście są to wigilie do których zasiada się wielokrotnie, i w różnym składzie (bo przecież nie da się zebrać wszystkich w jednym miejscu i czasie, do niektórych już kolejnych prababć trzeba jechać, inni musieli pracować, dwukrotnie wigilię obchodziliśmy przy łóżku szpitalnym), ale za to nikt w tym dniu nie pozostaje samotny. Samotni nie są nawet ci, którzy już odeszli, bo na ich grobach palą się znicze, a ich duch pozostaje przy nas właśnie w tym jednym magicznym dniu w roku.

I chociaż domu rodzinnego od dawna już nie ma (po wywłaszczeniu w 1970 r. na tym miejscu wyrosło budownictwo wielkopłytowe, a rodzina zamieszkała oddzielnie), to jego pamięć przetrwała. Stąd też zawsze w czasie spotkania wigilijnego, po odśpiewaniu kolęd, i rozdaniu prezentów padają sakramentalne pytania: A pamiętasz jak …?

I pamiętają wszyscy, nawet ci, których jeszcze wtedy nie było na świecie.

13 uwag do wpisu “Ten jeden magiczny dzień

  1. ~Bet z peerelu

    Przepiękna historia….nadaje się na prawdziwa Sagę Rodzinną. Szkoda,że zanikają tradycje rodzin wielopokoleniowych.Wielka szkoda.Nic nie stworzy takiej atmosfery jak wspólne kilkupokoleniowe Wigilie i spotkania rodzinne.Masz wielkie szczęście być w takiej rodzinie. Pisz wspomnienia, to naprawdę ciekawe.

    Polubienie

    1. ~anzai

      Magia tego dnia polegała na tym, że tylko (a może aż) przez te 3-4 godziny wspólnej Wieczerzy byliśmy razem. Potem przez resztę świąt „zajęcia” odbywały się już jak zwykle w podgrupach. To był jednak opis tego co zapamiętałem w okresie od 3 do 7 roku życia. Ta magia przetrwała do czasu rozpoczęcia studiów, potem nastąpiły kolejne etapy, i m.in. grudzień 1981 r. Ale to już inna historia. anzai 2010-03-27 18:56

      Polubienie

  2. alElla

    Klik dobry:)Zgadzam się z Bet. To przepiękna historia… Jakże mi brak takich wielopokoleniowych Wigilii… Gdzie się podziały prababcie? Przecież średnia długość życia wydłużyła się, a tak trudno spotkać się czterem pokoleniom…

    Polubienie

    1. anzai

      Wiesz Elu, dobrze byłoby przypomnieć właśnie teraz, że te prababcie nadal są, jest ich nawet więcej, ale przeważnie w Domach Pomocy Społecznej… I to jest chyba największy problem zbliżających się Świąt.

      Polubienie

  3. alElla

    Z przyjemnością czytam raz jeszcze. Zalinkuj to Anzai na samej górze, albo zrób wznowienie. To takie piękne wspomnienie.

    Polubienie

    1. ~ anzai

      Miło, że tekst się podobał, jeszcze. Niestety, po dacie publikacji na blogu, nic więcej nie mogę zrobić, bo tekst już należy do „Rzepy”. Niektóre notki na tym blogu są pierwo(brudno)pisami, i do nich należy właśnie ta.

      Polubienie

        1. ~ anzai

          Ja wtedy toczyłem jakąś kolejną wijnę z Onetem. Często miałem zalogowanego bloga i na komentarz decydowali się tylko ci, którym nie przeszkkadzało logowanie.

          Polubienie

    1. ~anzai

      No właśnie. Okazuje się, że Wigilia przełamuje nie tylko opłatek, ale i wewnętrzne opory. I co z tego, że robi to tylko w tym jednym dniu? Przełamuje!

      Polubienie

    1. ~anzai

      To nie był mój stół, ściągnąłem go z Wikipedii. „Moje” były podobne, ale czarno białe i nie z Wigilii. Wtedy podobno nie wypadało robić zdjęć z takich uroczystości jak: pogrzeby, święta religijne … podobno.
      Mam sporo zdjęć wnętrz tych dworków, ale żadne z nich chyba nie dotyczy Wigilii.

      Polubienie

  4. Pingback: Świąteczna Księga Tradycji cz.III | alE blogowanie

Możliwość komentowania jest wyłączona.